Katastrofa smoleńska była początkiem. "Odtąd wszystko będzie inaczej"
(Getty Images)

Katastrofa smoleńska była początkiem. "Odtąd wszystko będzie inaczej"

- Wiek XX skończył się na dobre, a jego lekcje zapomniano. W Rosji, Europie i Ameryce narodziła się nowa postać polityki. Nowa niewolność na nowe czasy – ostrzega Timothy Snyder, dla którego kwiecień 2010 r. był czasem radości i żałoby.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Amerykański historyk w książce "Droga do niewolności" dowodzi, że autorytaryzm powrócił do Rosji i Putinowska oligarchia bogaczy znalazła sojuszników na całym świecie. Jednocześnie wskazuje, jak ważny dla aktualnych przemian był rok 2010 z katastrofą smoleńską na czele.

"Droga do niewolności" ukaże się w polskich księgarniach 25 lutego. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Horyzont publikujemy jej fragment.

Prolog (2010)

Mój syn urodził się w Wiedniu. Poród był trudny, więc austriacki położnik i polska położna musieli dołożyć wszelkich starań, by wszystko zakończyło się pomyślnie. Noworodek wziął pierwszy oddech, matka potrzymała go przez moment, po czym zawieziono ją na salę operacyjną, a nasza położna Ewa podała mi syna. Przez kolejne godziny byliśmy obaj trochę zagubieni, ale trzymaliśmy się razem. Wokół nas migały zielone fartuchy – ze stukiem sabotów przemykali chirurdzy, pospiesznie zakładając maski. Fiołkowe oczy dziecka spoglądały tymczasem gdzieś w stronę sufitu.

Następnego dnia wszystko wydawało się w porządku. Na polecenie pielęgniarek wyszedłem z oddziału o normalnej porze, czyli o piątej po południu, pozostawiając matkę i dziecko do rana pod ich opieką. Teraz, z niewielkim opóźnieniem, mogłem rozesłać pocztą elektroniczną informację o narodzinach syna.

Niektórzy z moich przyjaciół przeczytali tę radosną wiadomość w tej samej chwili, gdy dotarła do nich wieść o katastrofie, która zabrała życie innych. Jeden z nich – uczony, którego poznałem w Wiedniu w poprzednim stuleciu – wychodził właśnie w pośpiechu, by zdążyć na odlatujący z Warszawy samolot. Mój list, choć mknął z prędkością światła, nie zdołał go dogonić.

Źródło: Getty Images

Rok 2010 był czasem refleksji. Kryzys finansowy sprzed dwóch lat zniszczył znaczną część światowego dobrobytu, a powolne i niepewne ożywienie sprzyjało bogatym. Urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych sprawował Afroamerykanin. Wielka przygoda Europy z początku XXI wieku, jaką było rozszerzenie Unii Europejskiej na wschód, wydawała się zakończona. Minęło 10 lat od początku stulecia, 20 od końca komunizmu w Europie i 70 od wybuchu II wojny światowej – nadszedł czas rozrachunków.

Takiego rozrachunku dokonywałem wówczas wspólnie z umierającym historykiem. Tony’ego Judta najbardziej podziwiałem za jego historię Europy – opublikowane w 2005 roku "Powojnie". Opowiedział w nim o nieprawdopodobnym sukcesie Unii Europejskiej, której udało się skleić kawałki imperiów w największą gospodarkę i najważniejszy obszar demokracji na świecie. Książkę kończyły rozważania o pamięci o Holokauście europejskich Żydów. Judt sugerował, że w XXI wieku procedury i pieniądze nie wystarczą: warunkiem zachowania przyzwoitości politycznej
będzie pamięć o straszliwej historii.

W 2008 roku Tony zapadł na chorobę neurodegeneracyjną – stwardnienie zanikowe boczne (ALS). Był uwięziony w ciele, które wypowiedziało posłuszeństwo umysłowi, i czekała go nieuchronna śmierć. Po tym, gdy stracił władzę w rękach, zaczęliśmy nagrywać nasze rozmowy o XX wieku. Rozmawiając w 2009 roku, obydwaj byliśmy zaniepokojeni amerykańskim przeświadczeniem, że kapitalizm jest niezmienny, a od demokracji nie ma odwrotu. We wcześniejszych książkach Tony opisywał nieodpowiedzialnych intelektualistów, którzy dali wsparcie totalitaryzmowi w XX wieku.

Teraz obawiał się nowej nieodpowiedzialności w kolejnym stuleciu: całkowitego odrzucenia idei, a w rezultacie banalizacji dyskusji, paraliżu polityki i normalizacji nierówności.

Równolegle z naszymi konwersacjami pisałem historię masowych zbrodni politycznych popełnionych przez nazistowskie Niemcy oraz Związek Radziecki w Europie w latach 30. i 40. XX wieku.

Źródło: Domena publiczna

(…)

Jeden z rozdziałów był poświęcony punktowi zwrotnemu historii XX wieku: paktowi między nazistami a Sowietami, który doprowadził do wybuchu II wojny światowej w Europie. We wrześniu 1939 roku nazistowskie Niemcy i Związek Radziecki dokonały inwazji na Polskę, przy czym każdy z napastników postawił sobie za cel zniszczenie państwa polskiego oraz polskiej klasy politycznej. Wiosną 1940 roku sowiecka tajna policja zamordowała 21 892 polskich jeńców, w większości wykształconych oficerów rezerwy. Mężczyzn oraz jedną kobietę zabito strzałami w tył głowy w pięciu miejscach stracenia. Jednym z nich był Las Katyński pod Smoleńskiem w Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. Dla Polaków zbrodnia katyńska stała się symbolem sowieckich represji.

Po II wojnie światowej Polska znalazła się pod rządami komunistycznymi jako państwo satelickie ZSRR, więc o Katyniu nie można było oficjalnie rozmawiać. Historycy mogli wyjaśnić przebieg wydarzeń dopiero po rozwiązaniu Związku Radzieckiego w 1991 roku. Dokumenty sowieckie nie pozostawiały wątpliwości: masowe morderstwa były celową polityką i osobiście zatwierdził je Józef Stalin.

Od chwili rozpadu Związku Radzieckiego nowa Federacja Rosyjska borykała się ze spuścizną stalinowskiego terroru. 3 lutego 2010 roku, gdy kończyłem książkę, premier Rosji złożył swojemu polskiemu odpowiednikowi zaskakującą propozycję wspólnego upamiętnienia zbrodni katyńskiej w kwietniu, w jej 70. rocznicę. O północy 1 kwietnia, w dniu, w którym przypadał termin porodu, wysłałem książkę do wydawcy. 7 kwietnia polska delegacja rządowa pod przewodnictwem premiera przybyła do Rosji. Dzień później moja żona urodziła.

Dwa dni później do Rosji wyruszyła druga polska delegacja. W jej skład wchodzili prezydent Rzeczypospolitej Polskiej z żoną, dowódcy polskich sił zbrojnych, posłowie, działacze społeczni, kapłani i członkowie rodzin pomordowanych w Katyniu w 1940 roku. Był w niej też mój przyjaciel Tomek Merta – szanowany historyk myśli politycznej i wiceminister kultury odpowiedzialny za upamiętnienie wydarzeń katyńskich. Tomek wszedł na pokład samolotu wczesnym rankiem w sobotę 10 kwietnia 2010 roku. O 8.41 maszyna rozbiła się przed pasem startowym rosyjskiego lotniska wojskowego w Smoleńsku. Nikt nie przeżył katastrofy.

Źródło: East News

Po drugiej stronie sali na oddziale położniczym w Wiedniu zadzwonił telefon komórkowy, po czym rozległ się krzyk młodej matki – krzyczała po polsku. Następnego wieczora czytałem odpowiedzi na rozesłaną wiadomość o narodzinach syna. Jeden z przyjaciół wyraził obawę, że przeżywana radość uniemożliwi mi pojęcie tragedii, do jakiej doszło. "Nie chciałbym, żebyś znalazł się w trudnej sytuacji, więc muszę Cię poinformować, że zginął Tomek Merta".

Inny z przyjaciół, którego nazwisko znajdowało się na liście pasażerów, napisał mi, że się rozmyślił i został w domu. Jego żona miała kilka tygodni później termin porodu. Swój list zakończył: "Odtąd wszystko będzie inaczej".

W Austrii matki zostają w szpitalu przez cztery dni po porodzie, aby pielęgniarki mogły je nauczyć, jak karmić i kąpać dziecko oraz się nim opiekować. To wystarczająco długi czas,
żeby rodziny mogły się poznać – żeby rodzice mogli ustalić, jakimi wspólnymi językami mówią, i zacząć ze sobą rozmawiać.

Następnego dnia na oddziale położniczym rozmowy po polsku krążyły wokół spisku. Pojawiły się pierwsze pogłoski: samolot zestrzelili Rosjanie; polski rząd uczestniczył w zamachu na polskiego prezydenta, który był z innej partii niż premier. Młoda polska matka zapytała mnie, co o tym sądzę. Odpowiedziałem, że wszystko to jest bardzo mało prawdopodobne.

Dzień później wypuszczono nas do domu. Podczas gdy dziecko spało w kołysce, napisałem dwa artykuły o Tomku: po polsku nekrolog, a po angielsku opis katastrofy zakończony optymistycznym fragmentem poświęconym Rosji. Polski prezydent zginął, spiesząc na uroczystości upamiętniające zbrodnię popełnioną na rosyjskiej ziemi. Wyraziłem nadzieję, że premierowi Rosji Władimirowi Putinowi wydarzenia te posłużą za punkt wyjścia do ogólniejszych rozważań nad historią stalinizmu. Pośród żałoby panującej w kwietniu 2010 roku był to może rozsądny apel, ale kompletnie się nie sprawdził jako przepowiednia.

Źródło: Getty Images

Odtąd wszystko było inaczej. Putin, który przed objęciem funkcji premiera pełnił już przez dwie kadencje urząd prezydenta, we wrześniu 2011 roku ogłosił, że chce ponownie objąć prezydenturę. W wyborach parlamentarnych w grudniu jego partia wypadła słabo, lecz mimo to uzyskała większość w Dumie. Putin powrócił zaś na urząd prezydencki w maju 2012 roku po wyborach, podczas których doszło do nieprawidłowości. Następnie dopilnował, aby dyskusje o sowieckiej przeszłości – takie jak ta o Katyniu, którą sam zainicjował – zostały uznane za przestępstwo.

W Polsce katastrofa smoleńska zjednoczyła społeczeństwo na jeden dzień, a potem podzieliła je na lata.

Obsesja na punkcie katastrofy z kwietnia 2010 roku narastała z czasem, wypierając nie tylko zbrodnię katyńską, którą miały upamiętnić ofiary, ale wręcz wszystkie przypadki polskiego cierpienia w dziejach. Polska i Rosja zaprzestały refleksji historycznej. Czasy się zmieniły, a może zmieniło się nasze poczucie czasu.

(…)

Widząc, że sąsiednia Ukraina zbliża się do Unii Europejskiej, w 2014 roku Rosja napadła ją, zajmując część jej terytorium. Do 2015 roku rozszerzyła też zasięg swojej bezprecedensowej kampanii cybernetycznej poza Ukrainę: z pomocą licznych Europejczyków i Amerykanów dotarła ona do Europy oraz Stanów Zjednoczonych. W 2016 roku Brytyjczycy zagłosowali za wyjściem z Unii Europejskiej,za czym od dawna opowiadała się Moskwa, a Amerykanie wybrali na prezydenta Donalda Trumpa, również nie bez udziału Rosjan. Do licznych wad nowego prezydenta USA należała niezdolność do refleksji nad historią: nie potrafił on upamiętnić Holokaustu, gdy nadeszła ku temu sposobność, ani potępić nazistów we własnym kraju.

Wiek XX skończył się na dobre, a jego lekcje zapomniano. W Rosji, Europie i Ameryce narodziła się nowa postać polityki – nowa niewolność na nowe czasy.

(…)

Powyższy fragment pochodzi z książki Timothy'ego Snydera "Droga do niewolności", która ukaże się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont 25 lutego.

Źródło: Materiały prasowe

Timothy Snyder jest profesorem Uniwersytetu w Yale. Doktorat otrzymał w 1997 roku na Uniwersytecie w Oxfordzie. Specjalizuje się we współczesnych dziejach Europy Środkowej i Wschodniej oraz w historii nowożytnego nacjonalizmu. Współpracował z uniwersytetami w Paryżu, Wiedniu, Warszawie, Pradze i Harvardzie. Jest laureatem kilku prestiżowych nagród, m.in. w 2003 roku otrzymał nagrodę George Louis Beer przyznawaną przez Amerykańskie Stowarzyszenie Historyków za książkę "Rekonstrukcja narodów: Polska, Ukraina, Litwa i Białoruś, 1569-1999", w której opisał ewolucję świadomości narodowych w Pierwszej Rzeczypospolitej i na jej ziemiach aż do współczesności.

W 2007 roku za książkę "Tajna wojna. Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę" na I Kongresie Zagranicznych Badaczy Dziejów Polski, zorganizowanym przez krakowski oddział Polskiego Towarzystwa Historycznego, odebrał główną nagrodę w konkursie Pro Historia Polonorum, przyznaną po raz pierwszy statuetkę Galla Anonima. Jest to nagroda za najlepszą książkę dotyczącą historii Polski napisaną przez obcokrajowca.

Wydawnictwo Znak oraz Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN zapraszają na wyjątkowe spotkanie: "HISTORIA JUTRA — spór o pamięć, fakty i fikcję w czasach internetu". W debacie udział wezmą Timothy Snyder, Norman Davies, Natalia Hatalska i Agnieszka Holland. Spotkanie odbędzie się 6 marca 2019, o godz. 18.00. Bezpłatne wejściówki będą dostępne w kasach Muzeum oraz internetowym systemie sprzedaży www.bilety.polin.pl od piątku 1 marca, od godziny 12.00. Więcej informacji na: https://www.facebook.com/events/2174884429495605/
oraz: https://www.polin.pl/pl/wydarzenie/historia-jutra-spor-o-pamiec-fakty-i-fikcje-w-czasach-internetu?d=0

Polub WP Książki
Trwa ładowanie
.
.
.
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne