WP
Recenzje

Życie z trupem

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Życie z trupem
("__wlasne)
WP

Ujmując rzecz najkrócej: Narodziny Gubernatora to opowieść o zombie. Z wszystkimi tego plusami i minusami. Jay Bonansinga nie odkrywa nowych horyzontów i nie przekracza granic gatunku. Ale pomimo wtórności i naśladownictwa, udaje mu się stworzyć przekonujących bohaterów i opowiedzieć angażującą emocjonalnie historię.* A w popliteraturze to najważniejsze.*

Bracia Brian i Philip Blake'owie podróżują przez opanowaną przez zombie Georgię. Towarzyszą im przyjaciele Philipa - Nick i Bobby - oraz jego córka, kilkuletnia Penny. Razem próbują przetrwać w świecie pozbawionym życia, po którym tysiące ogłupiałych trupów wałęsa się w poszukiwaniu mięsa. Zmierzają do stolicy stanu, Atlanty, gdzie chcą odnaleźć obozy dla uchodźców, bezpieczeństwo i odpowiedzi. Ale wszyscy czytelnicy Żywych trupów (i widzowie serialu) wiedzą, że ich nadzieje są płonne. Apokalipsa jest całkowita, rząd zawiódł, nie ma ratunku, są zdani tylko na siebie. Tragizm pogłębia dodatkowo wiszące nad nimi fatum. Czytelnik wie bowiem, że jeden z bohaterów przemieni się w Gubernatora. Szalonego i krwiożerczego dyktatora, który stanie na drodze Ricka Grimesa, protagonisty komiksowego oryginału. Pozostaje pytanie, który z nich to będzie i, co takiego go odmieni.

Choć Narodziny Gubernatora napisał Jay Bonansinga, nie byłoby to możliwe, gdyby nie Robert Kirkman. Twórca Żywych trupów jest nie tylko pomysłodawcą oryginału ale i postaci Gubernatora. To na podstawie jego koncepcji powstała książka. Dzięki temu powieść jest niezwykle wierna komiksowej serii. Porusza te same tematy, gra na podobnych strunach, prezentuje identyczną wizję świata. Nie dziwi więc, że ważniejsze niż tytułowe zombie są tu ludzie. Postawieni w sytuacji ekstremalnej próbują jakoś sobie radzić. Walczą o przeżycie, ale także o człowieczeństwo. I walkę tę przegrywają. Pozbawieni nadziei bohaterowie powoli ześlizgują się w otchłań, krok po kroku rezygnując z ludzkich odruchów i zabijając w sobie uczucia. Największymi ich wrogami nie są wcale bezmyślne monstra, ale inni ludzie. Z czasem stają się takimi samymi żywymi trupami, jak otaczające ich zombie. Tyle tylko, że wciąż oddychają.

WP

Odgrywający rolę wyrobnika Bonansinga dobrze odnajduje się w tej wizji. Jego opowieść dzieje się tu i teraz - nie ma przeszłości ani przyszłości. Tylko ciągła walka o przeżycie. Zdobywanie pożywienia, wody, broni. I brutalne starcia z zombie opisywane przez Bonansingę z naturalistyczną szczegółowością, pełne krwi, flaków i łez (dzieło to zdecydowanie dla dorosłego czytelnika!).

Zawiodą się jednak ci, którzy spodziewają się jakiejś nowej jakości. Reklamowana jako "najbardziej przełomowa opowieść o zombie od lat" nie jest bowiem wielce odkrywcza. To monotonna, brutalna historia przetrwania, którą czyta się świetnie, ale która nie oferuje nic więcej. Narodziny Gubernatora powielają więc wszystkie wady takich produkcji. Logikę świata przedstawionego łatwo zakwestionować, szokowanie i granie na emocjach przychodzą autorowi nieco zbyt łatwo, a irytująca, serialowa konstrukcja (z obowiązkowymi zawieszeniami akcji) przekonuje, że o nic więcej niż akcję i krew tu nie chodzi.

Dla fanów takich klimatów nie będzie to wada. I dobrze. Bo "Narodziny Gubernatora" to pierwszorzędny produkt.

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP