Recenzje
17-03-2016 (11:23)

Seks i xanax, czyli w świecie hipsterskiej bohemy

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Seks i xanax, czyli w świecie hipsterskiej bohemy
("__wlasne)

„Jesteśmy ludźmi nowego pokolenia, ze źrenicami rozszerzonymi od efedryny. Regulujemy emocje za pomocą xanaxu i seksu. Naszymi zawodami zaufania społecznego są psychoterapeuta i barista”. Kim jest to nowe pokolenie? Pisze o nim Agnieszka Wolny-Hamkało.

Ada, główna bohaterka najnowszej książki Agnieszki Wolny-Hamkało to młoda, choć już nie najmłodsza kobieta, która nie bardzo wie, co zrobić ze swoim życiem. Poznajemy ją w momencie, kiedy straciła pracę (właściwie, nie do końca wiadomo, co robiła – jest po prostu beztroską malarką) i nie bardzo wie, co ze sobą zrobić. Przypadkiem na jednej z imprez, od których dziewczyna nie stroni, znajoma proponuje jej zatrudnienie we wrocławskim Teatrze Polskim w charakterze scenografki. Ada korzysta z nadarzającej się okazji – przychodzi na spotkanie z dyrektorem instytucji, a ten – po krótkiej rozmowie – rzutem na taśmę oferuje jej przygotowanie scenografii do swojego najnowszego spektaklu, który właśnie powstaje.

Wieczna dziewczynka

I tak Ada zostaje wciągnięta w wir wrocławskiej bohemy, o ile tak można nazwać pseudoartystyczne środowisko, w którym przyjdzie jej egzystować podczas upalnego, ociekającego żarem lata. Imprezy suto zakrapiane alkoholem, w ogóle – codzienność, której nieodłącznym elementem jest popijanie (oczywiście wyłącznie modnych drinków), popalanie (nie tylko papierosów) i toczenie rozwlekających się dysput, ni to o sztuce, ni to o życiu, choć właściwie tak do końca nie wiadomo, o czym.

W dodatku Ada, które niedawno rozwiodła się z mężem Tomaszem (co nie przeszkadza parze byłych małżonków spotykać się na tzw. przyjacielski seks), całkiem przypadkowo poznaje tajemniczego Jacka, z którym nawiązuje dziwny romans, sprowadzający się wyłącznie do zaspokajania czysto fizycznych potrzeb.

Ramy czasowe króciutkiej historii, jaką proponuje Agnieszka Wolny-Hamkało, zamykają się wokół zlecenia, jakie dostaje we wrocławskim teatrze Ada. Punktem wyjścia opowieści jest angaż przy spektaklu w reżyserii Kluszczyńskiego, a zmagania Ady ze stworzeniem scenografii stanowią tło powieści. Momentem kulminacyjnym „41 utonięć” jest oczywiście premiera przedstawienia, podczas którego widzom zostaje zaprezentowana awangardowa, chciałoby się rzecz, nowoczesna i odpowiadająca najnowszym standardom, sztuka teatralna.

Rzecz o sztuce

O czym jest ta sztuka? Właściwe do końca nie wiadomo. A co więcej, nie wie tego nie tylko czytelnik powieści A. Wolny-Hamkało – zdają się tego nie wiedzieć zarówno występujący w niej aktorzy, realizująca scenografię Ada, a nawet sam reżyser przedstawienia. Jednym zdaniem– wszystko jest w porządku, bo dokładnie tak miało być.

Kluszczyński sili się w swoich, zresztą świetnie skomponowanych przez Wolny-Hamkało, przydługawych patetycznych monologach, niemal dytyrambach, na filozoficzne rozważania o sztuce, otaczającym świecie, życiu, człowieku, czym naraża się jedynie na śmieszność – aktorzy mający zagrać w jego przedstawieniu niewiele rozumieją z tych tyrad, ale przytakują swojemu „mistrzowi”, bo przecież nie wypada podważać zdania kogoś, kto im płaci. Ale w gruncie rzeczy nie chodzi tu wyłącznie o powody materialne – aktorzy (i cała teatralna trupa) muszą udawać, że świetnie odnajdują się w tej pseudoartystycznej, pseudofilozoficznej, w ogóle – pseudo kreacji, bo przyznanie się do jej niezrozumienia, nie mówiąc już o jej zakwestionowaniu, byłoby co najmniej passe.

Znaczącą sceną, która świetnie oddaje zależność, jaka łączy aktorów z dyrektorem teatru (i w ogóle – stanowi odzwierciedlenie pewnej grupy społecznej), jest opis rytuału, jaki proponuje Kluszczyński, Rytuału, który ma „uruchomić” zespół, pozwolić mu „aktorsko dojrzeć”.„Czuję, że wiele rzeczy wam pootwieram, pokieruję waszym procesem” – zachęca guru i zaprasza osoby pracujące przy spektaklu na strych jakieś śmierdzącej sikami i kurzem kamienicy, by tam... zrzucili oni z siebie ubrania. „Jesteśmy ludźmi nowego pokolenia, ze źrenicami rozszerzonymi od efedryny. Regulujemy emocje za pomocą xanaxu i seksu. Naszymi zawodami zaufania społecznego są psychoterapeuta i barista” – mówił patetycznie Kluszczyński podczas ściągania majtek.

Co ciekawe, chociaż większość teatralnej trupy czuje pewien dyskomfort (i być może w głębi ducha zadaje sobie pytanie po co ta cała maskarada), nikt nie ośmiela się protestować. W końcu żaden z aktorów nie zamierza wyjść na zacofanego ciemniaka, który nie rozumie współczesnej sztuki. Jedynie młody dramaturg Franczak próbuje powątpiewać w sens „rytuału obnażenia” i wykręcić się z konieczności wyskoczenia z ubrań, ostatecznie jednak kapituluje.„Jesteśmy tacy sami, jak wszyscy, pomyślała Ada i zobaczyła w tych ludziach siebie” przerażoną własną fizycznością kobietę, która próbuje dobrze wypaść”. W rzeczywistości – o to chodzi bohaterom powieści – żeby dobrze wypaść...

L**ęk przed życiem**

Jest to pewien sposób, jak uprzedza autorka, radzenia sobie z lękiem. W końcu każdy z bohaterów czegoś się boi, nie wspominając o Adzie, która obawia się właściwie wszystkiego. Choć obecnie sen z powiek spędza jej przygotowanie scenografii do spektaklu, jest to jednak bardzo powierzchowne odczucie. Ada – tak mi się wydaje – chyba po prostu boi się żyć. Żyć tak naprawdę. Wziąć się z życiem za bary i przestać bawić się w wieczną małą dziewczynkę, którą trzeba wszędzie prowadzić za rączkę.

Ada, a za nią większość bohaterów książki Wolny-Hamkało, to takie, delikatnie rzecz ujmując, lekkoduchy. Ludzie dawno po „trzydziestce” (albo i „czterdziestce”), którzy nie wiedzą, co ze swoim życiem zrobić, a swoje lęki zapijają alkoholem. To beztroscy wieczni nastolatkowie w kolorowych trampkach, którzy wolą żyć chwilą, z dnia na dzień. Nie przejmują się niepłaconym od kilku miesięcy czynszem za mieszkanie, bo jakoś to będzie. Zamiast tego wolą trwać w złudzeniu, bo ono daje im pewien komfort.

I szukają czegoś, co zapełni ich pustki. Idą na „Noc Konfesjonałów” (dość egzotyczny, ale ciekawy wątek w powieści!), uprawiają seks, imprezują albo zakładają, jak Ada, konto na randkowych serwisach internetowych. „41 utonięć” Agnieszki Wolny-Hamkało, ta niewielkich rozmiarów książeczka, stanowi niezłą alegorię czasów, w których żyjemy i ludzi, którzy nas otaczają.

„Ta książka to przezabawny portret hipstersko-artystycznej bohemy wrocławskiej, która ciągle robi jakieś projekty albo tatuaże, a brak koncepcji ubiera w abstrakcyjne słowa. Jak się nie wie, o czym ma coś być, to się daje niby-wolność współpracownikom i czeka, aż oni coś wymyślą. Skąd my to znamy” – podsumowuje w „Wysokich Obcasach” Sylwia Chutnik. Właśnie, skąd my to znamy?

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.