Trwa ładowanie...
dcspzja

Pogrzeb Romualda Lipki. "On chciał pisać piosenki dla ludzi, a jego zespół grać ciężkiego rocka"

Romulad Lipko zmarł 6 lutego po długiej walce z chorobą nowotworową. Pogrzeb artysty w środę, 12 lutego, w Lublinie. WP rozmawia z autorem biografii muzyka Jarosławem Sawicem. - Pozostali członkowie zespołu mieli inną niż Lipko wizję muzyki - mówi. - Główny konflikt szedł na linii ciężki rock kontra pop. On chciał grać piosenki, oni "dawać czadu".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Romuald Lipko, 1950-2020
Romuald Lipko, 1950-2020 (eastnews)
dcspzja

Sebastian Łupak: Mówi się dużo o Lipce jako kompozytorze. Ale jakim był człowiekiem?

Jarosław Sawic, biograf zespołu Budka Suflera: To był niesamowity człowiek. Otwarty, życzliwy. On pochodził z Lublina, ale jego rodzina pochodziła z Kresów, ze Wschodu i on taki był: z otwartym sercem, skłonny do wzruszeń, bardzo emocjonalny. Takie postacie się zapamiętuje.

Spędziliście nad książką kilka lat. Jak się z nim pracowało?

dcspzja

Romuald był fascynującym rozmówcą. Posługiwał się piękną, literacką polszczyzną, był bardzo wrażliwy na słowo. Uwielbiałem z nim dyskutować. Pamiętam upalne letnie popołudnie na tarasie jego domu w Lublinie. Było tak gorąco, że zdjął koszulkę, za co mnie przeprosił, a jego żona Dorota, przyniosła sałatkę owocową. Zaczęliśmy od tematów "Budkowych", ale potem przeszliśmy do długiej dyskusji na temat wiary i religii. On był osobą bardzo religijną, choć nigdy się z tym publicznie nie afiszował. Kiedy rozmawialiśmy w salonie, często siadał do pianina, żeby zilustrować temat rozmowy fragmentem muzycznym. Grał np. Toma Jonesa i temat z filmu "Ojciec Chrzestny".

Miał swój ulubiony utwór z repertuaru Budki Suflera?

Za swój najlepszy utwór napisany dla Budki uważał "Nową wieżę Babel". Mówił, że styl pieśni o symfonicznym brzmieniu, która porusza ludzkie serca, jest mu najbliższy. Zachwycał się tekstem Andrzeja Mogielnickiego: "piękny, choć nieludzki ląd". Twierdził, że jest to fraza na miarę literackiego noblisty.

dcspzja

Skąd jego zamiłowanie do pisania muzyki dla kobiet?

On uwielbiał pisać dla kobiet i dobrze się z nimi dogadywał, bez podtekstów romansowych. Po prostu miał taką emocjonalną naturę i przyciągał je. On się świetnie odnajdywał w pisaniu dla kobiet. Wylansował Urszulę i Izę Trojanowską, ale współpracował też ze Zdzisławą Sośnicką, Eleni czy Anną Jantar, dla której napisał genialny przebój ”Nic nie może przecież wiecznie trwać”.

Jakim był człowiekiem na co dzień: otwartym czy raczej zamkniętym w sobie i niedostępnym?

Romuald był człowiekiem bardzo uczuciowym, skłonnym do wzruszeń, sentymentalnym. Przy tym wszystkim miał kapitalne poczucie humoru. Rozmówcą był bardzo wdzięcznym: miał dar snucia ciekawych opowieści, nie tworzył żadnego dystansu. Przeciwnie - bardzo szybko przechodził na "ty" i nasze rozmowy odbywały się w familijnej atmosferze. Traktował mnie wręcz po ojcowsku. Jeśli miałbym mówić o czymś, co podnosiło temperaturę naszych rozmów, co było punktem zapalnym, to była to niewątpliwie jego rola w Budce Suflera. Lipko był bardzo czuły na tym punkcie, bo miał poczucie, że nie wszyscy ludzie kojarzą go z rolą lidera zespołu. Jego zdaniem inni członkowie zespołu też nie doceniali jego roli. On mówił mi: ”w tym utworze aranż był mój, ja ten utwór rozpisałem dla instrumentalistów, to nie była praca zespołowa”.

dcspzja

Czyli miał poczucie, że jest niedoceniany?

Tak. Jak na polskie warunki, pod względem ilości napisanych przebojów, był polskim odpowiednikiem Paula McCartneya. Kilkadziesiąt przebojów – mało jest takich postaci. Więc miał poczucie, że jest niedoceniany i czuł żal. Mniej grano ich ostatnio w radiu i to go bolało.

Wewnątrz zespołu był konflikt?

Zespół chciał wracać do rocka. Mówili: no teraz to damy czadu, tylko nam, Romek, pozwól. Teraz nagramy gitarową płytę. A on chciał grać piosenki dla ludzi. To było główne pole sporu między nim a zespołem.

dcspzja

I stąd silny konflikt Lipko – Cugowski?

Lipko był liderem, ale Krzysztof miał bardzo niezależną osobowość. Mamy więc dwie bardzo silne osobowości, nieco inną wizję muzyki, inny sposób pracy. Ale były też momenty bardzo dobrej współpracy między nimi. To był konflikt okresowy, bo przecież długimi latami ich znajomość przebiegała harmonijnie.

East News
Podziel się

Jak Lipko prowadził zespół?

dcspzja

Krzysztof Cugowski był frontmanem, a Romek Lipko był liderem, czyli osobą nadającą kierunki artystyczne i kompozytorem zdecydowanej większości materiału. W PRL był dodatkowo kierownikiem muzycznym, czyli osobą odpowiadającą za repertuar i reprezentującą zespół w rozmach zewnętrznych z Pagartem, czy agencją Estrada.

Jak to możliwe, że zespół przetrwał blisko pięć dekad?

Fenomen Budki Suflera polegał na tym że ta grupa była w stanie odnaleźć się przez dziesięciolecia. Była na topie jako zespół rockowy w latach 70., grający dłuższe suity; później zespół nowofalowy, a w latach 90. jako zespół poprockowy. To w głównej mierze zasługa Lipki – on się łatwo odnajdywał w różnych konwencjach. Można ich zestawić z zespołem Queen, który też umiał się odnaleźć z wielką swobodą w kolejnych dekadach. Romuald miał wielką łatwość komponowania piosenek – większość przebojów pisał szybko, czasem w parę godzin.

Czy były w zespole momenty kryzysowe?

Kilka. Pierwszym było odejście Cugowskiego na przełomie 1977/78 roku. To było wyzwanie, bo Romuald pisał pod głos Krzysztofa i ten głos był znakiem rozpoznawczym Budki. Później w miejsce Cugowskiego pojawił się Czystaw, a dalej Felicjan Andrzejczak, który śpiewał tak naprawdę tylko trzy utwory: "Jolka, Jolka pamiętasz", "Noc komety" i "Czas ołowiu". I wszystkie są przebojami.

Zespół długo nie zarabiał na swojej muzyce…

Cugowski żartował, że jakby Romek urodził się w USA, to by już sobie kupił wyspę. A w Polsce? No cóż, w PRL w latach 70. i 80. artyści w zasadzie nie dostawali tantiem ze sprzedaży płyt. Ani grosza! Za 60 tys. egzemplarzy "Cienia wielkiej góry" sprzedanych w dwa tygodnie nie dostali nic. Dostawali pieniądze wyłącznie za sesje nagraniowe – wielokrotność przeciętnej pensji. Żyli więc z koncertów, co było okupione wielkim wysiłkiem. Dopiero "Takie tango" uczyniło z nich zespół majętny.

Pisze pan, że Budka Suflera miała w okolicy 2001/02 roku nagrywać z Ozzy Osbournem…

Był taki pomysł Piotra Metza, wtedy szefa redakcji muzycznej RMF FM. Trwały rozmowy z Thomem Panunzio z Los Angeles, producentem m.in. Ozzy Osbourne’a, Aerosmith, Bruce’a Springsteena czy Deep Purple. Pomysły były takie, że może nagrają coś z Sheryl Crow czy Axlem Rose z Guns’n’Roses. W końcu od Panunzio wyszedł pomysł nagrania dwóch utworów z Ozzy Osbournem. Jednego Budki i drugiego Black Sabbath. To była poważna propozycja, ale Budka Suflera do końca nie wierzyła w powodzenie projektu. Więc to się posypało. Trzeba było się umawiać na spotkania, wysyłać maile, konkretyzować to, ale Budka się wycofała.

Biografia pana autorstwa jest jedyną na polskim rynku?

Tak, biografię zespołu pisał przede mną Jan Skaradziński, ale ona nigdy się nie ukazała. Była skończona, autoryzowana i zrobiona we współpracy z zespołem, ale nie uzyskała ich akceptacji. Z tego, co rozumiem, ”źle się ją czytało”. Autor był rozczarowany, ale w końcu pisał na ich zamówienie. Dostał za porozumieniem stron pewną sumę odstępnego i jego praca poszła do szuflady. W mojej biografii zespół jest bardzo szczery. Była w nich duża otwartość. Nie mieli problemu, żeby mówić o kwestiach obyczajowych, o alkoholu czy relacjach damsko-męskich.

Jarosław Sawic, "Budka Suflera. Memu miastu na do widzenia", Prószyński i S-ka, 2017

Podziel się opinią

Share

dcspzja

dcspzja
dcspzja