02-08-2017 (21:28)

Tego nie wiesz o Władysławie Bartoszewskim

Wypominają mu. Że nie był profesorem. No nie był. Że nosił kurtkę Wehrmachtu. Zdarzyło się. Ile razy słyszał, że został zwolniony z Auschwitz, bo poszedł na współpracę z gestapo. Ktoś nawet zamówił w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau trzy fotografie obozowe Władysława Bartoszewskiego, więźnia numer 4427. Na potwierdzenie, że ten służył w Wehrmachcie. No cóż, więźniowie obozu często nie dostawali pasiaków, ale zużyte mundury z frontu. W książce ”Warto być przyzwoitym” pisał: ’Kurtka należała zapewne do rannego albo zabitego żołnierza niemieckiego, bo miała na sobie jeszcze ślady krwi. Przeleciało mi przez głowę: żołnierz zginął, a jego kurtka posłuży za opakowanie dla żyjącego trupa. To nieźle’. A, że profesor. Sam nigdy się tak nie tytułował. Ale odkąd w latach 80. otrzymał w Bawarii tak zwaną profesurę gościnną zaczęto się do niego zwracać właśnie per Profesorze. Zasłużył na to swoją wiedzą, mądrością, drogą jaką konsekwentnie szedł przez życie. Zawsze z Polską przed oczami i w sercu. Nigdy dość wspomnień o Nim. Wyszły właśnie dwie książki. Najlepiej nie zastanawiać się, którą wybrać, ale sięgnąć po obie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Tego nie wiesz o Władysławie Bartoszewskim
( )

Wypominają mu. Że nie był profesorem. No nie był. Że nosił kurtkę Wehrmachtu. Zdarzyło się. Ile razy słyszał, że został zwolniony z Auschwitz, bo poszedł na współpracę z gestapo. Ktoś nawet zamówił w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau trzy fotografie obozowe Władysława Bartoszewskiego, więźnia numer 4427. Na potwierdzenie, że ten służył w Wehrmachcie. No cóż, więźniowie obozu często nie dostawali pasiaków, ale zużyte mundury z frontu. W książce ”Warto być przyzwoitym” pisał: ’Kurtka należała zapewne do rannego albo zabitego żołnierza niemieckiego, bo miała na sobie jeszcze ślady krwi. Przeleciało mi przez głowę: żołnierz zginął, a jego kurtka posłuży za opakowanie dla żyjącego trupa. To nieźle’. A, że profesor. Sam nigdy się tak nie tytułował. Ale odkąd w latach 80. otrzymał w Bawarii tak zwaną profesurę gościnną zaczęto się do niego zwracać właśnie per Profesorze. Zasłużył na to swoją wiedzą, mądrością, drogą jaką konsekwentnie szedł przez życie. Zawsze z Polską przed oczami i w sercu. Nigdy dość
wspomnień o Nim. Wyszły właśnie dwie książki. Najlepiej nie zastanawiać się, którą wybrać, ale sięgnąć po obie.


”W latach siedemdziesiątych mieliśmy bardzo mało pieniędzy. Niektórzy przyjaciele doradzali: ’Macie przecież bogaty księgozbiór, dlaczego nie uruchomicie czegoś w rodzaju biblioteki, gdzie ludzie za opłatą przychodziliby czytać?’. Przez pewien czas tak właśnie postępowaliśmy, aby nieco zarobić. Do piwnicznej biblioteki Bartoszewskich przychodziło wiele osób. Wnosili też do domu mnóstwo brudu i błota. W końcu zdecydowaliśmy się położyć temu kres i zamknęliśmy bibliotekę.” opowiada Bettinie Schaefer Zofia Bartoszewska, żona Władysława Bartoszewskiego.

(img|747829|center)

Niemiecka dziennikarka w książce Walczyć o wolność, żyć niezależnie , zebrała wspomnienia o profesorze. Wysłuchała bliskich, współpracowników, tych, z którymi przecinały się ścieżki Władysława Bartoszewskiego, polityków i dyplomatów. Schaefer rozmawia z Jerzym Buzkiem, Różą Thun, Lechem Wałęsą, wieloletnim asystentem profesora Marcinem Barczem, czy Markiem Zającem, sekretarzem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Bywa, że zdradzają jej profesorskie tajemnice, jak Ulrike Kind (osobista asystentka w latach 1998 - 2000): ”Wyznał mi kiedyś, że wielką przyjemność sprawia mu wieczorne czytanie kryminałów i jedzenie czekolady”.
Drobiazgi, ale jakże dziś cenne. Dopełniają obraz. W tych wspomnieniach jest bliski, a nie odlany ze spiżu.

Profesor Bartoszewski ocalały z Auschwitz, spędził lata w komunistycznych więzieniach. Zdarzało się, że celę dzielił z wysokimi nazistowskimi oficjelami. Nie odcinał się od nich. Rozmawiał. Chciał ich zrozumieć. Dla niego nienawiść do całego narodu była zbyt prostym rozwiązaniem. Pragnął pojednania Polski z Niemcami.

”Z okazji dziewięćdziesiątych urodzin Władysława Bartoszewskiego prezydent Niemiec Joachim Gauck zaprosił pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt osób na uroczystą kolację do swojej rezydencji w zamku Bellevue. Poi wystąpieniu prezydenta do pulpitu podszedł Bartoszewski - bez pomocy laski, którą z racji wielu zwykle przy sobie nosił. Zajął miejsce, podziękował i powiedział:”Moi wrogowie zasłużyli na to, abym żył jak najdłużej”. Był wtedy rok 2012”. Wspomina Hans-Gert Pöttering, przewodniczący Parlamentu Europejskiego w latach 2007-2009

”Czego w nim nie lubiłam. Nie wiem, czy wypada zdradzać. Miałam wrażenie, że im był starszy, tym więcej mówił o sobie. Czasem nawet zbyt wiele. (…) Pewnego razu prezydent Kwaśniewski zaproponował mu stanowisko ministra spraw zagranicznych, argumentując, że Polska go potrzebuje. Bartoszewski opowiadał mi później o tej propozycji i o swojej odpowiedzi: ’Polska przede wszystkim nie potrzebuje pana jako prezydenta. Jak z takim nastawieniem miałbym pracować w roli pańskiego ministra?’.
Taki był Bartoszewski - zawsze uczciwy i szczery wobec siebie, gotów zrezygnować z wysokiego stanowiska. Nie poruszał się w świecie cieni. W jego przypadku zawsze wszystko było jasne”. Róża Thun, posłanka do Parlamentu Europejskiego

Niespożytą energię i charakter przywołuje Marcin Barcz, osobisty asystent Władysława Bartoszewskiego w latach 2002- 2015: ”Fascynował się nową techniką wiadomości e-mailowych. Podobało mu się, że wszystko szło tak szybko. Napisać, wysłać i zaraz dostać odpowiedź - to idealnie pasowało do jego tempa pracy. Czasem próbowałem poskromić nieco jego zapędy i gdy chodziło na przykład o list do prezydenta, zwracałem uwagę, czy nie byłoby stosowniej wysłać go tradycyjną drogą. Odpowiadał: ’Wykluczone, będę czekał do śmierci, a odpowiedź muszę mieć jeszcze dzisiaj’.

Marek Zając, dziennikarz, sekretarz Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, biograf Władysława Bartoszewskiego podkreśla format swojego rozmówcy: ”Podczas wspólnych prac nad kolejnymi książkami widziałem, jak wykreśla negatywne informacje o opisywanych osobach. Próbowałem go powstrzymać, lecz on mówił: ’Jego dzieci jeszcze żyją. Moje milczenie o tym człowieku całkowicie wystarczy’. Na nikogo jednak publicznie nie wydawał wyroków”.

Marek Zając wydał własną książkę w hołdzie Bartoszewskiemu. Pędzę jak dziki tapir ,, to zbiór 93 anegdot, co w jasny sposób odnosi się do 93 lat życia Władysława Bartoszewskiego. I są tam prawdziwe perełki, jeśli nie same. Chciałoby się zacytować całą książkę - a można fragment. Ten pokazuje cudowne poczucie humoru, Bartoszewski zjednywał nim ludzi:

”W lutym 2001 roku Władysław Bartoszewski jako minister spraw zagranicznych czekał na spotkanie w cztery oczy z Janem Pawłem II. Czekał, bo Papież rozmawiał z rosyjskim szefem rządu Michaiłem Kasjanowem. Gdy wreszcie tamta audiencja dobiegła końca, Profesor z szacunkiem ucałował pierścień Rybaka i oświadczył:

– Ojcze Święty, Ruscy wyszli, zostaliśmy sami!”

Obejrzyj też: Niemieckie media milczą o rocznicy Powstania Warszawskiego

Był tak szczery, że pozostawiał swoich rozmówców, bezradnych w ciszy: ”Młoda dziennikarka radiowa z Niemiec prowadzi wywiad z Profesorem. Cała zaaferowana mówi:

– Pan przecież wybaczył sprawcom...

Profesor stanowczo:
– Nie!

Dziewczyna odskakuje jak oparzona, z szeroko otwartymi z niedowierzania oczyma mówi:

– No jak to? To znaczy, że pan nadal uważa wszystkich Niemców za winnych?

Bartoszewski z całkowitym spokojem odpowiada:

– Nie, ja tego nigdy nie powiedziałem. Ale są tacy, którzy byli winni. I co ja mam z tym zrobić? Stanąć na najruchliwszym skrzyżowaniu Frankfurtu albo Monachium i krzyczeć przez megafon: ’Jeśli ktokolwiek tego pragnie, to mu wybaczam?’. Wie Pani, kilka lat wykładałem w Niemczech i nigdy się nie zdarzyło, żeby ktoś przyszedł i powiedział mi, że w czasie wojny trafił do SS, że służył w obozie i że na stare lata jest mu z tym ciężko... To komu ja mam wybaczyć?

Marek Zając zaczyna swoją książkę od zagadki. Ile miał lat Władysław Bartoszewski, gdy to pisał i cytuje:

”Zwalczaj atomizację naszego społeczeństwa. Zrozum sam i wpajaj innym przekonanie, że Polska to nie kilkadziesiąt milionów ’sobiepanów’, ale wielki Naród, mający wspólne cele i wspólne obowiązki wobec historii, że dolą i niedolą jesteśmy związani na śmierć i życie, że zbrodnią jest reagować na nieszczęście dopiero wtedy, gdy się samemu zostanie zagrożonym.

Zwalczaj fałszywe społecznictwo, manię wiecowania, dysput, rozszczepiania włosa na czworo, ’liberum veto’, nie poddawaj się wilkom w owczej skórze: chorym psychicznie histerykom, ’wodzom’. Broń w życiu społecznym praw rozumu, z zasady bądź nieufny wobec wszelkich prądów antyintelektualnych (…). Bądź czynnikiem zgody, czynnikiem dobrze pojętego kompromisu. Całkowitej nieustępliwości, izolacjonizmu, niechęci do współpracy i porozumienia z przeciwnikiem nie uważaj za cnotę stałości. Dopatruj się w tym raczej ciasnoty umysłowej i zbadaj, czy nie kryje się tam na dnie zła wola. Ale nim tej pewności nie nabierzesz – nie rzucaj oskarżeń na wiatr, bo postąpisz niegodziwie, będziesz śmieszny i mały”.

Miał lat 21. Onieśmielająca dojrzałość. Zając publikuje fragmenty tekstu, który ukazał się w konspiracyjnym piśmie ”Prawda Młodych” w listopadzie 1943 roku. Profesor Władysław Bartoszewski dawał potem świadectwo tych słów przez całe swoje długie życie.

”Nie ukrywam, byłoby dla mnie czymś wielkim, gdybym za sto lat w polskiej encyklopedii miał dwuwierszową wzmiankę. Ale jeszcze więcej znaczyłoby dla mnie, gdybym mógł z jakiegoś innego świata dojrzeć, że moje wartości, moje poglądy na współżycie ludzi i społeczności zaowocowały praktycznie” czytamy jego słowa w ”Pędzę jak dziki tapir”.

I niech to będzie dla nas dobra wróżba.

Walczyć o wolność, żyć niezależnie , Bettina Schaefer, Prószyńki i S-ka

(img|747841|center)

Pędzę jak dziki tapir , Marek Zając, wydawnictwo WAM

(img|747843|center)

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.