Trwa ładowanie...
Najbardziej zabójczy wróg człowieka
Źródło: Pixabay
21-08-2020 11:03

Najbardziej zabójczy wróg człowieka

Potencjalna broń biologiczna, najokrutniejszy zabójca świata, bezwzględny morderca, który decydował o losach narodów i przebiegu wojen. W ciągu 200 tysięcy lat historii ludzkości odebrał życie mniej więcej 52 miliardom ludzi. Komar, a właściwie krwiożercza komarzyca, prowadzi z nami bitwę od zarania dziejów. Potrafi przetrwać wiele przeciwności losu z godną podziwu nieustępliwością. Ale dziś jesteśmy w stanie sprawić, że wyginie w ciągu jednego pokolenia. Góra dwóch. Jak tego dokonać? W książce "Komar. Najokrutniejszy zabójca na świecie" opisuje to Timothy C. Winegard.

Pracownicy Biura ds. Kontroli Chorób Zakaźnych w Departamencie Zdrowia w Nowym Jorku 23 sierpnia 1999 r. otrzymali niespodziewaną dziwną wiadomość. Zadzwoniła do nich dr Deborah Asnis, specjalistka od chorób zakaźnych we Flushing Hospital Medical Center w Queens. Była skonsternowana i potrzebowała natychmiastowych rozwiązań, aby móc uratować życie swoim pacjentom. Zajmowała się czterema osobami cierpiącymi z powodu tajemniczych unikatowych symptomów takich jak gorączka, mętlik w głowie, dezorientacja, osłabienie mięśni i paraliż kończyn. Stan ich zdrowia szybko się pogarszał, więc dr Asnis działała pod presją czasu i chciała prędko odkryć przyczynę tej niepokojącej choroby.

Wstępne testy przeprowadzone 3 września wskazywały na jakąś formę zapalenia mózgu. Tego rodzaju przypadłość może mieć bardzo różne przyczyny – między innymi wirusy, bakterie, grzyby, pasożyty albo przypadkowa hipnoartemia (stan nierównowagi pomiędzy wodą a elektrolitami w mózgu). Próbki krwi i tkanek pacjentów szybko przebadano w poszukiwaniu wirusów wywołujących zapalenie mózgu i podobne symptomy. Znaleziono w nich wirusa St. Louis, który przechodzi z ptaków na ludzi za pośrednictwem pospolitych komarów z rodzaju Culex.

Następnego dnia zaczęto spryskiwać miasto i okolice środkami owadobójczymi, ale nie miało to żadnego wpływu na stan kliniczny pacjentów. Do tamtego czasu odezwali się pracownicy CDC w Atlancie. Gdy szybko przejrzano ich bazę danych, sytuacja i otaczający ją kontekst stały się jeszcze bardziej niezrozumiałe. Od zakończenia drugiej wojny światowej i stworzenia CDC w 1946 r. w całych Stanach Zjednoczonych odnotowano zaledwie 5 tys. przypadków zapalenia mózgu spowodowanego wirusem St. Louis i żaden z nich nie był w Nowym Jorku. Pracownicy CDC nie mieli pewności, że winowajcą jest wirus St. Louis. Z pewnością istniał jakiś czynnik, który został pominięty.

d357c37

Eksperci od broni biologicznej pracujący w CIA i ośrodku badawczym w Forcie Detrick również uważnie obserwowali wydarzenia, które rozgrywały się w Nowym Jorku. Nie byli w tym osamotnieni. Hordy dociekliwych dziennikarzy poszukiwały informacji, a każdy z nich chciał jako pierwszy przygotować sensacyjny materiał i opublikować artykuł na wyłączność. Media zdążyły wytropić wiele plotek, ale wciąż nie miały jednoznacznych odpowiedzi, więc postanowiły wykorzystać okazję do sprzedania swoich teorii. Renomowane ogólnoświatowe gazety, szmirowate tabloidy i długi materiał w czasopiśmie "New Yorker" mówiły o ataku terrorystycznym z użyciem wirusa przenoszonego przez komary i sugerowały, że odpowiada za niego Saddam Husajn.

Źródło: Pixabay

Poinformowały o tym, że w 1985 r. pracownicy CDC wysłali do irackiego badacza próbki stosunkowo nowego i rzadkiego wirusa przenoszonego przez komary. Irak w latach 1980–1988 prowadził brutalną wojnę z sąsiadującym Iranem i dostawał od Amerykanów pomoc ekonomiczną, technologiczną, trening militarny oraz uzbrojenie – w tym również broń chemiczną. Całe to wsparcie było warte miliardy dolarów. Dziennikarze nie dysponowali żadnymi dowodami, ale nie wykluczali tego, że nastąpił atak terrorystyczny z użyciem zabójczego wirusa przenoszonego przez komary.

Po jakimś czasie opowieść zaczęła żyć własnym życiem, a Mikhael Ramadan (który niegdyś był sobowtórem Saddama Husajna, ale ostatecznie uciekł z Iraku i został informatorem) ogłosił, że Saddam znalazł sposób na bojowe wykorzystanie nietypowego wirusa otrzymanego od Amerykanów. "W 1997 r. podczas jednego z naszych ostatnich spotkań Saddam zlecił mi pracę nad tym badaniem", twierdził Ramadan. "Rzadko widywałem go w tak dobrym nastroju. Wysunął znajdującą się po prawej stronie szufladę swojego biurka, wyjął z niej grubą teczkę oprawioną w skórę i przeczytał fragmenty akt". Saddam podobno chwalił się tym, że udało mu się stworzyć „odmianę wirusa Zachodniego Nilu o nazwie SV1417 będącą w stanie zniszczyć 97% życia na obszarach zurbanizowanych”.

d357c37

Gdy te dziwaczne twierdzenia o nowym superwirusie Zachodniego Nilu stworzonym przez Saddama pojawiły się w mediach na całym świecie, natychmiast rozdzwoniły się telefony na posterunkach policji i w departamentach zdrowia w Nowym Jorku i CDC. Pracownicy ogrodu zoologicznego w okręgu Bronx poinformowali o tym, że z niewyjaśnionych powodów umierały ich flamingi i inne gatunki ptaków. Dzwoniło wiele osób, twierdząc, że widziało zwłoki ptaków – głównie wron – leżące w parkach, na ulicach i na placach w całym mieście. Komary mogą przenosić wirusa St. Louis na ludzi tylko bezpośrednio od ptaków (malaria, żółta febra i większość innych chorób rozpowszechnianych przez komary mogą również przechodzić z ludzi na komary, a następnie z komarów na innych ludzi), ale warto zaznaczyć, że ptaki są na niego uodpornione. Nie wyrządza on więc żadnej krzywdy naszym opierzonym przyjaciołom.

Zaczęły się również pojawiać opowieści o tym, że konie zachowują się w dziwny, ekscentryczny sposób albo że cierpią z powodu nietypowych chorób. Źródłem tej pandemii nie był przenoszony przez komary wirus St. Louis ani wschodni wirus końskiego zapalenia mózgu. Nie był nim również żaden pospolity i skatalogowany patogen pochodzący od ptaków. Chorobę wywołało coś innego i zupełnie nowego (a przynajmniej nowego dla Stanów Zjednoczonych). Epidemię atakującą ptaki, konie i ludzi spowodował tak naprawdę przenoszony przez komary wirus Zachodniego Nilu. Nie zmienia to jednak faktu, że wbrew sensacyjnym doniesieniom medialnym Saddam Husajn nie zaatakował Nowego Jorku za pomocą urojonego superwirusa. Nie popełnił zarzucanych mu czynów.

Podczas epidemii w 1999 r. wirus Zachodniego Nilu zaatakował mniej więcej 10 tys. osób, z czego 62 trafiły do szpitala, a 7 zmarło. Oprócz tego odnotowano 20 infekcji u koni. Dużą część ofiar śmiertelnych stanowiły ptaki. Szacuje się, że wirus uśmiercił aż dwie trzecie populacji wron mieszkających w Nowym Jorku i na okolicznych terenach. Zabijał również ptaki należące do co najmniej 20 innych gatunków – między innymi modrosójki błękitne, orły, jastrzębie, gołębie i drozdy.

d357c37

Zaraza zaatakowała przede wszystkim naszych ptasich towarzyszy. Gdyby więc (czysto hipotetycznie) był to atak terrorystyczny z użyciem broni biologicznej, należałoby uznać go za kompletną porażkę. W epoce terroryzmu, broni masowego rażenia i paranoicznych wyobrażeń dotyczących przeróżnych zagrożeń (zarówno rzeczywistych, jak i urojonych) komary znajdują się na liście potencjalnej broni biologicznej. Anonimowy starszy doradca naukowy z FBI przyznał: "Gdybym planował biologiczny atak terrorystyczny, robiłbym wszystko z subtelną finezją, żeby efekty moich działań wyglądały jak naturalna epidemia". Sekretarz marynarki wojennej Richard Danzig dodał, że twierdzenia o terroryzmie biologicznym są "trudne do udowodnienia", ale "równie trudne do wykluczenia".

Źródło: Pexels

(...)

Otaczający nas świat jest pełen imponujących technologii, a mimo to skromna komarzyca przypomina nam o tym, że pod wieloma względami nie różnimy się od Lucy i naszych człowiekowatych przodków ani od afrykańskich poprzedników gatunku homo sapiens. Oni również walczyli z komarami o przetrwanie i zainicjowali naszą wojnę z tymi najbardziej zabójczymi drapieżnikami w historii. Prawda jest wręcz taka, że im bardziej współczesny świat przyspiesza, tym bardziej owa wojna przypomina pierwsze przypadkowe potyczki między zabójczymi komarzycami a dawnymi ludźmi, takimi jak rolnicy z plemion Bantu uprawiający bataty. Gdy ludzie wyemigrowali (albo zostali zmuszeni do emigracji) poza Afrykę, zabrali ze sobą śmiercionośne patogeny – między innymi choroby przenoszone przez komary.

Wraz z upływem czasu nasze środki transportu i sposoby rozprzestrzeniania się czynników chorobotwórczych uległy rozwojowi. Nauczyliśmy się podróżować nie tylko za pomocą naszych stóp, ale również zwierząt jucznych, statków, furmanek, samolotów, pociągów i samochodów. Za sprawą wszystkich tych osiągnięć technologicznych po prostu zaczęliśmy szybciej się przemieszczać i zwiększyliśmy zasięg występowania różnych chorób. Zmieniły się sposoby przenoszenia mikroorganizmów, ale mechanizm rozprzestrzeniania się zarazy pozostaje stosunkowo niezmienny. Jedyna różnica polega na tym, że obecnie czas podróży został drastycznie zredukowany, a choroby przenoszą się od drzwi do drzwi w ciągu godzin, a nie miesięcy, lat albo nawet tysięcy lat (jak działo się to w przypadku pierwszych migrujących osadników i towarzyszących im chorób).

d357c37

"Zabójcze wirusy zostają wyciągnięte ze swojej sennej izolacji, gdy duże grupy ludzi wchodzą z nimi w kontakt za sprawą wojny, głodu i chciwości. Migracje i podróże lotnicze powodują, że stykamy się z mikrobami, z którymi nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia", zauważa paleopatolog Ethne Barnes. Na przykład w 2005 r. liczba pasażerów podróżujących samolotami wyniosła 2,1 mld. Pięć lat później 2,7 mld, a następnie wzrosła do 3,6 mld w 2015 r. Lotniska na całym świecie w 2018 r. obsługiwały 4,3 mld klientów, a według przewidywań w 2019 r. liczba ta wzrośnie do 4,6 mld.

Za ich sprawą szeroki wachlarz chorób (między innymi SARS, świńska i ptasia grypa, ebola oraz nasze choroby przenoszone przez komary takie jak wirus Zachodniego Nilu i wirus Zika) przechodzi przez lotniskową kontrolę bezpieczeństwa i podróżuje po całej planecie z coraz większą liczbą pasażerów do coraz większej liczby miejsc podczas cyklicznej niekończącej się darmowej wycieczki dookoła świata. Patogeny przemieszczały się na pierwszych ludziach migrujących poza Afrykę (albo wewnątrz nich), na niewolniczych statkach pływających do Ameryk podczas wymiany kolumbijskiej bądź na pokładach boeinga 747 albo airbusa A380. Wraz z upływem czasu niewiele się zmieniło pod tym względem. Choroby nadal podróżują wraz z nami w naszych bagażach.

Odkąd w 1798 r. Thomas Malthus postulował istnienie ekologicznych ograniczeń dotyczących ludzkiej demografii (być może to samo chciał przekazać w 81–96 r. n.e. Jan Ewangelista w swojej apokaliptycznej Księdze Objawienia zawierającej opis Armagedonu), paranoiczni propagatorzy katastroficznych wizji i samozwańczy prorocy przewidują maltuzjańskie zarazy i głód. Nie zmienia to faktu, że technologia przez cały czas przesuwa pozornie nietykalne granice rozwoju populacji. We współczesnych czasach mamy jednak do czynienia z czymś zupełnie nowym.

Za życia Malthusa liczba ludzi na całej planecie wynosiła mniej więcej miliard, a przez wcześniejsze 2 tys. lat była dwa razy mniejsza i nie ulegała znaczącym wahaniom. Od 1970 r. rozmnażająca się ogólnoświatowa populacja dwukrotnie zwiększyła swoją wielkość i wynosi obecnie 7,8 mld przedstawicieli homo sapiens. Jeżeli w 2055 r. wciąż będziecie żyć, będziecie mieć wokół siebie około 10–11 mld sąsiadów nękanych przez superbakterie. Liczba ludzi na naszej planecie wzrasta, a ilość dostępnych nam zasobów w proporcjonalny sposób się zmniejsza.

Źródło: Getty Images

Komarzyca jest zdecydowanie najbardziej zabójczym wrogiem człowieka, więc wielu zwolenników maltuzjańskiej perspektywy sprzeciwia się próbom zwalczenia przenoszonych przez nią chorób. Zarówno ludzie, jak i komary stanowią część ogólnoświatowej ekologii i biosfery oraz istnieją wewnątrz naturalnego żywego systemu kontroli i równowagi. Zakłócenie tego układu sił poprzez wyeliminowanie naszego głównego zabójcy przypomina niebezpieczną grę w rosyjską ruletkę. Ograniczoność i powolna odnawialność zasobów sprawiają, że z maltuzjańskiego punktu widzenia reperkusje niepohamowanego rozrostu ludzkiej populacji mogą doprowadzić do cierpienia, głodu, chorób i katastrofalnej śmierci, przez co w naturalny sposób zmniejszą liczbę ludzi.

d357c37

Jeśli jednak chcemy dążyć do powszechnej równości i sprawiedliwości, szybko znajdziemy logiczne kontrargumenty dla powyższego stanowiska. Zgodzimy się wówczas ze stwierdzeniem, że powinniśmy dążyć do bezwarunkowego i kategorycznego usunięcia komarzyc i jej chorób z powierzchni ziemi. Obecnie 4 mld ludzi w 108 krajach na całym świecie są narażone na kontakt z patogenami przenoszonymi przez komarzycę. Nasi przodkowie mogą potwierdzić, że wojna człowieka z komarami zawsze była kwestią życia i śmierci. Obecnie wektory chorób przemieszczają się po całej planecie w rekordowym tempie, a nasz gatunek nadweręża "pojemność środowiska" na ziemi. Wiele zaczyna wskazywać na to, że nasza kształtująca historię konfrontacja z komarzycą osiąga punkt krytyczny.

(Jeżeli trendy i przewidywania dotyczące globalnego ocieplenia okażą się prawdziwe, przed 2050 r. ta liczba wzrośnie o kolejne 600 mln.)

Rachel Carson napisała, że nasze podejście do roślin i zwierząt jest wyjątkowo ograniczone. Stwierdziła: "Jeśli z jakiegokolwiek powodu uznamy je za coś niepożądanego albo choćby nieistotnego, jesteśmy w stanie szybko doprowadzić do ich zniszczenia". Nie przewidziała jednak pojawienia się technologii służącej do edycji genów opartej na systemie CRISPR, która dramatycznie potęguje znaczenie słowa" szybko", a nawet zmienia parametry i definicję słowa "zniszczenie". Obecnie w wyniku prac laboratoryjnych jesteśmy w stanie wpłynąć na mechanizm doboru naturalnego i na wzorce biologiczne, aby unicestwić każdy niepożądany albo nieistotny gatunek.

W 2012 r. zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley kierowany przez biochemiczkę dr Jennifer Doudnę odkrył rewolucyjną innowację, która pozwala modyfikować geny i jest znana jako system CRISPR. Informacje o tym wydarzeniu zszokowały świat i zmieniły przyjęte z góry przekonania na temat naszej planety i naszego miejsca na jej powierzchni. Obecnie CRISPR i komary często pojawiają się na pierwszych stronach popularnych czasopism i dzienników. Procedura CRISPR została po raz pierwszy skutecznie wykorzystana w 2013 r. – polega na wycięciu fragmentu łańcucha DNA z genu, a następnie zastąpieniu go jakimkolwiek innym fragmentem.

Za jej pomocą da się szybko, tanio i precyzyjnie wprowadzić trwałe zmiany w genomie. Można powiedzieć, że pozwala "kopiować i wklejać" geny w dowolny sposób. W 2016 r. Gates Foundation zainwestowała 75 mln dolarów w badania dotyczące komarów i systemu CRISPR i była to największa kwota, jaką kiedykolwiek przeznaczono na wsparcie technologii nadpisywania genów. Nietrudno zobaczyć, dlaczego poczyniono ten krok. Grupa biologów z Berkeley poinformowała, że CRISPR "przegryza się jak Pac-Man" przez wirusa Zika, HIV i inne choroby.

(CRISPR to akronim od clustered regularly interspaced short palindromic repeats [pol. "zgromadzone regularnie przerywane krótkie powtórzenia palindromiczne" – przyp. tłum].)

Źródło: Materiały prasowe

System ten bywa nazywany unicestwiającym napędem, unicestwiającą maszyną lub unicestwiającym genem, ponieważ może zostać wykorzystany w destrukcyjny sposób – za jego sprawą moglibyśmy zgładzić komary poprzez genetyczną sterylizację. Ta teoria od lat 60. krąży po środowiskach naukowych, a dzięki CRISPR możemy zastosować te zasady w praktyce. Trzeba uczciwie przyznać, że komary zmieniły nasze DNA, zmuszając ludzi do wykształcenia sierpowatych krwinek i innych genetycznych zabezpieczeń przeciwko malarii. Być może nadszedł czas na to, żeby się odwdzięczyć.

Za pomocą systemu CRISPR stworzono zmodyfikowanych genetycznie samców komara o dominujących "samolubnych genach" i wypuszcza się ich w "komarowych strefach", aby spółkowały z samicami i te rodziły martwe, bezpłodne albo wyłącznie męskie potomstwo. Jesteśmy w stanie sprawić, że komary wyginą w ciągu jednego pokolenia albo dwóch. Dzięki CRISPR ludzkość może wygrać wojnę z tymi owadami i nigdy więcej nie obawiać się ich ugryzień. Niewykluczone, że pewnego dnia obudzimy się w nowym wspaniałym świecie wolnym od chorób przenoszonych przez komarzycę.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.

Podziel się opinią