RSS

Recenzje

recenzent
Rafał Śliwiak
Rafał Śliwiak

ocena

8/10

"Yggdrasill 3. Mosty wszechzieleni": Czy ludzkość jest skazana na zagładę czy zbawienie?

  A A A

Mosty wszechzieleni to z dawna oczekiwane zakończenie trylogii Yggdrasill. Jej autor wystawił cierpliwość fanów na dużą próbę (poprzednie tomy ukazały się w latach 2003 i 2004), zapowiadana data premiery książki przesuwana była z roku na rok, a jej często eksponowana okładka stała się najbardziej popularną ikoną czytelniczej nadziei. W związku z powszechnie znanymi skutkami działania upływu czasu na ludzką pamięć, na wstępie warto przypomnieć, o co chodziło w pierwszych dwóch częściach cyklu. Tym bardziej, że trzecia nie stanowi samodzielnej całości, a jest bezpośrednią kontynuacją Uśpionego archiwum i Kosmicznych ziaren.

W odległej przyszłości w efekcie tzw. germinacji większość powierzchni naszej planety pokryły gigantyczne Drzewa – samoorganizujące się nanostruktury, czerpiące materię do budowy swoich tkanek ze skorupy ziemskiej. Dostępne informacje wskazują, że za powstanie Drzew odpowiada Helen Bjorg, a diaboliczny plan ich stworzenia miał na celu eksterminację gatunku ludzkiego. Plan ów o tyle się nie powiódł, że niektórzy ludzie przetrwali katastrofalny rozrost Drzew, a różne części struktur tych ostatnich stały się dla nich domem. W pamięci jednych plemion Bjorg funkcjonuje jako wcielenie zła, inne zaś uważają ją za boginię. Nic więc dziwnego, że reaktywacja jej świadomości w sztucznym ciele wywołuje wiele emocji.

Co gorsza, olbrzymie nanostruktury zaczynają wykazywać rosnącą niestabilność. W końcu dochodzi do bombardowania planety przez ogromne zarodniki Drzew. Tego, na ile nowa sytuacja stwarza zagrożenie dla przetrwania ludzi i jak ją opanować, starają się dowiedzieć liczni bohaterowie trylogii. Ich losy przeplatają się, rozdzielają i łączą, w skomplikowany sposób wpływając na siebie nawzajem. Przygody poszczególnych postaci wciągają i motywują do lektury, podobnie jak działo się to w poprzednich tomach cyklu. I dlatego trochę szkoda, że przygody owe kończą się tak nagle i... bezowocnie. Właśnie brak zamknięcia prowadzonych równolegle wątków wydaje się być tym, czego najbardziej zabrakło w Mostach wszechzieleni. Na koniec okazuje się, że niewiele z tych wątków wynika, a cała gromada bohaterów, których losy śledziliśmy z zapartym tchem, schodzi ze sceny razem ze znanym im światem, nie pozostawiając śladu swojego istnienia, puenty swoich losów czy jakiegokolwiek życiowego przesłania. 



oceń
ocena: 4.4
głosów: 7
Podziel się

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!