Trwa ładowanie...
d1q7y8q

Czekał 72 lata, żeby zobaczyć ukryty przez ojca skarb

Mieszka w lesie, w najdalej wysuniętym na północny-wschód stanie Ameryki. Nie ma konta na Facebooku, od komputera woli notes. Berndt Heinrich, naukowiec, profesor biologii, obserwuje przyrodę i pisze książki. Przyjechał tu na spotkanie z czytelnikami. Nikt nie przypuszczał, że tak naprawdę chciał zobaczyć rodzinny skarb. Kiedy w 1945 roku uciekali z Polski przed Rosjanami, jego ojciec ukrył w posiadłości, w Borówkach to, co miał najcenniejszego.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Czekał 72 lata, żeby zobaczyć ukryty przez ojca skarb
( )
d1q7y8q

Zna pan Puszczę Białowieską? Jest wycinana. Minister środowiska chce ją chronić w ten sposób przed kornikiem. Ekolodzy protestują, bo to jedyny w Europie zachowany las pierwotny. Co pan o tym myśli?

* *Byłem tam, znam Puszczę. Kornik jest częścią ekosystemu i oczywiście kornik zabija drzewa, ale są też wyjątkowe rodzaje dzięciołów, które żyją właśnie tam, gdzie są korniki. Na przykład rzadki dzięcioł trójpalczasty. Jeśli zabraknie korników, nie będzie dzięciołów. Las nie jest niszczony, on się zmienia. Nawet ogień nie jest zły dla lasu. Stwarza nowe środowisko. W naszym Yellowstone, najstarszym parku narodowym na świecie, od początku lat 70. XX w. prowadzona jest polityka przyzwalania na pożary lasu. I ten las się odradza w swojej naturalnej formie.

”Martwe drzewo, które zaczyna już butwieć może stać przez całe dziesięciolecia. Stojące martwe drzewa są jedną z głównych oznak zdrowia lasu. Ponieważ oznaczają życie” – cytuję z pana książki. Dla urzędującego ministra Szyszko, to wywrotowa teoria.

d1q7y8q

Śmierć, choć nam to trudno przyjąć, jest naturalnym procesem. Zwierzęta i rośliny po swojej śmierci stanowią ogniwa ekosystemu, na których powstaje nowe życie. Martwe drzewa, czy padłe jelenie, zamieszkują owady. Gdy martwe drzewo upadnie, zostanie porośnięte mchem i różne zwierzęta znajdą tam miejsca do mieszkania. Wyrosną na nim grzyby, którymi wyżywią się kolejne organizmy. Wszystko to stanowi naturalny cykl.

Zwalone drzewa, wbrew pozorom, tętnią życiem.

*Puszcza Białowieska stanowi niecały procent wszystkich lasów w Polsce. Dokładnie 0,7 proc. Ciężko mi zrozumieć, że ktoś chce akurat tam prowadzić wycinki. Co pan radzi, pisać petycje, przykuwać się do drzew w ramach protestu? *

To wasz las.

d1q7y8q

Ale to nasza Ziemia.

Racja. To nasza wspólna sprawa. Dobrze, żebyśmy tak właśnie myśleli.

Oczywiście, że wspólna. Widziałam jak na Borneo wycina się lasy deszczowe pod plantacje palm olejowych. Przegnane orangutany, które są terytorialne, nie potrafią odnaleźć się w nowych miejscach. A gdy wracają na tereny zajęte przez ludzi, giną. Nie kupuję nic, co zawiera olej palmowy z niecertyfikowanych upraw. Tyle mogę. Co pan mi powie o Puszczy?

Mam w Maine 640 akrów prywatnego lasu. Wycinam w nim drzewa, żeby palić w kominku. Ale robię to z głową, dbam o te najstarsze, nie ruszam ich. Trudno mi generalizować. O puszczy Białowieskiej powiedziałbym - zachowajcie ją taką, jaka jest. Nienawidzę plantacji drzew. Coraz mniej jest na świecie regionów, w których człowiek niczego nie zmienił. Ważne, żeby takie miejsca były, żeby ocalały. To świadczy o naszym szacunku wobec natury. Dzięki nim będziemy mogli obserwować las w jego pierwotnym stanie. Potrzebujemy takich rezerwatów i państwo powinno je chronić dla nas i przyszłych pokoleń.

d1q7y8q

Mam wrażenie, że państwo głównie przelicza metry sześcienne drzewa na złotówki.

Na krótką metę, każdy chciałby więcej pieniędzy.

Spór o Puszczę Białowieską trwa, obejrzyj:

Ostatnia koszula nie ma kieszeni - lubię to przysłowie. Bogactwa nie zabierzemy do grobu. Boi się pan śmierci?

Niespecjalnie. Oczywiście chcę jej uniknąć, jak tylko jest to możliwe.

d1q7y8q

Przyjaciel zapytał, czy po śmierci może spocząć w pana w lesie, pod drzewem. Poprosił o zielony pogrzeb. Buddyści urządzają powietrzne pogrzeby. Ciała zmarłych wystawiają na żer drapieżnym ptakom. Blisko natury - blisko panu do tego?

Podoba mi się idea powietrznego pogrzebu. Ciało się ćwiartuje i zostawia jako pokarm dla sępów. Ale w Mongolii, czy Tybecie mają do tego specjalne miejsca i ptaki, które wiedzą gdzie znaleźć mięso, są tego nauczone. A ja mieszkam w Stanach. Nie wyrzucę przecież poćwiartowanego ciała do lasu. Mogłoby tak leżeć dwa tygodnie i żaden ptak by się nim nie zainteresował. Kiedy znajomy zapytał, czy mógłby zostawić swoje ciało po śmierci w moim lesie, odpowiedziałem: – Nie ma mowy! Kruki mogą przylecieć, albo nie. I co wtedy?

Sóweczka, najmniejsza sowa występująca w Europie. Poluje na niewielkie ptaki i gryzonie.

Napisał pan: ”Pragnę jedności z najwspanialszym, największym i najbardziej rzeczywistym bytem znanym nam w kosmosie - życiem ziemskiej przyrody. Pragnę uczestniczyć w największym święcie na Ziemi - wiecznym życiu”. Jak zatem tę jedność osiągnąć?

Nie mamy za wielu opcji. Powiedziałbym - spal mnie w sosnowej trumnie. Napiszę tak w swoim testamencie. Spal mnie gdzieś w lesie. Nie stawiaj żadnej tablicy, nie oznaczaj miejsca, stanę się częścią tego lasu. Nie wiem co na to prawo, sprawdzę. Na pewno chciałbym żeby urządzono wielkie przyjęcie z masą piwa i świętowano życie.

d1q7y8q

Pana życie zaczęło się w Polsce, w Borówkach koło Bydgoszczy.

Kiedy zimą 1945 roku uciekaliśmy z Borówek przed Armią Czerwoną, miałem pięć lat. Pamiętam, że jechaliśmy na zachód, najpierw saniami, potem na wozie. Po dwóch miesiącach dotarliśmy do znajomego ojca, który mieszkał w Niemczech. Tata znalazł opuszczoną chatkę w lesie. I tam pozwolono nam zostać. To było dobre miejsce, zważywszy, że oboje rodzice byli zainteresowani naturą. Mieszkaliśmy tam prawie sześć lat. A w Borówkach byłem potem tylko raz, w latach 90. Nie czułem żadnych emocji. Nie mam wspomnień z tego wczesnego okresu dzieciństwa przeżytego w Polsce.

Historię rodziny opisał pan w ”Chrapiącym ptaku”. Poznajemy Anneliese, drugą żonę ojca (pierwsza jest ledwie wspomniana). Jej nieletnią siostrę Liselotte i zarazem pierwszą kochankę. Wreszcie drugą, guwernantkę z polsko-niemieckiej rodziny Hildegardę Burównę, pana matkę. Ojciec był kochliwy. A pan wybitnie odważny, że to wszystko opisał.

Siostra i mama były bardzo złe.

d1q7y8q

Wybaczyły? Książka wyszła w Stanach dziesięć lat temu. Wiem, że wiele razy prosił pan mamę, żeby spisała historię rodziny.

A ona odpowiadała: ”Nie mam czasu”. A kiedy wreszcie wydałem ”Chrapiącego ptaka” była naprawdę zła. Nie wybaczyła mi. Ale to nie jest książka o niej, tylko o ojcu, mojej z nim relacji i o nauce. Nie czuję się winny, choć obie z siostrą chciały, żebym się tak czuł.

Mam wrażenie, że to nie kobiety, ani nie dzieci były największą miłością pana ojca, tylko owady; gąsieniczniki, osy. To im rodzina zawdzięcza przeprowadzkę do Ameryki.

Tata chciał opublikować pracę o osach, które pasożytowały na motylach. Nie było to możliwe w Niemczech. I wtedy jego kolega z Michigan zaprosił nas do Stanów. Niedługo później opuściliśmy Niemcy. Miałem wtedy 11 lat.

Ojciec rozwiódł się wtedy z Annelise i pobrał z pana matką. To było jedyne wyjście, żeby mógł pan razem z rok młodszą siostrą wyjechać z rodzicami do Ameryki.

A kiedy już tam zamieszkaliśmy, ojciec często wyruszał na ekspedycje w poszukiwaniu owadów i ptaków. Był Meksyk, potem Afryka. Nie mogliśmy mu wtedy towarzyszyć i trafialiśmy do internatu. Bardzo tego nie lubiłem. Zdarzyło się, że raz uciekłem, kiedy indziej mnie wyrzucono. To nie wróżyło dobrze na przyszłość. Ale w szkole średniej odkryłem bieganie. Wygrywałem maratony, biłem rekordy i nagle łatka złego chłopaka zniknęła, stałem się gwiazdą. Dzięki bieganiu mogłem pójść na studia. Trafiłem na uniwersytet w Berkley. Odkryłem sposób regulowania temperatury ciała w locie przez owady, napisałem doktorat i stałem się znany. Pracowałem z pasję i szybko zostałem profesorem. Moje odkrycia otworzyły nowe pola do badań. Ale ja chciałem czegoś więcej. Poczułem, że to co mówię naukowcom, zainteresuje też zwykłych ludzi. Że powinienem pisać dla wszystkich.

Pisze pan o nauce w poetycki sposób. Pierwsza książka "Bumblebee Economics” - ekonomia trzmieli, opisywała świat owadów, jako nowoczesne przedsiębiorstwo, które dokładnie podlicza swoje koszty i zyski. I była bestsellerem. Kto teraz jest pod obserwacją?

Studiowałem kruki, teraz studiuję jaskółki. Jestem naprawdę zaangażowany, wiem kiedy pojawia się pierwsze i ostatnie jajko w lęgu. Wiem co jedzą jaskółki. Poznaję historię ich życia, sprawdzam, czy wracają do swoich gniazd po roku. Zacząłem je obserwować jakieś sześć lat temu. Przynosiły do gniazd białe pióra, wyglądało na to, że siedzą w nich trzy, a nie dwa ptaki. Byłem ciekaw co i dlaczego robią. Siedzę tak godzinami, przyglądam się i robię notatki. Mam notes. Nie przepadam za komputerem. Nauczyłem się z niego korzystać całkiem niedawno. Jestem fatalny w pisaniu na klawiaturze. Lubię mieć notes w dłoniach, nie mam zaufania do elektroniki. Boję się, że wszystko może zniknąć w jednej chwili. Trzeba w kółko robić kopie. Ale wciąż potrzebujesz do nich maszyny. Nie lubię tego. Rękopis wożę ze sobą.

Jak na dzisiejsze czasy jest pan mocno analogowy. Do tego znów mieszka w lesie.

Mieszkam w chatce, którą zbudowałem własnymi rękami. Miała być tylko wakacyjnym domkiem, ale ostatecznie zdecydowałem, że zostanę tam na stałe. Pamiętałem jak dobrze było mi w tamtym lesie z dzieciństwa. Wiedziałem, że sobie poradzę. Napisałem książkę o samotnym życiu w lesie - ”Rok w lasach Maine”. Znam domy dosłownie zapchane rzeczami. Staram się, żeby mój taki nie był. Upraszczanie życia, to jest to co robię mieszkając w lesie.

Ale życie w lesie nie zawsze jest proste. Daleko stamtąd do sklepu?

Mam szczęście, moja partnerka robi zakupy. Dbamy wspólnie o przydomowy warzywniak, uprawiamy ziemniaki, marchewkę, jarmuż, zieloną fasolkę. Czasem idziemy na polowanie.
Tak, właśnie na polowanie. Jeśli populacja jeleni zbyt gwałtownie wzrośnie, zniszczy las. Potrzebny jest drapieżnik. Jestem nim, jestem ich lwem. Potrzebuję protein. Poluję jesienią, jeleń stanowi dla mnie pożywienie na cały rok. Być może inni polują częściej, co tydzień jedzą steki, ja nie. Dokładnie wybieram cel, nie ustrzelę matki z młodym, jestem zainteresowany populacją. Wolę jeść mięso zwierząt, które żyją wolno, niż tych, które trzymano za kratami i nie mogły się ruszać. I myślę, że ten jeleń, do którego strzelam, zawsze mógł przede mną uciec.

W dzieciństwie zjadaliście zdechłe zwierzęta, mysz, dzika. Wtedy robiliście to z biedy. Zrobiłby pan to teraz?

Oczywiście.

To nie jest niebezpieczne?

Dlaczego miałoby być? Jeśli mięso jest świeże, nie zepsute. Zjadłem masę zwierząt potrąconych przez samochody. Uważam, że to wstyd nie zjeść jelenia, który leży przy drodze. Jeśli go nie zjesz, będziesz musiała zabić inne zwierzę, jeśli chcesz mieć mięso.

W Polsce jest to prawnie zabronione, ale już w Anglii można jeść zwierzaki znalezione przy drodze.

Zjadając je, ratujesz inne życie. Minimalizujesz liczbę zabitych zwierząt. Robisz to z szacunku. Nie podoba mi się zakopywanie zwierząt zabitych przy drodze, to marnotrawstwo. Oddajcie padlinę mięsożercom. W naturze tak jest, że jedno karmi drugie.

Żyjemy w pośpiechu, a pan pisze: ”Minionego lata zafascynowało mnie, jak rozwijają się irysy”.

Irysy rosły niedaleko jaskółek (śmiech). Przyglądałem im się godzinami, a obok rozkwitały kwiaty. Jeden był już otwarty, drugi jeszcze nie. Zachwycały mnie. W życiu przecież chodzi o piękno.

I spełnianie marzeń. Przyjechał pan do Polski zobaczyć na własne oczy odnalezioną kolekcję ojca.

Kiedy uciekaliśmy z Borówek, tata zdecydował się ukryć zbierane przez siebie okazy. Ta kolekcja, to było jego życie. Przywoził owady i ptaki z Celebes, Birmy (obecnej Mjanmy) Bułgarii. Zostały zakopane w metalowych skrzyniach na terenie majątku. Gdzie? To tata zapisał w swojej pamięci. Wyrył to w niej. W końcu, w roku 1959 napisał list do Instytutu Zoologii PAN w Warszawie. Wytłumaczył w nim, jak odnaleźć cenne zbiory. Z mapką z listu saperzy razem z przedstawicielem Instytutu ruszyli do Krajny. Nie mieli najmniejszego problemu z trafieniem, wskazówki były idealne. Znaleziono wtedy 517 najcenniejszych okazów gąsieniczników. Chciałbym napisać o tym książkę. Poznałem artystę w Rosji, on zrobiłby do niej ilustracje, połączylibyśmy naukę ze sztuką. Jego rysunki są piękne.

Piękny projekt. Łapiesz nić łączącą cię z ojcem. Przerzucasz most między tym co odeszło i tym co wciąż trwa.

Tak. I tylko ja mogę to zrobić. Nie widziałem jeszcze kolekcji ojca. Przepraszam cię za wzruszenie.
Właśnie się tam wybieram, do Łomnej, pod Warszawę. Zapraszam cię, pojedziesz tam ze mną?

Zdjęcia w materiale pochodzą z Facebooka Adama Wajraka.

d1q7y8q

Podziel się opinią

Share

d1q7y8q

d1q7y8q