Trwa ładowanie...

Te państwa poza Rosją nie istnieją. Mieszkańcy zostali całkowicie zrusyfikowani. Jak wygląda ich codzienne życie?

Kraj czy nie kraj? Rosyjskie zaplecze czy autonomiczny teren? O Naddniestrzu zrobiło się głośno przy okazji inwazji Rosji na Ukrainę, bo może się ono stać bazą zaopatrzeniową armii rosyjskiej. O tym i innych nieuznawanych krajach założonych i utrzymywanych przez Rosję opowiada WP Tomasz Grzywaczewski.

Share
Rosyjskie wojska wjechały na teren Gruzji w 2008 r. Rosyjskie wojska wjechały na teren Gruzji w 2008 r. Źródło: East News
d4jt04b

Jego książka na ten temat, "Granice marzeń. O państwach nieuznawanych", która ukazała się w 2018 r., została właśnie wznowiona przez Wydawnictwo Czarne.

Przemek Gulda: Napisałeś książkę o... No właśnie, jak najlepiej określić te twory, o których piszesz?

Tomasz Grzywaczewski: Najczęściej określa się je jako państwa nieuznawane, leżące na obszarze postsowieckim. To m.in.: Doniecka i Ługańska Republika Ludowa, Naddniestrze, Abchazja, Osetia Południowa czy Górski Karabach. Zainteresowałem się tym tematem bliżej po rosyjskiej inwazji na Donbas i aneksji Krymu w 2014 r. Te wydarzenie dobrze pokazały, po co Rosja zakłada takie enklawy.

d4jt04b

No właśnie: po co? Czemu są one ważne dla Rosji?

To wynik jej imperialnej i kolonialnej polityki. Wykorzystuje ona ten mechanizm, bo wielokrotnie się już sprawdził w praktyce. Tworzy takie właśnie parapaństwa, nieuznawane przez nikogo na świecie, po to, żeby wywoływać napięcie w sąsiednich krajach, najczęściej tych, które odłączyły się od ZSRR i wybiły się na niepodległość, jak Ukraina czy Gruzja. Znakomitą pomocą do podsycania napięcia jest podgrzewanie lokalnych konfliktów i podziałów etnicznych czy religijnych. Typowy mechanizm dziel i rządź.

Rosja potrzebuje tych państw do celów strategicznych?

Tak. Najlepszym dowodem jest istnienie Osetii Południowej, która jest bardzo ważnym narzędziem do trzymania w szachu Gruzji. Podtrzymywanie konfliktu nie pozwala Gruzji wejść do struktur międzynarodowych. Ma to też znaczenie praktyczne - kiedy w 2008 r. rozpoczęła się rosyjska inwazja, rosyjskie czołgi z Osetii w kilka godzin dojechały pod Tbilisi.

Jak funkcjonuje życie społeczne w takich miejscach?

Jako wynik sprytnej inżynierii politycznej, z oficjalnego punktu widzenia są "czarnymi dziurami" na politycznej mapie. Świat ich "nie widzi". Uznawane są tylko przez Rosję i kilka rosyjskich państw sojuszniczych, takich jak Wenezuela czy Syria i tylko Moskwa jest dla nich punktem odniesienia.

Jakie to ma praktyczne skutki?

Ludzie w tych krajach żyją w swego rodzaju politycznej i społecznej schizofrenii, a zarazem - w bardzo mocnym odcięciu od reszty świata. Bo, owszem, mają paszporty, na których jest herb ich kraju, ale są one mniej więcej tyle warte, co paszport Polsatu: nigdzie nie można z nim wyjechać, żadna straż graniczna nie wpuści na teren swojego kraju na podstawie takiego dokumentu. W praktyce podróżowanie jest też utrudnione, bo w tych enklawach nie ma żadnych lotnisk, są one wyłączone z przestrzeni powietrznej.

d4jt04b

Czyli dokąd można stamtąd wyjechać?

Co najwyżej do Rosji. I tak się zresztą z reguły kończy w praktyce - że ludzie stamtąd jeżdżą do Rosji w celach zarobkowych. Są oczywiście indywidualne wyjątki. Nie można też zapominać o istnieniu sporej diaspory abchaskiej w Turcji. Ale poza tym ludzie z tych miejsc są raczej skazani na bytowanie w ich granicach.

Jak wyglądają w praktyce rosyjskie wpływy w tych państwach?

Mają przede wszystkim trzy wymiary. Pierwszy i najważniejszy to aspekt militarny. W każdym z nich stacjonują jakieś rosyjskie jednostki wojskowe. W niektórych nazywają się "siłami pokojowymi", co jest niemal groteskowe - to jedyne "siły pokojowe" na świecie, których zadaniem jest generowanie niepokoju, a w skrajnym przypadku wręcz wojny. Osetia Południowa jest dziś w zasadzie już tylko jedną wielką rosyjską bazą wojskową. Wszyscy cywilni mieszkańcy się stamtąd wynieśli.

d4jt04b

Rosja na pewno wpływa też na gospodarkę tych państw?

Tak, to drugi ważny filar jej wpływu. One są niemal całkowicie zależne od Rosji pod względem ekonomicznym. Nie ma tam żadnych zasobów naturalnych. Te kraje mogą więc liczyć tylko na rosyjskie pieniądze. I rzeczywiście, trafia ich tam sporo. Począwszy od dotacji budżetowych, skończywszy nawet na dopłatach do emerytur.

Czyli Rosja nie ma z nich korzyści gospodarczych?

Żadnych. Dokłada do nich. Chodzi wyłącznie o kwestie geopolityczne i symboliczne. Trzeci obszar rosyjskiego wpływu to kwestie kulturowo-cywilizacyjne. Rosja narzuca im całkowicie swoją kulturę, negując możliwość kształtowania się i rozwijania lokalnych tożsamości. Zresztą często nie ma się do czego odnosić. Bo jaka jest tożsamość naddniestrzańska?

d4jt04b

Społeczność tego kraju składa się, mniej więcej, po równo z osób o pochodzeniu ukraińskim, rosyjskim i mołdawskim, z niewielkim udziałem kilku mniejszości. Tam nie można mówić o lokalnej tożsamości.

Co ciekawe, inaczej jest w Abchazji, która - leżąc na Kaukazie - wpisuje się w tamtejszą kaukaską tożsamość i widać tam wyraźne wpływy kaukaskiej kultury i stylu życia. Zresztą Abchazja ma się do czego odnosić także w kontekście historycznym - to przecież był odrębny naród z bardzo barwnymi dziejami i silną lokalną kulturą. Warto wspomnieć chociażby o języku, odrębnym, bardzo oryginalnym w skali globalnej i bardzo skomplikowanym - w zależności od dialektu jest w nim około 50 głosek.

Ale słychać go na ulicy?

Niestety, prawie zupełnie nie. We wszystkich tych państwach dominuje język rosyjski. Paradoksalnie, nazw bardzo oryginalnych potraw abchaskich nauczyłem się wcale nie na miejscu, ale od abchaskiej mniejszości w Turcji. Rosji udało się w Abchazji dokonać dość zawrotnej manipulacji - wywołali tam mocne nastroje antygruzińskie, przedstawiając Gruzję jako największe zagrożenie. I to "chwyciło".

d4jt04b

Kiedy zapytałem jednego z lokalnych liderów abchaskich, czy nie boi się rusyfikacji, odpowiedział z lekkim rozbawieniem: "ale my jesteśmy już przecież całkiem zrusyfikowani". Ktoś inny opowiedział mi historię, która dobrze oddaje tamtejsze nastroje i sytuację: Rosja jest jak niedźwiedź, który - owszem - skutecznie obroni cię nawet przed największymi wrogami, ale kiedy cię potem przytuli, to tak mocno, że może udusić.

Czy rosyjskie wpływy widać i słychać na ulicy?

Tak, bardzo wyraźnie. Wszyscy mówią po rosyjsku, szyldy są pisane cyrylicą, język rosyjski jest wszechobecny. Mało tego: choćby w Naddniestrzu wszędzie widać pomniki z czasów sowieckich: różne "leniny" i inne podobne postumenty. Często są "uaktualnione" symbolami współczesnej Rosji, co sprawia, że są przedziwnym połączeniem elementów imperialnych, czasem wręcz carskich i radzieckich.

d4jt04b

A czy propaganda kremlowska ma tam wpływy?

To zdecydowanie za mało powiedziane. Ona jest tam po prostu wszechwładna. Wszyscy oglądają rosyjską telewizję, czytają rosyjskie gazety i portale informacyjne. Używają rosyjskiej platformy społecznościowej Vkontakte, lokalnego odpowiednika Facebooka. Do ludzi mocno trafiają tezy rosyjskich propagandzistów: "Zachód to śmiertelny wróg, po ulicach zachodnich miast przechadzają się faszyści, tylko Rosja może być skuteczną ochroną przed tym złem". Te poglądy są powszechne w nieuznawanych krajach.

Ku mojemu zdziwieniu podatne okazały się na nie nawet osoby z polskiej mniejszości w Naddniestrzu - jest tam jedna polska wioska. Działa tam towarzystwo kultury polskiej, które stara się neutralizować te wpływy. Wysyła np. młodych ludzi na wyjazdy do Polski czy innych krajów europejskich. Oni przeżywają szok, kiedy tam przyjeżdżają i okazuje się, że jest zupełnie inaczej, niż pokazuje to rosyjska telewizja.

Jak wygląda życie codzienne w tych krajach? Czy, pomijając ich specyficzne położenie polityczne, życie jest tam inne niż w okolicznych państwach?

Na pewno bardzo mocno widać tam izolację od reszty świata. Kiedy rozmawia się z ludźmi, można od razu wyczytać, że czują się wyrzutkami. Dla mnie znakomitym symbolem tej sytuacji były "nieuznawane" mistrzostwa świata, które zorganizowane zostały kilka lat temu w Abchazji. Brały w nim udział reprezentacje nieuznawanych państw i terytoriów, które zrzeszone są w federacji alternatywnej wobec FIFY.

Co było nietypowego w tych mistrzostwach poza tym, że brały w nich udział drużyny, których nie można zobaczyć na oficjalnych rozgrywkach?

Szybko okazało się, że abchascy kibice którzy przychodzą na trybuny... nie umieją kibicować. Nie potrafili wspólnie dopingować, ktoś próbował zainicjować "meksykańską falę", ale się nie udało, bo mało kto wiedział, co trzeba robić. Mało tego: krzyczeli nazwę swojej ojczyzny po... rosyjsku. To trochę tak, jakby ktoś poszedł na mecz polskiej reprezentacji i krzyczał "Polsza, Polsza!".

Było tak dlatego, że ci ludzie nigdy wcześniej nie mieli okazji być na meczu, nie wiedzieli, jak się zachować. Ale wraz z kolejnymi meczami mistrzostw uczyli się i wychodziło im to coraz lepiej. A po finale, w którym Abchazja pokonała Pendżab, na ulicy odbywała się wielka feta. To był wyraźny dowód na to, jak bardzo ci ludzie potrzebują czegoś, co ich łączy. Łączy między sobą, ale łączy też z resztą świata.

Tomasz Grzywaczewski, "Granice marzeń. O państwach nieuznawanych" czarne.com.pl
Tomasz Grzywaczewski, "Granice marzeń. O państwach nieuznawanych"Źródło: czarne.com.pl

Na Ukrainie się nie skończy? Ekspert o celach Putina. "Nie można tego wykluczać"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d4jt04b
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d4jt04b
d4jt04b