Trwa ładowanie...

Jest psychiatrką i pisze oryginalne teksty. "Chciałam pokazać zarówno choroby, jak i życie z nimi"

Kobieta rodząca księżyc, ksiądz z kwiatem rozkwitającym na końcu penisa, ludzie z kończynami innej rasy - takie pomysły na opowiadania ma Katarzyna Szaulińska. Zbiór tekstów jej autorstwa właśnie ujrzał światło dzienne.

Fot. Mikołaj Starzyński/ Wydawnictwo FiltryFot. Mikołaj Starzyński/ Wydawnictwo FiltryŹródło: Materiały prasowe
d27thw4
d27thw4

Jedna z najbardziej oryginalnych książek, która ukazała się tej jesieni w Polsce to zbiór niezwykłych opowiadań "Czarna ręka, zsiadłe mleko" Katarzyny Szaulińskiej, opublikowany przez Wydawnictwo Filtry. W tych barwnych historiach, osadzonych w świecie przypominającym ten za oknem, dzieją się jednak rzeczy mocno niespotykane. Autorka opowiada WP o tym, skąd bierze pomysły na swoje opowiadania i na ile inspiracją jest dla niej jej praca zawodowa jako lekarki-psychiatrki.

Przemysław Gulda: Kobieta rodząca księżyc, ksiądz z kwiatem rozkwitającym z penisa, ludzie z kończynami innej rasy - skąd bierzesz takie fantastyczne pomysły?

Katarzyna Szaulińska: To chyba naturalnie dziwny wystrój mojej głowy, ta wyobraźnia. Cieszę się, że te pomysły do mnie przychodzą. Jestem zobowiązana tajemnicą lekarską do nieujawniania tego, co opowiadają mi pacjenci. Kiedy tworzę opowiadanie o chłopaku z ręką rasy czarnej, mogę się podzielić tym, co wiem o wykluczeniu, izolacji i życiu z piętnem choroby, jednocześnie nie przytaczając żadnej "prawdziwej" historii.

W twoich opowiadaniach mocno wyczuwalny jest duch surrealizmu. Co jest dla ciebie najważniejszym literackim czy kulturowym źródłem inspiracji?

Czytałam ostatnio trochę Leonory Carrington i Uniki Zürn i to był powiew świeżości - wytrącenie z wszystkiego, co przewidywalne. To w surrealizmie uwielbiam i bardzo mnie inspiruje. Ale pisarze, których mam naprawdę blisko serca to Sylvia Plath, Virginia Woolf i Fiodor Dostojewski - psychologia postaci na pierwszym miejscu. Moje opowiadania bardzo dużo zawdzięczają też psychoanalizie - autorom takim jak Melania Klein, Donald Winnicott czy John Steiner.

d27thw4

Surrealizm jest moją metodą, żeby uczynić tę psychologię bardziej literacką, użyć metafory zamiast wpuszczać się w przydługie monologi wewnętrzne. A propos zwięzłości - ekscytuje mnie styl Chucka Palahniuka - szybki, błyskotliwy, ale nie przemądrzały, bliski mowy potocznej. Wodolejstwo ukrócone do minimum. Sama jestem typem czytelnika niecierpliwego, łatwo się nudzę i wkurzam, szczególnie na stronach, gdzie widać, że pisarz "lubi pisać" i sentencjonalnie objaśniać czytelnikowi świat.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Gwiazdy piszą książki. I to na potęgę

Wcześniej pisałaś poezję, co sprawiło przesunięcie się w kierunku prozy?

Wracam do prozy po tym jak przez osiem lat pisałam powieść, której nie chciało żadne wydawnictwo. Musiałam po tym stanąć twarzą w twarz z pytaniem, czy naprawdę chcę się dalej zajmować literaturą. Kiedy uświadomiłam sobie, że odejście od pisania uczyni mnie bardziej nieszczęśliwą niż te wszystkie porażki, zaczęłam pisać wiersze. Pewnie popłynęły z innego źródła niż ta nieszczęsna powieść, były mniej efekciarskie, bardziej pogodzone.

d27thw4

Ich odbiór był na tyle pozytywny, że wydałam książkę poetycką "Druga osoba". Wydawca, Biuro Literackie, organizuje festiwal, na którym promuje książki, a jego częścią są Pracownie, gdzie pod opieką bardziej doświadczonych kolegów rozmawia się o swoich tekstach. Jechałam promować "Drugą osobę", a wydawca zachęcił mnie, żeby przy okazji wziąć udział w jakiejś Pracowni. Nie miałam świeżych wierszy, wysłałam starą prozę, kilka opowiadań. Zostały bardzo dobrze przyjęte. Zaczęłam myśleć, że to chyba pora, żeby zmierzyć się z nieosiągalnym.

Motywem, który pojawia się w wielu z twoich opowiadań jest ciąża i rodzenie, sama od niedawna jesteś matką. Co jest dla ciebie najbardziej inspirujące, pod względem literackim, w tym doświadczeniu i czemu ten wątek traktujesz w tak wyjątkowy sposób?

To najbardziej transformujące wydarzenie jakie spotkało mnie w życiu. Schodzenie na peryferia samej siebie, żeby zrobić miejsce na innego człowieka, komunikacja z kimś w środku, kto jest odrębny, ale zależny, znany-nieznany, ulepiony z wyobrażeń, odczuwalnych ruchów, czarno-białych obrazków z USG… I ta czułość, ten lęk, poczucie winy, złość, smutek, to zatroskanie o przyszłość…

d27thw4

Moje macierzyństwo zbiegło się w czasie z powrotem do prozy. Wypełniło moje życie detalami ciąży i porodu, dźwiękami laktatora, zapachem jogurtowej kupy, miękkością skóry dzidziusia oraz obecnością, która wprowadza totalny chaos. I zmusza do wejścia w rolę tego, kto go porządkuje.

Pisanie prozy też ma dużo wspólnego z porządkowaniem chaosu. I jest to obszar, w którym można się poczuć skuteczniejszym, niż kiedy wciąż na nowo sprząta się klocki czy szoruje stoliczek dziecięcy. To jakaś próba odzyskania kontroli. A pisanie o kobiecie, która urodziła księżyc, to z jednej strony sposób, żeby opisać emocje matki, ale też uciec od twardego realu krzątactwa okołodzieciowego w rozmyślanie o tym, czy księżyc w macicy przyrasta od nowiu do pełni, czy puchnie, przypominając najpierw jagodę, potem selera i w końcu arbuza.

Obok motywów fantastycznych w twojej prozie jest też trochę niemal dokumentalnych i reporterskich wątków rodem z izby przyjęć. Dlaczego spośród współczesnego świata wybierasz właśnie tę przestrzeń jako miejsce wydarzeń twoich opowiadań?

Bo dobrze je znam, pracowałam w Instytucie Psychiatrii i Neurologii przez wiele lat. Interesuje mnie spotkanie człowieka w roli i przy władzy, czyli lekarza, z kimś kto potrzebuje pomocy - czyli z pacjentem. To dobra okazja do zastanowienia się nad tym kto kogo leczy, kto jest silniejszy, a kto słabszy, kto jest "normalny" a przede wszystkim - nad szukaniem podobieństw po obu stronach tej relacji. Moją główną bohaterką jest psychiatrka, która miewa objawy psychotyczne, więc jest chora. Psychiatrka jest też w związku z kobietą - i sama jest kobietą. I to jeszcze matką. Więc naprawdę sporo wie o dyskryminacji.

d27thw4

Bardzo szczegółowo opisujesz miasta, w których dzieje się akcja - czemu tak ważne jest dla ciebie wyraźne zakorzenienie wydarzeń w przestrzeni?

Kiedy patrzy się na surrealistyczne obrazy, to one nie są oniryczne i rozmyte, tylko bardzo szczegółowe. Nie ma "mgiełki" zacierającej kontury rzeczy. Tak samo opisuje się urojenia czy omamy - w pełnoobjawowej chorobie to nie jest niejasne przeświadczenie np. o tym, że mówi do ciebie Bóg, tylko stuprocentowa, niepodważalna logicznie pewność oraz realnie słyszany głos.

Inspiruje mnie ta namacalność. W społeczeństwie choroby psychiczne są często widziane jako coś "zmyślonego". Chciałam pokazać zarówno choroby, jak i życie z nimi bardzo dosłownie, w jakimś sensie zwyczajnie i po to te miasta mi były. Wszystko jest w tych opowiadaniach tak samo realne - zbudowany na szczątkach Muranów, czarna ręka, księżyc urodzony przez Martę i zoo, do którego oboje chodzą. Poza tym wpisywanie opowiadania w realistyczne miejsce, które jest dla mnie ważne, to sposób, żeby trochę w nim pobyć - i mieć jak wrócić, kiedy sama czytam opowiadanie ponownie.

d27thw4

Skąd twoja miłość właśnie do Warszawy i Lizbony? Co jest dla ciebie najważniejsze i najciekawsze w tych miastach?

Bo ja wiem, czy miłość… Jestem związana z Warszawą, mieszkam tu od osiemnastego roku życia, z przerwą na rok Erasmusa w Lizbonie. Na Erasmusie było mi ciężko, czułam się bardzo inna od kolegów z medycyny. Byli jeszcze bardziej przykładni i ułożeni niż ci w Polsce. Ja miałam wtedy fazę na noszenie ubrań znalezionych na ulicy i pół wygolonej głowy. A w głowie - wiele pytań o to, czy w ogóle chcę być lekarką. I kim w ogóle jestem.

Właśnie tam, w Lizbonie, miałam pierwszy w życiu kontakt z psychiatrią. W drugim miesiącu pobytu miałam sama przeprowadzić wywiad z pacjentem. Na forum grupy. Po portugalsku. On miał formalne zaburzenia myślenia, ja bełkotałam, jak umiałam. To było dziwne, ciekawe, nieprzewidywalne, dalekie od algorytmu. Prawdziwe szukanie wspólnego języka z drugim człowiekiem, mimo przeciwności po obu stronach. Pokochałam to. I poczułam, że jest taki obszar medycyny, w którym się odnajdę. Zdarzało mi się spędzać przerwy w zajęciach, jedząc z pacjentami poznanymi na oddziale psychiatrycznym kremówki. Słuchałam ich, chociaż nigdy do końca nie rozumiałam, co mówią.

d27thw4

Dużo tam w Portugalii w ogóle doświadczyłam bycia o krok od zrozumienia czegoś. Bardzo poetyckie, ale niewiele ma wspólnego z poczuciem bezpieczeństwa. Prędzej z przewlekłym rozedrganiem, jakie kojarzę z pisarstwem Fernando Pessoi. Albo z fado. Inspirujące, ale na dłuższą metę trudne do zniesienia.

Wróciłaś tam jeszcze kiedyś?

Nigdy. Myślę o Lizbonie jak o tyglu, w którym dokonuje się transformacja, lustrze, w którym można obejrzeć własny mrok. Nie wiem, czy to najlepszy pomysł na wakacyjny relaks, ale na scenerię dla opowiadań - bardzo. Łatwo się zapamiętuje szczegóły, kiedy dużo się przeżywa.

Co do Warszawy, to dobrze mi się tu mieszka. Mieszkam na Ochocie, ale uwielbiam Ursynów - jeździłam tu po domach pacjentów w ramach zespołu leczenia domowego, teraz chodzę tu na crossfit dla mam z dziećmi. Lubię nawet budynek Centrum Onkologii, który jest bohaterem opowiadania "Kiszone", z pełnym szacunkiem dla jego upiornej aury.

Wyraźnie widać, że twoje doświadczenia zawodowe jako psychiatrki mocno przenikają do twojej prozy. Opowiedz, jak to działa. I jakie filtry stosujesz, żeby te dwie sfery nie łączyły się za bardzo.

Dokładnie znam większość miejsc, w których dzieją się opowiadania, znam zasady rządzące izbą przyjęć, sesją terapeutyczną, dyżurem na ostrym oddziale psychiatrycznym, procedurę stwierdzania zgonu. Znam emocje, jakie temu towarzyszą. Praca literacka to zbudowanie historii, jaka ma się tam wydarzyć, wymyślenie jej i nadanie jej wewnętrznej logiki.

Na początku zapytałeś mnie o "Kwitnąc" - opowiadanie o księdzu, któremu rozkwita penis. W pierwotnym zamyśle była historia o księdzu-terapeucie, który ma erekcję na sesjach terapeutycznych z pacjentką. Im więcej o tym myślałam, tym bardziej czułam, że to zbyt blisko pracy i realności, a w takim razie literacko mało ekscytujące, mimo, że niby o ekscytacji... Mnie ciekawi w pisaniu wymyślanie, a nie przytaczanie "prawdziwej historii". Więc kiedy wymyśliłam, że księdzu ten penis zakwita, to wszystko zrobiło się ciekawsze - trzeba było wymyślić jak działa ten kwiat, co ksiądz zrobi, żeby się go pozbyć, jak może się czuć. I jasne, że wciąż to jest opowiadanie o poszukiwaniu męskości, ale zrobiło się bardziej wieloznaczne.

Twoje opowiadania są mocnym głosem opowiadającym się za wolnością, tolerancją, inkluzywnością. Ale nigdzie nawet nie ocierasz się o mówienie o tym wprost. Jaka myśl stoi za takim sposobem kamuflowania czy po prostu przekazywania tych idei?

Cieszę się, że tak je odczytujesz. Bardziej pociąga mnie metafora od publicystyki. Nie lubię, gdy postaci wypowiadają "ostre sądy na temat rzeczywistości" - wolę, kiedy ta myśl o wolności i inkluzywności pojawia się nie na papierze, a w głowie czytelnika, wyłazi spomiędzy słów. Nie dlatego, że ostre sądy nie są ważne, ale literatura, która mi się podoba, zostawia dużo miejsca na pytania.

W samym pomyśle nadającym oś książce - postaci psychiatrki, która sama ma zaburzenia psychotyczne, chciałam jednocześnie powiedzieć: "wszyscy jesteśmy tacy sami, wszyscy jesteśmy połączeni" i zadać pytanie o to, czy da się pracować, nie znając granicy między sobą i pacjentem. W opowiadaniu o Adamie z czarną ręką zastanawiam się, na ile Adam jest wykluczony przez ludzi, a na ile sam się wyklucza. I wolę, żeby czytelnik sam sobie odpowiedział. Albo dalej nie wiedział - tak jak ja tego nie wiem.

"Czarna ręka, zsiadłe mleko" Materiały prasowe
"Czarna ręka, zsiadłe mleko"Źródło: Materiały prasowe
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d27thw4
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d27thw4