Trwa ładowanie...
d3uzk4e
26-05-2017 23:47

Książki się kończą. Nadszedł czas seriali

Jeszcze całkiem niedawno rozmowa dwóch osób aspirujących do miana intelektualistów rozpoczynała się od pytania „co właśnie czytasz?". Obecnie zastępuje je coraz częściej pytanie „jaki serial teraz oglądasz?".

Share
d3uzk4e

Jeszcze całkiem niedawno rozmowa dwóch osób aspirujących do miana intelektualistów rozpoczynała się od pytania „co właśnie czytasz?". Obecnie zastępuje je coraz częściej pytanie „jaki serial teraz oglądasz?".

Jestem w stanie wymienić dziesięć seriali, które spokojnie można postawić na jednej półce obok dziesięciu najwybitniejszych europejskich powieści" – powiedział podczas spotkania ze studentami polonistyki w Muzeum Literatury Szczepan Twardoch, jeden z najpopularniejszych obecnie polskich pisarzy. Pewien znajomy opowiadał mi kiedyś, że zdał sobie sprawę z tego, że musi obejrzeć „Grę o tron", kiedy dziewczyna, którą podrywał, powiedziała do niego: „Nic nie wiesz, Johnie Snow", a on nie miał pojęcia, co chciała mu przez to przekazać, bo nie widział serialu, z którego pochodzi ten cytat. W 2012 przetoczyła się przez Polskę i wiele innych zachodnich krajów fala protestów na niespotykaną dotychczas skalę. Ich przyczyną było wejście w życie umowy ACTA, której efektem mogło być m.in. utrudnienie pobierania z internetu nielegalnych materiałów.

”Gra o tron”, amerykański serial fantasy jest adaptacją sagi ”Pieśń lodu i ognia” George’a R.R. Martina.

(img|736379|center)

fot. Facebook

d3uzk4e

Według badań agencji medialnej MEC prawie co trzeci internauta ściąga z sieci treści chronione prawami autorskimi. W jakimś stopniu protesty przeciwko ACTA były więc obroną „prawa do seriali". Te trzy sytuacje pokazują, jak bardzo seriale kształtują naszą rzeczywistość. Dostarczają kodów kulturowych, bez posiadania których stajemy się zagubieni i wykluczeni. Skończył się czas, w którym oglądanie seriali było tylko błahą rozrywką dla gospodyń domowych. Inspirowane są dziełami sztuki i literatury, stawiają pytania o naturę zła, istotę polityki, podejmują próbę opisu i wyjaśnienia cywilizacyjnych przemian. Coraz częściej zdarza się też, że wywołują medialne debaty i stają się przedmiotem poważnych studiów i analiz. Seriale stały się ważnym elementem naszego życia.

Zawładnąć wszystkimi zmysłami

Dlaczego seriale zastępują książki? Wspólnota widzów jest szersza i bardziej inkluzyjna od wspólnoty czytelników. Łatwiej jest znaleźć partnera do dyskusji o kolejnym sezonie „House of Cards" niż o „Księciu" Machiavellego. To postaciami i wizją świata seriali zaczyna żywić się i żyć nasza kultura. To one stają się symbolami cech, zagadnień, problemów. W efekcie nakłady dzieł literackich i filozoficznych nie mogą rywalizować z liczbą widzów internetowych i telewizyjnych produkcji. Kino, a później telewizja stały się realizacją marzenia obecnego w zachodniej kulturze o syntezie wszystkich rodzajów sztuk i oddziaływaniu na wszystkie zmysły odbiorcy naraz. W XIX wieku najdalej posunął się na tej drodze Ryszard Wagner, który w swojej tetralogii „Pierścień Nibelungów" wykorzystał wszystkie dostępne formy wyrazu jednocześnie, tworząc, jak sam to określał, „totalne dzieło sztuki".

Muzyka instrumentalna, choreografia, śpiew, poezja, ale i efekty specjalne czy gra światłami miały zaatakować i zniewolić zmysły widzów, całkowicie wciągnąć ich w snutą przez Wagnera opowieść. Również inni twórcy, jak kompozytor Aleksander Skriabin, eksperymentowali z łączeniem różnych dziedzin sztuki w jednym dziele. W poemacie ognia „Prometeusz" Skriabin zsynchronizował muzykę z grą świateł. Jeden z najbardziej znanych i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych teoretyków mediów, Herbert Marshall McLuhan, twierdził, że nowe media (miał tu na myśli przede wszystkim telewizję, zmarł przed narodzinami internetu) stały się naturalnym środowiskiem, w którym żyje człowiek.

Słowo „środowisko", z greki „perivello", oznacza „atakować ze wszystkich stron naraz". Media atakują człowieka w takim samym lub może nawet jeszcze większym stopniu niż „normalne" środowisko – temperatura za oknem, krajobraz, stan powietrza. „Medium is a message" – środek przekazu sam jest przekazem, sformułowanie, które McLuhan na trwałe wprowadził do światowej humanistyki, oznacza, że ważniejszy od treści, które odbieramy za pośrednictwem mediów, jest sam sposób, w jaki treść ta do nas trafia. Każde medium jest bowiem przedłużeniem, rozszerzeniem jakiegoś zmysłu. Druk i fotografia – oka, radio – ucha, telewizja – obu naraz. Środki przekazu, poszerzając zdolność percepcji rzeczywistości przez człowieka, mają jednocześnie ogromny wpływ na niego samego. To on musi nauczyć się żyć w nowym środowisku naturalnym, dopasować się do rządzących nim reguł, a nie odwrotnie. Dlatego McLuhan twierdził, że medium „dosłownie urabia wszystkie zmysły, przenika je, modeluje i przekształca". Historię świata można by spróbować
opisać z perspektywy przemian w obszarze komunikowania się ludzi. Jedną z największych rewolucji w historii ludzkości było wynalezienie druku. McLuhan pisał, że wraz z nim powstała „Galaktyka Gutenberga". Jego zdaniem jedną z podstawowych przyczyn powstania ruchu hipisowskiego i kontrkultury lat 60. było wejście w dorosłość pierwszego pokolenia wychowanego w środowisku telewizyjnym. Sposób odbierania świata, wrażliwość, cała konstytucja psychiczna tego pokolenia była radykalnie różna od tego, jak rzeczywistość rozumieli ich rodzice, wychowani w epoce „piśmiennej".

d3uzk4e

Telewizja nie tylko zrealizowała sen o syntezie sztuk, ale i wprowadziła go w nasz świat codzienny. Dzięki niej pobudzanie kilku zmysłów równocześnie nie było już tylko jednostkowym wydarzeniem, kilkoma godzinami spędzonymi w operze czy na koncercie, ale stało się środowiskiem naturalnym człowieka. Czymś, co przestaliśmy już zauważać, jak ryba jest nieświadoma wody, w której pływa. McLuhan z wykształcenia był krytykiem literatury. Dlatego też obserwował odchodzenie do przeszłości kultury pisma ze zrozumieniem, ale bez entuzjazmu. W wywiadzie dla amerykańskiego „Playboya" mówił: „Gdyby piśmienni ludzie Zachodu byli istotnie zainteresowani zachowaniem najbardziej twórczych aspektów swej cywilizacji, to nie kryliby się w wieży z kości słoniowej i nie płakali nad nadciągającymi zmianami, lecz sami zanurzyli się w wirze elektrycznej techniki i, zrozumiawszy ją, narzuciliby nowemu środowisku swoje warunki – zamienili wieżę z kości słoniowej w wieże kontrolną". Wiele współczesnych seriali jest właśnie wieżą
kontrolną, o której mówił McLuhan. Inspirowane literaturą i dziełami sztuki wprowadzają wartości i pytania kultury piśmiennej w epokę telewizji i internetu. O ile film trwa w porywach do trzech godzin, o tyle serial – mając do dyspozycji kilka lub kilkanaście razy więcej czasu – może zbudować dłuższą, bardziej złożoną opowieść. Odpowiedzieć na pytania w głębszy sposób, bardziej kompletnie przedstawić dylematy człowieka. Przyjrzyjmy się kilku z nich.

”Breaking Bad”, komediodramat kryminalny został uznany jednym z seriali wszech czasów.

(img|736375|center)

fot.Facebook

d3uzk4e

Diler i arystokrata

"Breaking Bad" opowiada historię niepozornego nauczyciela chemii, Waltera White'a. Kiedy dowiaduje się on, że jest nieuleczalnie chory na raka, postanawia zabezpieczyć finansowo przyszłość swojej rodziny. Wykorzystując swoją wiedzę z zakresu chemii, zaczyna produkować metamfetaminę. Wchodząc w świat handlarzy narkotyków, przyjmuje reguły nim rządzące. Serial ten, również na poziomie jego tytułu (w wolnym tłumaczeniu „Stając się złym"), jest próbą odpowiedzi na jedno z pytań, które od zawsze dręczyły człowieka: „unde malum" – skąd bierze się zło. Czy nawet najbardziej przyzwoity człowiek, bez bagażu traumatycznej przeszłości, może przerodzić się pod wpływem okoliczności w mordercę i kryminalistę? Zło jest logiczne, jak bezwzględnie logiczna jest fabuła „Breaking Bad". Za każdym razem rozumiemy i, nawet wbrew sobie, pochwalamy intencje i decyzję głównego bohatera. Trudno jest znaleźć alternatywę dla sposobu, w jaki postępuje. Jego historia jest odwróceniem wyznania Mefistofelesa z „Fausta" Goethego: „Jam
częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąć, wiecznie czyni dobro". Walter White chce dobra – bezpieczeństwa rodziny, ale na drodze do tego celu popełnia coraz gorsze czyny. Jednak kiedy w finale serialu słyszymy piosenkę „Baby blue" zespołu Badfinger i słowa: „sądziłem, że zdasz sobie sprawę z tego, że w ten sposób chciałem pokazać wyjątkową miłość, jaką ciebie darzyłem", zdajemy sobie sprawę, że w jakiś sposób podziwiamy Waltera White'a. Czy istnieje więc zło, dla którego nie można znaleźć usprawiedliwienia? „Breaking Bad" to prawdziwy, choć fabularyzowany, traktat etyczny.

Dzieje arystokratycznej rodziny w Wielkiej Brytanii początku XX wieku – nie brzmi to specjalnie porywająco. Jednak serial „Downton Abbey" stał się na Wyspach prawdziwym fenomenem socjologicznym, a w wielu innych krajach znalazł miliony wiernych widzów. Serial ten opowiada historię powolnego schodzenia ze sceny historii warstwy społecznej, jaką była arystokracja. Ale ważniejsze od fabuły jest tutaj coś innego – estetyka i klimat. „Downton Abbey" przenosi na ekran nastrój powieści Jane Austen. To obraz świata, który jest uporządkowany, piękny i szlachetny. Feudalne i klasowe podziały nie są balastem, którego trzeba się pozbyć, ale konturami, które sprawiają, że rzeczywistość jest zrozumiała i bezpieczna. Arystokracja była instancją, która narzucała ton całemu społeczeństwo. Wizualne piękno pomieszczeń, krajobrazów i postaci uwodzi widzów żyjących w świecie zburzonej hierarchii. Popularność „Downton Abbey" pochodzi z tego samego źródła co medialna gorączka wokół narodzin potomka rodziny królewskiej.
Społeczeństwo potrzebuje symboli, punktów odniesienia, które dają poczucie zakorzenienia i porządku. Potrzebę tę idealnie spełniło „Downton Abbey".

Ołtarz i tron

"Młody papież" Paola Sorrentino to zdecydowanie jeden z najciekawszych seriali ostatnich lat. Co by było, gdyby głowa Kościoła nie wierzyła w Boga? Czy potrafimy sobie wyobrazić następcę św. Piotra, który nie wyzwolił się z trudnego dzieciństwa, traumy wynikającej z porzucenia go przez rodziców i uczynił ze sprawowanego przez siebie urzędu narzędzie do poszukiwania własnej tożsamości? Sorrentino udało się uniknąć wszystkich raf, na które najłatwiej wpaść, tworząc opowieść o papiestwie. „Młody papież" wolny jest zarówno od antyklerykalnej publicystyki, chociaż pojawiają się w nim wątki pedofilii w Kościele i walki o władzę wśród kardynałów, jak i od naiwnej metafizyczności, pomimo tego, że opowiada on również o poszukiwaniu więzi z Bogiem. Być może udało mu się osiągnąć taki efekt dlatego, że „Młody papież" tak naprawdę nie opowiada o papieżu, tylko o epoce przełomu. Centralnym miejscem nie jest w tej opowieści Watykan, tylko Wenecja. Miejsce, w którym Lenny Bellardo, młody papież – Pius XIII, spotyka w snach
swoich rodziców. W ostatnim odcinku jedzie on właśnie do Wenecji, by po raz pierwszy stanąć twarzą w twarz z wiernymi. W pewnym momencie dostrzega w tłumie swoich rodziców, po czym umiera. Śmierć w Wenecji – Sorrentino nie mógł nie być świadomy, jakie skojarzenia w ten sposób uruchamia. Wenecja, jak pisał John Ruskin, „Na morskim piasku, tak słaba – tak cicha – tak odarta ze wszystkiego poza własnym urokiem, iż wątpimy, patrząc na jej niewyraźne odbicie w Lagunie, co jest Miastem, co Cieniem". Miasto, które poprzez swój klimat stało się dla twórców i artystów niekończącym źródłem inspiracji, symbolem zatarcia granicy między prawdą i fikcją.

Tomaszowi Mannowi Wenecja posłużyła jako tło do opowieści o zacieraniu się poczucia rzeczywistości, społecznych konwenansów i reguł w czasie odchodzenia w przeszłość całej epoki. „Śmierć w Wenecji" opowiada historię pisarza, Gustawa von Aschenbacha, który nękany fascynacją urodą młodego polskiego chłopca, Tadzia, pozostaje w Wenecji pomimo wybuchu epidemii cholery, czym skazuje się na śmierć. Postać Aschenbacha jest zbudowana na wzór zarówno samego Manna, jak i kompozytora Gustawa Mahlera. Obaj oni żyli w czasie przełomu. Mann reprezentował odchodzący świat niemieckiego mieszczaństwa, Mahler – wielkie przesilenie dokonujące się w obszarze europejskiej muzyki, przejście od romantyzmu do modernizmu. Również Lenny Bellardo jest osobą z pogranicza różnych epok – z papieską tiarą na głowie i papierosem w ustach. W jednej ze scen serialu widzimy go przygotowującego się do wystąpienia przed kolegium kardynalskim, zakładającego kolejne elementy papieskiego stroju, sadowiącego się w lektyce. W tle brzmi w tym czasie
piosenka „I'm sexy and I know it". Sorrentino nie tylko nawiązuje końcowym zabiegiem fabularnym do pisarstwa Manna, ale również udaje mu się uchwycić nastrój i dylematy, które towarzyszą czasom cywilizacyjnych przełomów.

d3uzk4e

Niedługo premierę będzie miał piąty sezon amerykańskiego dramatu politycznego ”House of Cards”

(img|736376|center)

fot. Facebook

Z kolei „House of Cards", opowieść o ciemnej stronie amerykańskiej polityki, sprawił, że w zbiorowej wyobraźni „Książe" Niccoli Machiavellego jeszcze przez wiele lat będzie miał twarz Kevina Spacey, odtwórcy roli Franka Underwooda. Polityka dążącego, dosłownie, po trupach do zdobycia władzy. Na pierwszy rzut oka scenariusz, w którym prezydent USA jest kilkakrotnym mordercą, trudno jest traktować jako podstawę do poważnego namysłu nad istotą polityki. Jednak przed „House of Cards" nie pojawił się w kulturze popularnej obraz, który tak sugestywnie odpowiadałby na te same pytania, jakie przed kilkoma wiekami stawiał Machiavelli. Czy polityka obowiązuje ten sam kodeks moralny, co zwykłego człowieka? Przecież jest on obciążony większą odpowiedzialnością niż pozostali obywatele, czy nie należy więc przyznać mu prawa do wykraczania poza obowiązującą resztę społeczeństwa etykę? Underwood ucieleśnia ideał makiawelicznego polityka, który wie, że lepiej jest budzić strach niż miłość wśród obywateli, ponieważ „ludzie
kochają, gdy im się podoba, a boją się, gdy podoba się księciu". Potrafi też, jak radził Machiavelli, być „dobrym kłamcą i obłudnikiem" oraz „czynić zło, gdy trzeba". Jest również w tej opowieści miejsce dla lady Makbet – żony Franka, Claire. Kobiety, która napędza ambicje męża i inspiruje wiele jego, z punktu widzenia zwykłego obywatela, nieetycznych działań. Ale „House of Cards" to również punkt zwrotny w postrzeganiu polityki na globalną skalę. O ile „Książe" stał się w swoich czasach skandalem, bo mówił o rządzeniu coś, czego nie chciano wiedzieć, o tyle jego serialowy odpowiednik został powitany z ekscytacją. A więc teraz już wiemy, jak naprawdę wygląda polityka! Wszystko jest grą, w której stawką nie jest dobro wspólnoty, ale zwycięstwo jednej ze stron w „wojnie na górze". Nie ma znaczenia fakt, że rzeczywistość jest inna, że wciąż istnieją tacy, dla których polityka to nie tylko rozgrywka ani nawet zawód, ale prawdziwe powołanie. W poukładanej przez „House of Cards" wyobraźni mogą oni być co najwyżej
poczciwymi frajerami, których sprytniejsi od nich wykorzystują do własnych celów. Społeczne oddziaływanie tego serialu jest dokładnym odwróceniem reakcji, jaką wywołała w Polsce działalność komisji ds. afery Rywina. Wtedy również mieliśmy okazję, bodaj pierwszy raz na taką skalę w III RP, zajrzeć za kulisy polityki. Skutkiem był szok i wyartykułowana wynikami wyborów w 2005 roku potrzeba moralnej odnowy. Franka Underwooda obserwujemy bez niesmaku; kibicujemy mu, bo jest skutecznym i działającym w efektowny sposób graczem. Serialowa fikcja staje się socjologicznym faktem – nie chcemy w polityce odnowy, tylko sprawnie przeprowadzonej rozgrywki.

d3uzk4e

Tajny współpracownik autora

To wszystko nie oznacza jednak, że książka przestaje być najważniejszym kulturalnym punktem odniesienia naszej cywilizacji. Owszem, za pośrednictwem seriali można uczestniczyć w kulturze, ale jedynie w bierny sposób. Jean Baudrillard, socjolog i filozof kultury, dla opisania natury współczesnych czasów stworzył pojęcie hiperrzeczywistości – „rzeczywistości bardziej realnej niż sama rzeczywistość". Jednym z głównych obszarów, które można by określić jako hiperrzeczywiste, jest według niego telewizja. Obraz świata przekazywany nam za pośrednictwem ekranu jest bardziej sugestywny i intensywny niż to, co dzieje się naprawdę wokół nas. „Filmy to życie, z którego wymazano plamy nudy" – mawiał Alfred Hitchcock. Filmy i seriale można jedynie oglądać. Czytając książkę, stajemy się natomiast „współpracownikiem" autora. Sami tworzymy rysy twarzy Anny Kareniny, decydujemy o tym, jak wyglądał napad szału Dymitra Karamazowa. To wyłącznie od wrażliwości czytelnika zależy, czy słowo „wrzosowisko" mignie tylko niezauważenie
przed jego oczami, czy wywoła w nim nastrój nostalgii i tęsknoty. Czytanie książek jest czynnością trudniejszą od oglądania seriali, ponieważ polega nie tylko na ich odbieraniu, ale i współtworzeniu. Żeby więc twórczo uczestniczyć w kulturze, nie można opuścić „Galaktyki Gutenberga".

]]>

Jan Maciejewski

d3uzk4e
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3uzk4e
d3uzk4e