Pierwszy nakład jego książki rozszedł się w dwa tygodnie. Teraz "Felix, Net i Nika" Rafała Kosika jest lekturą szkolną

Na jego książkach wychowują się pokolenia czytelników, którzy zdecydowanie zawyżają średnią statystyczną Biblioteki Narodowej. Jego dzieła wkrótce będą tłumaczone na arabski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Na podstawie książki, w 2012 r. powstał film o tym samym tytule
Na podstawie książki, w 2012 r. powstał film o tym samym tytule (Materiały prasowe)
WP

Na konwentach fantastycznych i spotkaniach autorskich pojawia się w czarnej skórze i rockandrollowej koszulce. Nie wygląda na 46 lat, raczej na wyrośniętego studenta, który chętnie by coś zmajstrował. Od lat porównuje się go do brytyjskiej autorki serii o Harrym Potterze, J.K. Rowling. Co prawda akcja powieści o małym czarodzieju dzieje się w nieistniejącej szkole dla adeptow magii, a Felix, Net i Nika są uczniami polskiego gimnazjum, to jednak porównania nie są przesadzone.

Pierwszy nakład książki o przygodach gimnazjalistów został wykupiony w ciągu dwóch tygodni, a fabuła zawiera elementy fantastyki naukowej. Rafał Kosik sam przyznaje, że ma romans z tym gatunkiem od wielu lat. Teraz jest w trakcie pisania piętnastej części przygód o Felixie i jego przyjaciołach, a w maju wydał książkę dla dzieci pierwszych czytelników "Felixa", "Amelia i Kuba. Wenecki spisek". Mimo sławy pozostał skromnym i pracowitym człowiekiem. Jak sam przyznał, od spotkań autorskich woli czas spędzony przy klawiaturze.

Kamila Gulbicka, Wirtualna Polska: Tym razem Amelia i Kuba przeżywają przygody w Wenecji. Co pana skłoniło, żeby przenieść akcję do Włoch?

WP

Rafał Kosik: Gdy zacząłem pracować nad nową powieścią, akurat siedziałem w weneckiej kawiarni. Spojrzałem za okno i pomyślałem sobie, czemu nie? Wenecja jest bardzo ciekawym miejscem - odwiedzałem ją wielokrotnie, przeszedłem wzdłuż i wszerz - mogę śmiało uznać, że ją znam. Wenecja nie przypomina żadnego z polskich miast, więc dla dzieci to jest coś nowego i ciekawego.

Jak to się stało, że od fantastyki naukowej przeszedł pan do literatury dziecięcej?

Cały czas piszę dorosłą fantastykę, w zeszłym roku premierę miała moja powieść science fiction dla dorosłych "Różaniec”. Kiedy w 2002 roku opublikowałem pierwszą powieść dla dorosłych, postanowiłem napisać coś dla mojego syna, wtedy chyba pięcioletniego, żeby mu czytać, bo mieliśmy taki rytuał, że z żoną codziennie wieczorem mu czytaliśmy. Wtedy rynek literatury dziecięcej nie był tak bogaty jak dziś. Pierwotną wersję "Felixa, Neta i Niki” napisałem dla młodszych czytelników. Dopiero później zdecydowałem się opublikować powieść, trochę zmieniłem historię i "postarzyłem” bohaterów - w pierwotnej wersji szli do podstawówki. Natomiast jeśli chodzi o "Amelię i Kubę”, to jest to właściwie książka dla dzieci pierwszych czytelników "Felixa”. Niektórzy mają już swoje rodziny, a większość ich pociech jest w wieku "ameliowym”. Moją misją było zachęcenie wszystkich dzieci do czytania, nawet tych młodszych. Teraz mogę stwierdzić, że się udało.

Czyli początkową inspiracją do napisania pierwszej powieści był mały syn?

WP

Potem rozszerzyło się to na dzieci znajomych, aż w końcu zdecydowałem się opublikować książkę. Mój syn ma teraz 21 lat i jest dorosłym facetem. Zawsze lubił fantastykę. Kiedy miał 11 lat, przeczytał "Niezwyciężonego” Lema, choć czyta również inne gatunki literackie, nie tylko fantastykę. Ja natomiast od zawsze kochałem science fiction, więc w "Felixie” nie mogło go zabraknąć.

fot. M.Starzyński
Podziel się

Miłość do tego gatunku trwa od wielu lat. Pierwsze opowiadanie opublikował pan przecież w „Nowej Fantastyce”. Na jakim poziomie jest polska literatura tego gatunku?

WP

Jest na poziomie światowym, co nie znaczy, że jest znana za granicami kraju. Najlepsze polskie książki science fiction w niczym nie ustępują w fantastyce światowej. Niestety trudno przebić się przez barierę językową. Na razie udało się to głównie Stanisławowi Lemowi. No i Andrzejowi Sapkowskiemu, jeśli chodzi o fantasy.

A jednak panu się udało. Pana książki mają być tłumaczone na język arabski.

Na razie są tłumaczone na czeski, litewski i węgierski, niedługo będą na ukraiński, rosyjski i… zapewne arabski. Na targach w Abu Dhabi podpisaliśmy umowę na 11 tytułów, nie tylko na moje powieści, ale również książki Roberta M. Wegnera, które wydajemy jako wydawnictwo. To jeszcze nie jest potwierdzone, więc trzymajmy kciuki, ale nie zapeszajmy.

W listopadzie pojawi się już piętnasty tom "Felixa, Neta i Niki”. Na czym polega fenomen tej serii ?

WP

Na rynku była luka. Miałem poczucie, że brakuje polskich współczesnych książek dla dzieci i młodzieży. Kiedy pierwszy tom "Felixa, Neta i Niki” pojawił się w księgarniach, cały nakład został wykupiony w ciągu dwóch tygodni i szybko musieliśmy robić dodruk. Dodam jeszcze, że staram się jak najbardziej poważnie traktować czytelnika. Tematyka jest dostosowana do jego wieku, ale nie infantylizuję języka. Dobieram temat, który będą potrafili zrozumieć. Chcę mówić im o rzeczach ważnych, ale wciąż pamiętam, że przede wszystkim książka musi im się podobać, stąd w moich powieściach dla dzieciaków szybka akcja i dużo humoru.

East News
Podziel się

Nie boi się pan również poruszać trudnych tematów. Jeden z bohaterów "Amelii i Kuby” cierpi na zespół Aspergera. To nietypowe w literaturze dziecięcej, aby poruszać problem odmienności.

WP

Zdałem sobie sprawę, że ludzi z zespołem Aspergera jest bardzo dużo. Wystarczy poczytać biografie słynnych artystów, żeby stwierdzić, że większość z nich miała Aspergera, choć oczywiście niezdiagnozowanego. Ja sam raczej postrzegam to jako zespół określonych cech ludzich charakterystycznych dla wybitnych często jednostek, a nie chorobę. Moją intencją było pokazanie, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami. I każdy może wnieść coś ciekawego, cząstkę siebie. I że różni ludzi widzą te same sprawy w zupełnie odmienny sposób. Dlatego też "Amelia i Kuba” została wydana w dwóch rożnych tomach.: "Amelia i Kuba. Godzina duchów” czyli przeżywanie świata z perspektywy dziewczynki i "Kuba i Amelia. Godzina duchów” – świat widziany oczami chłopca. Dzięki dwóm wydaniom tej samej książki każdy miał okazję zobaczyć, że świat postrzegamy poprzez własne filtry. A inność jest po prostu częścią życia. Poruszam trudne tematy bez gotowych odpowiedzi, chciałbym dać dzieciom okazję do refleksji.

Jak zachęcić dzieci do czytania? Jako pisarz znalazł Pan chyba na to sposób?

Nie ma na to jednoznacznego przepisu, gdyby tak było, powstawałaby masa bestsellerów. Wydaje mi się, że najważniejsze jest napisanie fascynującej historii, która wciągnie dzieciaki od pierwszego akapitu i nie wypuści aż do końca. Z ciekawymi bohaterami, a nie zaszkodzi też odpowiednią dawka humoru. Rolą pisarza jest zadbać, żeby nie tylko dobrze się taką książkę czytało, ale również żeby historia nie była pustą rozrywką, aby niosła jakieś ważne treści. A rolą nas, jako rodziców jest zachęcanie dzieci do czytania, podsuwanie im lektur i oczywiście wspólne czytanie książek

Podczas tworzenia postaci inspiruje się pan osobami z otoczenia?

Postacie wymyślam. Nie biorę gotowych wzorców, co najwyżej daję bohaterom cechy charakterystyczne, które występują powszechnie. Postacie rozwijają mi się w trakcie pisania, w miarę postępu akcji. Bohaterowie, których przenoszę w skali 1:1 to zwierzęta. Imbir, pies z powieści o Amelii i Kubie, to zwierzak naszych znajomych, który w książce jest jego wiernym odbiciem. Podobnie było z Cabanem, psem bohaterów "Felixa”. Caban to mój pierwszy, nieżyjący już niestety pies. Teraz w naszym domu mieszka Omlet, owczarek niemiecki syna. Prawdopodobnie przy okazji pisania kolejnej książki uczynię z niego bohatera.

"Felix, Net i Nika” zdobyły serca wszystkich dzieci w Polsce. Efektem tego sukcesu był film na kanwie książki. Był pan zadowolony z kinowej wersji?

Chyba nie ma autora, który byłby w pełni zadowolony ze swojej ekranizacji. Miałem masę uwag po projekcji. Jak się jednak okazało, dzieciaki, szczególnie te młodsze, polubiły film. A przecież o to właśnie chodziło.

Jak wyglądała praca nad scenariuszem?

Napisałem kilka scenariuszy, ale na razie udało się zrealizować tylko jeden. Dwa, ze względów finansowych nie doczekały się finału, a jeden czeka na dotację. Pisanie scenariusza różni się od tworzenia książki. Przy pisaniu scenariusza nie ma miejsca na literackość, nie ma rozbudowanych opisów, są same dialogi i minimum informacji o akcji. Wpływ na powstawanie scenariusza ma mnóstwo osób: producent, reżyser, członkowie komisji rozdzielającej fundusze, więc tworzenie go to niekończące się poprawki. Trzeba jednak pamiętać, że scenariusz to półprodukt, a nie dziełoprodukt samo w sobie. To instrukcja obsługi dla całej ekipy jak zrobić film. Nasz ostatni scenariusz do filmu "Julka” ma chyba już kilkanaście wersji.

Film i rzesza nastoletnich fanów, to nie jedyne sukcesy w pana dorobku. Jak pan zareagował na wiadomość, że „Felix, Net i Nika” będą lekturą dla klas 4-6?

Przyjąłem to z mieszanymi uczuciami, z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że lektura kojarzy się uczniom z przymusem. Po drugie lektury zwykle się omawia, analizuje tekst i strukturę, a z omawianego materiału pisze się klasówki. Przecież nikt tego nie lubi. Jak się jednak okazało, uczniowie nie narzekają jakoś specjalnie. Może dlatego, że to jedna z nielicznych współczesnych książek w kanonie lektur. A to, że "Felix” stał się lekturą wpisało się w moją misję zachęcenia młodych do czytania. Uważam, że klasyczne lektury są niezrozumiałe dla współczesnego ucznia z powodu języka i problemów, które zdezaktualizowały się dawno temu. Czas na kanon jest później, na początku szkoły podstawowej trzeba pokazać dzieciakom, że czytanie jest fajne. Nawet ja, będąc w ich wieku, a było to wiele lat temu, miałem wrażenie, że lektury nie przystają do rzeczywistości. Bohaterowie „Felixa” poruszą problemy bliskie dzisiejszej młodzieży.

East News
Podziel się

Praca autora i prowadzenie wydawnictwa i do tego życie rodzinne. Jak pan sobie organizuje czas, że udaje się pogodzić wszystkie obowiązki?

Staram się wykorzystywać każdą wolną chwilę, a to nie jest proste. Na szczęście jeśli chodzi o pracę w wydawnictwie to nie jestem sam - pracuję razem z żoną Kasią. Co ma oczywiście ten minus, że przed każdą premierą jesteśmy o krok od rozwodu (śmiech). Większość rzeczy administracyjno -organizacyjnych jest na jej głowie, ja oprócz pisania zajmuję się grafiką i reklamą. A jeśli chodzi o pisanie, to wykorzystuję każdą wolną chwilę. Ostatnio, podczas lotu na targi książki do Abu Dhabi, spędziłem kilka godzin z laptopem na kolanach, pisząc nową część "Felixa”. Bardzo często pracuję w nocy, bo wtedy nic ani nikt mnie nie rozprasza. Nie korzystam z internetu, nie odpisuję na maile. Czasem tylko pies chce się bawić i przynosi mi szyszki, gdy siedzę na tarasie.

Brzmi jakby był pan niezwykle zdyscyplinowaną osobą…

Czy ja wiem. Gdybym był tak bardzo zdyscyplinowany, to pisałbym trzy razy więcej (śmiech).

Wydawanie książek we własnym wydawnictwie musi być komfortowe. Nie mierzy się pan przecież z możliwością odrzucenia tekstu przez wydawcę.

Jeżeli coś mi nie wyjdzie, sam to odrzucam. Lubię mieć kontrolę nad całym procesem powstawania książki. Znam autorów, którym wydawca tak głęboko ingerował w treść, że po wydaniu, książka była zupełnie inna niż w dniu, gdy przynieśli ją do wydawnictwa. Nikt nie uzgadniał z nimi redakcji ani korekty. Ale ma to też swoje minusy. Bo moja rola nie kończy się na pisaniu. Odpowiadam również za redakcję i złożenie książki . Muszę też stworzyć projekt okładki, albo gdzieś ją zamówić, zadbać o marketing i dystrybucję.

Plus spotkania autorskie.

Które lubię, ale mam ich niewiele, bo zabierają czas potrzebny na pisanie. Spotkania autorskie staram się "załatwiać” przy okazji konwentów fantastycznych, takich jak Polcon, który odbędzie się w połowie lipca w Toruniu. Te wydarzenia są o tyle milsze, że spotykam tam kolegów po fachu.

Mówi się, że pisarze przede wszystkim powinni dużo czytać. A jak jest w pańskim przypadku?

Nie czerpię inspiracji z innych książek. Czytam 2-3 książki miesięcznie, ale prawda jest taka, że za czytanie odpowiada ta sama część mózgu co za pisanie. Więc żeby po pisaniu odpocząć wybieram coś innego niż kolejne literki. Aktywność fizyczna, to moim zdaniem najlepsza forma relaksu dla zmęczonego umysłu.

Rozmawiała Kamila Gulbicka

Materiały prasowe
Podziel się
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP