Trwa ładowanie...

Szokujące odkrycie stewardesy. Przerażona pobiegła do pilota

Co powinna zrobić stewardesa, gdy na pokładzie odkryje, że jeden z pasażerów nie żyje? To przydarzyło się m.in. Polce pracującej w zagranicznych liniach lotniczych. Teraz wraz z koleżankami opowiada o tej i innych szokujących sytuacjach, jakie przytrafiły im się na pokładach samolotów.

Share
Praca stewardesy nie jest usłana różami
Praca stewardesy nie jest usłana różamiŹródło: Pixabay
d89jzl2

Bycie stewardesą to styl życia, którego z racji wysokich wymagań może zasmakować tylko wąska grupa ludzi. Dodatkowo ciężko jest się z nimi umówić na dłuższe spotkanie, bo ciągle są w powietrzu. Po wielu próbach szczęśliwie udaje mi się w końcu namówić kilka stewardes na wspólny wypad "na miasto". Spotykamy się w jednej ze stołecznych restauracji. Wcześniej ustalamy, że każda ze stewardes ma przygotować kilka swoich ulubionych historii lotniczych.

Zanim zamienię się w słuch, jak jeden mąż zapewniamy się wzajemnie, że wszyscy zachowamy dyskrecję i żadne imiona ani nazwiska z naszego spotkania nie wypłyną. Panie czują wyraźną ulgę, choć żartujemy, że wygląda to trochę jak zjazd jakiejś sekty. – No to teraz będzie się działo! – kwituje jedna ze stewardes, ewidentnie rozemocjonowana na myśl o podniebnych wspominkach.

Prezentujemy fragment książki Krzysztofa Pyzi "Stewardesy. Cała prawda o lataniu", która 12 stycznia ukaże się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.

d89jzl2

Kiedyś mówiło się, że dotknięcie stewardesy przynosi szczęście. A jakie przesądy mają same stewardesy?

Najpopularniejszy przesąd mówi o tym, że nie można na chwilę przed lotem przyszywać guzika do munduru. Jeśli się to zrobi, lot będzie odwołany, opóźniony albo pasażerowie będą bardzo nieznośni.

W wielu polskich domach do dzisiaj wierzy się w przesąd, który mówi, że jeśli w wigilijny lub noworoczny poranek próg naszego domu pierwszy przekroczy mężczyzna, cały kolejny rok będzie szczęśliwy. W lotnictwie stewardesy mają podobny przesąd?

Tak! I brzmi on dokładnie tak samo! Mianowicie mówi się, że gdy pierwszy na pokład wejdzie mężczyzna, czeka nas spokojny i bardzo przyjemny rejs.

Polskie gwiazdy uciekają w ciepłe kraje. Wkrótce może to być niemożliwe

Do rozmowy włącza się inna stewardesa:

– À propos pasażerów płci męskiej. Wśród nich jest wielu fetyszystów. Ostatnio głośno było o stewardesach, które sprzedawały swoje używane rajstopy na aukcjach w internecie. Wystarczyło podkreślić, że są mocno znoszone, i wstawić zdjęcia nóg w tych rajstopach, by znalazł się chętny. Niektórzy byli w stanie zapłacić za nie nawet pięćset funtów, zwykle jednak używane rajstopy stewardes można kupić za dziesięć–dwadzieścia funtów.

d89jzl2

W Polsce zresztą też są oferty sprzedaży takiej bielizny, trzeba tylko dobrze poszukać. W ogłoszeniu wystarczy napisać "używane rajstopy stewardesa", by otrzymać wiadomość w stylu: "Cześć, chciałbym kupić twoje rajstopy. Musisz mi tylko wysłać zdjęcie, jak masz je na sobie. Może być bez głowy".

– Tak, to prawda – odzywa się moja kolejna rozmówczyni.

– Wyobraź sobie, że w internecie naprawdę nie brakuje fetyszystów. Zagraniczne portale aukcyjne regularnie usuwają takie oferty. Zresztą w Polsce też jest tego mnóstwo. Zgadnij, za ile można sprzedać używane, zniszczone rajstopy?

Nie wiem, trzydzieści złotych?

Chyba oszalałeś! Jak dobrze pójdzie, sprzedasz parę nawet za osiemdziesiąt złotych! Wystarczy w tytule aukcji wpisać na przykład "fetysz", a w jej opisie dodać, że nosiła je stewardesa. Plus obowiązkowo trzeba wstawić zdjęcie nóg w tych rajstopach.

d89jzl2

(...)

Wtedy odzywa się kolejna stewardesa:

– Przypomniało mi się, jak kiedyś chciałam być bardzo życzliwa dla pewnej pasażerki, tak na oko może pięćdziesięcioletniej. Leciała samotnie, zajmowała miejsce przy oknie. Po jakimś czasie zauważyłam, że kobieta ciągle wpatruje się w okno, a jej twarz jest bardzo zmartwiona. Postanowiłam do niej podejść i zapytać, czy dobrze się czuje. Kobieta smutnym głosem powiedziała, że wszystko z nią w porządku.

Chcąc być miła, powiedziałam jej, że ma bardzo ładny wisiorek. To była taka zawieszka przypominająca małą beczułkę. Z ciekawości, pół żartem, pół serio, powiedziałam, że w takiej zawieszce można by coś schować. Na to kobieta odparła: "W tym wisiorku są prochy mojego męża. Zmarł niedawno na raka". Kompletnie nie wiedziałam, jak zareagować. Z "burakiem" na twarzy mruknęłam tylko, że bardzo mi przykro, po czym prędko schowałam się w naszej pokładowej kuchni.

d89jzl2

Na te słowa do rozmowy przyłącza się inna stewardesa, jednocześnie szarpiąc swoją koleżankę:

– Opowiedz, co tobie się przydarzyło!

Ta druga jednak nie jest zbyt chętna do zwierzeń. Następuje chwila krępującej ciszy, w trakcie której wszystkie spojrzenia lądują na twarzy tajemniczej kobiety. Ta, widząc to, w końcu zaczyna nieśmiało swoją opowieść:

– Jestem jedną z niewielu stewardes, które w trakcie lotu miały do czynienia ze śmiercią pasażera... Nie życzę tego żadnej z moich koleżanek! To trauma, która zostaje w głowie na całe życie. To był kilkugodzinny lot. Wolę nie mówić, dokąd konkretnie, by rodzina zmarłego nie odgadła, że chodzi o tę osobę. W każdym razie pośród blisko dwustu pasażerów był pewien sympatyczny starszy pan, który leciał za granicę w odwiedziny do swojej córki, jeśli dobrze pamiętam.

d89jzl2

Mężczyzna w trakcie lotu zachowywał się wzorowo. Nikogo nie obrażał, siedział spokojnie na swoim miejscu. Zaraz po starcie, gdy rozpoczął się serwis, pan poprosił o whisky z lodem. Wypił jedną, drugą, trzecią szklankę. Wraz z każdą kolejną robił się coraz bardziej zajmujący. Zagadywał mnie, opowiadając, że pije ze stresu, bo to jego pierwszy lot. Później zdradził mi, że jego żona jakiś czas temu zmarła na raka, że teraz jest sam, że leci do córki, z którą długo się nie widział, i to będzie spełnienie jego ogromnego marzenia. Pan nie był nachalny. Po prostu zabierał mi za dużo czasu, gdy miałam do wykonania swoje obowiązki. W końcu się uspokoił i zasnął oparty głową o stolik umieszczony na oparciu fotela przed nim.

samolot Pixabay
Źródło: Pixabay

Upływały minuty, a on słodko drzemał. Minęła godzina, a mężczyzna nadal siedział w tej samej pozycji. Czekało nas międzylądowanie w celu zatankowania samolotu. W związku z tym zaczęłam budzić pasażera. Musiałam go poprosić, by zamknął stolik, na którym leżał, ponieważ procedury jasno mówią o tym, że na czas lądowania stoliki muszą być zamknięte. Mężczyzna niestety nie reagował. Dla mnie to był jasny sygnał, że coś jest nie tak. Zapytałam, czy na pokładzie jest lekarz.

Oczywiście był, bo w około osiemdziesięciu procentach przypadków jest. Poprosiłam go o pomoc. Lekarz przyłożył palce do szyi starszego pana, by zbadać puls. Po chwili pokręcił głową, po czym pochylił się do mnie i szeptem oznajmił, że facet nie żyje. "Ciało jest jeszcze ciepłe. Zgon musiał nastąpić chwilę temu. Prawdopodobnie we śnie", powiedział. Byłam przerażona. Jeszcze przed momentem rozmawiałam z tym człowiekiem, on mi opowiadał o tym, że właśnie spełnia się jego największe marzenie. A teraz? Mężczyzna nie żył, a jego ciało było jeszcze ciepłe!

d89jzl2

Co zrobiłaś?

Spokojnym krokiem poszłam do szefowej pokładu. Nie mogłam biec, bo jedna z podstawowych zasad obowiązujących w naszej pracy mówi, że nie możemy zwracać na siebie uwagi, by nie siać paniki wśród pasażerów. Szefowa stwierdziła, że powiemy o wszystkim kapitanowi dopiero po wylądowaniu. Właśnie podchodziliśmy do lądowania i nie powinnyśmy rozpraszać pilotów. Przytaknęłam i wystraszona czekałam, aż dotkniemy ziemi. Dopiero wtedy kapitan dowiedział się, co się stało.

Co postanowił?

Cóż... To pewnie zabrzmi jak z jakiejś powieści science fiction, ale... stwierdził, że mamy już zbyt duże opóźnienie, by pozwolić sobie na jego zwiększenie.

Co?!

No tak. Pamiętaj, że każdy lot to ogromne koszty, a opóźnienia tylko je zwiększają. Doskonale rozumiem decyzję kapitana. To on jest odpowiedzialny za rejs i zrozumiałe jest, że przez jednego pasażera nie może cierpieć kolejnych dwustu. W związku z tym padła sugestia, by udawać, że nic się nie stało. Gdybym latała w liniach singapurskich, po prostu przeniosłabym denata do specjalnego schowka na zwłoki. Ale nie mieliśmy takiego.

I tak jednak dopisało nam szczęście, ponieważ w ostatnim rzędzie były dwa wolne miejsca. To jakiś cud, bo zwykle samolot jest wypchany po brzegi! Powiedzieliśmy pasażerom, że pan się źle poczuł i w związku z tym przenosimy go do tego rzędu. Następnie założyliśmy mu maseczkę tlenową, by nieco zakryć twarz. Mieliśmy też specjalny worek. Założyliśmy go od dołu, naciągnęliśmy aż do pasa i mocno zawinęliśmy, by zabezpieczyć się przed "wyciekami". Pamiętaj, że gdy człowiek umiera, po pewnym czasie puszczają mu wszystkie zwieracze i wszystko z niego wypływa.

"Stewardesy. Cała prawda o lataniu" ukaże się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka 12 stycznia Materiały prasowe
"Stewardesy. Cała prawda o lataniu" ukaże się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka 12 styczniaŹródło: Materiały prasowe

W takiej sytuacji pasażer już jest uznany za zmarłego?

Tylko w momencie, gdy na pokładzie jest lekarz, który stwierdzi zgon. Jeśli doktora nie będzie, pasażer oficjalnie nadal żyje, a my powinniśmy mu udzielać pomocy w postaci masażu serca aż do momentu wylądowania i stwierdzenia zgonu przez lekarza.

A co, jeśli będziecie lądować za trzy godziny?

Wtedy już wszystko zależy od decyzji pilota. Ale zwykle w takiej sytuacji kontynuuje się lot do miejsca docelowego. Skoro wiemy, że pasażer jest martwy, to nie jest priorytetem lądowanie tylko po to, by – że tak powiem – rozstać się z ciałem. Co to za różnica, czy zrobimy to od razu, czy dopiero po trzech godzinach?

Nie chce mi się wierzyć w to, co mówisz!

Nie musisz. Nie będę cię przekonywać, bo wiem, że tak było. Zresztą są bardziej szokujące historie. W środowisku stewardes popularna jest opowieść o pasażerach z Miami, którzy chcieli wprowadzić na pokład samolotu zwłoki leżące na wózku inwalidzkim. Na szczęście do tego nie doszło. Zresztą podobna sytuacja miała miejsce bodajże w Indiach, gdzie matka z córką próbowały przewieźć zwłoki swojego ojca i męża, również na wózku inwalidzkim. Założyły mu czapkę, okulary przeciwsłoneczne i twierdziły, że facet śpi. To jednak nie przeszło. Historia zna więcej takich przykładów z racji tego, że transport zwłok jest drogi. Zdecydowanie bardziej opłaca się je przemycić, kupując bilet lotniczy.

Powyższy tekst ukazał się pierwotnie na naszej stronie w styczniu 2021 r.

Kobieta wyprowadzana z samolotu. Zdjęcie ilustracyjne YouTube
Kobieta wyprowadzana z samolotu. Zdjęcie ilustracyjneŹródło: YouTube
d89jzl2

Podziel się opinią

Share
d89jzl2
d89jzl2