WAŻNE
TERAZ

Sąsiedzi wstrząśnięci śmiercią Emilii. Nieoficjalne informacje o małżonkach

Sternberg

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Dzień, w którym poznałem Sándora Jokáiego, zaczął się zupełnie zwyczajnie. Do dziś nie przestaje mnie dziwić, że wszystkie dni, które zmieniły moje życie, zaczynały się zupełnie zwyczajnie.
Na przykład dzień, w którym do Nowego Sącza zajechali werbownicy, zaczął się jak każdy inny. Wstałem o ósmej, jak zawsze w niedzielny poranek, matka zrobiła mi śniadanie, chleb z masłem i kubek mleka, zjadłem, popiłem i poszedłem na dziesiątą na mszę do Świętej Małgorzaty. Normalnie wróciłbym na dwunastą do domu na obiad, ale kolega z warsztatu, terminator jak ja, powiedział mi, że na rynku jest jakaś nadzwyczajna zabawa, poszliśmy więc tam razem i rzeczywiście, byli Cyganie, piękna muzyka, skrzypki i basy. Wysoki, wąsaty mężczyzna w ułańskiej kurtce i czapce nalewał wino każdemu, kto chciał, więc obaj z Wackiem stanęliśmy w kolejce. Ułan, uśmiechając się spod wąsa, napełnił nam kubki słodkim węgrzynem. Wychyliliśmy od razu i zaraz stanęliśmy ponownie w kolejce, ale Wacek nie wypił już drugiego kubka, bo dopadła go jego matka, z płaczem i wrzaskiem wyszarpała go z kolejki i nie przestając zalewać się łzami i okładać syna różańcem, zaciągnęła do domu. Ja wzruszyłem tylko ramionami.
Potem były kolejne kubki wina, potem nie pamiętam już dokładnie, tańczyłem z dziewczynami, któraś założyła mi czako, ułan poinformował mnie, że skoro mam na głowie czako, to właśnie zgłosiłem się na ochotnika do ułanów i że mam tu – i, o, tu – podpisać. Podpisałem, wypiłem jeszcze jeden kubek i padłem, bo nie byłem nawykły do alkoholu. Obudziłem się później, z okropnym bólem głowy, jako gemajn 17. pułku piechoty liniowej księcia Hohenlohe – bo było to jeszcze wtedy, kiedy pułki miały swoich Inhaber. Ułan już nie udawał dłużej ułana, był feldfeblem w piechocie, Czechem, i nazywał się Mikulka, dał mi soku z kiszonej kapusty oraz papier i pióro, bym napisał do matki. Zapytałem wtedy, co się stało, i Mikulka mi wyjaśnił. Napisałem więc list do matki i próbowałem uciec na pierwszym postoju, co wyperswadowano mi za pomocą rózgi i płazu szabli.
Zrezygnowałem więc z dezercji i zostałem żołnierzem Jego Cesarskiej Mości. W międzyczasie była rewolucja, nasz regiment już nie był pułkiem księcia von Hohenlohe, tylko po prostu 17. pułkiem piechoty, zniesiono kary cielesne, potem były bitwy, w Polsce i w Prusach, i w Rosji. Po bitwie pod Altsteinem, jako człowiek piśmienny i cokolwiek wykształcony, dostałem awans: Vize Gefreiter. Jako wicegefrajter – to było takie stanowisko na próbę – sprawowałem się dobrze i zostałem gefrajtrem, a jeszcze później kapralem. Miałem biały mundur z brązowymi wyłogami, krótką szablę, karabin, grenadierską bermycę ze sterczącym niedźwiedzim włosiem i brązową rózgę oznaczającą podoficera, którą bez litości prałem gemajnów, kiedy im się należało – bo to akurat nie podpadało pod kary cielesne. W zasadzie, wyłączywszy usunięcie inhabera, niewiele się dla nas za rewolucji zmieniło, tak się armia dogadała z czerwonymi, na ich zgubę potem.

Potem z rewolucją coś się psuło, nie wiedzieliśmy dokładnie co, mi osobiście było przykro, bo nie miałem nic przeciwko byciu wolnym, bo na tym podobno rewolucja polegała. W każdym razie, tak jak przed rewolucją bez przekonania krzyczeliśmy: “Za Cesarza!”, potem krzyczeliśmy: “Za Republikę!”, “Vivat Kleiderpeter!”, “Vivat Egern!”, “Vivat Esterházy!”, “Heil Führer!”, co tylko kazali krzyczeć, a zawsze bez przekonania. Pułk składał się głównie z leniwych Czechów, którzy mieli w dupie cesarza, Republikę i wszystko poza tym, żeby się nażreć, opić piwa i nie dać się zabić, więc krzyczeli to, czego od nich wymagał oficer. Niewielka domieszka Morawiaków, Ślązaków i Polaków nie zdawała się zresztą żywić innych przekonań. Byliśmy cały czas daleko, w Prusach, w Rosji, w Mołdawii i w Polsce. W Polsce było mi smutno, bo salwowym ogniem pod Rzeszowem roznosiliśmy nieudolne szarże konfederatów rzeszowskich, a to w końcu byli Polacy, jak i ja. Ale w sumie nie było mi ich specjalnie żal, bo to i szlachta, i buntownicy, szlag
by ich trafił z ich krzyżami na piersiach, sztandarami z Maryją, konfederatkami, szablami – i z ich, pożal się Boże, manewrami. Kiedy raz próbowali zrobić zwrot na polu, bo nasz pułk wylazł z lasu, to chyba połowa się wywróciła, bo konie powjeżdżały na siebie. Takie to było wojsko. Potem była pierwsza klęska, pod Kiszyniowem, potem wszystko to, co potem i o czym napisano już tysiąc artykułów, Kampania Północna. Dostaliśmy iglicówki, zmienił się cały regulamin ćwiczeń, a szlak bojowy 17. pułku jest wszystkim dobrze znany, jego czyny również, więc nie będę się powtarzał. Ja, Michał Socha z Nowego Sącza, zostałem feldfeblem i za pojmanie rosyjskiego działa dostałem nawet nowy medal, Krzyż Żelazny drugiej klasy, który dumnie dyndał mi na lewej piersi, zaraz pod lederwerkiem od ładownicy, a obok srebrnego Medalu za Odwagę, który dostałem jeszcze za Altstein. Oba były gówno warte, co czuję się w obowiązku nadmienić, a co zrozumiałem całkiem niedawno. Miło się w każdym razie wojowało z karabinem Pauly'ego na
ramieniu, mogliśmy się Ruskim i Prusakom, piechocie i kawalerii po równo, śmiać w nos i kosić ich jak gliniane garnki na strzelnicy. Oficerstwo się szybko połapało, że dobrzy strzelcy dadzą radę zwalczać artylerzystów, nie wchodząc w zasięg ich dział, i przestaliśmy się nawet bać kawalerii.

A potem nadszedł dzień, w którym poznałem Sándora. Dzień zaczął się zwyczajnie. Obudziłem się na czas, jak zwykle, po prostu otworzyłem oczy i wstałem z pryczy, założyłem garnizonowy mundur i furażerkę z chwostem, przypasałem półszablę, pod pachę wsadziłem rózgę i przeszedłem się między namiotami – bo obóz był, niestety, pod gołym niebem, niedaleko Wilna – wrzeszcząc po niemiecku, czesku i polsku:
– Tagewacht! Pohnutka! Budzić się, lenie, hajzle, skurwysyny, Schweinebande zasrana, vůle, małpy cyrkowe! – Nie przepadałem za tym potokiem obelg, ale taki był obowiązek feldfebla, bluzgać, kląć i tłuc gemajnów leszczynową rózgą, grubą jak kaliber muszkietu. Regulamin twierdził, że podoficer powinien do przemocy uciekać się w ostateczności, na co dzień wpływając na gemajnów dobrym przykładem. Z tymi czeskimi wieprzami ostateczność zaczynała się przy pobudce, a kończyła na capstrzyku, więc postępowałem wedle regulaminu.
Potem też było zwyczajnie. Apel, komenda: “Gebet!” i ryczą te moje Czechy po niemiecku: “Vater unser!” Trochę rutynowych ćwiczeń, sprawdzenie mundurów, czystości włosów, czy harcapy dobrze zaplecione i dobrej długości, czy broń czysta, rozdzielenie wart i takie tam, szkoda inkaustu, żeby o tym pisać. I cały czas wrzask, bluzg i rózga, aż się zmęczyłem popołudniem i zrobiłem gemajnom święto, bo odechciało mi się już wrzeszczeć. Nasz ostatni profos zastrzelił się przy czyszczeniu pistoletu i ja, niestety, pełniłem obowiązki, póki pułkownik nie pofatyguje się do pułku i nie wyznaczy kogoś starszego. Tak mi mijał dzień, tęskniłem do bitwy, żeby się odznaczyć i dostać może promocję na chorążego, a potem podporucznika, porucznika i hejże!, mało było generałów, którzy zaczynali od gemajna? Tak się okłamywałem aż do wieczora, kiedy zaczęło słońce zachodzić powoli i byłby już czas, żeby trąbić na capstrzyk, zamykać bramy, gasić ognie, zasznurowywać namioty z beczkami rumu i beczki oznaczać kredą. Ale zanim wydałem
rozkaz, usłyszałem okrzykiwania się na warcie, hasło i odzew, i zaraz tętent, w kłusie. Pomyślałem, że może oberst uznał, że warto na chwilę odczepić się od zadków litewskich szlachcianek w celu złożenia odwiedzin w pułku, a nie w karczmie. Niestety, pan pułkownik w jakimś litewskim zadku utknął chyba na dobre, bo zamiast niego ujrzałem Sándora. Zdążyłem się mu dobrze przyjrzeć. Był niezbyt wysoki i chudy, starszy ode mnie, tak na oko o dobre dziesięć czy piętnaście lat, obdarzony sumiastymi wąsiskami i nieregulaminowymi już warkoczykami, chociaż kto ich tam wie, czy były te warkoczyki regulaminowe, czy nie – huzarzy i tak zawsze mieli regulamin w dupie.

Sándor był huzarem, to nie ulegałoby wątpliwości, nawet gdyby ubrać go w sutannę albo w kurwie łaszki, widać było, jaki miał dosiad w siodle swojego małego, polskiego konika i jak mu sterczały nawoskowane końcówki wąsów. Tamtego wieczoru zaś nosił mundur huzarów Hadika, zwanych tak od nazwiska ich przedrewolucyjnego inhabera – numer, szesnasty bodajże, wcale się nie przyjął, gdyż aktualnym pułkownikiem był również Hadik, tyle że o pokolenie młodszy. Był już listopad, z tych zimniejszych listopadów, więc Sándor granatową pelisę założył na siebie zamiast wieszać ją na ramieniu huzarską modą, a zamiast regulaminowych czerwonych spodni założył długie do kostek szasery. Ot, huzar, pisałem, że mają regulaminy w dupie. Kiedy mnie ujrzał, zasalutował niedbale, nie zsiadając z konia, i powiedział, że przywozi raport od pułkownika.
Niestety nie zdążyłem odpowiedzieć, gdyż właśnie z namiotu wyszedł gefrajter Kubec, bezczelny Morawiak, wybierający się na pikietę – był w pełnym oporządzeniu, z karabinem na ramieniu. Nikt nie wie, co Kubecowi strzeliło do łba – bo jak się zaraz okaże, nikt nie miał okazji go o to zapytać. W każdym razie na widok huzara gefrajter nagle wyprężył się na hab acht, zasalutował, uśmiechnął się szeroko i ryknął:
– Chuj wodzowi w oko!

Może zrobił to, bo rozpoznał mundur huzarów Hadika, pułku znanego ze swego oddania wobec Wodza? Znana jest wszystkim opowieść o tym, jak jeden szwadron 16. pułku zaszarżował na brygadę rosyjskiej kawalerii, by dać Wodzowi czas na ewakuację z zagrożonego zagarnięciem wzgórza. Ze szwadronu ocalało kilku zaledwie gemajnów, ale Sternberg ujechał i jeszcze wygrał tę bitwę. Takie tam bzdury, żołniersko patriotyczne opowiastki.

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥