Trwa ładowanie...

W dole wąwozu. Wtorek, 31 grudnia 1822 roku. Noc. Wiedźma

Dwieście lat temu w spalono na stosie kobietę oskarżoną o czary. Rzucona na mieszkańców klątwa zbiera krwawe żniwo.

Materiał sponsorowany przez Prószyński
 Źródło: Unsplash
d1npcrd
d1npcrd

Pędziła przez pogrążony w ciemności las. Mróz kłuł ją w twarz. Nie zważała na to. Nie było czasu. Wiedziała, że mieszkańcy osady ją gonią i czuła, że tym razem nie zdąży uciec. W dole słyszała krzyki i złowrogie trzaskanie ognia. Płomienie objęły już chyba dużą część przysiółka. Nawet tu wyżej, niedaleko od wąwozu, w powietrzu czuć było duszący dym. Starała się nie kaszleć. Mogliby ją usłyszeć, zanim zdoła się skryć. Byle tylko dobiec do wąwozu!

Nagle w ciemności dojrzała czarną sylwetkę. Mężczyzna wyszedł spomiędzy drzew na ścieżkę. Zagradzał jej teraz drogę. A więc rozdzielili się, żeby ją otoczyć! Nie mogła już się wycofać. Była jak zwierzyna zapędzona w pułapkę.

– Stój, wiedźmo! – zawołał mężczyzna i uczynił znak krzyża. – Ani kroku dalej w imię Pana naszego, Jezusa Chrystusa.

Splunęła wściekle. Trafiła w śnieg, a nie w niego, ale i tak sprawiło jej to trochę satysfakcji. Byli tacy zadufani w sobie. Mierziło ją to.

d1npcrd

– Wycieracie sobie wasze parszywe gęby imieniem swojego boga – zawołała. – A przecież podobno nie powinniście przyzywać jego imienia nadaremno!

Źródło: materiały partnera

– Milcz!

– Na tym wam najbardziej zależy, prawda? – syknęła. Było tak zimno, że z jej ust unosiły się kłęby pary. – Żebym milczała?! Boicie się wiedzy? Boicie się słów prawdy?

– To wy w magiczny sposób podpaliłyście kolejny raz naszą wieś, kobieto – warknął mężczyzna. – Jesteście demonem! Zasługujecie na śmierć!

d1npcrd

– Nic nie podpaliłam. To wy nie umiecie posługiwać się ogniem. Sami podpalacie swoje domy, ty i reszta. Przez nieuwagę i zaniedbanie. Jeden z drugim popije, fajkę kopci, aż iskry lecą, a do tego przyśnie i nieszczęście gotowe. Nie mam z tym nic wspólnego!

– Łżecie, suko szatana!

Chciało jej się śmiać. Nie wiedzieli nic nawet o własnych wierzeniach. Zaraz jednak powrócił lęk. Może i byli okrutnikami i głupcami, ale mogli ją skrzywdzić. Rozważała, czy nie zawrócić do wsi. Wiedziała jednak, że to jej nie uratuje. Tam byli inni. Jedynym ratunkiem mógł być wąwóz. Tam miała szansę się ukryć. Nie odnajdą jej. Bali się mocy tkwiącej w tym miejscu. Mówiło się, że mieszka tam pradawne przekleństwo. Strzyga. Potwór od dawna pogrążony był we śnie, ale mógł się przebudzić. Wiedźma również się bała. Wiedziała wszelako, że ta pierwotna siła sprzyjała bardziej jej, nie mieszkańcom osady.

d1npcrd

– Nie mam nic wspólnego z waszym szatanem – warknęła.

– Doprawdy? Czy zaprzeczycie, kobieto, żeście leczyły czarami i ziołem? Że spędzałyście płody naszych żon?!

Zaśmiała się cierpko. Teraz nie mogła się już powstrzymać.

– Nie wszystkie chciały takich tatusiów dla swoich dziatek. Robiłam to, bo wy je gwałciliście i narzucaliście im swą wolę. Niedoczekanie. Drzwi mej chaty zawsze były otwarte i jestem z tego dumna.

d1npcrd

– Wasza chata już płonie, wiedźmo – zawołał mężczyzna. – Tak jak spłoniecie i wy. Za to żeście czarami wywołały pożar.

Chciała zaprzeczać, ale nie było sensu. Spośród drzew słychać już było coraz wyraźniejsze odgłosy nawoływań i szczęk żelaza. Reszta goniących była już bardzo blisko. Wiedźma znalazła się w potrzasku. Zrozumiała, że nie zdąży dotrzeć do wąwozu. A skoro tak, będzie zmuszona użyć drastycznych metod. Wcale tego nie chciała. Wiedziała, że są siły, z którymi nie powinna igrać nawet ona. Zwłaszcza ona. Zwłaszcza w gniewie, kiedy czuła się zaszczuta. Nie chciała jednakowoż poddać się bez dania im nauczki. Może którykolwiek z nich się opamięta? Może choć jeden.

– Puść mnie, panie – poprosiła ostatni raz. Tym razem delikatniej. – Twojej żonie nie raz pomogłam, kiedy wasze dziatki chorowały.

d1npcrd

Myślała, że może w ten sposób go przekona. Poruszył się gniewnie.

– Tykałyście moje dzieci, suko szatana?!

Nie tylko nie pomogło, ale chyba jeszcze pogorszyło sytuację. Zrobił krok w jej stronę. Zostało jej tylko jedno.

Pozwoliła, żeby gniew zawładnął jej ciałem. Oskarżali ją o korzystanie ze złych mocy, niech i tak będzie. Zaczęła szeptać. To były dawne słowa, prastara mowa, i las szeptał je razem z nią. Echa takich słów nigdy nie milkną. Nawet kiedy miną wieki, one zawsze będą szumieć wśród drzew tego miejsca.

Materiał sponsorowany przez Prószyński
d1npcrd
d1npcrd