Trwa ładowanie...
d365bf1

Jerzy Pilch poważnie chory. Musi poruszać się na wózku inwalidzkim

Jerzy Pilch od kilku lat zmaga się z nieuleczalną chorobą. Niestety, ostatnio jego stan znacznie się pogorszył. Przez to musi poruszać się na wózku inwalidzkim, o czym opowiedział w ostatnim felietonie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jerzy Pilch wylądował na wózku inwalidzkim. Życie nie jest dla niego łatwe
Jerzy Pilch wylądował na wózku inwalidzkim. Życie nie jest dla niego łatwe (East News)
d365bf1

O tym, że Jerzy Pilch cierpi na chorobę Parkinsona, wiadomo od 2012 r. Ma problem z poruszaniem się o własnych siłach. Niestety, jego stan się pogorszył do tego stopnia, że teraz jeździ na wózku inwalidzkim. Swój stan zdrowia opisał w najnowszym felietonie, jaki ukazał się na łamach tygodnika "Polityka".

"Wysokie krawężniki, a i te niskie, ale o ostrym profilu, wystające włazy studzienek kanalizacyjnych, wąskie przejścia, trudne przejazdy przez tory tramwajowe na Marszałkowskiej, szybko zmieniające się światła, wiecznie spieszący w pogoni za własną bezcelowością tłum, schodki do piekarni i sklepu spożywczego pod domem. Słowem - płaszczyzna pod stopami to są pasma nieraz nie do przejścia" - napisał w tekście.

ZOBACZ TEŻ: Protesty w obronie sądów. Wyświetlono przesłanie Olgi Tokarczuk

Na domiar złego nie ma domu przystosowanego dla osoby niepełnosprawnej. Winda w bloku jest za wąska, nie ma też możliwości dobudowania podjazdu dla wózków.

d365bf1

Dodał też, że życie jako osoba niepełnosprawna nie jest dla niego łatwe nie tylko z powodu warunków. Zaznacza, że ludzie utrudniają funkcjonowanie przez brak życzliwości i złe traktowanie. "Wózek nie generuje spalin, a i tak potrafi wywołać omamy. Kogóż z nas nie przeszył strach jak z horroru: "Ja bez nóg? Nie daj panie Boże!" Owszem, czasem ktoś chwyci za klamkę zamykających się przed nami drzwi, czasem jakiś kierowca stanie na zielonym świetle i poczeka, aż obrócę wózek i pokonamy krawężnik tyłem. Nienamacalny dowód istnienia - jak to się teraz mówi - potencjału" - pisał.

Dodał też, że gdy trafił 7 lat temu do szpitala, przez pierwszy miesiąc obserwacji lekarze nie potrafili stwierdzić, co to za choroba. "Przez miesiąc leżałem w szpitalu niezdiagnozowany, cenne dni mijały, wk#$%ienie rosło. Teraz nadrabiam. Wózek pojawił się szybko i niepostrzeżenie. Dwa przednie małe koła, dwa duże tylne. Regulacja oparcia. W zasadzie stał się częścią ciała. Przyjęliśmy go z przychylnością, po wielu miesiącach pozwolił na wyjście z domu" - czytamy w tekście.

Pozostaje życzyć Jerzemu Pilchowi dużo wytrwałości w trudnym czasie.

d365bf1

Podziel się opinią

Share
d365bf1
d365bf1