Trwa ładowanie...
d2s20tr
Informacja prasowa

Jak wybiera się papieża? Tylko u nas przeczytaj fragment książki ''Konklawe" Roberta Harrisa

Robert Harris w powieści "Konklawe" przenosi czytelnika do Watykanu, gdzie umiera, propagujący ideę Kościoła ubogiego, znienawidzony przez Kurię papież. Misja przeprowadzenia konklawe przypada w udziale kardynałowi Lomeliemu, mającemu za sobą kryzys wiary dziekanowi Kolegium Kardynalskiego. Do wzięcia udziału w wyborach uprawnionych jest stu siedemnastu kardynałów, lecz tuż przed rozpoczęciem głosowań w Domu Świętej Marty pojawia się kolejny, nieznany nikomu kardynał Benitez z Filipin, którego zmarły papież podniósł do tej godności w tajemnicy przed watykańskimi urzędnikami. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Albatros publikujemy fragment "Konklawe".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jak wybiera się papieża? Tylko u nas przeczytaj fragment książki ''Konklawe" Roberta Harrisa
( )
d2s20tr

Robert Harris w powieści "Konklawe" przenosi czytelnika do Watykanu, gdzie umiera, propagujący ideę Kościoła ubogiego, znienawidzony przez Kurię papież. Misja przeprowadzenia konklawe przypada w udziale kardynałowi Lomeliemu, mającemu za sobą kryzys wiary dziekanowi Kolegium Kardynalskiego. Do wzięcia udziału w wyborach uprawnionych jest stu siedemnastu kardynałów, lecz tuż przed rozpoczęciem głosowań w Domu Świętej Marty pojawia się kolejny, nieznany nikomu kardynał Benitez z Filipin, którego zmarły papież podniósł do tej godności w tajemnicy przed watykańskimi urzędnikami. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Albatros publikujemy fragment "Konklawe".

Piąte głosowanie

W czasach współczesnych papieża wybierano na ogół najpóźniej w piątym głosowaniu. Tak było na przykład w przypadku zmarłego Ojca Świętego i Lomeli przypomniał sobie teraz, jak bardzo nie chciał on siedzieć na papieskim tronie i uparcie wstawał, by objąć kardynałów, którzy czekali w kolejce, żeby mu pogratulować. Ratzinger zwyciężył jedno głosowanie wcześniej, kiedy głosowali po raz czwarty; Lomeli pamiętał i jego – to, jak nieśmiało się uśmiechnął, kiedy jego wynik osiągnął większość dwóch trzecich i kardynałowie zaczęli klaskać. Właściwie poza Wojtyłą zasada piątego głosowania sprawdzała się od roku 1963, kiedy Montini pokonał Lercara i wygłosił słynną uwagę do swojego bardziej charyzmatycznego rywala: „Takie jest życie, Wasza Eminencjo – to ty powinieneś tu zasiąść”.

d2s20tr

Konklawe zakończone po pięciu głosowaniach było czymś, o co po cichu modlił się Lomeli – miła, łatwa, konwencjonalna liczba wskazywałaby, że wybór był nie schizmą ani koronacją, ale medytacyjnym procesem poznawania woli Bożej. W tym roku się na to nie zanosiło. Nie podobało mu się to, co wyczuwał. Pisząc doktorat z prawa kanonicznego na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim, przeczytał Masę i władzę Canettiego. Pozwoliło mu to rozróżniać różne rodzaje tłumu – tłum ogarnięty paniką, tłum w stanie stagnacji, tłum zrewoltowany i tak dalej. Okazało się to użyteczną umiejętnością dla duchownego. Stosując tę świecką analizę, papieskie konklawe można było uznać za najbardziej wyrafinowany tłum na ziemi, poruszany w tę lub inną stronę przez zbiorowy impuls Ducha Świętego. Jedne konklawe, na przykład to, na którym wybrano Ratzingera, były zachowawcze i nienastawione na zmianę; inne śmiałe, jak choćby to, które w końcu wybrało Wojtyłę. Lomeli z zatroskaniem stwierdził, że obecne konklawe zaczyna przypominać to, co
Canetti nazywał tłumem zdezintegrowanym. Było niespokojne, niestabilne, chwiejne: w każdej chwili mogło się skłonić w dowolnym kierunku.

Nic nie pozostało po podnieceniu i determinacji, które ogarnęły ich pod koniec porannej sesji. Teraz, w miarę jak kolejni kardynałowie szli głosować, a widoczny za wysokimi oknami mały skrawek nieba robił się coraz ciemniejszy, panująca w Kaplicy Sykstyńskiej cisza stawała się ponura i grobowa. Wybijający godzinę piątą dzwon świętego Piotra mógł równie dobrze wzywać ich na pogrzeb. Jesteśmy zagubionym stadem owiec, pomyślał Lomeli, i zbliża się wielka burza. Ale kto będzie naszym pasterzem? Wciąż uważał, że najlepszym kandydatem będzie Bellini, i ponownie oddał na niego głos, lecz nie spodziewał się już, że to on wygra. Jego wyniki w czterech głosowaniach wynosiły kolejno osiemnaście, dziewiętnaście, dziesięć i osiemnaście głosów: najwyraźniej coś nie pozwalało mu się przebić poza grupę najwierniejszych zwolenników. Może wynikało to z faktu, że był sekretarzem stanu, więc łączono go ze zmarłym Ojcem Świętym, którego rządy jednocześnie zantagonizowały konserwatystów i rozczarowały liberałów.

Zorientował się, że ustawicznie zerka na Tremblaya. Kanadyjczykowi, który w czasie głosowania nerwowo ściskał pektorał, udało się w jakiś sposób połączyć bezbarwną osobowość i ogromną ambicję – wcale nie taki rzadki paradoks, o czym Lomeli wiedział z doświadczenia. Ale może bezbarwność była tym, czego potrzebowali, by zachować jedność Kościoła. I czy ambicja jest rzeczywiście takim wielkim grzechem? Wojtyła był ambitny. Mój Boże, jaki on był pewny siebie, od samego początku! W ten wieczór, kiedy został wybrany, wychodząc na balkon, by zwrócić się do tysięcy ludzi zebranych na placu Świętego Piotra, praktycznie odsunął na bok Mistrza Papieskich Ceremonii Liturgicznych, tak bardzo zależało mu, żeby przemówić do świata. Gdyby trzeba było wybierać między Tremblayem a Tedeskiem, pomyślał Lomeli, będę głosować na Tremblaya, bez względu na to, czy był jakiś tajny raport, czy go nie było. Mógł się tylko modlić, żeby do tego nie doszło.

d2s20tr

Niebo było już całkiem czarne, kiedy został oddany ostatni głos i do pracy przystąpili skrutatorzy. Rezultat był kolejnym szokiem.

Tremblay 40

Tedesco 38

Bellini 15

d2s20tr

Lomeli 12

Adeyemi 9

Benítez 4

Kiedy koledzy Tremblaya odwracali się, żeby na niego spojrzeć, ten pochylił głowę i złączył dłonie w modlitwie. Tym razem ta ostentacyjna pobożność nie zirytowała Lomelego. Przymknął oczy i odmówił modlitwę dziękczynną. „Dzięki ci, Panie, za to wskazanie Twojej woli i jeśli twój wybór padł na kardynała Tremblaya, modlę się, żebyś dał mu mądrość i siłę do wypełnienia tej misji. Amen”.

d2s20tr

Z pewną ulgą wstał i zwrócił się do zgromadzonych:

– Moi bracia, na tym kończy się piąte głosowanie. Ponieważ żaden kandydat nie zdobył wymaganej większości, przystąpimy do dalszych wyborów jutro rano. Mistrzowie ceremonii odbiorą od was papiery. Nie zabierajcie, proszę, żadnych notatek z Kaplicy Sykstyńskiej i pamiętajcie, żeby nie dyskutować o naszych debatach, dopóki nie znajdziecie się z powrotem w Domu Świętej Marty. Czy młodszy kardynał diakon mógłby poprosić o otwarcie drzwi?

O godzinie 18.22 czarny dym zaczął się ponownie unosić z komina nad Kaplicą Sykstyńską. Z ciemności wyłuskał go reflektor zamontowany z boku Bazyliki Świętego Piotra. Wynajęci przez stacje telewizyjne eksperci wyznali, że są zaskoczeni brakiem zgody na konklawe. Większość przepowiadała, że nowy papież zostanie już do tej pory wybrany, i amerykańskie sieci były gotowe w każdej chwili przerwać swoje popołudniowe programy, żeby pokazać rozgrywające się na placu Świętego Piotra sceny, kiedy zwycięzca pojawi się na balkonie. Eksperci zaczęli po raz pierwszy wyrażać wątpliwości w kwestii poparcia udzielanego Belliniemu. Jeśli miał wygrać, powinno już do tego dojść. Na szczątkach starej dojrzewała nowa zbiorowa mądrość: że jest to konklawe, które dokona historycznego przełomu. W Zjednoczonym Królestwie – na tej bezbożnej wyspie apostazji, gdzie całą historię traktowano niczym wyścigi konne – agencja bukmacherska Ladbrokes wytypowała na nowego zwycięzcę kardynała Adeyemiego. Nazajutrz, powtarzano, dojdzie w końcu do
wyboru pierwszego czarnego papieża.

Lomeli był jak zwykle ostatnim kardynałem, który opuścił kaplicę. Pozostał, żeby popatrzeć, jak wielebny O’Malley pali karty do głosowania, a potem przeszli razem przez Sala Regia. Ochroniarz zszedł w ślad za nimi po schodach na dziedziniec. Lomeli zakładał, że O’Malley – choćby dlatego, że zebrał notatki kardynałów, żeby je zniszczyć, a nie był człowiekiem, który odwraca oczy od sekretów – musi jako sekretarz kolegium znać wyniki popołudniowego głosowania. Musiał zatem wiedzieć o załamaniu się kandydatury Adeyemiego i nieoczekiwanym awansie Tremblaya. Był jednak zbyt dyskretny, by poruszyć bezpośrednio ten temat.

d2s20tr

– Czy jest coś, co Wasza Eminencja chciałby, bym zrobił przed jutrzejszym rankiem? – zapytał półgłosem.

– To znaczy?

– Zastanawiałem się, czy Wasza Eminencja nie chce może, żebym udał się do wielebnego Moralesa i spróbował dowiedzieć się czegoś więcej o wycofanym raporcie na temat kardynała Tremblaya.

Lomeli obejrzał się przez ramię na ochroniarza.

d2s20tr

– Nie wiem, jaki miałoby to sens, Ray. Jeżeli nic nie powiedział przed początkiem konklawe, tym bardziej nie zrobi tego teraz, zwłaszcza jeśli podejrzewa, że kardynał Tremblay może zostać wybrany na papieża. A oczywiście zacznie to podejrzewać, jeśli poruszysz temat po raz drugi.

Wyszli na zewnątrz. Ostatni z minibusów już odjechał. Gdzieś w pobliżu krążył helikopter. Lomeli przywołał gestem ochroniarza i wskazał mu pusty dziedziniec.

– Wygląda na to, że mnie zostawili. Mógłby pan?

– Oczywiście, Wasza Eminencjo. – Mężczyzna szepnął coś do rękawa.

Lomeli odwrócił się z powrotem do O’Malleya. Czuł się znużony, osamotniony i co było u niego rzadkie, ogarnęła go ochota, żeby się zwierzyć.

– Czasami człowiek wie zbyt dużo, mój drogi. To znaczy kto spośród nas nie ma jakiegoś sekretu, którego się wstydzi? Na przykład ta upiorna sprawa przymykania oczu na molestowanie seksualne... byłem wtedy w służbie dyplomatycznej, więc dzięki Bogu nie musiałem się w to osobiście angażować... ale wątpię, czy zachowałbym się bardziej stanowczo. Ilu naszych kolegów nie potraktowało poważnie skarg ofiar, lecz tylko przeniosło odpowiedzialnych za to księży do innych parafii? Nie można powiedzieć, że ci, którzy odwracali wzrok, byli źli; oni po prostu nie zdawali sobie sprawy ze skali łajdactwa, z którym mają do czynienia, i woleli mieć święty spokój. Teraz wiemy, że trzeba było postąpić inaczej.

Przez chwilę milczał, rozmyślając o siostrze Shanumi i małej pogiętej fotografii jej synka.

– A ilu nawiązało przyjaźnie, które stały się zbyt intymne? Albo biedny głupi Tutino i jego nieszczęsny apartament... u kogoś pozbawionego rodziny kwestie statusu i protokołu mogą tak łatwo stać się obsesją i dawać poczucie spełnienia. Więc powiedz: czy mam stać się kimś w rodzaju łowcy czarownic i szukać błędów, które moi koledzy popełnili ponad trzydzieści lat temu?

– Zgadzam się, Wasza Eminencjo – odrzekł O’Malley. – „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” 1 . Odniosłem jednak wrażenie, że jeśli chodzi o kardynała Tremblaya, eminencję niepokoi coś nie tak odległego w czasie... czyli jego spotkanie z Ojcem Świętym, które miało miejsce w zeszłym miesiącu.

– Owszem. Ale zaczynam odkrywać, że Ojciec Święty... niechaj na zawsze dołączy do bractwa najświętszych kapłanów...

– Amen – wtrącił O’Malley i obaj się przeżegnali.

– Zaczynam odkrywać – podjął trochę ciszej Lomeli – że w ostatnich tygodniach życia Ojciec Święty nie był do końca sobą. Z tego, co usłyszałem od kardynała Belliniego, wnoszę, że ogarnęła go chyba... mówię ci to w absolutnej dyskrecji... lekka paranoja, a w każdym razie stał się bardzo tajemniczy.

– O czym świadczy choćby jego decyzja powołania kardynała in pectore?

– W rzeczy samej. Dlaczego, na niebiosa, to uczynił? Dodam tu od razu, że darzę kardynała Beníteza wielkim szacunkiem, najwyraźniej podobnie jak kilku naszych braci... Jest prawdziwym sługą Bożym... ale czy naprawdę trzeba było go mianować w sekrecie i tak pospiesznie?

– Zwłaszcza że tuż przedtem złożył rezygnację z urzędu arcybiskupa ze względów zdrowotnych.

– A przecież wydaje się w świetnej formie fizycznej i umysłowej i kiedy zapytałem go wczoraj wieczorem o zdrowie, wyraźnie go to zaskoczyło. – Lomeli zdał sobie sprawę, że mówi szeptem. Roześmiał się. – Tylko mnie posłuchaj: szepczę niczym typowy plotkujący po kątach urzędnik Kurii.

Na dziedziniec wjechał minibus i zatrzymał się przed Lomelim. Kierowca otworzył drzwi. W środku nie było innych pasażerów. Twarze owionęło im ciepłe powietrze.

Lomeli popatrzył na O’Malleya.

– Podwieźć cię do Domu Świętej Marty? – zapytał.

– Nie, dziękuję, Wasza Eminencjo. Muszę wrócić do Kaplicy Sykstyńskiej, wyjąć nowe karty do głosowania i upewnić się, czy wszystko jest gotowe na jutro.

– W takim razie dobranoc, Ray.

– Dobranoc, Wasza Eminencjo. – O’Malley wyciągnął rękę, żeby pomóc mu wejść do minibusa, i tym razem Lomeli czuł się tak zmęczony, że nie odmówił. – Oczywiście jeśli Wasza Eminencja chce, mogę przeprowadzić małe dochodzenie – dodał Irlandczyk.

Lomeli zatrzymał się na najwyższym schodku.

– Dotyczące kogo?

– Kardynała Beníteza.

Lomeli przez chwilę się nad tym zastanawiał.

– Dziękuję, ale nie. Nie wydaje mi się. Usłyszałem już dość sekretów jak na jeden dzień. Niech wypełni się wola Boża... jeśli to możliwe, szybko.

d2s20tr

Podziel się opinią

Share
d2s20tr
d2s20tr