27-09-2011 | Grzegorz Wysocki / Książki WP

Apollinaire naprawdę się postarał, by trafić na wszelkie możliwe indeksy i rankingi lektur zakazanych, bezbożnych i obrzydliwych. Czego tutaj nie ma? Są „klasyczne” opisy seksu, jest pornografia homoseksualna i heteroseksualna, seks grupowy, seks z dorożkarzem i seks z popem, nadziewanie jeńca na żelazny pal, a także koprofagia, nekrofilia, zoofilia, kazirodztwo, sadyzm, masochizm i pedofilia.
1. Nie tylko twórcy reklam telewizyjnych, okładek kolorowych magazynów czy reżyserzy filmowi doskonale znają i co rusz wcielają w życie maksymę, zgodnie z którą „seks sprzedaje” (ang. sex sells). Doskonałymi „sprzedawcami seksu” są także pisarze oraz – w jeszcze większym stopniu – wydawcy. Nawet książka, w której znajdziemy dwa subtelne opisy zbliżenia bohaterów (dajmy na to, szczegółowo opisany pocałunek i częściowo opisany akt seksualny), na okładce automatycznie staje się „powieścią pełną seksu i przemocy”. Poradniki pisane przez seksuologów obiecują dzisiaj czytelnikom wielokrotne orgazmy, których „nie potrafisz sobie nawet wyobrazić” lub „takie, jakich przez całe życie nie przeżyła twoja babcia”. Coraz częściej także najmłodsi odbiorcy zaczynają być uświadamiani i seksualnie edukowani przez autorów przeznaczonych dla nich książeczek (najlepszym przykładem głośna i dla wielu kontrowersyjna seria „Bez Tabu” Wydawnictwa Czarna Owca z Wielką księgą cipek i Wielką księgą siusiaków na czele). Krótko mówiąc: seks sprzedaje, bo chcemy seks kupować.
2. Nikogo więc już nie przerażają rzekome „ostrzeżenia” wydawcy, który grzecznie zapowiada, że w środku przezornie zafoliowanego i „przeznaczonego wyłącznie dla dorosłych czytelników” tomu znajdują się „drastyczne sceny erotyczne”. Doskonały chwyt marketingowy, który nie znudzi się dopóty, dopóki będzie skuteczny, a nic nie wskazuje na to, by w ciągu najbliższych kilkuset lat coś miało się w tej kwestii zmienić. Okazuje się jednak, że zdarzają się pojedyncze sytuacje, w których zacytowane wyżej ostrzeżenia – ograniczenie wiekowe plus informacja o drastyczności scen erotycznych – są jak najbardziej szczere i uzasadnione, a tak jest właśnie w przypadku Jedenastu tysięcy pałek, czyli miłostek pewnego hospodara Apollinaire’a. Co oczywiście nie zmienia faktu, że dzięki ostrzegawczej naklejce na okładce wydawca ma szansę na znaczący wzrost sprzedaży książki, a więc – jak to się mówi – „osiąga efekt odwrotny od zamierzonego” (cudzysłów stąd, że efektem zamierzonym wydawcy jest w istocie jak najwyższa sprzedaż, a nie umoralnianie odbiorcy…).
3. Nieczyste zagrywki czy moralność wydawców interesują mnie jednak w dużo mniejszym stopniu niż głośna i naprawdę kontrowersyjna powieść autorstwa „tego Apollinaire’a”. „Tego”, czyli klasyka literatury francuskiej, wybitnego poety, jednego z najważniejszych przedstawicieli francuskiej awangardy, entuzjasty kubizmu i prekursora surrealizmu (to zresztą Apollinaire stworzył słowo „surrealizm”). W liceach nie wspomina się zapewne o Jedenastu tysiącach pałek…, gdyż do powyższego wyliczenia należałoby dodać jeszcze informację, że jest autorem jednej z najbardziej brutalnych, odważnych, odstręczających, ale zarazem oryginalnych i fascynujących powieści pornograficznych w historii literatury, a takim – niebłahym w końcu – osiągnięciem nie warto się przecież dzielić z młodymi i niedojrzałymi osobnikami, bo jeszcze, nie daj Boże, by się zainteresowali i sięgnęli w domu po tę zakazaną lekturę.
4. Z drugiej strony, wyjątkowo mógłbym się z takim świętoszkowatym belfrem zgodzić, bo Apollinaire naprawdę się postarał, by trafić na wszelkie możliwe indeksy i rankingi lektur zakazanych, bezbożnych i obrzydliwych. Czego tutaj nie ma? Są „klasyczne” opisy seksu, jest pornografia homoseksualna i heteroseksualna, seks grupowy, seks z dorożkarzem i seks z popem, nadziewanie jeńca na żelazny pal, a także koprofagia, nekrofilia, zoofilia, kazirodztwo, sadyzm, masochizm i pedofilia. A wszystko to zaledwie na 120 stronach. To jedna z tych lektur, które czytamy i z każdą kolejną stroną zastanawiamy się: Co będzie dalej? Czym jeszcze autor nas zaskoczy? Której z seksualnych obsesji, preferencji i pozycji nie zdążył jeszcze opisać? I przede wszystkim: czy to, że w dalszym ciągu czytam tę książkę, że brnę dalej przez kolejne rozdziały, oznacza, że jestem najzwyczajniej w świecie ciekawy i zainteresowany seksualno-literacką inwencją klasyka francuskiej poezji (eleganckie wyjaśnienie, nieprawdaż?), czy też, że coś jest ze mną nie tak? Jak powinien reagować czytelnik powieści Apollinaire’a? Czy powinien być wstrząśnięty i oburzony lekturą? A może co kilka stron powinien zmuszać się do wymiotów i odkładać książkę ze wstrętem, obiecując sobie solennie, że „ani linijki więcej”, a następnego dnia udać się do konfesjonału, by wyspowiadać z pochłoniętych bluźnierstw i bezeceństw?
>>> CZYTAJ CIĄG DALSZY ARTYKUŁU >>>
Tagi: apollinaire, cenzura, erotyka, hard core, literatura, literatura francuska, porno, pornografia, Seks
Nie sądzę by społeczeństwu potrzebna jest nauka pozycji i dewiacji seksualnych... Tym bardziej dzieciom i młodzieży. Banalne w prostocie ale dobitne w praktyce przesłanie i misja miłości i szacunku jaką niesie chrześcijaństwo są niezastąpione. Prawdziwy katolik nie czyta takich bzdur, musi być czysty jak łza!
nie wiem dlaczego czytając ten artykuł od razu przyszło mi do głowy ,że to próba podróbki Markiza de Sade, ale to tylko takie moje spostrzeżenie
hmmm, chwyty żywcem wzięte jak z WP, nic dodać nic ująć WP_iątka pojętne uczniątka.... ha ha : )
przeczytalam artykul z ciekawosci, ale ksiazki bym nie kupila. to co teraz mam z moim chlopakiem najbardziej mi pasuje i nie chce sie w tej kwestii doksztalcac, wole nie psuc sobie mojego wyobrazenia i obrazu :)
Nieświadomych uświadomię,że poeta był z pochodzenia Polakiem - WILHELM APOLINARY KOSTROWICKI :) nawiasem mówiąc poeta genialny, jednak najlepiej czyta się go w oryginale
Może nauka nie ale poczytać warto. Ja takie książki lubię, chociaż nic nie pokona moim zdaniem literatury czeskiej. Teraz na stereo.pl kupiłam kilka książek, bo są w promocji. Uważam że to świetna literatura ale niedoceniana.

