ycipk-3jtkbq
Informacja prasowa

Wywiad z Małgorzatą Zdziechowską, autorką książki ''Zwierzaki podróżniczki Gosi''

''Ta książka, kochani, jest zaproszeniem do mojego świata. Świata pełnego niezwykłych stworzeń, które pozwoliły mi zblizyć się do siebie na przekór własnym zwyczajom i dzikiej naturze" – mówi o swojej książce Małgorzata Zdziechowska.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wywiad z Małgorzatą Zdziechowską, autorką książki ''Zwierzaki podróżniczki Gosi''
(Materiały wydawcy)
ycipk-3jtkbq

''Ta książka, kochani, jest zaproszeniem do mojego świata. Świata pełnego niezwykłych stworzeń, które pozwoliły mi zblizyć się do siebie na przekór własnym zwyczajom i dzikiej naturze" – mówi o swojej książce Małgorzata Zdziechowska.

Najpierw blog, później książka. Teraz to chyba dość naturalna droga. Jak zrodził się pomysł na książkę „Zwierzaki podróżniczki Gosi” ?

* Małgorzata Zdziechowska*: W pewnym momencie zrobiło się o mnie głośno za sprawą dziennikarza, który nazwał mnie „doktor Dolittle w spódnicy”. Po „Daily Mail” artykuł o mnie przedrukowały gazety z całego świata. Kilka miesięcy później skontaktowała się ze mną Pani Małgosia Potocka z wydawnictwa Publicat z pewną propozycją. Kiedy się spotkałyśmy, dowiedziałam się, że chodzi o napisanie książki dla dzieci. Początkowo byłam zaskoczona, ale później pomyślałam, że to bardzo dobry pomysł, bo przecież dzieci będą budowały w przyszłości świat. Jeśli zaszczepimy im miłość do zwierząt i wrażliwość na ich los, mamy szansę na poprawę życia zagrożonych gatunków. Natomiast książka jest dla każdej osoby interesującej się dzikimi zwierzętami, niezależnie od tego, ile ma lat.

ycipk-3jtkbq

Książka ̶ proszę nam o niej opowiedzieć.

Książka składa się z siedmiu rozdziałów. W każdym porównałam parę zwierząt, tak więc czytelnik będzie mógł dowiedzieć się m.in., co mają wspólnego, a czym się różnią od siebie lampart z jaguarem, dlaczego najszybsze zwierzę świata zestawiłam z najzwinniejszym, i z jakim zwierzakiem najbliżej spokrewniony jest koala. Czytelnicy będą mieli również szansę poznać niezwykle rzadką już dziś pakaranę, przeczytać poruszające historie o czepiakach czy dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy o dingo. Przybliżyłam także sylwetkę mrówkojada wielkiego, dosyć niepozornego zwierzaka, który słynie z uścisku śmierci. Poza ciekawostkami na temat danego gatunku opisałam moje doświadczenia w pracy z wybranymi zwierzętami, m.in. jak wilki przyjęły mnie do swojej rodziny, i to już pierwszego dnia, albo jak spałam pod gołym niebem z gepardami. Opisałam niezwykle łagodnego miodożera Guinnessa, którym się opiekowałam. Miodożery uznawane są za najbardziej nieustraszone i najbardziej zawzięte na świecie, tymczasem Guinness okazał
się niezwykle sympatyczny i przyjacielski.

Z lampartem Zorro/fot. Karen Schneider

(img|654774|center)

ycipk-3jtkbq

Skąd w Pani taka umiejętność rozumienia zwierząt? Czy można się tego nauczyć?

Pewnych rzeczy, np. czytania mowy ciała zwierząt, można się nauczyć od pracowników ośrodków rehabilitacyjnych, biologów, weterynarzy, a także z literatury. Natomiast jeśli chodzi o głębsze rozumienie, to chyba mam coś takiego w sobie. Kiedyś bawiłam się z pumą Afrodite, ale zachodziła obawa, że będzie robiła się coraz agresywniejsza, żeby ze mną „wygrać”. Wtedy zaczęłam mówić do niej łagodnym głosem i Afrodite uspokoiła się.

Podczas wolontariatu w Criadouro Onça Pintada w Brazylii opiekowaliśmy się dwoma czepiakami. Chica podbiegała do osób, które lubiła, i wystawiała ogon, by ją głaskać. Jej współlokator Chico był ostrożniejszy w doborze przyjaciół. Niektórzy pracownicy ośrodka bali się go, bo ich zdaniem był nieprzewidywalny. Myślę, że powodem było to, że Chico prawie w ogóle nie widział. Dlatego cały czas do niego mówiłam, niezależnie od tego czy byłam w klatce czepiaków, czy poza nią. Chico, jak tylko mnie usłyszał, przychodził, żebym go pogłaskała. Chyba byłam jedyną osobą, która głaskała go w klatce, a nie jedynie przez siatkę. Czasami także karmiłam go z ręki kawałkami banana. Kiedy zjadł wszystko, co mu przyniosłam, wystawiał język, żeby polizać moje palce. Był przy tym niezwykle delikatny.

Podczas innego wolontariatu w Cheetah Experience poszliśmy na spacer z karakalami. Po godzinie odprowadziłam Maxa, którym się opiekowałam, do klatki. Okazało się, że dwa pozostałe karakale ani myślą wracać. Najpierw przejęłam Jacka, który poszedł za mną bez sprzeciwu. Następnie wróciłam do Amy, która się położyła i nie zwracała uwagi na żadne prośby czy groźby. Wzięłam smycz, kucnęłam obok, położyłam rękę na boku Amy i lekko ją dotykając, mówiłam: „No chodź, Amy, idziemy do domu. Grzeczna dziewczynka…”. Amy wstała i posłusznie ruszyła za mną. Kate, które męczyła się z nią od jakiegoś czasu, pełna zachwytu powiedziała: „Gośka, jesteś zaklinaczką zwierząt!”.

ycipk-3jtkbq

Z tapirem Antonią

(img|654775|center)

Dlaczego wybrała Pani zwierzęta egzotyczne, a nie te, które żyją bliżej nas?

Kocham wszystkie zwierzęta, a najbardziej mojego kota Majora Rama. W mojej poprzedniej pracy zorganizowaliśmy także akcję ze schroniskiem Na Paluchu. Natomiast pomysł wolontariatów wziął się z podróżowania. Uwielbiam wyjeżdżać, poznawać nowe kraje, inną kulturę, a przy okazji robić coś pożytecznego. Kiedyś wybierając się na urlop, szukałam fajnych miejsc, które chciałabym zobaczyć. Teraz szukam ośrodków, w których mogłabym odbyć wolontariat i pomóc zwierzakom.

ycipk-3jtkbq

Jakimi zwierzętami zajmowała się Pani na wolontariatach?

Zajmowałam się ponad 60 gatunkami ssaków: od wielkich kotów, jak lamparty, jaguary czy gepardy, przez te mniejsze: serwale i karakale, po hieny, nosorożca, żyrafę, małpy, szakale. Miałam także okazję pracować z mało znanymi gatunkami, jak pakarana, psy leśne czy jaguarundi.

Przykładowo w brazylijskim ośrodku Criadouro Onça Pintada poznałam tapiry. Te niezwykłe zwierzęta uważa się za żywe skamieniałości, bowiem ich wygląd nie zmienił się przez 35 milionów lat. Choć niektórzy porównują je do słonia lub świni, tapir jest bliskim kuzynem konia. Kiedyś z weterynarzem poszliśmy odwiedzić Antonię. Najpierw musieliśmy przejść przez ogromny gąszcz, poruszając się jakby wyznaczoną zygzakowatą dróżką. Trzeba wiedzieć, że tapir zawsze korzysta z tych samych ścieżek. Gdy znaleźliśmy Antonię i zaczęliśmy ją głaskać, zamykała oczy z zadowolenia; gdy przestawaliśmy, domagała się kolejnej porcji pieszczot.

Które zwierzę było najbardziej niebezpieczne, a które pokochała Pani najmocniej?

ycipk-3jtkbq

Kocham wszystkie zwierzęta. Ale najbliższe mojemu sercu, po psach, są koty – te małe i te duże. Udało mi się nawiązać niezwykłą więź z lampartem Zorro, o którym piszę w książce. Zawsze na powitanie wtulał się w moje ramiona. Natomiast ostatniego dnia pobytu na wolontariacie polizał mnie po twarzy.

W boliwijskim sierocińcu La Senda Verde większość małp swobodnie porusza się po ośrodku. To było niesamowite, gdy podchodziły do mnie i przytulały się albo brały za rękę i szły ze mną. Najbardziej zbliżyłam się z Pimi, która tuliła się do mnie z całych sił, często zmuszając do przybierania dziwacznych pozycji. Żałowałam wtedy, że nie ćwiczyłam jogi!  Gdy chciałam odejść, aby zająć się innymi obowiązkami, przytrzymywała mnie ogonkiem, który zawijała wokół mojej nogi, żebym jej nie uciekła. To było takie rozczulające!

Kompletnie nieprzewidywalne były kapucynki. W La Senda Verde, jak wspomniałam, większość małp porusza się po terenie ośrodka wolno. Tylko te najbardziej niebezpieczne czy sprytne są zamykane w klatkach bądź chodzą na specjalnych smyczach przypiętych do ogona i umocowanych do drzew. Poznałam tam „szefa gangu”, który ranił inne małpy. Trzeba było go zamykać wraz ze „współpracownikami”, bo w przeciwnym razie mógł wydawać polecenia „zza krat”. Inna para potrafiła otwierać wszystkie drzwi, nawet te… zamknięte na klucz. Kiedy już się dostały do pomieszczenia, wszystko niszczyły. W zaprzyjaźnionym ośrodku AFASI przekonałam się, co się stanie, gdy kapucynka znajdzie się w mieszkaniu. Jakimś sposobem kapucynki dostały się do domku właścicieli ośrodka. Po ich wizycie wnętrze wyglądało jak po napadzie – wszystko było porozrzucane, szafki pootwierane, szuflady powyjmowane, laptop i telefon komórkowy zniszczone.

Co trzeba zrobić, aby wybrać się na taki zwierzęcy wolontariat?

Przede wszystkim trzeba znaleźć ośrodek, w którym chciałoby się odbyć wolontariat, i skontaktować się z nim. Często wymagania, jakie należy spełnić, podane są na stronie internetowej. Na ogół trzeba wypełnić formularz, niekiedy potrzebne są badania.

Karmienie osieroconego 9-mieisęcznego nosorożca Oliwia/fot. Eleanor Jacobs

(img|654776|center)

Co dają Pani te wyprawy? Czy dowiaduje się Pani także czegoś o sobie?

Staję się lepszym i szczęśliwszym człowiekiem. Z jednej strony zaczęłam mniej myśleć o sobie, mniej rzeczy potrzebować, z drugiej nauczyłam się cieszyć drobnymi rzeczami. Najważniejsze stało się to, abym mogła jak najwięcej pomagać zwierzętom. W Boliwii, kiedy dostaliśmy informację, że znaleziono ocelota i trzeba go przywieźć do ośrodka, bez wahania ruszyłam w 30-godzinną podróż, żeby go przywieźć, mimo że były to moje ostatnie dwa czy trzy dni na wolontariacie i chciałam poświęcić je na fotografowanie. Wolontariusze, którzy przyjechali na dłużej, raz na jakiś czas mogli brać dni wolne. Ja nie wzięłam żadnego. Praca ze zwierzakami bywa ciężka, ale jednocześnie jest wspaniała, dlatego zawsze staram się wykorzystać każdą minutę pobytu w ośrodku.

Jakie ma Pani plany?

Chciałabym dalej pomagać zwierzakom poprzez wolontariat oraz zwiększanie świadomości społecznej, uwrażliwianie ludzi na problemy zwierząt. Wykorzystując swoje umiejętności zawodowe (jestem dziennikarką), mogę zrobić coś więcej przez artykuły, filmiki, blog, a teraz też książkę. Dzięki informacjom w mediach coraz więcej ludzi dowiaduje się o takich ośrodkach i zaczyna im pomagać poprzez wolontariat czy wspierając je rzeczowo lub finansowo. Pozostaję w kontakcie z większością właścicieli ośrodków, w których byłam, i wiem, jak są wdzięczni za taką pomoc. Chciałabym kontynuować to, co zaczęłam, pracując bezpośrednio ze zwierzakami i szerząc wiedzę oraz miłość do nich.

Czy ma Pani wymarzone ośrodki, do których chciałaby Pani pojechać? A może zwierzęta, którym chciałaby Pani pomóc?

Bardzo chciałabym pracować z niedźwiedziami i pandami małymi (czerwonymi). W Chinach miałam okazję przyglądać się tym drugim z bliska. Nie miałam jednak z nimi bezpośredniego kontaktu, ponieważ mój wolontariat dotyczył pand wielkich. Tak naprawdę fascynuje mnie każde nieznane stworzonko. I tu mam taki dysonans, bo z jednej strony chciałabym poznawać nowe gatunki, pokazywać je ludziom przez filmy, teksty i zdjęcia, a z drugiej marzę o tym, aby osiąść w jednym ośrodku i nie musieć opuszczać swoich czworonożnych przyjaciół. Ale nauczyłam się, że w życiu wszystko ma swój cel i czas. Myślę, że czasami warto się poddać przeznaczeniu, oczywiście, nie przestając ciężko pracować i nie rezygnując z marzeń.

Trzymamy mocno kciuki! Za te marzenia, podróże, książkę, i za to, by ludzie zyskali większą wrażliwość na los zwierząt.


Polub WP Książki
ycipk-3jtkbq
ycipk-3jtkbq
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-3jtkbq