Trwa ładowanie...

Mocne zarzuty pod adresem matki Iwony Wieczorek. Pisarz oskarża, Główczyńska odpowiada

- Iwonę Wieczorek zamordował ktoś z jej bliskiego otoczenia, ta wersja wyraźnie nie podoba się jej matce i współpracującemu z nią detektywowi Rutkowskimu – twierdzi Janusz Szostak, dziennikarz śledczy, który zajmuje się głośną sprawą zaginięcia kobiety. Na jego zarzut odpowiada matka szukająca córki już 11 rok.

Share
Iwona Wieczorek
Iwona WieczorekŹródło: Facebook
d1w30f5

Krzysztof Rutkowski zaatakował Szostaka podczas swojej ostatniej konferencji poświęconej najświeższym odkryciom w sprawie Wieczorek, gdzie poinformował, że na miejscu niedawnych poszukiwań odnaleziono dwa noże oraz damskie ubrania. W trakcie spotkania z dziennikarzami detektyw łączył się za pośrednictwem komunikatora z matką Iwony Wieczorek, której wypowiedź przerwał obecny na sali Janusz Szostak.

Na skutek awantury, jaka się wywiązała, dziennikarz został wyproszony z konferencji. Z Szostakiem skontaktowaliśmy się kilka dni po jej zakończeniu. Głos ws. przebiegu spotkania zabrała matka Iwony Wieczorek, rozmowę z którą przytaczamy pod wywiadem z autorem.

d1w30f5

Przemek Gulda: Kiedy zaczął się pan zajmować sprawą Iwony Wieczorek?

Janusz Szostak: Od kiedy zauważyłem, że nikt się nią nie zajmuje. 

Jak to?

Może inaczej: nikt się nią nie zajmuje na poważnie. Ani policja, ani prywatne osoby szukające rozwiązania tej zagadki, ani media. Zacznijmy od prostej rzeczy: nikt z dziennikarzy nigdy nie zaglądał do akt. Zrobiłem to jako pierwszy i jedyny. A tam można wyczytać naprawdę dużo ciekawych rzeczy. 

d1w30f5

Jakich?

Choćby o tym, jak bardzo opieszałe i mało profesjonalne były na początku działania policji w tej sprawie. Często posługuję się takim powiedzeniem: nie ma zbrodni doskonałych, są tylko niedoskonałe śledztwa. I w tym przypadku tak właśnie jest. A wystarczyłoby się wczytać, porozmawiać z osobami z otoczenia Iwony Wieczorek. Z otoczenia ofiary, bo niestety trzeba o niej myśleć i mówić jako o ofierze zbrodni. I to zbrodni, niestety, bardzo pospolitej, żeby nie powiedzieć wręcz podwórkowej. Bardzo łatwo to wyczytać między wierszami, choć bardzo trudno to było udowodnić. Dziś może być łatwiej.

Dlaczego trudno?

Wszyscy mają dziś za dużo do stracenia. W chwili morderstwa byli młodymi ludźmi, na początku drogi. Dziś mają po trzydzieści lat, rodziny, uporządkowane życie, dorobili się jakichś majątków. Nikt nie chciałby rozbijać sobie całego życia za sprawą czegoś, co zdarzyło się w przeszłości i szczęśliwie leży przysypane niekompetencją i działaniami, które skutecznie przysłaniają prawdę. 

d1w30f5

Wskazuje pan kogoś z otoczenia Iwony jako potencjalnego sprawcę jej zabójstwa? 

Tak. Zdecydowanie. Na początku dałem się zwieść, byłem przekonany, że ta sprawa ma związek z półświatkiem, z jakimiś działaniami przestępczymi. Ale dziś wiem, że to zupełnie inny przypadek. To zbrodnia dokonana w kręgu znajomych. 

Jaki miałby być motyw?

Zwykły, banalny: zazdrość, zawiść, złość. To nie było planowane morderstwo, to nie była żadna wielopiętrowa intryga. To był czyn popełniony w afekcie, w nerwach, w wielkich emocjach. 

d1w30f5

Wygląda na to, że osobą, której najbardziej zależy na tym, żeby pana koncepcja nie ujrzała światła dziennego, jest matka ofiary. Na czym polega wasz konflikt? Czemu jej tak zależy na uciszeniu pana? 

To jest dobre pytanie. Nie chcę niczego sugerować, ale ona rzeczywiście zachowuje się w sposób co najmniej niezrozumiały. Gdyby chodziło o moje dziecko, skorzystałbym z każdego sposobu, żeby dowiedzieć się, co się z nim stało. Sprawdziłbym każdą dostępną hipotezę. Ale moje hipotezy najwyraźniej nie pasują do jej spojrzenia na tę sprawę. No ale co tu gadać, skoro ona nawet nie przeczytała akt. Przyznała mi się do tego. No i kłamie publicznie w mojej sprawie. 

Jak to?

Twierdzenia, że nie wiedziała o mojej książce, są wierutną bzdurą. Na bieżąco informowałem ją o wszystkich swoich poczynaniach. Przeprowadziłem z nią wiele godzin rozmów i nie ukrywałem, że chcę je wykorzystać w książce. Mam na to dowody: nagrania, maile. Była także zaproszona na premierę książki, ale nie przyjechała. 

Skąd może się brać taka jej postawa?

Może chce coś ukryć? Powiem tylko tyle: kiedy pokazywałem jej kserokopie dokumentów z akt sprawy, wyraźnie uprawdopodabniające moją wersję, że jej córkę mógł zabić ktoś z grona jej bliskich znajomych, bardzo się zdenerwowała: wychodziła na balkon, odpalała jednego papierosa od drugiego. Wyraźnie trafiłem w jakiś jej czuły punkt. 

d1w30f5

A jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Rutkowski?

Mam wrażenie, że chodzi przede wszystkim o odwrócenie uwagi od moich odkryć i hipotez. Jednym ze sposobów były choćby te niedawne poszukiwania w Jelitkowie. Kompletnie absurdalne i bezpodstawne. I jeszcze to trzymanie się przedmiotów, o których wiadomo, że nie mają związku ze sprawą. 

Jakich przedmiotów?

Choćby wątek rajstop. A to przecież jasne, że Iwona szła boso, bez rajstop. Noc, kiedy zginęła, była naprawdę gorąca. My się z Rutkowskim doskonale znamy. I to od lat. Obaj jesteśmy z Sochaczewa, chodził do szkoły z moim bratem. Nie było między nami żadnego konfliktu ani rywalizacji. Mało tego - pomagałem mu nawet w niektórych śledztwach, czego dziś mocno żałuję. 

d1w30f5

Boi się go pan?

Jego? Nie, ale rzeczywiście zaczynam się obawiać. Wokół mnie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ostatnio podczas zmiany opon na letnie w moim samochodzie został znaleziony nadajnik GPS. Ktoś mnie śledzi. 

Zgłosił pan to na policję?

Nie, ale domyślam się kto i kiedy mógł mi podłożyć to urządzenie. Przygotowuję pozwy wobec kilku osób. Moi prawnicy analizują zapisy z ostatniej konferencji Rutkowskiego, na której zostałem zaatakowany. Tam było dużo podejrzanych zdarzeń: na jakiej podstawie legitymowano uczestników? Jakim prawem zbierano ich dane personalne? Dużo spraw wokół tej konferencji wymaga wyjaśnienia. 

Nadal prowadzi pan działania w sprawie Iwony Wieczorek? Co pan zamierza?

Tak, pracuję nad tym, pracuję nad drugą książką na ten temat, w której szczegółowo opiszę swoje najnowsze odkrycia. Ale przestałem już opowiadać, a zwłaszcza zapowiadać, co robię. Zamieszanie wokół tych działań zdecydowanie bardziej przeszkadza, niż pomaga. 

Po rozmowie z Januszem Szostakiem postanowiliśmy skonfrontować jego wypowiedzi z bezpośrednią zainteresowaną, matką Iwony Wieczorek panią Iwoną Główczyńską.

- To jest dla mnie niepojęte, że Szostak może sugerować, że to ja mogłam być inicjatorką zaginięcia własnej córki - Iwona Główczyńska, matka zaginionej Iwony Wieczorek, odpowiada na zarzuty dziennikarza śledczego Janusza Szostaka. 

Przemek Gulda: Jak pani ocenia ostatnie odkrycia detektywa Rutkowskiego w sprawie pani córki? 

Iwona Główczyńska: Trudno to jeszcze dziś oceniać. Na razie możemy mówić tylko o tym, że znalezionych zostało kilka przedmiotów, ale nie ma żadnych podstaw, żeby powiedzieć o nich coś więcej. Teraz zacznie się proces szczegółowych badań laboratoryjnych i dopiero one mogą pokazać coś konkretnego.

Obiecuje sobie pani coś po wynikach tych badań? 

Sama nie wiem. Rutkowski znalazł m.in. noże, one rzeczywiście mogły posłużyć do tego, żeby zrobić krzywdę mojej córce. Znaleziona koszula nie była oczywiście Iwony, ale być może należała do sprawcy. To wszystko może rzucić jakieś nowe światło na całą sprawę, cierpliwie czekam więc na wyniki szczegółowych analiz.

Uważa pani dziś, że nawiązanie współpracy z Rutkowskim w celu rozwiązania zagadki zaginięcia pani córki, było dobrym pomysłem? 

Jak najbardziej. Nie mam żadnych wątpliwości. Nawiązaliśmy kontakt już w 2010 roku, czyli zaraz po zaginięciu Iwony. Powiedział mi wtedy, że nie poprzestanie, dopóki nie wyjaśni, co się tak naprawdę stało. I rzeczywiście: cały czas coś robi w tej sprawie. Przedstawia nowe hipotezy, bada je, szuka dowodów. 

I robi dużo szumu...

Owszem, robi dużo szumu wokół tej sprawy. Ale to przecież bardzo dobrze, gdyby nie to, dawno byłaby już zamieciona pod dywan. A dzięki niemu poszukiwania wciąż trwają, wciąż dokonywane są kolejne czynności. 

Ma pani do kogoś żal za to, że nie zostały dopilnowane jakieś sprawy, nie zostały podjęte jakieś działania? 

Teraz już nie, teraz sprawa idzie do przodu, na tyle, na ile to w tym momencie możliwe. Jeśli miałabym jakieś pretensje, to może co najwyżej o to, co działo się na samym początku, zaraz po zaginięciu Iwony. Mam wrażenie, że wtedy nie wszystko zostało zrobione tak, jak być powinno. Choć trudno mi mówić o szczegółach. Dziś policja zapewnia, że sprawa zostanie ostatecznie rozstrzygnięta najdalej na przełomie lat 2021 i 2022. I tego się trzymam, mam nadzieję, że rzeczywiście tak się stanie. 

A jak pani ocenia działania Janusza Szostaka? 

Szczerze mówiąc, trudno oceniać to, co robi, bo przecież on co chwila zmienia zdanie i koncepcje. Najpierw kopał gdzieś na działkach, ale nic nie wykopał, teraz z kolei insynuuje, że to ja stoję za całą sprawą. To dla mnie szokujące, nie mogłam uwierzyć, kiedy usłyszałam to pierwszy raz na jego najnowszym nagraniu. 

Szostak bada dziś hipotezę, że za całą sprawą mógł stać ktoś z bliskiego otoczenia Iwony. Co pani na to? 

Ach, to nie jest żadna nowa koncepcja ani tym bardziej jego koncepcja. Policja badała takie hipotezy od samego początku. Nowe i skandaliczne jest tylko to, że on próbuje sugerować, że to ja mogłam być inicjatorką zaginięcia własnej córki. To jest dla mnie niepojęte. 

A co pani myśli o tej koncepcji, że to mógł być ktoś z bliskiego otoczenia pani córki? Ma pani jakieś podejrzenia?

Trudno mówić o jakichś konkretnych podejrzeniach. Ani Iwona, ani ja nie miałyśmy wrogów. Ale zawsze jest jakiś cień podejrzeń wobec tej czy innej osoby. Nie wiadomo do końca, jak mogłyby się one zachować pod wpływem silnych emocji. Może mam jakieś podejrzenia czy wątpliwości wobec niektórych osób, ale nie ma żadnych dowodów ani nawet poszlak, więc jestem jak najdalej od stawiania konkretnych oskarżeń. 

Szostak mówi o zazdrości czy wręcz zawiści. Czy ktoś mógł czegoś zazdrościć pani córce? 

Nie sądzę. To była normalna dziewczyna, byłyśmy normalną rodziną. Jak tu mówić o zazdrości w środowisku, w którym każdy ma mniej więcej tyle samo. Mało tego, w otoczeniu Iwony było sporo osób znacznie bardziej od niej zamożnych. Takich, którym żyło się zdecydowanie lepiej. Więc raczej nie spodziewam się, że może chodzić o motyw zazdrości o pieniądze, majątek czy pozycję. Może raczej jakieś sprawy emocjonalne. Nie wiem, trudno to dziś, po dziesięciu latach, odświeżać i oceniać. 

Czy macie dziś: pani albo detektyw Rutkowski jakieś konkretne plany dalszych działań w tej sprawie? 

Na pewno nie przestaniemy pracować i poszukiwać prawdy. O konkretnych planach nie ma sensu mówić, ale jedno jest pewne: nie spoczniemy, póki ta sprawa nie zostanie wyjaśniona do końca. 

Historia Iwony Wieczorek. Tajemnicze zaginięcie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d1w30f5

Podziel się opinią

Share
d1w30f5
d1w30f5