Trwa ładowanie...

Kora była w nim zakochana do szaleństwa. Po latach nie poznał jej na ulicy

W pamięci Ryszarda Terleckiego 17-letnia Kora była "ekspansywna, energiczna, pełna pomysłów, optymistyczna". W tamtym okresie znał ją jak mało kto, gdyż byli w sobie zakochani do szaleństwa. W najnowszej biografii Kory dawny hipis o pseudonimie Pies, a dziś czołowy polityk PiS, opowiedział o lecie miłości, narkotykach i życiu z przyszłą gwiazdą bez grosza przy duszy.

Ryszard Terlecki i Kora (Olga Sipowicz)Ryszard Terlecki i Kora (Olga Sipowicz)Źródło: AKPA, East News, fotomontaż
d10i6c8
d10i6c8

Dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Rebis publikujemy fragment książki Beaty Biały "Słońca bez końca. Biografia Kory".

Ryszard Terlecki

Wicemarszałek Sejmu, prof. dr hab. nauk historycznych. Legenda krakowskich hipisów, znany pod pseudonimem Pies. "Jedna z najważniejszych postaci ruchu hipisowskiego w Polsce na przełomie lat 60. i 70." – napisał o nim Kamil Sipowicz w swojej książce "Hipisi w PRL-u". "W czasach hipisowskich wraz z Korą stanowili jedną z najbardziej malowniczych par tego ruchu". Był pierwszą miłością Kory.

Ryszard Terkecki: Spodobała mi się od razu – szczupła, śliczna dziewczyna, ciemne długie włosy splecione w dziwne warkoczyki. Przyszła w kolorowej sukience, na szyi miała dużo różnych korali, na rękach błyskotki i bransolety. Prawdziwa hipiska. Ja też byłem hipisem, ale ubierałem się normalnie, chociaż… miałem dzwoneczek na szyi, korale i opaskę na włosach. Byłem na pierwszym roku studiów, kończył się marzec 1968 roku, czyli rozruchy marcowe. Zaangażowałem się w strajk studencki, który bez powodzenia próbowaliśmy kontynuować. Któryś z kumpli przyprowadził dwie koleżanki. Jedną z nich była Kora. Charyzmatyczna! W dodatku rozumiała wszystko, co się działo wokół, choć była dopiero w liceum. To nas chyba zbliżyło. Czułem, że też jej się spodobałem. W maju byliśmy już parą.

Kora i Kamil Sipowicz w 2008 r. AKPA
Kora i Kamil Sipowicz w 2008 r.Źródło: AKPA, fot: AKPA

Beata Biały: Podobno był pan jej pierwszą miłością…

Miałem dziewiętnaście lat, Kora siedemnaście. Była ważną kobietą w moim życiu, choć przecież nie pierwszą. Ale na pewno pierwszą, z którą byłem związany w czasach hipisowskich. Kora była niezwykła. Przychodziłem do jej mieszkania w bloku na Azorach, to dzielnica Krakowa. Krążyło przekonanie, że to bloki milicyjne czy ubeckie, już nie pamiętam. Bardzo skromne mieszkanie, dwu-, może trzypokojowe. Mieszkała z matką, chyba sześćdziesięcioletnią panią, i czasem wpadali tam bracia – jeden był w wojsku, a drugi chyba w więzieniu. Trzeci był sympatyczny. Spotykaliśmy się też na Plantach albo w kawiarniach. Potem w Krzysztoforach – to galeria z kawiarnią przy Rynku, którą zarządzał Tadeusz Kantor, twórca teatru dziwnego.

d10i6c8

"Nie pamiętam, jak poznałam Psa, ale przypuszczam, że tak jak poznawało się wtedy wszystkich, czyli albo w Krzysztoforach, albo na jakiejś chacie w Krakowie. Pochodził z inteligenckiego domu, miał piękne duże mieszkanie. Pies był bardzo przystojny, wysoki. Typ Hidalgo – inteligentny, interesujący się poezją. Bardzo dobrze się ubierał. Przebywanie w jego towarzystwie było nobilitacją" – napisała Kora w książce "Kora, Kora". Kto wymyślił Psa?

Kiedyś zatrzymała nas milicja, gdzieś w Kieleckiem. Dwóch ich było. Nawet nie pamiętam już powodu zatrzymania. W każdym razie spisywali nas. Kolega miał na plecach znaki pacyfistyczne i pytali, co to takiego. "Hippiesi" – odpowiedział któryś z nas. Milicjant spytał, jak to się pisze. "Hip pies" – powiedziałem. Poślinił kopiowy ołówek i tak zapisał. W ten sposób zostałem Psem.

A Kora skąd się wzięła? Bo to też jest pseudonim, który został nadany w czasach hipisowskich.

W czasie wyjazdu do Mielna na pierwsze spotkanie hipisów. To akurat doskonale pamiętam – 21 lipca 1968 roku. Jechaliśmy autostopem we trójkę – Kora, ja i jej przyjaciółka Grażyna, która potem miała pseudonim Galia. To Grażyna wymyśliła "Korę". Przyjęliśmy to bez przekonania, ale potem Korze się spodobało. Pamiętam tamtą podróż. To były czasy, kiedy młodzi przemierzali Polskę autostopem. Miałem nawet "Książeczkę autostopowicza", z której wyrywało się kupony i dawało kierowcom jako dowód, że podwieźli. Zwykle jeździło się na pace albo w furgonetce. Nie miałem nawet plecaka. Śpiwór, jakaś torba, to wszystko. Młody człowiek nie ma wymagań. Zdarzało mi się sypiać w polu czy w krzakach.

d10i6c8

Ten zlot w Mielnie do dziś odbija się szerokim echem. Podobno podczas dyskusji przekonywał pan, że narkotyki to może być droga do wolności.

Wtedy nie mieliśmy nawet zielonego pojęcia o narkotykach. To, co docierało do Polski, zresztą w mikroskopijnych ilościach, to była marihuana albo haszysz. Haszysz był chyba bardziej "popularny", bo łatwiej go było przemycić. Przywozili go głównie cudzoziemcy i grupy młodzieżowe, które przyjeżdżały do Polski. Nie pamiętam, czy rzeczywiście powiedziałem coś takiego o narkotykach, ale z pewnością mówiłem o wolności. Trzeba pamiętać, że to było po marcu, w który mocno zaangażowali się warszawscy hipisi. Wszystko skończyło się tragicznie, bo inwigilacją, zatrzymaniami, ale też aresztowaniami i poborem do wojska. Myślę, że wszyscy mieliśmy wtedy poczucie przegranej. W maju czy w czerwcu już wiedzieliśmy, że nic z tego nie będzie. W tym czasie trwała też Praska Wiosna w Czechosłowacji, a jej odłamki docierały do nas. Zrozumieliśmy, że z reżimem nie da się walczyć dotychczasowymi środkami, bo demonstracje, strajki, ulotki, manifesty okazały się nieskuteczne. Postanowiliśmy spróbować rozmiękczyć system rewolucją obyczajową, czy jak to nazwać. A ponieważ ruch szybko się rozwijał, w wyobrażeniu młodego człowieka, który jeździ po Polsce i w każdym mieście ma przyjaciół, u których może przenocować, zjeść, spotkać się z podobnymi ludźmi, mieliśmy poczucie, że robimy rewolucję, tylko innymi środkami. Szybko zrozumieliśmy, że i to nie jest skuteczne.

Kora w 2003 r. AKPA
Kora w 2003 r.Źródło: AKPA

Kora angażowała się w politykę?

Była licealistką, ale polityka już wtedy była dla niej ważna.

d10i6c8

Jaką Korę pan poznał? Bo nie była jeszcze tą wielką, charyzmatyczną Korą.

Ekspansywna, energiczna, pełna pomysłów, optymistyczna. Miała problemy w szkole, bo była trudna do ujarzmienia, ale w końcu zdała maturę. Wtedy już nie byliśmy razem.

Co Korze w panu imponowało?

Oboje byliśmy zakochani i chyba nie trzeba było o tym rozmawiać.

"Byłam zapatrzona w niego i obchodziło mnie jedynie to, żeby być z nim. W dużej mierze nasz hipisowski związek opierał się na ostrym seksie" – napisała Kora w wydanej w 1998 roku autobiografii "Podwójna linia życia". Jak to jest być pierwszym mężczyzną w życiu kobiety? To duża odpowiedzialność?

Jak się ma dziewiętnaście lat, to nie bardzo ma się tę świadomość odpowiedzialności.

d10i6c8

W "Podwójnej linii życia" Kora napisała: "(…) byłam niewinną dziewczyną. Aż pewnego razu w deszczu objawiło się mnie i mojemu chłopakowi o pseudonimie Pies, że się bardzo kochamy. Tak bardzo się wtedy zakochałam, że straciłam swoją osobowość, zatraciłam siebie".

Nie pamiętam, czy był wtedy deszcz. Opowiadała też, że bardzo zdominowałem ją psychicznie, że to był sadystyczny związek. Nigdy nie miałem takiego wrażenia.

Korę trudno było zdominować?

Wtedy była siedemnastoletnią dziewczyną, więc może łatwiej. Całe lato jeździliśmy stopem, nocowaliśmy, gdzie popadnie, czasem nawet na klatkach schodowych. Ale przecież nie byliśmy ze sobą długo.

d10i6c8

Z czego żyliście?

Z tym było najgorzej. Pamiętam, że czasem paliliśmy niedopałki znalezione na przystankach tramwajowych i jedliśmy resztki w barze, jak ktoś nie dojadł.

Ojciec nie dawał panu pieniędzy?

Dawał, ale szybko się kończyły. Pieniądze nie miały zresztą znaczenia. I bez nich było pięknie. Pamiętam, jak pojechaliśmy do Mikołajek. Mieliśmy pałatkę, taki płaszcz, z którego można zrobić namiot. Był z nami muzyk o hipisowskim pseudonimie Krokodyl. To właściwie on nas tam przywiózł, znał to miejsce. Wszedł na wysokie drzewo i zniósł z niego… patelnię. Potem przyniósł małże z jeziora, rozpaliliśmy ognisko i smażył je na patelni, a my siedzieliśmy przytuleni i patrzyliśmy w trzaskający ogień. Kiedy wyjeżdżaliśmy, Krokodyl ponownie wdrapał się na drzewo i ukrył patelnię wysoko w konarach.

d10i6c8

Jest czasami taka miłość, że oddałoby się wszystko za tę osobę. Zdarzyło się to panu w przypadku Kory? Że poszedłby pan za nią na koniec świata?

Pewnie wtedy, w to lato, tak. Hipisi nazywali to lato latem miłości, to była eksplozja ruchu w Ameryce, Woodstock. Ale nasze lato miłości było rok wcześniej. No więc w ciągu tego lata 1968 roku tak było, a potem minęło. Spotykaliśmy się jeszcze później, kiedy była już z innymi mężczyznami. Czasem wpadaliśmy na siebie gdzieś na trasach. Niedługo, może rok, dwa. I choć oboje byliśmy już w innych związkach, myślałem o niej czule.

Dlaczego się rozstaliście?

Czy ja wiem… Trudno powiedzieć dzisiaj. Chyba się zużyło, wypaliło to wariactwo, w którym byliśmy przez chwilę, jeżdżąc po Polsce. Bo to było wariactwo. Potem Olga musiała wrócić do szkoły, a ja włóczyłem się po Polsce i jakoś to się rozpadło. Sam ją do tego namawiałem, żeby zdała maturę. Zresztą chyba nigdy nie miała co do tego wątpliwości.

Kora w 2011 r. AKPA
Kora w 2011 r.Źródło: AKPA, fot: AKPA

Spotykał pan potem jeszcze Korę?

Potem spotykałem w sytuacjach pewnego dystansu. Widziałem ją choćby w 1990 roku, w czasie kampanii prezydenckiej – stała przy stoliku wyborczym na ulicy w Krakowie i rozdawała ulotki czy znaczki na Tadeusza Mazowieckiego. Ja w tym czasie byłem zaangażowany w kampanię Lecha Wałęsy. Ostatni raz widziałem ją na ulicy w Krakowie. Siedziałem w kawiarnianym ogródku na Sławkowskiej, patrzę, a ulicą idzie kobieta z białymi włosami i z pieskiem na ręku. Nie poznałem. Dopiero gdy mijając ogródek, zawołała do mnie "cześć" czy "dzień dobry", uświadomiłem sobie, że to ona. Pewnie gdybym śledził jej występy, widziałbym, jak się zmieniła. Tymczasem zostałem z obrazem Kory czarnowłosej, a zobaczyłem kobietę z biało-żółtymi włosami.

(…)

Pies – legenda krakowskich hipisów. Mówiono, że w środowisku krakowskich hippisów był pan najważniejszy.

Nigdy nie czułem się najważniejszy. Na pewno byłem w grupie, która się liczyła, która miała szersze kontakty, także za granicą. Pod koniec 1968 roku zaczęli przyjeżdżać hipisi z Zachodu, a także z NRD. I taki najgłośniejszy nasz występ polityczny to była demonstracja w rocznicę najazdu na Czechosłowację w sierpniu 1970 roku. Przyszliśmy na Rynek ubrani na czarno, a to było tuż przed nawiązaniem stosunków z Republiką Federalną Niemiec. Akurat była w Krakowie telewizja zachodnioniemiecka. Oczywiście nikt by na to nie wpadł, że to jest jakaś polityczna demonstracja, po prostu przyszliśmy na czarno i siedzieliśmy na Rynku. Podeszli i zapytali, dlaczego tak dziwnie wyglądamy, wszyscy na czarno. Powiedzieliśmy, że dwa lata wcześniej PRL wraz z Sowietami najechała na Czechosłowację i że to jest taki protest. Byli szczęśliwi, że coś takiego mają. Taki materiał! Przynieśli nam nawet po tym nagraniu karton Marlboro. Natychmiast przerzucili do RFN relację z Polski. Potem przyjeżdżali do nas hipisi z NRD i znali mnie z telewizji, ponieważ w NRD odbierano zachodnią telewizję. Przez przypadek stałem się na chwilkę sławny. [śmiech]

Rebis, 2022 Materiały prasowe
Rebis, 2022Źródło: Materiały prasowe

Ma pan jakieś zdjęcia z tamtych czasów?

Nie mam, bo wciąż miałem rewizje. Wciąż zabierali mi wszystko, co znaleźli, a co mogło wydawać się dowodem na moją działalność. Zachowały się nieliczne zdjęcia operacyjne bezpieki, ale znajdują się głównie w IPN-ie. Pamiętam jeszcze takie zdjęcie, zrobione chyba z jakiegoś okna: byłem na ulicy w białej czy jasnej kurtce. Zachowało się w archiwum bezpieki. Ale takich zdjęć jest niewiele.

(…)

Tak sobie myślę, że hipisi to była kuźnia osobowości.

Trochę tak. Oczywiście w tych czasach, kiedy stał za tym jakiś pomysł czy idea. Bo potem przyszły narkotyki.

Narkotyki i wolna miłość…

Kiedy byłem hipisem, właściwie nie było jeszcze narkotyków.

Co w panu zostało z hipisa?

Chyba jedynie muzyka. Ale jedyna, która, jak to się mówi, kręci mnie z tamtych czasów, to Rolling Stones, choć też rzadko jej słucham, czasem w samochodzie. Zmartwiłem się, kiedy teraz umarł Charlie Watts, perkusista Rolling Stonesów. Bo to jest koniec pewnej epoki. I chyba została we mnie jakaś specyficzna wrażliwość na relacje z ludźmi.

Powyższy fragment pochodzi z książki Beaty Biały "Słońca bez końca. Biografia Kory", która ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis.

Ralph Kaminski o nowym albumie. „Ten projekt to nie jest odegranie Kory”

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d10i6c8
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d10i6c8