Trwa ładowanie...
d4b7wkw
Informacja prasowa

Przeczytaj początek książki ''Kod Leonarda Da Vinci'' Dana Browna w wersji dla młodzieży

- Od dawna nosiłem się z zamiarem napisania skróconej wersji „Kodu Leonarda da Vinci”, przeznaczonej dla młodzieży – tłumaczy Dan Brown. - Pełne wydanie książki jest dozwolone od 18 lat, a my chcieliśmy je skrócić, by nadawało się dla młodego czytelnika. Rodzice i dzieci mogą powieść czytać razem, rozmawiać na temat sztuki, architektury, dokumentów, analizować je, jako część historii. No i mamy jeszcze przygodę, która wciąga czytelnika. Książka „Kod Leonarda da Vinci Wersja skrócona” trafiła do sprzedaży 9 listopada. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Sonia Draga publikujemy jej fragment.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Przeczytaj początek książki ''Kod Leonarda Da Vinci'' Dana Browna w wersji dla młodzieży
( )
d4b7wkw

- Od dawna nosiłem się z zamiarem napisania skróconej wersji „Kodu Leonarda da Vinci”, przeznaczonej dla młodzieży – tłumaczy Dan Brown . - Pełne wydanie książki jest dozwolone od 18 lat, a my chcieliśmy je skrócić, by nadawało się dla młodego czytelnika. Rodzice i dzieci mogą powieść czytać razem, rozmawiać na temat sztuki, architektury, dokumentów, analizować je, jako część historii. No i mamy jeszcze przygodę, która wciąga czytelnika. Książka „Kod Leonarda da Vinci Wersja skrócona” trafiła do sprzedaży 9 listopada. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Sonia Draga publikujemy jej fragment.

Prolog

Muzeum Luwru w Paryżu, 22.46

d4b7wkw

Mecenas sztuki i kustosz, Jacques Sauniere, przeszedł chwiejnym krokiem pod przypominającym wejście do skarbca łukowatym sklepieniem Wielkiej Galerii Luwru. Po kilku krokach rzucił się do przodu, próbując złapać najbliższy obraz, który pojawił się w jego polu widzenia - płótno Caravaggia. Chwycił mocno pozłacaną ramę, pociągnął dzieło siedemnastowiecznego mistrza i zerwał je ze ściany, po czym upadł bez sił na podłogę, przykryty olejnym obrazem.

Tak jak się spodziewał, tuż obok z hukiem opadła stalowa krata, zamykaj ąc wej ście do sali. Parkiet zadrżał od impetu uderzenia. Gdzieś daleko zabrzmiał dzwonek alarmu.

Kustosz leżał przez chwilę, próbując złapać oddech i ocenić sytuację. Jeszcze żyję. Wyczołgał się spod płótna i potoczył wzrokiem po ogromnej przestrzeni sali, szukając miejsca, w którym mógłby się ukryć.

Nagle zmroził go dochodzący z bliska głos.

d4b7wkw

- Nie ruszaj się.

Kustosz zamarł w miejscu na czworakach i powoli odwrócił głowę.

Zaledwie parę metrów dalej, za prętami kraty majaczyła potężna sylwetka napastnika. Był szeroki w barach i wysoki, skórę miał jasną jak duch i rzednące białe włosy.

Różowe tęczówki oczu naznaczone były pośrodku czerwienią. Albinos wyciągnął z kieszeni marynarki pistolet i wymierzył przez kraty wprost w kustosza.

d4b7wkw

- Nie powinieneś był uciekać. - Miał trudny do rozpoznania akcent. - Teraz mów, gdzie to jest

- Już mówiłem - wymamrotał Sauniere, klęcząc bezbronny na podłodze Wielkiej Galerii. - Nie mam pojęcia, o czym mówisz.

- Łżesz. - Mężczyzna patrzył na niego nieruchomo, tylko jego niesamowite oczy rzucały groźne błyski. - Ty i twój zakon jesteście w posiadaniu czegoś, co nie należy do was. Powiedz, gdzie to jest ukryte, a ocalisz życie. - Wycelował broń w głowę kustosza. - Czy to tajemnica, za którą jesteś gotów umrzeć?

Sauniereowi zabrakło powietrza. Mężczyzna przechylił głowę, patrząc przez muszkę pistoletu. Sauniere uniósł ręce w geście obrony.

d4b7wkw

- Czekaj - powiedział powoli. - Powiem ci to, co chcesz wiedzieć. - Kilka następnych słów wymówił bardzo starannie. Ćwiczył to kłamstwo tyle razy. Kiedy skończył, jego dręczyciel uśmiechnął się chytrze.

- Tak. To samo powiedzieli mi pozostali.

Sauniere się skulił. Pozostali?

- Ich też znalazłem - pochwalił się olbrzym. - Całą trójkę. Potwierdzili to, co mi właśnie powiedziałeś.

d4b7wkw

- To niemożliwe! Prawdziwa tożsamość kustosza, jak i tożsamość jego trzech seneszalów, była tajemnicą niemal tak świętą, jak odwieczny sekret, którego strzegli. Sauniere zdał sobie teraz sprawę, że jego seneszale, trzymając się ustalonej procedury, wypowiedzieli przed śmiercią to samo kłamstwo.

Napastnik znów wymierzył w niego broń.

- Kiedy ciebie już nie będzie, ja zostanę jedynym człowiekiem na świecie, który zna prawdę.

- Prawda. W jednej chwili do kustosza dotarła groza sytuacji. Jeżeli umrę, prawda odejdzie wraz ze mną na zawsze. Instynktownie próbował podnieść się i uciec.

d4b7wkw

Rozległ się huk wystrzału i kustosz poczuł rozchodzące się po ciele fale gorąca, kiedy kula utkwiła w jego brzuchu. Upadł na twarz... Walczył z bólem. Powoli przetoczył się na plecy i spojrzał przez kraty na człowieka, który na niego napadł.

Mierzył teraz w jego głowę. Sauniere zamknął oczy, jego myśli wirowały, w sercu mieszał się strach i żal. Tępe uderzenie iglicy pistoletu przetoczyło się echem przez korytarz.

Kustosz otworzył oczy.

Mężczyzna spojrzał na broń niemal z rozbawieniem. Sięgnął po kolejny nabój, lecz po chwili namysłu uśmiechnął się spokojnie, patrząc na brzuch Sauniere’a.

Kustosz skierował wzrok w dół i na białej lnianej koszuli zobaczył otwór po kuli. Otaczał go niewielki krąg krwi kilka centymetrów poniżej mostka. Mój żołądek. Był na wojnie i wiedział, że z taką raną pożyje najwyżej piętnaście minut.

- Nie mam tu już nic do roboty - powiedział mężczyzna.

I oddalił się.

Jacques Sauniere, teraz sam w wielkiej sali, raz jeszcze obrócił głowę w kierunku kraty, która nie podniesie się jeszcze co najmniej przez dwadzieścia minut. Znalazł się w pułapce. Zanim ktoś do niego dotrze, będzie martwy.

Mimo to strach, który opanował go teraz, był silniejszy niż strach przed śmiercią.

- Muszę przekazać tajemnicę.

Podniósł się z trudem, mając w oczach postacie trzech zamordowanych braci. Myślał o pokoleniach, które były przed nimi... O misji, którą im powierzono.

Nieprzerwany łańcuch wiedzy.

I nagle, mimo wszystkich środków ostrożności. Mimo zabezpieczeń. Jacques Sauniere został jedynym łącznikiem, samotnym strażnikiem jednej z największych tajemnic w historii ludzkości. Drżąc, zdołał stanąć na nogach.

- Muszę znaleźć jakiś sposób...

Był uwięziony we wnętrzu Wielkiej Galerii i wiedział, że na całym świecie jest tylko jedna jedyna osoba, której może przekazać pochodnię wiedzy. Spojrzał w górę i powiódł wzrokiem po ścianach swojego wspaniale wyposażonego więzienia. Kolekcja najsłynniejszych obrazów świata - postacie na obrazach uśmiechały się do niego jak starzy przyjaciele.

Zaciskając z bólu powieki, zebrał wszystkie siły i myśli. Miał przed sobą dramatyczne zadanie, któremu musi poświęcić każdą pozostałą sekundę życia.

Rozdział 1.

* *Robert Langdon budził się powoli.

W ciemności dzwonił telefon - dźwięk dzwonka był przytłumiony i obcy. Pomacał ręką w ciemności, szukając lampy przy łóżku, i nacisnął włącznik. Mrużąc oczy, rozejrzał się i stwierdził, że jest w wypełnionej miękkimi pluszami renesansowej sypialni umeblowanej osiemnastowiecznymi antykami, ściany zdobią ręcznie malowane freski, a pośrodku stoi gigantyczne mahoniowe łoże z czterema filarami.

- Gdzie ja jestem?

Na żakardowym szlafroku zwisającym z filara łóżka były wyhaftowane słowa: HOTEL RITZ PARIS.

Powoli mgła zaczęła opadać. Usiadł i rzucił zmęczone spojrzenie w kierunku wysokiego lustra wiszącego po drugiej stronie pokoju. Człowiek, który na niego patrzył, był jakiś obcy - rozczochrany i zmęczony, jego zwykle bystre spojrzenie zamglone i niepewne. Ślad ciemnego zarostu kładł się cieniem na jego silnej szczęce, a siwizna wdzierała się coraz głębiej w gęstwinę czarnych włosów.

Langdon odebrał telefon.

- Halo?

- Monsieur Langdon? - odezwał się głos w słuchawce. - Mam nadzieję, że pana nie obudziłem.

Skołowany Langdon spojrzał na budzik stojący przy łóżku. Wpół do pierwszej w nocy. Spał od godziny, ale czuł się tak, jakby przez rok leżał w trumnie.

- Tu recepcja, monsieur. Przepraszam, że o tej porze zawracam panu głowę, ale ma pan gościa. Twierdzi stanowczo, że sprawa jest bardzo pilna.

Langdonowi kręciło się w głowie i wciąż nie mógł się dobudzić. Jakiego gościa? Skupił wzrok na pogniecionym druku leżącym na nocnym stoliku.

"Amerykański Uniwersytet w Paryżu ma zaszczyt zaprosić Państwa na spotkanie z Robertem Langdonem profesorem symboliki religijnej z Uniwersytetu Harvarda, USA"

Langdon jęknął. Dzięki książkom o obrazach i symbolach religijnych stał się, chcąc nie chcąc, sławny w świecie sztuki, a ilustrowany slajdami wykład na temat symboliki pogańskiej ukrytej w kamieniach katedry w Chartres, który wygłosił tego wieczoru, poruszył chyba co bardziej konserwatywnych słuchaczy. Pewnie jakiś naukowiec religioznawca poszedł za nim do hotelu, a teraz próbuje rzucić mu rękawicę.

- Przykro mi - powiedział Langdon - ale jestem bardzo zmęczony i...

- Mais, monsieur - mówił dalej recepcjonista z naciskiem, obniżając głos do nerwowego szeptu. - Pański gość to ktoś bardzo ważny. Już jest w drodze do pana pokoju.

- Posłał pan kogoś do mojego pokoju?

- Przepraszam, monsieur, ale taki człowiek jak ten pan. Moje kompetencje nie sięgają aż tak daleko, żeby go powstrzymać.

- Kto to taki?

Recepcjonista już się rozłączył.

Niemal natychmiast ktoś zaczął walić ciężką pięścią w drzwi.

Langdon niepewnie zsunął się z łóżka, poczuł, że jego stopy toną głęboko w pluszowym dywanie. Włożył szlafrok i podszedł do drzwi.

- Kto tam?

- Pan Langdon? Muszę z panem porozmawiać. - W angielszczyźnie człowieka stojącego za drzwiami słychać było silny francuski akcent, głos był zdecydowany i władczy. - Porucznik Jerome Collet. Direction Centrale Police Judiciaire.

Langdon stanął jak wryty. Centralne Biuro Śledcze? Dlaczego DCPJ, we Francji mniej więcej to, czym w Stanach Zjednoczonych jest FBI, miałoby do niego jakiś interes?

Nie zdejmując łańcucha, Langdon uchylił lekko drzwi. Twarz patrząca na niego z drugiej strony należała do szczupłego mężczyzny o nieokreślonych rysach. Był wysoki, miał na sobie mundur.

- Mogę wejść? - spytał agent.

Langdon wahał się chwilę, niepewny, co ma zrobić, podczas gdy nieruchome oczy nieznajomego przyglądały mu się badawczo.

- A o co właściwie chodzi?

- Mój przełożony chciałby skorzystać z pańskiej wiedzy.

- Teraz? - wydusił Langdon. - Jest już po północy.

- Czy to prawda, że dziś wieczorem miał pan umówione spotkanie z kustoszem Luwru?

Langdon się zaniepokoił. Rzeczywiście, miał się spotkać z niezwykle cenionym w świecie historyków sztuki Jacquesem Sauniereem, umówili się na drinka wieczorem po wykładzie, lecz Sauniere się nie pojawił.

- Tak. Skąd pan o tym wie?

- Znaleźliśmy pańskie nazwisko w jego kalendarzu.

- Mam nadzieję, że nie stało się nic złego.

Agent westchnął złowieszczo i wsunął przez uchylone drzwi zdjęcie. Kiedy Langdon je zobaczył, poczuł, że cały sztywnieje.

- Zrobiono je mniej niż godzinę temu. W Luwrze.

Kiedy Langdon przyglądał się temu dziwacznemu obrazowi, jego pierwsze uczucia - wstręt i wstrząs - ustąpiły miejsca wzbierającej fali gniewu.

- Mieliśmy nadzieję, że pan nam pomoże odpowiedzieć na pytanie, kto mógł to zrobić, zważywszy na pańską wiedzę z dziedziny symboli i na planowane na dziś wieczór spotkanie.

Langdon przyglądał się zdjęciu, jego przerażenie mieszało się ze strachem.

- Ten symbol i sposób, w jaki ciało jest tak dziwnie... ułożone - podsunął agent.

Langdon przytaknął i oderwawszy oczy od fotografii, poczuł chłód na całym ciele.

- Nie potrafię sobie wyobrazić, kto mógł mu zrobić coś takiego.

- Pan nie rozumie, panie Langdon - powiedział agent z ponurym wyrazem twarzy. - To, co widać na zdjęciu. - urwał. - Monsieur Sauniere sam to sobie zrobił.

d4b7wkw

Podziel się opinią

Share

d4b7wkw

d4b7wkw