01-08-2017 (12:43)

Kiedy przyjdą podpalić dom. Pocztówki z powstania

Na wieść o tym, że Warszawiacy stanęli do walki o wolność, Hitler kazał wymordować to miasto i zburzyć. Stawiali opór przez długie 63 dni, słabo uzbrojeni, wobec ogromnej przewagi wroga. Mężczyźni, kobiety i dzieci. Godzina ”W” zmieniła nie tylko życie tych, którzy 73 lata temu, 1 sierpnia stawili opór hitlerowskim okupantom. Powstanie Warszawskie wpłynęło na losy kolejnych pokoleń Warszawiaków. Wiktor Krajewski oddał im głos. Tak  powstały ”Pocztówki z powstania”. – Ja tylko kradnę cudze wspomnienia i niosę je dalej – mówi. Te wspomnienia pomagają przetrawić ból i zrozumieć dlaczego ten fragment historii budzi w nas wciąż tak silne emocje.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kiedy przyjdą podpalić dom. Pocztówki z powstania
( )

Na wieść o tym, że Warszawiacy stanęli do walki o wolność, Hitler kazał wymordować to miasto i zburzyć. Stawiali opór przez długie 63 dni, słabo uzbrojeni, wobec ogromnej przewagi wroga. Mężczyźni, kobiety i dzieci. Godzina ”W” zmieniła nie tylko życie tych, którzy 73 lata temu, 1 sierpnia stawili opór hitlerowskim okupantom. Powstanie Warszawskie wpłynęło na losy kolejnych pokoleń Warszawiaków. Wiktor Krajewski oddał im głos. Tak powstały ”Pocztówki z powstania”. – Ja tylko kradnę cudze wspomnienia i niosę je dalej – mówi. Te wspomnienia pomagają przetrawić ból i zrozumieć dlaczego ten fragment historii budzi w nas wciąż tak silne emocje.

Rachela Berkowska: ”Wojnę poniekąd dziedziczy się z genami. Ja czuję ją w mojej krwi”, mówi w twojej książce Cezary Harasimowicz. Urodzony w 1955 roku scenarzysta, aktor i pisarz.

Wiktor Krajewski: Jego dziadkiem był major Adam Królikiewicz, brązowy medalista z igrzysk olimpijskich w Paryżu w 1924 roku. Matką aktorka Krystyna Królikiewicz - Harasimowicz. W czasie wojny w konspiracji. Dziś pani Krystyna mieszka na terenie dawnego getta warszawskiego. Podwórko przy jej domu wyłożone jest macewami. Od czasu zakończenia wojny, nigdy nie zdecydowała się, żeby przez nie - a właściwie po nich przejść. Jestem z Łodzi i czuję wstyd. Bo w moim mieście podłogi komórek lokatorskich na podwórkach wyłożone są macewami. Ludzie trzymają na nich ziemniaki. W tych opustoszałych sikają żule. Imprezują, wymiotują, śpią. Nic nas ta wojna nie nauczyła?

Powstanie warszawskie: Wymarsz patrolu sanitarnego Wojskowej Służby Kobiet AK na ulicy Moniuszki 9, dnia 5 sierpnia 1944. fot. Eugeniusz Lokajski, Wikipedia

(img|747550|center)

Też odziedziczyłeś wojnę w genach? Po książce ”Łączniczki” napisałeś właśnie ”Pocztówki z powstania”.

Pomysł napisania pierwszej książki wynikał z czystego egoizmu. Jedną z jej bohaterek jest moja babcia. W trakcie wojny była łączniczką. Jej brat, Tadeusz Słojkowski, pseudonim Tygrys, walczył głuchoniemymi. Babcia była moim najlepszym przyjacielem. I to nie są naciągane słowa. Była nim naprawdę.

Babcia Zofia, zgaduję. Patrzę na twój tatuaż.

Wytatuowałem na przedramieniu ”Z” po jej śmierci. Umarła, w 2011, bardzo mi jej brakowało. Rozmawiałem z nią, nie przesadzę, 99 razy dziennie. Spędzaliśmy ze sobą wolny czas. Żyliśmy w symbiozie. Nawet, kiedy wyprowadziłem z domu, mieliśmy stały kontakt. Wojna zawsze była między nami. Codziennie mi o niej opowiadała.

Codziennie?

Babcia śmiała się, że przez całe lata nie mogła obejrzeć wieczorem żadnego filmu w telewizji, bo zmuszałem ją do opowiadania o wojnie i tak zasypiałem. Domagałem się tego wręcz obsesyjnie. Zadawałem jej masę pytań. Dziś miałbym tysiąc innych. Zostały mi jej zdjęcia z tamtego okresu i pamiętnik babci, do którego wpisywali się jej koledzy. Lubię do tego wracać. W chwili wybuchu wojny miała jedenaście lat. I siedemnaście, kiedy wojna dobiegła końca. Mieszkała w Łodzi, na terenie, na którym zrobiono getto. Kiedy rodzinę babci wysiedlono, przenieśli się do Ząbek pod Warszawę. Ona, brat i ojciec działali w podziemiu. Mama była temu przeciwna.

Batalion Zośka, 1944, Wikipedia

(img|747551|center)

Co było w tych babcinych historiach najtrudniejsze?

Miałem dwadzieścia parę lat, kiedy babcia opowiedziała o zdarzeniu jeszcze sprzed wojny. Jej wujek, który pracował w jakichś służbach mundurowych, zastrzelił żydowskiego działacza. Szymona Harnama, jest dziś w łodzi ulica jego imienia. Wtedy nie podobał się władzy. Został zastrzelony podczas manifestacji. Muszę się mierzyć z tym, że z kimś takim, jak wujek babci jestem związany genami.

Ale choć mógłbyś, tego nie kryjesz.

Moim zdaniem trzeba o tym mówić głośno. O antysemityzmie. Nie mam żydowskich korzeni, nie należę do osób wrażliwych, ale ten problem mnie wyjątkowo dotyka. Po przeczytaniu książki ”Oskarżona Wiera Gran” Agaty Tuszyńskiej, przez tydzień śniły mi się koszmary wojny.

Rozmowy są trudniejsze, niż film.

To prawda, spotkania z moimi bohaterami, z powstańcami bywały trudne. Bo ci ludzie od lat żyją w traumie. I do tej pory płaczą opowiadając o swoim minionym życiu. Bywało, że zgadzali się na spotkanie na próbę. Mówili: ”Przyjdź, zobaczymy”. Bali się wyciągać na światło swoje demony. Jedną z mocniejszych rozmów miałem z panią Janiną Garbacką. Przez lata nie chciała jeździć nad morze. Szum fal kojarzy jej się z obozem Stutthof, była w nim więziona. A ja akurat do Sztutowa jeździłem z mamą na wakacje. Pamiętam pana, który sprzedawał nam pyszne jabłka i dłubał w drewnie. Długo nie znałem historii tego miejsca. Dla mnie znaczyło - fajny czas z mamą. Dla innych było miejscem kaźni. Często o tym myślę, że ten dźwięk, który tak wszyscy lubimy, bo jest coś kojącego w szumie fal. Sprawia, że ktoś nie może zasnąć, bo przypomina mu dramat i gehennę życiową. Pani Janina długo nie opowiadała o tym nikomu, nie chciała. Nie raz przerywaliśmy naszą rozmowę, żeby się wypłakała, uspokoiła.

W jej słowniku nie ma słowa: morze. Każdy z tych, co przeżyli wojnę ma pewnie takie zakazane słowa.

W naszym domu zakazana była jaglanka. Mama z bratem po raz pierwszy spróbowali jej mając po dwadzieścia parę lat. Sam miałem zakodowane, że tego się nie je. Spróbowałem kaszy jaglanej przed trzydziestką. Zmusiłem się, bez dobrych emocji. Dlaczego? Kasza jaglana była dla babci smakiem wojny.

Obejrzyj też: 63 dni chwały. Powstanie Warszawskie

O zapachu wojny piszesz. Zapachu strachu. Opowiada o tym Zofia Czerwińska. Pochodzi z zamożnej poznańskiej rodziny. Byli bogaci, mówili po niemiecku. Jej ojciec, lekarz zgłosił się, żeby leczyć Niemców.**Przyznaję, że zaczynałam to czytać z mieszanymi uczuciami.**

A potem ten lekarz ratuje psa, który okazuje się być gestapowskim owczarkiem, szkolonym do wyczuwania Żydów. Zapachu strachu. A przecież oni w domu Żydów ratują. I nie przestają - przy tym ujadającym wściekle psie. ”W dniu, kiedy zaczynało się Powstanie, byłam rozpieszczonym, nieznośnym dzieckiem. Z Powstania wyszłam jako dojrzała, ukształtowana, potrafiąca rozróżnić, czym jest zło, a czym dobro, osoba” mówi pani Zofia.

To była cezura. Opowiada o tym Hanna Rechowicz. O Polakach klękających przed Niemcami i błagającym o litość słowami :”Jestem folksdojczem”. Rozstrzeliwano ich od razu. Ona przeżyła.

Rozmawiałem z Hanną Rechowicz, znała Irenę Sendlerową. I muszę to powiedzieć, właśnie pod jej wpływem kupiłem mieszkanie. Długo szukałem, specjalnie nic mi się nie podobało. Oglądałem kolejne, na Targowej 15 i tego samego dnia przeczytałem w książce, że stowarzyszenie Ireny Sendlerowej miało tam właśnie siedzibę. Uznałem, że to znak. Mam przestać wybrzydzać. Mieszkanie kupiłem. W dużej kamienicy projektu Juliusza Nagórskiego, architekta i malarza. Była kiedyś najnowocześniejszym budynkiem na Pradze. Dwupodwórzowym z windami. Kiedy patrzeć z góry, przypomina podkowę. Z otwartym dziedzińcem od ulicy ul. Targowej. Potem doczytałem, że na moim podwórku był obóz przejściowy.

Czuję, że ty dziennikarz związany z kolorową prasą, teraz agent Małgorzaty Rozenek-Majdan, możesz śmiało uczyć historii.

Małgosia jest moją pierwszą recenzentką. Bardzo się liczę z jej opinią, nie znam drugiej osoby, która by tak dużo czytała. A kiedy zamieściłem zdjęcie książki na Facebooku, ktoś spojrzał właśnie przez pryzmat kolorowej gazety, w której pracowałem i zapytał: ”Czy ty wiesz, co to było Powstanie?”. Może coś wiem. Ale historykiem nie jestem, a wręcz maturę z historii ściągnąłem od koleżanki. (śmiech). Dzięki Marzenie zdałem. Teraz mam swoją maturę z historii. I zastanawiam się, czy dziś ludzie umieliby tak walczyć o swoją ojczyznę? Buntują się przeciwko władzy, ale palenie świeczek, to nie jest walka wręcz. A taka Wanda Traczyk-Stawska idzie pod Sejmem mówiąc, że chciałaby odejść w spokoju. W powstaniu miała pseudonim ”Pączek”, do dziś mówi o sobie: ”Jestem żołnierzem”. Nie wiemy, kogo mijamy na ulicy. Irytuje nas niedołężna staruszka, czy staruszek, a to może bohaterowie tamtych dni?

Co myślisz o nacjonalistach, którzy pozdrawiają się wyciągając przed siebie dłoń hitlerowskim gestem, mają faszyzujące poglądy?

Może lepiej niech oni to pokazują. Jest cała masa ludzi, którzy mają podobne poglądy, ale nie pokażą tego publicznie.

Umiesz strzelać?

Nie umiem, nigdy nie próbowałem. Nawet głosu nie potrafię podnieść. Mam najniższą kategorię. Nie rozumiem agresji. Ja tylko kradnę cudze wspomnienia i niosę je dalej. Oby były dla nas dobrą lekcją.

Pocztówki z powstania , Wiktor Krajewski, wydawnictwo Edipresse

(img|747548|center)

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.