Trwa ładowanie...
Joanna poleca lekturę na zabiegane życie
Joanna poleca lekturę na zabiegane życie (WP.PL)
WP Gwiazdy

Mało słów, mnóstwo emocji. Musisz to przeczytać

Cześć, jestem Joanna. Jestem wydawcą Wirtualnej Polski. Właśnie ukazał się zbiór moich opowiadań. Łapcie jedno. To tylko pięć minut.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Piszę, odkąd pamiętam. Podsłuchuję ludzi w tramwajach, autobusach, zbieram słowa z chodnika. Przetwarzam to potem na tekst. Na literaturę. Na fikcję, która nie jest kłamstwem.

Wiem, że macie mało czasu. Że trzeba dziecko z przedszkola odebrać, zakupy zrobić, do lekarza zadzwonić. Ale to tylko pięć minut. Taki pomysł – opowiadania do czytania między przystankiem a przystankiem, w kolejce do dentysty, w międzyczasie. Historia może rozpocząć się i zamknąć w pięciu minutach. Bo to sztuka włożyć słonia do pudełka.

Więc proszę, oto opowiadanie. Na szybko. Na raz.

Wstyd

- Buty i włosy – mówiła zawsze. - U kobiety najważniejsze są buty i włosy.

Pamiętam ją, jak myła okna. Bosa. W obszernej koszuli, chustce na głowie, z żabkami do firanek w ustach. Potem siadała na parapecie, zapalała papierosa i wyciągała przed siebie długie nogi. Chciałam być taka jak ona.

Źródło: WP.PL / Rys. Olga Kostkiewicz

- Reszta jest bez znaczenia – robiła kółka z dymu i strzepywała popiół do doniczki z difenbachią. - Możesz mieć najtańszą sukienkę, niedobraną szminkę. Ale włosy zawsze muszą być zrobione. A buty porządne, żaden skaj, tylko skóra.

Nową parę zanosiła najpierw do szewca, żeby zrobił porządne fleki. I wkładkę. Miała wysokie podbicie stopy, musiała nosić specjalne wkładki.


- Widziała pani? - gruba baba okutana w wełniany szalik szturchnęła mnie łokciem, wyrywając z zamyślenia. - Jak to się ludziom na starość w głowie miesza? Ja piję codziennie tran, żeby tego alzheimera nie mieć.

Przestąpiłam z nogi na nogę. Autobus jak na złość nie przyjeżdżał. Wymalowana staruszka po drugiej stronie ulicy zamachała rękami jak kolorowe ptaszysko. Wyciągnęła przed siebie dłoń z kawałkiem bułki i otworzyła usta w uśmiechu. Jej ramię natychmiast obsiadły gołębie.

- Nie cierpię gołębi, tfu! - baba splunęła i poprawiła szalik. - Takie to brudne ptaki. Ja proszę pani uważam, że tego to się powinno zabronić, tego karmienia.
- Tak – wyszeptałam, kuląc ramiona przed zimnem. Kolorowa staruszka rozrzuciła okruszki wokół siebie i obróciła się jak baletnica.
- Ja tu ją często widuję - wtrąciła się druga kobieta w fioletowym bereciku i sznurowanych trzewikach. - Sama mieszka, nieboga, czasem w śmietniku grzebie, chociaż nie widać, żeby biedna była.
- Bo proszę pani, jak się samemu na starość zostanie, to nic już człowieka nie uratuje - odparła tęga. - Ja mam już troje wnucząt, a czwarte w drodze. Dziewczynka będzie!

Kolorowa roześmiała się nagle i pomachała nam. Z kieszeni wyjęła kasztan, położyła go sobie na dłoni. Usta miała umalowane jaskrawoczerwoną szminką, brwi pociągnięte kredką. Powieki - szafirowe, takie same jak kurtkę.

Schowałam ręce do kieszeni. Fioletowa w bereciku westchnęła.

- Ja to chyba bym już w domu starców wolała - powiedziała z boleścią w głosie. - Tam przynajmniej człowiek sobie wariować może i nikt go nie zobaczy. Koleżanki bym miała, pokój swój. Bo tak to tylko do grobu się położyć.

Staruszka po drugiej stronie zatrzymała się. Zatupała. Jej kalosze były brudne i popękane, z lewego wystawał kawałek grubej skarpetki.

- A pani? - zaatakowała mnie gruba. - Pani ma wnuki?
- Nie.
- Ale już pani na emeryturze?
- Jeszcze pracuję.
- Coś takiego - tęga wzięła się pod boki. - Ja na wcześniejszą poszłam, wnuki chować.

Skinęłam głową. Babcia w szafirowej kurtce stała teraz nieruchomo, wpatrując się w nas i żując końcówkę mysiego warkoczyka.

- O, jedzie - powiedziały jednocześnie tęga i fioletowa. Autobus przesłonił na chwilę widok na drugą stronę. - Wsiada pani?
- To nie mój - odparłam i zacisnęłam ręce w kieszeniach. - Czekam na sto jedenaście - dodałam niepotrzebnie.

Nie słyszały mnie już, gramoliły się do środka. Rozejrzałam się. Kolorowa stała nadal naprzeciw mnie, ręce skrzyżowała na piersiach. Przeszłam po pasach, z trudem powstrzymując łzy.

- Ciebie to nawet na chwilę nie można zostawić samej! - poskarżyłam się, biorąc ją pod łokieć. - Ile razy mówiłam ci, żebyś zostawiła śmietnik w spokoju?! I moją szminkę też. No ile?

Chodnikiem przechodziła para dzieciaków. Ona w obcisłych dżinsach i kurteczce przed nerki, on w wielkiej czapie. Obejrzeli się. Ściszyłam głos.

- Chodź, mamo, wracamy do domu.

Źródło: WP.PL / Joanna Kocik podczas spotkania autorskiego

_Joanna Kocik, Karolina Deling „5 minut, czyli 23 opowiadania dla zabieganych”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa MaMiko w maju 2018 roku. _

Napisz do autorki: joanna.kocik@grupawp.pl

Polub WP Książki
d2r7b99

Podziel się opinią

Share