Trwa ładowanie...
Bülent Keneş
Bülent Keneş Źródło: PAP, fot: Fredrik Sandberg
14-01-2023 09:20

Erdogan chce jego głowy w zamian za większe NATO. Bülent Keneş wyjaśnia, dlaczego prezydent go nienawidzi

Kiedyś był zafascynowany Erdoganem. Dziś w rozmowie z Wirtualną Polską Bülent Keneş mówi, że to "islamofaszysta" i pomocnik Putina. Tymczasem Turcja żąda wydania Keneşa. W zamian nie będzie sprzeciwiać się rozszerzeniu NATO.

24 lutego 2022 roku armia Putina napada na Ukrainę. To pierwsza od dziesięcioleci sytuacja, która bez cienia wątpliwości jest w stanie zburzyć nie tylko europejski, ale i światowy porządek.

Niepokój jest tak wielki, że Szwecja i Finlandia, bojąc się nieobliczalnej i morderczej polityki Rosji, postanawiają przystąpić do NATO.

Ich akcesję blokują dwa państwa: Węgry i Turcja.

8 listopada 2022 roku premier Szwecji Ulf Kristersson leci do Ankary. Chce przyspieszyć proces przyjęcia swojego kraju do NATO. Wierzy, że uda mu się namówić prezydenta Recepa Tayipa Erdogana, by przestał sabotować rozszerzenie Sojuszu.

d1xq93n

Erdogan, w czasie wspólnej konferencji prasowej, oznajmia: – Szwecja musi spełnić pewne wymagania. Przede wszystkim Sztokholm musi wydać nam terrorystę Bülenta Keneşa.

Wyrok potrójnego dożywocia

Mężczyzna, którego wymienił turecki prezydent, od 2016 roku jest w Sztokholmie, do którego uciekł z Turcji.

– Nie jestem terrorystą. Jestem dziennikarzem. Cenię sobie demokrację, wolność słowa i pokój – zapewnia BülentKeneş, gdy do niego dzwonię.

– Dlaczego Erdogan uwziął się akurat na pana?

– Myślę, że wymienił moje nazwisko, bo dobrze mnie zna i pamięta – mówi Keneş. – Poznaliśmy się jeszcze w 2001 roku, na początku jego kariery politycznej, tuż po tym jak założył swoją partię AKP. To mnie udzielił jednego z pierwszych wywiadów. I choć trudno w to teraz uwierzyć, byłem wtedy pod jego sporym wrażeniem. Dziś on mnie nienawidzi, uważa za zdrajcę i chce mnie dopaść. Z kolei ja uważam go za skorumpowanego islamofaszystę.

Pracę w mediach Keneş zaczynał w dzienniku "Zaman" (czas - pol.).

– W najlepszym momencie mieliśmy 1,2 mln egzemplarzy nakładu – wspomina. – Nasza największa konkurencja, czyli dziennik "Hürriyet", ukazywał się w 350 tysiącach egzemplarzy. Żeby sprostać popytowi, mieliśmy sześć nowoczesnych drukarni w całej Turcji. Było tak do 4 marca 2016 roku. Wtedy wpadła do redakcji policja i nas zamknęła. Próbowaliśmy się bronić, ale nie jesteśmy przecież jakimiś partyzantami, tylko dziennikarzami.

"Zaman", zanim została zamknięta, była w czołówce najpopularniejszych gazet w Turcji
"Zaman", zanim została zamknięta, była w czołówce najpopularniejszych gazet w TurcjiŹródło: Getty Images, fot: Anadolu Agency

Erdogan kazał przejąć nie tylko redakcję, ale i drukarnie. I w ogóle całe wydawnictwo Zaman Media Group.

Była to już kolejna przejęta przez Erdogana grupa medialna. Wcześniej to samo zrobił z wydawnictwem Ipek oraz nadawcą telewizyjnym Samanyolu, który miał 14 kanałów telewizyjnych. Prorządowy biznesmen Demirören przejął z kolei koncern Doğan i zamienił wszystkie należące do niego media w rządowe szczekaczki.

d1xq93n

Organizacje zajmujące się ochroną wolności słowa podają, że w więzieniach tureckich siedziało w 2018 roku około 270 dziennikarzy, ale też np. redakcyjnych grafików i innych pracowników mediów. Niektórzy dostali wyroki dożywocia.

- Skazano ich za obrazę prezydenta, rzekomy terroryzm czy próbę obalenia rządu – wymienia BülentKeneş. – Ja sam mam wyrok potrójnego dożywocia. Za co? Za próbę destabilizacji tureckiego parlamentu, chęć obalenia rządu, bycie spiskowcem, członkiem organizacji terrorystycznej oraz – dodatkowo - separatystą. Wszystkie zarzuty są sfabrykowane. Na szczęście zdążyłem uciec z Turcji, zanim mnie na dobre dopadli.

Tak się zmieniał Erdogan

– To jak to było z tą pańską fascynacją Erdoganem?

– AKP, czyli Partia Sprawiedliwości i Rozwoju, doszła do władzy w 2002 roku z programem akcesji do Unii Europejskiej. Deklarowała również, że jest gotowa spełnić unijne warunki związane z prawami człowieka – wspomina Keneş.

– Wcześniej w Turcji ostatnie słowo zawsze należało do generałów, bo to armia miała przemożny wpływ na życie w kraju. Tymczasem Erdogan zapowiedział demokratyzację, odsunięcie wojskowych na boczny tor, pluralizm, wolność słowa i otwarcie na Zachód. Ciężko było mu nie kibicować – wyjaśnia.

Co przytomniejsi znajomi ostrzegali Keneşa, że to tylko fasada, a tak naprawdę partia Erdgana ma korzenie w radykalnym islamie i pewnie prędzej czy później do tej ideologii wróci.

Recep Tayyip Erdogan na wiecu wyborczym swojej partii AKP w miejscowości Kahramanmaras. Rok 2018
Recep Tayyip Erdogan na wiecu wyborczym swojej partii AKP w miejscowości Kahramanmaras. Rok 2018Źródło: Getty Images, fot: Anadolu Agency

– Ale ja w swoich artykułach pisałem, żeby dać Erdoganowi i AKP szansę. Przekonywałem: niech porządzą, zobaczymy. Chwaliłem ich, bo było za co. Na przykład w polityce międzynarodowej wprowadzili zasadę "Zero kłopotów z sąsiadami". Turcja starała się ustabilizować cały region, była negocjatorem między Izraelem, Palestyną, Syrią – opowiada dziennikarz.

d1xq93n

Wszystko się odmieniło po wyborach z czerwca 2011 roku.

– To lato zmieniło i Erdogana, i Turcję – mówi Keneş. – Erdogan dostał wtedy około 50 procent poparcia. Poczuł się wszechwładny. I przypomniał sobie, że w głębi serca jest islamistą.

Keneş mówi, że Erdogan stopniowo odbierał ludziom kolejne prawa i wolności obywatelskie. Wraz z tym dziennikarz stał się coraz ostrzejszy w swoich ocenach prezydenta.

– Erdogan odrzucił demokrację i wrócił do swoich "ustawień fabrycznych" – kontynuuje Keneş. – A te ustawienia w jego przypadku to islamizm. Zaczęło się wywyższanie religii, ataki na liberałów i socjaldemokratów. Zamykanie wolnych mediów. Przejęcie sądownictwa. Ograniczenie swobód obywatelskich. Korupcja i rozdawanie kontraktów grupie znajomych oligarchów. Manipulacja wyborami. Pacyfikacja protestów ulicznych.

Zmieniła się również polityka zagraniczna Turcji. Keneş: - Erdogan zaczął siać chaos i destabilizację w regionie. Uznał, że w sumie może rządzić nie tylko Turcją, ale zostać liderem świata arabskiego, od Tunezji i Libii, przez Egipt po Syrię. Wyobrażał sobie, że będzie jakimś nowoczesnym kalifem.

– Co robił?

Keneş: - Wspierał radykalne ugrupowania islamskie w regionie, od Libii po Jemen. Po 2011 roku Turcja stała się autostradą tranzytową dla dżihadystów z całego świata. Z Afganistanu, Pakistanu, Indonezji, Afryki i Europy zjeżdżali przez Turcję do Syrii i Iraku. Tak rodził się ISIS.

Keneş wspomną jeszcze związanych z Erdoganem biznesmenów, którzy w tureckich bankach prali brudne pieniądze z obłożonego sankcjami Iranu. Ajatollahowie mieli za pomocą tureckich banków uzyskać dostęp do światowego systemu finansowego.

W nielegalnym przepływie miliardów dolarów ze sprzedaży irańskiej ropy naftowej, pomagał turecki Halkbank. Bankierzy dostali ochronę wysokich rangą urzędników tureckiego rządu, którzy otrzymali łapówki liczone w milionach dolarów.

Zamach stanu pretekstem rozprawy z dziennikarzami

Keneş mówi, że dość szybko osobiście poczuł zmianę prezydenckiego kursu. Był już wtedy redaktorem naczelnym gazety "Today’s Zaman" – anglojęzycznej wersji "Zamana", która opisywała czytelnikom międzynarodowym, co dzieje się w Turcji.

d1xq93n

– Trolle Erdogana nazywały mnie agentem Mosadu lub CIA, a nawet niemieckiego wywiadu BND – wspomina. – A prokuratura zaczęła stawiać mnie i moim dziennikarzom absurdalne zarzuty, bo rzeczowa krytyka prezydenta uznana została za obrazę majestatu, a nawet "obrazę tureckości". Doszło do tego, że trzy-cztery dni w tygodniu spędzałem albo w prokuraturze, albo w sądzie, składając zeznania i próbując się bronić. Nie miałem czasu na prowadzenie gazety.

– W końcu w 2015 roku zostałem aresztowany, ale pod naciskiem europejskich organizacji wolności słowa wypuścili mnie po pięciu dniach. Ja miałem więcej szczęścia w odróżnieniu od moich mniej znanych kolegów. Oni siedzieli w więzieniach miesiącami, latami. Zresztą i dla mnie Turcja stała się swoistym więzieniem: skonfiskowali mi paszport i zakazali opuszczania kraju – mówi dziennikarz.

Kampania wyborcza AKP w Stambule. Zwolennicy Erdogana na tle plakatu z jego wizerunkiem
Kampania wyborcza AKP w Stambule. Zwolennicy Erdogana na tle plakatu z jego wizerunkiemŹródło: Getty Images, fot: Emrah Oprukcu/NurPhoto

4 marca 2016 do redakcji "Zamana" wpadły oddziały policji i antyterrorystów. Tytuł został najpierw przejęty przez propagandystów Erdogana, a później w ogóle zamknięty.

– Byłem założycielem "Today’s Zaman", więc gdy Erdogan zamordował gazetę, nad którą tyle pracowałem, poczułem, jakbym stracił dziecko – mówi Keneş. – Zabił moje zawodowe marzenia.

W nieco ponad pięć miesięcy później, 15 lipca 2016 roku, na ulicach Ankary i Stambułu pojawiły się czołgi, a w powietrzu – wojskowe helikoptery. Okazało się, że pewna część armii i policji próbuje dokonać zamachu stanu i obalić Erdogana. Pucz został dość szybko zdławiony przez ludzi lojalnych wobec prezydenta.

Ten triumfował, a o próbę obalenia rządu oskarżył gulenistów. To zwolnnicy Fethullaha Gülena, mieszkającego w USA kaznodziei i teologa tureckiego.

d1xq93n

Gülen jest założycielem quasi-religijnego ruchu zajmującego się edukacją i dialogiem międzywyznaniowym. Liczbę gulenistów szacuje się na świecie na około 8 mln. Oddają organizacji 10 proc. dochodów. Finansowane są z tego szkoły, stowarzyszenia, fundacje charytatywne i media.

Gülen oskarżenia o próbę zamachu uznał za kłamliwe. Jednak Erdogan przeprowadził w kraju czystkę: zamknął w więzieniach tysiące żołnierzy, policjantów, urzędników, nauczycieli i wykładowców akademickich. Przy okazji rozprawił się z nieposłusznymi dziennikarzami.

– Władze stworzyły listę 47 dziennikarzy do natychmiastowego aresztowania – wspomina Keneş. – Byłem drugi na liście, co poczytuję sobie za zaszczyt, bo były tam same najlepsze nazwiska w kraju, znakomite pióra, intelektualiści. Na pierwszym miejscu była 72-letnia dziennikarka Nazli Ilicak. Żadni terroryści, po prostu świetni autorzy. Oskarżyli nas o wspieranie zamachu stanu. Czym? Klawiaturą? Długopisem?

Nazli Ilicak została aresztowana w 2016 roku, a w 2018 skazana na dożywocie. Później jej wyrok zamieniono na 9 lat więzienia. Została wypuszczona po trzech latach. Dziennikarz i pisarz Ahmet Altan, także skazany na dożywocie w pierwszej instancji, przesiedział cztery lata.

Przy okazji zamknięcia gazety "Zaman" światowe media pisały, że była ona związana z Gülenem i jego ruchem Hizmet. Pytam więc Keneşa, czy miał jakieś związki z gulenistami.

– Jako dziennikarz pisałem o nich – mówi. – Raz ich chwaliłem za akcje charytatywne i pomoc najuboższym, innym razem krytykowałem brak demokracji w strukturach ich organizacji. Miałem dla nich sporo sympatii, co jeszcze nie czyni ze mnie gulenisty i terrorysty.

Premier Szwecji podczas wizyty w Ankarze. Szwed starał się przekonać Erdogana, by ten nie blokował rozszerzenia NATO
Premier Szwecji podczas wizyty w Ankarze. Szwed starał się przekonać Erdogana, by ten nie blokował rozszerzenia NATOŹródło: Getty Images, fot: Anadolu Agency

Nie czekając, aż zostanie aresztowany, Keneş przez trzy tygodnie ukrywał się w Stambule, zmieniając miejsca pobytu. 5 sierpnia 2016 przekroczył nielegalnie granicę turecko-grecką.

– Nie miałem paszportu, a był na mnie nakaz aresztowania – wspomina. – Tam płynie rzeka Marica. Przepłynąłem ją w łódce przemytników. Po drugiej stronie rzeki odetchnąłem. Co prawda ciężko jest zostawiać za sobą ojczyznę, ale przecież uciekłem od islamofaszystowskiej tyranii. Dotarłem do Aten i stamtąd samolotem do Sztokholmu, gdzie wystąpiłem o azyl polityczny. Moja rodzina już na mnie czekała. Kazałem im wyjechać wcześniej, bo wiedziałem, że jeśli nie znajdą mnie, to aresztują moją żonę, żeby mnie wyciągnąć z ukrycia. Zrobili tak z moim kolegą: jego żona przesiedziała w więzieniu 10 miesięcy.

Erdogan nie różni się od Putina

Keneş czeka teraz w Sztokholmie na zakończenie biurokratycznej drogi o pozwolenie na stały pobyt. Pracuje dla European Center for Populism Studies (Europejskiego Centrum Studiów nad Populizmem).

Tymczasem Erdogan wystąpił do rządu Szwecji o ekstradycję dziennikarza jako "terrorysty". Szwedzki Sąd Najwyższy w grudniu 2022 roku odmówił wydania Keneşa Turkom. Rząd Szwecji podkreślił, że szwedzkie sądy są niezależne, a poszczególne ministerstwa respektują jego decyzje. Tym samym proces akcesji Szwecji do NATO stanął w miejscu.

Keneş to nie jest jedynym obywatelem Turcji mieszkającym w Szwecji, którego wydania żąda Erdogan.

– Nikt nie zna dokładnej listy – mówi Keneş. – Erdogan twierdzi, że chce ekstradycji 73 osób. Radio Szwecji podało, że jest ich 42. To gulaniści, Kurdowie z partii PKK, komuniści, dziennikarze. Dla Erdogana po prostu "terroryści".

Czy Keneş przejął się, gdy Erdogan wymienił akurat jego imię?

– Dziennikarz powinien pisać newsy, a nie sam być newsem – mówi mi Keneş. – Ale skoro już Erdogan nagłośnił moje nazwisko, to korzystam z okazji, żeby opowiadać światu prawdę o nim. A on, charakterologicznie, nie różni się zbytnio od Putina. Po prostu ma mniejszą armię.

Keneş mówi, że jest wdzięczny Szwecji za ochronę i przestrzeganie zasady niezawisłości sądów.

– Co by się z panem stało, gdyby Szwecja jednak pana odesłała?

Keneş nie chce nawet myśleć o takim scenariuszu: – Nie ujrzałbym już słońca w ciemnej celi. To w najlepszym razie. W najgorszym – pewnie by mnie torturowali. Może nawet zabili w areszcie.

I ostrzega: – Wiem, że Szwecja chce wstąpić do NATO, żeby obronić się przed despotą Putinem. Ale to jeszcze nie znaczy, że ma siadać do stołu i negocjować z innym despotą – Erdoganem. Jeśli zaczniesz ustępować despocie, to on zażąda więcej. To szantaż.

– Erdogan to koń trojański Putina w NATO – ostrzega Keneş. – On chce NATO podzielić i sparaliżować, a ja jestem dla niego jednym z instrumentów do celu. Tak naprawdę nie chodzi o mnie. Jak nie ja, to Erdogan znajdzie kolejny pretekst i wymówkę, żeby opóźnić przystąpienie Szwecji i Finlandii do NATO. Putin będzie zadowolony.

– To co Szwecja ma zrobić?

– Szwecja raczej nie spełni żądań Erdogana. Powinna wywierać nacisk na potęgi takie jak USA, Wielka Brytania czy Francja, żeby one przemówiły do rozsądku Ankarze. Turcja ma dużo do stracenia.

Keneş uważa, że tak naprawdę Turcja jest sojusznikiem Rosji, a nie NATO. Dowody?

– Erdogan dalej handluje z Putinem i jest jego strategicznym partnerem. To jest sojusz dwóch despotów. Erdogan nie wprowadził żadnych sankcji, nie zamknął Turcji dla rosyjskich samolotów, rosyjskich turystów, rosyjskiej ropy i rosyjskich pieniędzy – wylicza Keneş.

– Putin pomaga Erdoganowi. Choćby w styczniu Moskwa odroczyła Turcji spłatę gigantycznego długu wobec Rosji za gaz. Putin przelał też Erdoganowi 20 miliardów dolarów na budowę elektrowni atomowej. Zbudują ją tam Rosjanie. Dla Turcji, która pogrążona jest w kryzysie, to znaczna pomoc. Putin potrzebuje Erdogana, żeby ten destabilizował NATO od wewnątrz, a Erdogan potrzebuje Putina, żeby ratować kulejącą gospodarkę.

– Nie boi się pan, tak po ludzku, w tej przepychance o siebie?

– Boję się o rodzinę, bo wiem, co z opozycjonistami potrafi zrobić Rosja, Iran czy Turcja – mówi Keneş.

On wie, że nie może stracić władzy

W tym roku - 18 czerwca - w Turcji odbędą się wybory parlamentarne i prezydenckie. Tymczasem w zeszłym roku inflacja doszła tam do 85 procent, turecka lira traci na wartości, a ludzie gniją w więzieniach albo są przesłuchiwani pod absurdalnymi zarzutami terroryzmu czy obrazy godności prezydenta.

– Chyba ciężko, żeby w tej sytuacji Erdogan wygrał kolejne wybory?

– Urna wyborcza to jedno, ale liczy się kontekst – ocenia Keneş. - Erdogan kontroluje całkowicie 95 procent mediów, a pozostałe pięć procent kontroluje częściowo. Ma pod kontrolą sądownictwo plus centralną komisję wyborczą.

– Jego ostatni konkurent w wyborach prezydenckich Selahattin Demirtas siedzi w więzieniu. A prawdopodobny kandydat opozycji w nadchodzących wyborach, czyli burmistrz Stambułu Ekrem Imamoglu, dostał właśnie wyrok dwóch lata i siedmiu miesięcy więzienia (od którego się odwołuje) oraz zakaz pełnienia funkcji publicznych za obrazę urzędników państwowych. Chcą go wyeliminować przed wyborami. Być może w czasie kampanii wyborczej go zamkną.

- Czyli według pana nie będzie w Turcji naprawdę równych i demokratycznych wyborów?

- Erdogan po prostu nie może sobie pozwolić na oddanie władzy – ocenia Keneş. - Zrobi wszystko, żeby jej nie oddać, legalnie czy nielegalnie, prawomocnie czy nieprawomocnie. Za wszelką cenę musi zostać przy władzy, żeby nie być rozliczonym ze zbrodni, jakie popełnił wobec swojego narodu, ale też w Syrii, Iraku czy Kurdystanie. A Rosja i jego koledzy z krajów arabskich mu pomogą. I on to wie. Dlatego nie jestem optymistą.

Sebastian Łupak jest dziennikarzem Wirtualnej Polski

Podziel się opinią