Trwa ładowanie...
d163fub

Affinity Konar: Trump nie jest Hitlerem, ale musimy bacznie mu się przyglądać

- Pisałam tę książkę na długo przed nadejściem Trumpa-polityka i słuchanie jego języka nienawiści przeraża mnie. Nigdy nie sądziłam, że dożyjemy w Ameryce czasów, w których w ten sposób zachowuje się osoba piastująca tak wysokie stanowisko, a sporo ludzi uważa to za właściwe - Affinity Konar mówi w rozmowie z Michałem Hernesem o książce „Mischling czyli kundel”.
Share
Affinity Konar: Trump nie jest Hitlerem, ale musimy bacznie mu się przyglądać
Źródło: Materiały wydawcy
d163fub

- Pisałam tę książkę na długo przed nadejściem Trumpa-polityka i słuchanie jego języka nienawiści przeraża mnie. Nigdy nie sądziłam, że dożyjemy w Ameryce czasów, w których w ten sposób zachowuje się osoba piastująca tak wysokie stanowisko, a sporo ludzi uważa to za właściwe - mówi * Affinity Konar *w rozmowie z Michałem Hernesem o książce „Mischling czyli*kundel *".

Jest rok 1944, bliźniaczki Perła i Stusia Zamorskie wraz z matką i dziadkiem trafiają do Auschwitz. Siostry szukają siły i ucieczki od ponurego obozowego świata w swojej bliskości, w języku im tylko znanym, w grach wyuczonych we wczesnym dzieciństwie.

Jako część eksperymentu populacyjnego, mającego na celu badanie dzieci urodzonych z ciąż mnogich, znanego jako „Zoo Mengelego”, dziewczynki doświadczają cierpień i przywilejów nieznanych innym więźniom, zostają okaleczone psychicznie i fizycznie, obdarte ze wspólnej osobowości. Ich tożsamość zmienia się pod brzemieniem bólu oraz poczucia winy.

Michał Hernes: Bardzo podoba mi się pani książka „Mischling czyli*kundel*”. Zaintrygowały mnie w niej rozmowy prowadzone przez siostry-bliźniaczki i pytania, jakie sobie zadają. Chociażby o to, czy lubią muzykę. Trudno mi sobie wyobrazić, że można jej nie lubić, ale w obliczu koszmaru wojny pojawiają się inne priorytety.

d163fub

Affinity Konar: Chciałam odnieść się do brutalnego sposobu, w jaki naziści używali muzyki. Próbowali wprowadzić ludzi w taki nastrój, żeby ci myśleli, że są bezpieczni. Tymczasem tak naprawdę przebywali w miejscu zaprojektowanym po to, żeby ich zabić.

Pisarz Kurt Vonnegut, który przeżył bombardowanie Drezna jako jeniec wojenny, powiedział kiedyś, że nie wierzy w Boga, ale muzyka jest dla niego jedynym dowodem na jego istnienie.

Holokaust sprawił, że wiele osób zadawało i wciąż zadaje sobie pytania na temat sensu życia, szukając jakichkolwiek dowodów na istnienie Boga- w sztuce, muzyce, w dobroci. Wydaje mi się, że w mojej książce o modlitwie mowa jest tylko raz. W ostatecznym rozrachunku wychodzi więc na to, że jest bardzo bezbożna. W trakcie jej pisania walczyłam z dylematem, czy umieścić w niej prawdziwą wiarę w Boga. Długo się nad tym zastanawiałam. Książki o Holokauście zaczęłam czytać, kiedy byłam bardzo młoda, ponieważ zastanawiałam się nad tym, czy Bóg istnieje i jak znaleźć na to dowód.

Jakie książki pani wtedy czytała?

d163fub

Różnych poetów. Najważniejszy był dla mnie Paul Celan. Bardzo cenię chociażby jego wiersz zatytułowany „Fuga śmierci”, ale do napisania Mischling czyli kundel” zainspirowała mnie książka „Children of the Flames”, napisana przez Lucette Matalon Lagnado, Opowiedziane zostały w niej historie bliźniaków w Auschwitz i eksperymenty Josefa Mengele. Ta książka w pewnym sensie sprawiła, że wyobraziłam sobie, że może kiedyś napiszę powieść. Nie sądziłam wówczas, że ją ukończę i opublikuję, ale nie mogłam przestać myśleć o historiach opisanych w „Children of the Flames”.

Na zdjęciu: bliźniaki uwolnione z Auschwitz przez żołnierzy radzieckich

(img|700098|center)

Czego o Holokauście uczono panią w szkole?

d163fub

Nie pamiętam, żebyśmy uczyli się wiele na ten temat. Pamiętam za to, że przeczytałam wówczas „Dzienniki” Anny Frank i zrobiły na mnie duże wrażenie. Nie myślałam o nich w trakcie pisania mojej książki, ale potem sobie uświadomiłam, że obie opowiadają o tych samych czasach. W szkole średniej rozmawialiśmy o drugiej wojnie światowej, ale na lekcjach nie skupialiśmy się na obozach koncentracyjnych. Zagłębiałam się w to na własną rękę.

Kiedy zaczęła pani pisać swoją książkę?

Miałam około 25 lat. Pracowałam nad nią z przerwami, więc trwało to bardzo długo i jej pisanie zakończyłam po jakiś dziesięciu latach. Przez ten czas wiele jej wersji wyrzuciłam do kosza. Pisanie drugiej części książki sprawiało mi dużo trudności. Wiele wprowadzanych przeze mnie zmian wynikało z tego, że nie byłam pewna, jaką rolę ma w niej odegrać Mengele. W jednej z wersji Feliks odnajduje go po latach i konfrontuje się z nim. Gdy to napisałam, uświadomiłam sobie jednak, że nie dostrzegam w tym prawdziwego poczucia sprawiedliwości. Uznałam, że najlepszym wyjściem z całej sytuacji będzie ograniczenie roli Mengelego. W drugiej części książki chciałam się skupić na bohaterach próbujących przetrwać.

Domyślam się, że pisanie o Mengele łatwe nie jest.

d163fub

Mówiąc szczerze, wciąż nie wiem, jak o nim mówić. Mam z tym problem z czasie spotkań z czytelnikami, gdy ludzie się mnie o niego pytają. Nie wydaje mi się, żeby normalne osoby były w stanie zrozumieć, dlaczego tak postępował. Był kimś więcej niż kryminalistą. Był potworem. Zadziwia mnie sposób, w jaki traktował dzieci. Jednego dnia się z nimi zaprzyjaźniał, a drugiego je torturował. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek przeczytała o większym okrucieństwie. Chciałam, żeby w książce była mowa o tym, jak okropną był osobą, ale jednocześnie musiałam uważać, żeby nie wybił się za bardzo na pierwszy plan. To człowiek, który wzbudza duże zainteresowanie, jednak dla mnie ważniejsza jest opowieść o bliźniaczkach.

Mengele także był dzieckiem, ojcem, mężem…

To jeszcze bardziej przyprawia mnie o dreszcze. Należy sobie uświadomić, że w bliźniakach nie widział dzieci, ani nawet ludzi, tylko obiekty swoich badań. To jedyna droga do zrozumienia przeze mnie jego zachowań. Dzieci w obozach uczył tego, żeby mówiły: „Nazywam się Mengele”, jak gdyby były jego. W szczególności przypomniała mi się historia chłopca, który był do niego podobny z wyglądu i dlatego kazał mu to mówić. Równocześnie Mengele nie miał problemów, by później go zabić.

Na zdjęciu: Josef Mengele, 1956

d163fub

(img|700099|center)

Zapewne chciał być perfekcjonistą w swojej pracy.

Zdecydowanie. Wydaje mi się, że całkowicie poniosły go ambicje. Był też bardzo sadystyczny. Chciał zaznaczyć swoją obecność i zostawić coś po sobie w świecie nauki. To go napędzało. Resztę swojego życia spędził nie rozumiejąc, czemu nie może wrócić do Niemiec. Wciąż nie potrafił dostrzec, że zrobił coś złego.

Dla pani ważniejsze było pisanie o bliźniakach, jak więc pisać z ich punktu widzenia?

d163fub

Pisanie o bliźniakach jest interesujące, bo to popularny symbol, szczególnie w literaturze. Chciałam być pewna, że nie staną się jedynie dwiema kontrastującymi ze sobą osobowościami, które by się ze sobą zestawiało. Stusia pojawiła się jako pierwsza i od początku chciałam, żeby była wielką, bardzo silną buntowniczką i marzycielką. Zrozumiałam jednak, że książka potrzebuje drugiego głosu - obserwatora, który precyzyjnie relacjonuje wydarzenia. Tak narodziła się Perła. Wydało mi się to ciekawe, choć długo się obawiałam, że głos Perły będzie mniej interesujący niż Stusi. Zwłaszcza, że bardzo trudno jest wyrazić to, z czym się zmagała.

Jak odpowiednio przygotować się do pisania z dziecięcego punktu widzenia?

To zabawne, bo przez większą część pisania książki pracowałam jako osoba redagująca materiały edukacje dla dzieci. Zawsze fascynował mnie dziecięcy świat i ich punkt widzenia. Choć nie jestem matką, mam siostrzenicę i bratanka, z którymi łączy mnie silna więź. Wracając do pytania, czasami jest mi trochę wstyd, bo nie czuję, że wystarczająco mocno zagłębiałam się w ten temat, próbując uchwycić sedno dziecięcego głosu. Jest coś intrygującego w tym wesołym głosie osoby, która mierzy się z najmroczniejszymi okolicznościami. Chodzi mi o sytuację, w której niewinna osoba zmaga się z czymś najgorszym. Moje największe wyzwanie polegało na rozpoznaniu ograniczeń tych młodych bohaterów i próbie odpowiedzi na pytania, z czym zdołają się uporać, a z czym nie.

Ciągnęło panią do zabawniejszych czy mroczniejszych książek?

Kocham zabawne książki, choć cenię sobie też te mroczniejsze. Lubię literackie utwory, które są trudne w czytaniu. Uważam, że zabawne powieści również mogą być czasami trudne w odbiorze, jeśli są skomplikowane, np.: w warstwie językowej. Nigdy nie przemawiały do mnie natomiast romantyczne książki. Uwielbiam za to komedie. W trakcie pisania „Mischling czyli kundel”** oglądałam i czytałam dużo komedii, bo potrzebowałam czegoś, co złagodzi trud związany z jej pisaniem.

Lubię naprawdę głupie komedie. Wstyd się przyznać, ale w trakcie pisania bez przerwy oglądałam „Szajbusa”. Uwielbiam slapstickowe komediowe filmy. Kiedy dorastałam, moją pierwszą miłością byli bracia Marx.

W mrocznych czasach z Związku Radzieckim powstała znakomita komedia „Świat się śmieje”.

Nie dziwi mnie to, to ma sens.

Dlaczego nie lubi pani romantycznych historii?

Nie jest tak, że ich nie lubię. Przekonują mnie romantyczne opowieści dotyczące rodziny, ale nie czytam książek dla romantycznych przeżyć. Lubię myśleć, że być może mam wystarczająco dużo miłości we własnym życiu, choć tak naprawdę nie jestem tego pewna. Nigdy nie ciągnęło mnie do czytania fikcyjnych opowieści o romantycznych związkach. Zawsze interesowało mnie to, jak ludzie walczą o przetrwanie, a także wyzwania, z jakimi zmagają się w życiu. Gdy byłam dzieckiem, moją uwagę przyciągały takie książki jak chociażby „Wyspa niebieskich delfinów”. Opowiada ona o dziewczynce uwięzionej na wyspie, która musi znaleźć sposób na przetrwanie. Zawsze ciągnęło mnie do takich historii. Możliwe że dlatego, że byłam samotna. Lubię książki o dzieciach zmagających się z dzikim, bezludnym terenem. Prawdopodobnie złożyłam temu hołd w drugiej części mojej książki. Zawsze interesowała mnie niesamowita wytrzymałość dzieci, gdy przychodzi do takich sytuacji.

Widziała pani film „Życie jest piękne” Roberto Benigiego?

Zabawne, że pan o to pyta. Rozmawiałam z kimś o tym niedawno i powiedziałam, że odkładałam w czasie obejrzenie tego filmu, bo wiedziałam, że moja książka w pewnym sensie obraca się wokół podobnych tematów. Nie chciałam się nim zainspirować. Mówiąc szczerze, nie chciałam czytać i oglądać utworów, które mogłyby mnie onieśmielić. Obawiałam się, że obejrzę ten film i okaże się, że mówi on o wszystkim, o czym chciałam opowiedzieć, więc w związku z tym przestanę pisać. Ta perspektywa mnie przerażała.

W pani książce bliźniaczki uciekają w świat wyobraźni i różnych gier i zabaw, podobnie jak bohater „Życie jest piękne”, ale też „Pociągu życia”.

To był dla nich sposób na odwrócenie uwagi od koszmaru codzienności. Bliźniaczki bawiły się przykładowo w zabawę związaną ze zwierzętami. Wymyślił ją ich dziadek, żeby odwrócić ich uwagę od nazistowskiej propagandy i jej obsesji deprecjonowania i dzielenia ludzi. Dziadek chciał, żeby dzieci skupiły na pięknych rzeczach i zwierzętach, pokazując im, jak istotne znaczenie odgrywają.

Na zdjęciu: selekcja węgierskich Żydów przed wprowadzeniem do obozu koncentracyjnego, 1944

(img|700100|center)

Skoro nie przepada pani za romantyzmem, zastanawia mnie, czy wierzy pani w szczęśliwe zakończenia?

Nie wiem, czy w nie wierzę, ale odniosłam wrażenie, że moja książka potrzebuje jednego takiego zakończenia. Nie uważałabym, że jest warta napisania, gdyby nie powtórne połączenie się. Jednocześnie było to dla mnie bardzo trudne. Zmagałam się z nierealnością tego, choć były bliźniaki, które przetrwały piekło obozów.

Zakończenie książki pokazuje, jak bardzo szczęście opiera się na kompromisach, Czasem wiąże się z wielkimi stratami, które trzeba próbować odbudować. Bardziej niż czegokolwiek innego chciałam w tym zakończeniu podkreślić znaczenie ostatniego zdania, jakie pojawia się w tej książce: „Spróbujmy jeszcze raz pokochać świat”.

Czy pani go kocha?

Próbuję go pokochać. To zdanie jest dla mnie wyjątkowe. Czuję, że każdy, kto naprawdę przywiązuje uwagę do świata wokół nas, chce odczuwać względem niego miłość. Musimy się jednak zmagać z ogromnym cierpieniem i wielkim okrucieństwem, które ma miejsce codziennie. Ale tak, chcę go pokochać. Być może czasami wysiłek, żeby tego dokonać, jest bardzo ważny. Nawet jeśli ma się z tym problem.

Hannah Arendt pokochanie świata zajęło bardzo dużo czasu.

Jestem w stanie to sobie wyobrazić, choć nie doświadczyłam takiego zła. Czasami patrzę na siebie i myślę sobie: „Czemu nie potrafisz pokochać świata? Niczego takiego w życiu nie doświadczyłaś”. Ale jeśli jest się bacznym obserwatorem, bardzo trudno inaczej na to patrzeć.

Jest pani pisarką, kocha pani czytać książki. W związku z tym ciekawi mnie, czy kocha pani ludzi, czy ucieka od nich w świat książek?

(Śmiech) Przyznaję, że uciekam od nich w świat literatury. Byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem. Mówienie sprawia mi problemy. Mam kilku bliskich przyjaciół i czuję się komfortowo rozmawiając z nimi. Były takie chwile, kiedy miałam problem z opuszczeniem mojego mieszkania, nie licząc wyjść do pracy. Przebywanie pośród ludzi nie jest dla mnie łatwe. W dużej mierze właśnie dlatego zaczęłam kochać książki. Pamiętam czasy, gdy byłam mała i uciekałam od wydarzeń, które miały wokół mnie miejsce. Chowałam się wtedy w łazience i czytałam. Przynosiło mi to ulgę. Mama zawsze żartowała, że nie może mnie ukarać, bo gdy kazała mi iść do mojego pokoju, zamykałam się w nim, czytałam książkę i byłam bardzo szczęśliwa.

Na zdjęciu: Żydzi w drodze do obozu koncentracyjnego

(img|700101|center)

W pani książce bardzo lubię, że nie opowiada - moim zdaniem – o Holokauście, tylko o nadziei i walce o przetrwanie.

Dziękuję. Chciałam, żeby brutalność równoważyła się w niej z nadzieją, a dziecięca perspektywa jest bardzo ważna. Dzieci potrafią w niewiarygodny sposób odnaleźć nadzieję.

Jak już ustaliśmy, w pani książce główne bohaterki nie modlą się do Boga, nie odnajdują jej w nim.

Nadzieja kryje się w miłości, którą w stosunku do siebie odczuwały i w oddaniu, z jakim wspominały swoją rodzinę. W trakcie pisania zmagałam się z moimi własnymi relacjami z Bogiem i wiarą w niego. Wciąż to robię. Dlatego jest nieobecny w książce. Przypominam sobie jej różne wersje, w których był prawdopodobnie bardziej obecny. Nie jestem nawet pewna, dlaczego wspominałam w nich o jego obecności.

Zamiast Boga opisała pani ucieleśnienie zła – doktora Mengele, tymczasem w ostatnich dniach i tygodniach wielu dziennikarzy porównuje Donalda Trumpa do Hitlera.

Mam z nim ogromny problem. Wybiera właśnie do swojego gabinetu ludzi, którzy mają rasistowskie poglądy. Powinniśmy mądrze mu się przyglądać jako potencjalnemu rozsiewaczowi nienawiści. Trump brutalizuje język, który w czasie kampanii był bardzo rasistowski i mizoginiczny. Obudził w wielu ludziach emocje, o które byśmy ich nie podejrzewali. Mamy prawo się go obawiać, choć nie jestem przekonana, gdy ktoś porównuje go do Hitlera. Musimy zwracać uwagę na to, co robi, ale także być ostrożni i nie nadużywać tego typu porównań.

Na zdjęciu: Trump na planie programu "Praktykant"

(img|665499|center)

Książki takie jak pani książka są potrzebne, by ludzie pamiętali o niebezpieczeństwach związanych z nazizmem.

Żyjemy w bardzo niebezpiecznych czasach. Pisałam tę książkę na długo przed nadejściem Trumpa-polityka i słuchanie jego języka nienawiści przeraża mnie. Nigdy nie sądziłam, że dożyjemy w Ameryce czasów, w których w ten sposób zachowuje się osoba piastująca tak wysokie stanowisko, a sporo ludzi uważa to uważało za właściwe.

Czy obawia się, że w Ameryce są osoby o poglądach podobnych do doktora Mengele?

Nie jestem pewna, czy znalazłby się ktoś taki jak on, ale nie brakuje sadystów, którzy nie patrzą na innych jak na ludzi. Mengele nie jest osobą, którą jestem w stanie w pełni zrozumieć, ale ktoś podobny może istnieć na świecie. Jeśli znajdzie się w sytuacji, w której jest zgoda na czynienie zła ze strony instytucji państwowych, będzie tak postępować.

Czy mimo wszystko stara się pani być optymistką?

Tak, w ten sposób zostałam wychowana. Kiedy jestem smutna, mama wciąż mówi mi, żebym wstała, znalazła gdzieś ogród i popatrzyła na kwiaty. Optymizm, nawet kiedy zmagasz się ze smutkiem i cierpieniem, jest bardzo ważny.

Wierzy pani w potęgę miłości?

Tak. Myślenie o drugiej osobie może sprawić, że uporasz się z wieloma problemami i kryzysami. Może to być miłość romantyczna, ale też względem kogoś z rodziny bądź przyjaciela. To niesamowicie potężna siła, jedna z największych, jakie posiadamy. Miłość może pomóc nam przetrwać.

Rozmawiał: Michał Hernes

Affinity Konar urodziła się w Kalifornii, tytuł magistra otrzymała na Uniwersytecie Columbia. Pracowała jako copywriter, redaktor materiałów edukacyjnych dla dzieci. Obecnie mieszka w Los Angeles.

d163fub

Podziel się opinią

Share
d163fub
d163fub