Trwa ładowanie...
d35sqs1
30-01-2020 23:33

Psychologia autoprezentacji w kuchni

książka
Oceń jako pierwszy:
d35sqs1
Psychologia autoprezentacji w kuchni
Forma wydania

Książka

Rok wydania
Autorzy
Wydawnictwo
Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Książka dla każdego – młodych, osób starszych, kobiet, mężczyzn, tych którzy szukają pracy i tych którzy pracują, tych którzy znaleźli swoją drugą „połówkę” i tych którzy nadal szukają, tych którzy uwielbiają gotować i dla tych, którzy przypalają wodę na herbatę. Czytelnik znajdzie tu w przyjemny i dostępny sposób opisane zarówno podstawowe elementy szerokorozumianej autoprezentacji jak i też wypróbowane ekspresowe, pyszne i efektowne potrawy.

Psychologia autoprezentacji w kuchni
Numer ISBN

978-83-7587-214-9

Wymiary

250x350

Oprawa

miękka

Liczba stron

80

Język

polski

Fragment

Niektórzy pewnie pomyślą: „Co to za pomysł, psychologia i kuchnia?!”… a jednak. Z zawodu jestem psychologiem i bardzo lubię swoją pracę. Jednak moim odwiecznym marzeniem, które może kiedyś uda mi się spełnić, jest posiadanie małej restauracji. Na razie spróbuję je przybliżyć przez tę książkę, łączącą elementy kuchni i psychologii, które wbrew zdrowemu rozsądkowi wcale się nie wykluczają. Autoprezentacja – brzmi groźnie… Jeśli wgłębimy się w znaczenie tego słowa, okaże się, że oznacza ono manipulowanie wrażeniem, które wywieramy na drugiej osobie. Każdy z nas dba o swój wizerunek, a wbrew pozorom zaczynamy o nim myśleć – może nie do końca świadomie – już w przedszkolu. Wszyscy lubimy, kiedy inni nas podziwiają, wypowiadają pod naszym adresem komplementy, po prostu kiedy się podobamy pod różnymi względami. Na początku zwykle chodzi o nasz wygląd, styl ubierania się i sposób bycia. Te cechy zauważamy w pierwszym momencie. Dopiero po jakimś czasie „pokazujemy się” też od innej strony, można by powiedzieć: „od środka”. Sztuka autoprezentacji, robienia wrażenia na innych nie jest prosta. Każdy z nas ma na to inny sposób. Nie bez znaczenia jest nasza tak zwana kindersztuba, atrakcyjność zewnętrzna czy inteligencja. Jeden wybierze markowe ciuchy, drugi – ekstrawagancką fryzurę, a trzeci zacznie cytować na przykład Szekspira. Każdy sposób jest dobry, o ile naprawdę prezentujemy przez niego siebie i robimy to w zgodzie z samym sobą. Trzeba pamiętać, że to, jak inni nas widzą przez kilka pierwszych chwil znajomości, ma kluczowe znaczenie dla naszych dalszych kontaktów. Jeśli na co dzień chodzę w eleganckim ubraniu, mam umyte i ułożone włosy, pachnę drogimi perfumami, mój potencjalny rozmówca mnie odbierze inaczej, niż gdybym przyszła na spotkanie w spranych jeansach i adidasach, z rozwianą fryzurą, niedbale umalowana. Od tego first look bardzo dużo zależy, jeśli chodzi o przyszłe kontakty, szczególnie z pracodawcą czy obiektem naszych westchnień. Istotne jest też to, co przekazujemy w trakcie rozmowy. Zwykle nasi rozmówcy zwracają głównie uwagę na tak zwaną mowę ciała. Pierwsze, co widzą, to nasze gesty i mimika, później interesuje ich ton głosu, a dopiero na końcu to, co mówimy. Jednym z moich sposobów na „oczarowanie” bliskich – choć nie tylko – jest gotowanie. To, co robię, też może pokazywać, jaka/jaki jestem. Jeśli zapraszam do siebie gości, na przykład na imieniny, oni przychodzą akurat w momencie, kiedy moja koleżanka kończy jeść zupę, a ja już ich tą zupą nie częstuję, tylko mówię, żeby sobie usiedli, jak ona skończy, to coś podam, i podaję... twarożek ze szczypiorkiem, a później pod koniec spotkania pytam, czy może ktoś jest głodny, bo mam w lodówce parówki, to co mogą sobie o mnie pomyśleć? Przede wszystkim, że zostali zaproszeni, a chwilę później całkowicie zlekceważeni. Takie zachowanie pokazuje, że ja jako solenizantka nie szanuję moich bliskich. Podobnie sytuacja wygląda, jeśli kogoś zapraszam i wiem, że ta osoba przychodzi do mnie od razu po pracy – to znaczy GŁODNA, a ja proponuję jej słone paluszki i krakersy…, podczas gdy w kuchni czeka podgrzany obiad dla męża. Nie oznacza to, że od razu musimy organizować catering. Wiele dań można zrobić szybko, a są smaczne i efektowne. Na dodatek goście długi czas będą je wspominać lub prosić o przepis. Takie spotkania z rodziną czy znajomymi nie muszą nas drogo kosztować, a w dzisiejszym zaganianym świecie są bardzo przyjemnym akcentem. Mogą też pokazać, że na wielu polach odnosimy sukcesy! Nawet jeśli zwykle gotujemy zupę z proszku i podajemy kupionego chwilę wcześniej pieczonego kurczaka z rusztu, co każdemu może się zdarzyć. Ta książka jest małym przewodnikiem po zwykle szybkich i mało skomplikowanych daniach, które zachwycą naszych gości. Wszystkie przepisy sama wypróbowałam, niektóre zmieniłam, udoskonaliłam, zasłyszałam od znajomych... Część to dania, które przygotowują moi bliscy. Inne przepisy czerpałam z zagranicznych podróży – głównie z Australii i Francji. Do kolejnych doszłam metodą prób i błędów. Przyznaję, że najlepsze dania wymyśla się, gdy... w domu jest mało składników, a ktoś bliski dzwoni i mówi: „No cześć, jesteśmy niedaleko, może wpadlibyśmy za jakieś pół godziny?”. I co wtedy? Mały popłoch, a potem... bieg do lodówki i szafek, co mam, co zdążę zrobić. Kilka przepisów powstało z potrzeby chwili. Jako młoda mama nie mam tyle czasu na kulinarne eksperymenty, co kiedyś. Mój synek lubi siedzieć w kuchni – kiedyś w leżaczku, a teraz w krzesełku do karmienia – i patrzeć, co robię, albo chwilę się pobawić plastikowym sitkiem czy lejkiem, ale... kilkumiesięczny czy roczny szkrab nie wytrzyma kilku godzin przygotowywania potraw i sprawdzania, czy wszystko dobrze wyszło, zastanawiania się, co jeszcze dodać. Z drugiej strony przyzwyczaiłam zarówno moją rodzinę, jak i znajomych do tego, że jeśli kogoś zapraszam, to może on liczyć na smaczne, apetyczne i sycące jedzenie. Owszem zdarza się, że ktoś niezapowiedziany trafi na makaron smażony z jajkiem, ale co tam, jeśli jest ciepły i ładnie podany, to nie ma problemu J. W książce tej znajdzie się też kilka przepisów na dania słodkie, bo co by to było, gdyby po obiedzie czy kolacji ze znajomymi nie było jakiegoś deseru? Coś słodkiego zawsze musi być w domu, nawet dzieci o tym wiedzą. Jest też kilka potraw dla maluszków, bo przecież wizyta znajomych z dzieckiem też na pewno zdarzyła się każdemu z nas. Jednym z mankamentów mojego gotowania jest metoda (niestety, nieżyjącej już) babci Jasi i mojej mamy, to znaczy: „ile wejdzie, ile się wgniecie, na oko”, ale na potrzeby tej publikacji starałam się jak najdokładniej podawać proporcje. Choć przyznam, że dania tak przygotowywane mają w sobie coś niepowtarzalnego… Przykładem może być moja babcia. Do dzisiaj nikt z rodziny nie ma pojęcia, jak robiła swoje znakomite ciasto drożdżowe z dżemem morelowym. Tu nawet metoda prób i błędów poniosła sromotną porażkę. Tyle lat minęło, a ja z dzieciństwa pamiętam kredens starego typu w babcinej w kuchni i aromat jej pysznego ciasta. Można by powiedzieć, że to jeden z zapachów mojego dzieciństwa. Myślę, że wiele osób ma takie swoje małe miłe wspomnienia, do których chętnie wraca. Biorąc pod uwagę wywieranie wpływu na innych czy chęć, pokazania się im moja babcia robiła to świadomie przez wygląd i elegancję a nieco może mniej świadomie poprzez gotowanie. Niżej podane przepisy to tylko baza, każdy z Was, czytelników może je zmieniać według własnego uznania i potrzeb. Życzę smacznego eksperymentowania J!

d35sqs1

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d35sqs1
d35sqs1
d35sqs1