Zrób sobie raj jest opowieścią o tym, co zafascynowało autora w czeskiej kulturze. W kulturze radości smutku. Śmiech jest tu pokazany jako maska tragicznej bezradności. Reportera Szczygła najbardziej fascynują Czesi, którzy nie wierzą w Boga. „Jak się państwu żyje bez Boga?" – to pytanie, czasem wyrażone wprost, a czasem ukryte, jest refrenem tej książki, łączącej osobisty pamiętnik z esejem, felietonem i reportażem.
Tagi: CZECHY
22-10-2010

Data urodzenia: 05-09-1966
Miejsce urodzenia: Złotoryja
Dziennikarz i reporter. Urodzony w Złotoryi, absolwent Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Pracę zaczął zaraz po maturze w tygodniku "Na przełaj". Od 1990 roku pracuje w...

Przez całe lata, kiedy przychodziłem na jakieś przyjęcie, wiedziałem, że jeśli się ujawnią, to nie od razu. Mogłemrozglądać się godzinami i mój radar nie był w stanieich wyczuć. Mogłem czekać i nic. Przy mnie nigdy nieprzekazywali sobie żadnych znaków.Jednak od kiedy publicznie się wyoutowałem, wielu jużprzy uściśnięciu mi ręki deklaruje, że też są.Teraz już na wejściu obstępuje mnie grupka i: „Ja też!",„Ja też!", „I ja też!". Nie zliczę...

22-10-2010
Kim są Czesi? Agresywnymi bezbożnikami, nieprzejednanymi pragmatykami, a może koniunkturalistami, którzy niezależnie od ustroju nie gubią szerokiego uśmiechu na ustach? Na te wszystkie pytania Szczygieł odpowiada twierdząco, ale jednocześnie pokazuje – jak na rzetelnego reportera przystało – że tego rodzaju uogólnienia niejednokrotnie tracą swoją wagę, gdy skonfrontujemy je z poszczególnymi historiami Czechów.
Czesi...Tak! kochamy Czechów, tacy są zabawni, nawet język maja "niepoważny"... Bardzo to miłe, że lubimy , a nawet fascynujemy sie sąsiadami. Niewątpliwie Czesi mają nieodparty urok z tym rajem opisanym - knedlikami , piwem, a nawet najprawdziwszą poezją. Tyle, że ów bukoliczny obrazek - trochę jednak przypomina makatkę, a polska fascynacja Czechami - budzi un peu podejrzenia o wielkopańskie zabawianie się "czeską magią" i samymi Czechami - niby ...maskotką. Gdzieś tam, pod podszewką, czuję głęboko schowany, zasypany naftaliną, ale jednak wyczuwalny niczym owo andersenowskie ziarnko grochu pod 20 pierzynami - pewien kompleks wyższości Lachów - narodu (ongi!!!) nie pozbawionego, jak Czesi, rycerstwa i idącego co rusz do boju w imieniu Boga - Honoru - i Ojczyzny. Tak! to jest kompleks, bo, jak wiemy - przyniósł nam morze cierpienia i rozczarowań na tej niełatwej Ziemi - Przełęczy między Zachodem i Wschodem naszego świata. Czesi rozgrzeszyli się z wielkich ambicji, zostawiając je innym. Wytworzyli "mały raj". I dobrze. Jednak nie przesadzajmy. Czeski raj - zawsze był zależny od austriackiego, niemieckiego w każdym razie - teutońskiego Boga. Może i - szczęśliwie dla samych Czechów. Bóg teutoński (ubrany, tak, tak - w chrześcijąnskie katedry) jak by nie było, wymaga od wiernych na pewno - większej dawki racjonalizmu i trzeźwej oceny sytuacji niż nasi semicko - rzymsko - bizantyjscy bogowie. Dlatego gadka o "tych, co nie wierzą w żadnego boga" wydaje mi sie brutalnym uproszczeniem, niegodnym finezyjnej prozy, a na pewno - poezji. I choc sama jestem - gnostyczką, owo tchnące nieczeskim zupełnie , kanciastym "deklaratyzmem" ateistyczne zastrzeżenie wydaje mi się bardziej wybiegiem, zmyłką, grą Ot! takim czeskim hobbickim schowkiem, w którym można przetrwać (po czesku) właśnie - walki bogów...
czesi zdradzali nie tylko Boga
i to nie jest smieszne

