Trwa ładowanie...
d38m4wu

David Mitchell: Bycie Brytyjczykiem stało się bardzo żenujące

– Społeczeństwo bez polityków to Korea Północna. Dlatego ogromnie istotne jest, żeby próbować zachęcać do wejścia w politykę ludzi inteligentnych, odczuwających współczucie względem innych, szczerych i mających w sobie kobiecą wrażliwość – mówi pisarz David Mitchell w rozmowie z Michałem Hernesem.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
(facebook.com/davidmitchellbooks)
d38m4wu

– Społeczeństwo bez polityków to Korea Północna. Dlatego ogromnie istotne jest, żeby próbować zachęcać do wejścia w politykę ludzi inteligentnych, odczuwających współczucie względem innych, szczerych i mających w sobie kobiecą wrażliwość – mówi pisarz David Mitchell w rozmowie z Michałem Hernesem.

Michał Hernes: Czym jest dla ciebie magia?

David Mitchell: Sposobem, w jaki manipuluje się otoczeniem, który wykracza poza prawa fizyki.

d38m4wu

Lubisz manipulować światem przy pomocy magii?

(Śmiech) Gdybym mógł to robić, pokusa byłaby bardzo mocna. Niestety, nie znalazłem swojego sposobu, żeby czarować niczym Harry Potter. Nie trafiłem na książkę albo starożytną wiedzę, która umożliwiałaby mi korzystanie z magii. A co z tobą? Jesteś czarodziejem?

Niestety nie. W twojej książce, zatytułowanej „Czasomierze” , pojawia się piękne zdanie: „Czasem magia jest po prostu normalnością, do której ludzie jeszcze nie przywykli".

Mówiąc szczerze, nie pamiętam tego fragmentu, ale dziękuję za uważne czytanie moich książek. To bardzo miłe. W Irlandii, gdzie mieszkam, jest sporo Polaków i to bardzo fajni ludzie.

Szkoda, że nie są mile witani w Wielkiej Brytanii, z którą Irlandia sąsiaduje.

Nie jestem odpowiedzialny za idiotyczne decyzje pewnych brytyjskich wyborców.

d38m4wu

Nie mamy też wpływu na to, co mówią i robią politycy.

Prawda jest taka, że politycy są nam potrzebni. Społeczeństwo bez nich to Korea Północna. Dlatego ogromnie istotne jest, żeby próbować zachęcać do wejścia w politykę ludzi inteligentnych, odczuwających współczucie względem innych, szczerych i mających w sobie kobiecą wrażliwość. Z drugiej strony nie pomaga mówienie, że każdy polityk jest bezużyteczny i nie ma wartości; że wszyscy politycy są kłamcami albo wilkami. Jak wspominałem, potrzebujemy ich, choć, niestety, nie zawsze dostajemy polityków, którzy byliby właściwi. Ostre ich krytykowanie, bez myślenia o alternatywach, jest jednak zbyt łatwe. Co sądzisz na ten temat?

To faktycznie wielkie wyzwanie. Czy w polityce przydałyby się takie kobiety jak Margaret Thatcher bądź Hilary Clinton?

Wierzę, że tacy politycy istnieją (śmiech). Politycznie dojrzewałem pod rządami pani Thatcher i wprowadzonymi przez nią prawami. Prawdopodobnie właśnie z tego wzięła się moja alergia na jej konserwatyzm. Moje serce politycznie jest po lewej stronie, aczkolwiek w pierwszej kolejności kieruję swoją lojalność w stronę ludzkości, społeczeństwa i środowiska naturalnego. Cenię każdego polityka, który stara się zrobić i osiągnąć coś dobrego. Nie obchodzi mnie, z której strony politycznej sceny pochodzi. Liczy się tylko to, że intencje kogoś takiego są dobre, jest skuteczny, a przede wszystkim uczciwy i kieruje się zasadami. Chciałbym, żeby więcej takich osób brało się za politykę, niezależnie od tego, jakie mają poglądy. Niestety, nie zawsze dostajemy ich w wystarczającej ilości, prawda?

d38m4wu

Nie jest łatwo być szczerym, gdy jest się politykiem, który chce i musi zdobyć jak największe poparcie.

Nie jest łatwe, ale jest ważne. Są różne sposoby na bycie szczerym. Rzecz jasna, musisz wygrać wybory. Ten system trudno uznać za doskonały. Demokracja niesie za sobą mnóstwo problemów, ale wolę żyć w takim społeczeństwie – w liberalnej demokracji z wyborami, w którym możesz się pozbyć okropnych politycznych krwiopijców bez użycia przemocy. Wydaje mi się, że większość ludzi na świecie, gdyby miała wybór, postąpiłaby podobnie. Odnoszę wrażenie, że jesteśmy dużymi szczęściarzami. Co o tym myślisz jako mieszkaniec Polski? Domyślam się, że pokolenie twoich rodziców pamięta dawne komunistyczne czasy. Wolą przeszłość, czy teraźniejszość?

Na zdjęciu: prounijna demonstracja na ulicach Bristolu

(img|693387|center)

d38m4wu

Teraźniejszość, choć wtedy był bardziej oczywisty podział na dobrych obywateli i złą władzę.

To prawda (śmiech). Dlatego musimy być inteligentni, musimy się edukować, być czujni i myśleć o ludziach, którym dajemy władzę. Musimy głosować mądrze, także w referendach.

Po Brexicie wielu Brytyjczyków zaczęło sprawdzać, czym jest Unia Europejska.

Zgadza się, dzień po głosowaniu najczęściej wyszukiwanym terminem w UK było pytanie: „Czym jest UE?”. Bycie Brytyjczykiem stało się bardzo żenujące.

d38m4wu

Tak samo jak Polakiem albo nawet Amerykaninem. Wielu Amerykanów popiera Donalda Trumpa.

To historyczny, dziwny rok. Jeden z najdziwniejszych, jakie pamiętam, a jeszcze nie dobiegł końca. Zobaczymy, co się stanie od teraz do 31 grudnia. Wiele dziwnych rzeczy może się zdarzyć. Wszystko to, co wydawało się nam pewne i oczywiste, wywróciło się do góry nogami. To niesamowity czas do bycia na tym świecie.

Cieszysz się, że żyjesz we współczesnych nam czasach? Czy wydają ci się niesamowite?

„Niesamowite” to dyplomatyczne słowo. Na świecie jest wiele zarówno przerażających, jak i wspaniałych rzeczy. To fascynujący okres. Oczywiście, nie możemy wybrać dekady, w jakiej będziemy żyli, ale jesteśmy wielkimi szczęściarzami, że mieszkamy w krajach zamieszkiwanych przez rozsądne społeczeństwa, z rozsądnymi służbami zdrowia. Te państwa nie są idealne, ale każdy z nieszczęśliwych uchodźców, który próbuje się dostać do zachodniej Europy z różnych części świata, chciałby zamienić się z nami miejscami. Powinniśmy o tym pamiętać, zanim zaczniemy narzekać.

d38m4wu

Od narzekania wolę rozmowy o literaturze. Napisałeś kiedyś, że do połowy przeczytana książka jest jak do połowy przeżyty romans. Czym jest dla ciebie do połowy napisania książka?

Wydaje mi się, że tym samym – w połowie skonsumowany związkiem miłosnym. Porównałbym to do sytuacji, w której widzisz kogoś w barze, albo w miejscu pracy. Myślisz wówczas o tym, że mógłbyś się w tej osobie zakochać i być z nią w związku od początku do końca, ale jesteś dopiero w połowie drogi. W połowie napisana książka wciąż jest potencjalnie perfekcyjna. To potencjalnie najlepsza napisana przez ciebie rzecz. Kiedy kończysz nad czymś pracę, traci ono doskonałość niezrealizowanego potencjału. Zawiera w sobie zarówno rzeczy idealne, jak i kompromisy, które musiałeś zawrzeć. Porównałbym to do sprawowania władzy przez polityka – łatwo jest być najlepszym politykiem w historii, dopóki nie wygra się wyborów. Później zaczynają się kłopoty – musisz iść na kompromisy i wracać do swoich obietnic. Uświadamiasz sobie, że znalazłeś się w niemożliwych sytuacjach i nie ma idealnego sposobu na wyjście z nich. Trzeba zapłacić za to jakąś cenę. Odnoszę wrażenie, że aby ukończyć książkę, musisz stanąć na delikatnych kwiatach
swojej wrażliwości i swoich uczuć. Czy piszesz książki?

(img|693388|center)

Próbowałem w przeszłości, ale nic z tego nie wyszło. Czasem lubię natomiast zacząć czytać książkę od środka. Dzięki temu szybciej dowiaduję się, jak się kończy, i jak się zaczyna.

To zagadkowa zasada. Jesteś pierwszą osobą, jaką poznałem, która w ten sposób czyta książki.

Czytanie twoich książek w ten sposób jest dość zabawne i skomplikowane.

(Śmiech) Przypuszczam, że tak jest. Trudno mi to sobie wyobrazić, ale wierzę ci na słowo.

Wracasz do swoich książek?

Nie, chyba że muszę je sobie odświeżyć w związku z ich promocją. Później są ostatnimi rzeczami, które chciałbym przeczytać. Dostrzegam wówczas ich niedociągnięcia – to, co napisałbym inaczej i wszystkie pozostałe problemy. To za bardzo boli, bo nie mogę tego naprawić. Jest jednakże jeden wyjątek – kiedy piszę coś nowego i chcę użyć bohatera ze starej książki. Wtedy do niej wracam – czytam o postaci, myślę o niej i o jej życiu.

Co sądzisz o pisarzach piszących o pisarzach?

(Śmiech) Muszę uważać, co teraz powiem.

Pisarza sportretowałeś na przykład w „Czasomierzach”.

To było bardzo zabawne. Mogłem umieścić w tym bohaterze własne dowcipy i cechy pisarzy, których znam, wliczając mnie samego. Oczywiście nie można tego zrobić w zbyt dużym stopniu, bo wówczas książka za bardzo będzie traktować o pisaniu, podczas gdy powinna się skupić na opisywanym świecie, którym karmi się pisanie. Tworzenie Crispina Hershey’a, bohatera „Czasomierzy”, było ogromnie zabawną rozrywką. Lubię tę postać. Jest tym, kim bym był, gdyby moje ego wymknęło się spod kontroli. Jest okropnie próżny i arogancki.

Czy pisanie jest dla ciebie przyjemnością?

Czasami tak, ale bywa też frustrujące i potrafi przyprawić mnie o ból głowy. Bywa też cudowne. Nigdy nie jest nudne, ale zawsze absorbujące. Nie dlatego, że nie wiem, co zrobić. Gdy myślę uważnie o tym, dlaczego utknąłem w czasie pisania w miejscu, potrafi to być zabawne. Jeśli myślę właściwie, mogę znaleźć wyjście z labiryntu. To także jest zabawne. Kocham pisać.

Skąd wiesz, że to co napisałeś jest dowcipne?

Nigdy tego nie wiesz. Wiem to tylko wtedy, gdy ludzie mi o tym mówią i się śmieją. Jesteśmy chronieni przed własnym humorem. Analogicznie nie może się zakończyć sukcesem próba łaskotania samego siebie. W trakcie pisania muszę dawać z siebie wszystko i mieć nadzieje, że mi się uda. To samo dotyczy strachu – pisząc, nie dasz rady sam siebie przestraszyć. Żeby wygenerować humor i strach, musisz studiować, co robią inni ludzie i inni pisarze. Musisz nauczyć się o nich czegoś i zduplikować to w swojej twórczości.

Kadr z filmu „Lśnienie” na motywach powieści Stephena Kinga/Warner Bros.

(img|693389|center)

Jak się tego uczysz?

Moja najnowsza powieść, „Slade House”, opowiada o zjawiskach nadprzyrodzonych. Kiedy czytałem „Lśnienie” Stephena Kinga, zauważyłem, że umieszczanie w takich książkach zdań opisujących fizyczny ból mija się z celem. Jeśli opisujesz groźną sytuację, czytelnik powinien dowiedzieć się z niej, czy bohater będzie się bał. Nie musisz pisać o tym, że włosy jeżą mu się na głowie. Wystarczy, że napiszesz, że w oknie pojawiła się dziwna twarz, a potem bohater uświadomił sobie, że przecież znajduje się na dziesiątym piętrze. Możesz opisać coś najdziwniejszego, a pojawi się lęk. Na wszystko, co chcesz zrobić jako pisarz, ktoś znalazł już kiedyś dobre rozwiązanie i odpowiedź. Dlatego dobrze jest dużo czytać. Nie musisz poświęcać czasu na to, żeby wciąż od nowa wywarzać otwarte drzwi.

Cennym źródłem inspiracji może być też kino. Oglądasz filmy?

Tak, mam 14–letnią córkę, więc oglądam ich dużo. Lubię wszystko, co jest dobre. Gatunek i format nie mają dla mnie znaczenia. Wiem, co ma wartość artystyczną, a jeśli ją ma, nie obchodzi mnie, czy jest animacją dla dzieci, fantastyką naukową, fantasy czy mainstreamem. W tej chwili oglądam na DVD „Breaking Bad”, a córka namówiła mnie na Netflixa. Uczę się od najlepszych seriali.

Nie chciałbyś napisać scenariusza do serialu?

Nie, bo są ludzie, którzy robią to bardzo dobrze. Odnalazłem swoją formę – jestem nowelistą. Uwielbiam starą, długą i dziwną literacką narrację. Kocham słowa i opisy. Prawdopodobnie chcę spędzić moje życie koncentrując się na literaturze, a jednocześnie wciąż mogę ekscytować się serialami i kochać ludzi, którzy są naprawdę dobrzy w pisaniu scenariuszy dla telewizji.

Jak wspomniałeś, możesz się także od nich uczyć.

Dokładnie. Powieść nieustannie się zmienia. Książki pisane w 2016 roku różnią się od tych powstałych w 1956 roku, które z kolei różnią się od tych napisanych w 1906 roku. Do zmian przyczynia się między innymi to, że inne rodzaje sztuki również się zmieniają i ze sobą krzyżują, wpływając na literaturę. Większość współczesnych pisarzy dorastała w epoce, w której seriale są dominującą formą narracji, co odcisnęło swoje piętno na książkach. Dzięki internetowi, szerokopasmowemu dostępowi do niego i Netflixowi trwa złota era seriali. Sporo z nich pod wieloma względami przypomina powieści – bywają nieśpieszne i epizodyczne, mają też momenty aktywności pełnej furii. Przykładowo w „Breaking Bad” potrafi być godzinny odcinek, w którym nic się nie dzieje – ma miejsce powolny, psychologiczny rozwój postaci. Wydaje mi się, że my, pisarze możemy się uczyć od twórców seriali, a oni uczą się od nas. Pozytywna ewolucja w narracyjnej formie sztuki może się narodzić jako konsekwencja jej rozwoju.

Wiele osób uważa, że współczesne seriale przypominają powieści w odcinkach pisane przez Karola Dickensa czy Fiodora Dostojewskiego.

To prawda. Nie wiem, jak to wyglądało u Dostojewskiego, ale Dickens publikował w tygodnikach i miesięcznikach. Musiał wtedy uwzględniać powtarzanie fragmentów swojej fabuły, żeby przypomnieć czytelnikowi, co się wydarzyło dwieście stron wcześniej albo osiem miesięcy temu. Dickens musiał myśleć przez pryzmat tego, jak zakończyć rozdział chwilą napięcia, żeby ludzie kupili kolejny numer czasopisma. Te komercyjne imperatywy charakteryzują także scenarzystów i reżyserów seriali, którzy chcą, żeby widzowie obejrzeli kolejne odcinki. Jeśli tak się stanie, powstaną ich następne sezony. Zgadzam się, że jest sporo podobieństw między XIX – wiecznymi książkami a serialami z XXI wieku. Jakie seriale oglądasz?

Kadr z serialu „Stranger Things”/Netflix

(img|693390|center)

Ostatnio wciągnąłem się w „Stranger Things”.

Jeszcze nie zacząłem go oglądać, ale rozmawiałem o nim z przyjacielem – pisarzem Joe Hillem, który powiedział mi, że muszę koniecznie obejrzeć ten serial. To jeden z powodów, dla których kupiłem Netflixa.

Co sądzisz o „Grze o tron”?

(Śmiech) Wstyd się przyznać, ale jestem od niej beznadziejnie uzależniony. W tym serialu są silne kobiety, ale jest trochę mizoginiczny. „Gra o tron” używa kobiecej seksualności w sposób, w jaki nie używa męskiej seksualności. Zdaję sobie z tego sprawę, jednakże ten serial wciąż działa na mnie jak telewizyjna heroina. To genialne. Jeśli miałbym być obiektywny, ta serialowa produkcja nie jest idealna i są w niej pewne problemy, ale jest pomysłowa i trudno mi patrzeć na nią obiektywnie. Mogę na nią spojrzeć tylko subiektywnie, a kiedy patrzę na „Grę o tron” w ten sposób, to ją kocham. A ty?

Odczuwam podobną ambiwalencje z przewagą zachwytu, ale ciekawi mnie też, co sądzisz o Rey z „Przebudzenia mocy”.

Jest zasadniczo młodym Lukiem Skywalkerem. Obejrzałem ten film z córką. Oboje zgodziliśmy się, że to naprawdę dobrze, że w tego rodzaju produkcjach pojawiają się inteligentnie przedstawione dziewczyny i kobiety. Uważam to za korygowanie historii z przeszłości, według których, żeby być interesującym bohaterem, musiałeś być mężczyzną. To naprawdę zdrowe, że z perspektywy historycznej uważamy to za wstydliwe i że to coraz mniej staje się prawdą. Pisarze, nawet – a może przede wszystkim – piszący faceci, zastanawiają się: „Gdzie są kobiety?”. Stanowią ponad 50 procent ludzkości. To absurdalne, żeby trzymać je w kuchni. To niegrzeczne i seksistowskie. Jestem bardzo szczęśliwy, że Rey jest najlepsza!

Czy rozumiesz kobiety?

(Śmiech) Nie jestem szalony, oczywiście że nie. A ty?

Ja też nie. Czy łatwo przychodzi tobie stworzenie i napisanie kobiecej postaci?

Nie i dlatego chcę to robić. Uczę się tego, podobnie jak tworzenia humoru i strachu. Nie wiem, czy przykładowo w „Czasomierzach” mi się to udało, ale chciałem osiągnąć w nich intelektualną i emocjonalną dyscyplinę, próbując osiągnąć sukces. Kiedy piszesz książkę, musisz czynić rzeczy trudniejszymi. Większość książek jest bardzo dobra, ale pisało się je łatwo. W trakcie procesu twórczego musisz trochę krwawić. Wydaje mi się, że starzy czarnoskórzy bluesowi gitarzyści z Missisipi mawiali, że musisz krwawić dla bluesa. Jeśli grasz tak mocno, że twoje palce krwawią, wtedy muzyka jest naprawdę dobra. Wyzwaniem jest robienie trudnych rzeczy. Chociażby pisanie sześcioczęściowej książki ze zmieniającymi się gatunkami – realizmem społecznym, polityczną nowelą, pastiszem, fantasy i futurystyczną dystopią. Wyzwanie polegało na to, żeby zrobić to i połączyć to ze sobą przy pomocy jednej bohaterki. To bardzo trudne. Łatwiej byłoby napisać prostą książkę, ale po co? Nie byłaby tak dobra i niczego bym mnie to nie nauczyło.

Są tacy, którzy robią to dla pieniędzy.

Możliwe, ale nie jestem pewien, czy to się sprawdza. Jest tyle książek, które łatwo napisać. Mówiąc szczerze, nie mam pewności, czy da się na nich zarobić dużo pieniędzy. Sprzedając kilka tysięcy egzemplarzy, nie wskoczy się na listę bestsellerów, tylko na środek. Nie zapłacisz za to rachunków.

Henry James napisał kiedyś opowiadanie o pisarzu, który chciał być pisarzem – pisarzy i pisarzu, który marzył, żeby zostać pisarzem – czytelników. Pierwszy marzył o uznaniu kolegów po fachu, ale ci pogardzali jego bestsellerami, natomiast drugi cieszył się ich uznaniem, choć wolałby trafić na listę bestsellerów.

Nie myślę o tym jako o prawdzie. Jestem tylko człowiekiem i lubię być lubianym, ale wiem także, że gdybym chciał pisać dla wszystkich, nikt by mnie nie lubił. Staram się tworzyć książki, których czytanie sprawiłoby mi przyjemność. Muszę mieć wiarę i nadzieję, że inni ludzie także polubią ten rodzaj powieści. Że takie samo jest moje i innych wyobrażenie o dobrej, absorbującej, dziwnej i pełnej pomysłów książce. Zawsze trzymam za siebie kciuki i jak dotychczas sprzyja mi szczęście.

Czy kiedy zaczynasz pisać, wiesz, jak zakończy się twoja książka?

Rzadko, zazwyczaj nie. Przeważnie w połowie jej pisania muszę wyruszyć na polowanie i zapolować na jej zakończenie.

Jak to polowanie wygląda?

Trudno jest o tym rozmawiać, ponieważ nie w pełni to rozumiem. To ma wiele wspólnego z instynktem i porównałbym ten proces do gotowania. Wiesz, ile użyć czosnku i czy potrawa nie jest zbyt słodka. Wiesz, na ile stopni nastawić kurczaka, ale nie masz pojęcia, skąd ta wiedza pochodzi. Wynika to z doświadczenia, z wyczucia smaku i zapachu. To rezultat kilkumiesięcznego myślenia o bohaterach. Bywa, że rozmyślasz o nich rok albo dwa lata. Kiedy żyjesz z kimś tak długo, często znasz ich bardziej niż członków swojej rodziny. Wiesz, jak chcieliby zareagować na różne sytuacje, wliczając w to zakończenie książki. Ważna jest także struktura powieści. Żeby dowiedzieć się, kiedy i jak zakończyć tę budowę, najpierw musisz zacząć coś budować. Czasami może się do tego przyczynić szczęście bądź przypadkowa rzecz. Przeczytasz coś, zobaczysz albo usłyszysz i pomyślisz sobie, że to jest kapitalne i chciałbyś, żeby znalazło się w twojej książce. Jak wspomniałem, naprawdę trudno jest mi o tym rozmawiać.

W „Tysiącu jesieni Jacoba de Zoeta” pojawił się przepiękny cytat o tym, że nauka jest w ciągłym ruchu.

Najlepsi naukowcy rozumieją, że są w ruchu przez większość czasu. Wystarczy spojrzeć na dowolne momenty w historii nauki, na przykład na XV – wieczną medycynę. Gdyby ludzie nie przyjrzeli się jej bliżej i nie powiedzieli, że to nie ma sensu, wciąż byśmy z niej korzystali. Gdyby Einstein nie przyjrzałby się starym newtonowskim teoriom dotyczącym wszechświata i nie podważyłby ich, nie mielibyśmy teorii względności. Nauka nieustannie siebie obala. Dlatego właśnie świat w 2016 roku jest lepszy niż był w przeszłości. W tym sensie nauka jest przeciwieństwem religii, która nigdy tego nie robi. Religia nie ma czego obalać, bo opiera się na wierze.

Na zdjęciu: Izzedine al-Masri, zamachowiec-samobójca, który wysadził się w 2001 roku w Jerozolimie, zabijając 15 osób

(img|693391|center)

Z „Tysiąca jesieni…” zapamiętałem także zdanie: „*Jest w nas dostatecznie dużo religii, żebyśmy się nawzajem nienawidzili, ale za mało, żebyśmy się kochali”.*

Lubię ten cytat. Chyba gdzieś go znalazłem. Jest dla mnie zbyt bystry (śmiech).

Zgadzasz się z nim?

Obawiam się, że tak. Wszystko zależy od danej osoby. Poznałem ludzi, którzy mieli w sobie dostatecznie dużo religii, żeby kochać innych. Możliwe, że ten cytat jest prawdą, jeśli chodzi o rodzaj ludzki, ale nie w odniesieniu do wielu osób. To generalizowanie, które pasuje do pisania o rodzaju ludzkim. Spotkałem na swojej drodze religijne osoby, które są wspaniałe i lepsze w kochaniu ludzkości, niż ja. Nie powinienem więc być krytyczny.

W dzisiejszych czasach wiele osób obawia się muzułmanów. To smutne.

Zgadzam się, niewielka mniejszość muzułmańskiej społeczności zmieniła reputacje ich wszystkich i to, jak 99.999 procent muzułmanów jest postrzeganych przez resztę świata. To bardzo depresyjne. To jedno z wyzwań naszego pokolenia.

W jednej z książek napisałeś, że cywilizacja jest jak ekonomia albo dzwoneczek z „Piotrusia Pana” – umiera, jeśli przestajesz w nią wierzyć.

(Śmiech) To prawda. Wierzę we wróżki. Wierzę też, że ekonomia w przyszłym roku będzie dobra. To samospełniająca się przepowiednia i prawda.

Skoro o przewidywaniach i przyszłości mowa, czy książki przestaną istnieć i zostaną zastąpione przez e-booki?

Sprzedaż e-booków w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych spada, a księgarnie przetrwały rzeźnie ostatnich ośmiu lat i radzą sobie dobrze. Pisarz Douglas Adams, w czasie rozmowy z Neilem Gaimanem, porównał książkę do rekina. Rekiny są starsze od dinozaurów. Jedne z nich są małe, a inne duże, ale zawsze są sobą, bo stworzono je właśnie takimi perfekcyjnymi zwierzętami. Dinozaury i mamuty pojawiły się i wyginęły, tymczasem nie możemy udoskonalić rekina. Jest uodporniony na ewolucję, podobnie jak książki. E-booki są natomiast jak dinozaury albo homo sapiens – przez chwilę mogą odnosić sukcesy, ale potem ewolucja zrobi swoje. Jestem pełen wiary w to, że nigdy nie dojdzie do sytuacji, że uczeń zapyta swojego nauczyciela, czym była książka.

Rozmawiał: Michał Hernes

David Mitchell (ur. 1969 w Southport, Lancashire), brytyjski pisarz, nominowany m.in. do najważniejszej brytyjskiej nagrody literackiej, Bookera. Jego najbardziej znane książki to „Atlas chmur”, „Czasomierze” i „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta”. Mitchell studiował literaturę angielską i amerykańską na Uniwersytecie Kent. Przez rok mieszkał na Sycylii, a następnie przeniósł się do Japonii, gdzie uczył języka angielskiego. Obecnie mieszka w Irlandii razem z żoną Keiko i dwójką dzieci.

d38m4wu

Podziel się opinią

Share

d38m4wu

d38m4wu