Trwa ładowanie...
Materiał partnera

Robienie takich rzeczy w Polsce? Niemożliwe! Przeczytajcie powieść "Świeccy" [fragment]

"Bogoojczyźniane polskie mity mnie osobiście bardzo męczą. Chodziło mi o opowiedzenie historii miejsca i ludzi, którzy są Polakami, przez stulecia angażują się w poprawianie Rzeczpospolitej, ale mit o wiecznym związku Polski z Kościołem katolickim jest im obcy"- mówi Marcel Andino Velez.

Share
 Źródło: materiały partnera
dful0yg

Jego debiutancka powieść "Świeccy" to współczesna, ale alternatywna saga rodzinna, której akcja dzieje się w miasteczku zarządzanym przez bogatą i wpływową rodzinę miłośników sztuki. Czy to musi być Polska istniejąca tylko teoretycznie? Pomyślcie o tym, czytając "Świeckich". Poniżej prezentujemy fragment powieści.

– Piękny listopad, pani prezydent – zaczął kierowca.

– Na grzybach dziś pan był? – Popularność Kuberskiej w mieście miała wiele przyczyn, ale sympatię zaskarbiała sobie przede wszystkim pamięcią do ludzi i ich upodobań. Marian poza tym, że jako mechanik samochodowy z krwi i kości uwielbiał dłubanie w zawsze nieco zdekapitalizowanym parku samochodowym na Diabelcach, należał też do najświętszego zakonu prawdziwka i przeczesywał pobliskie Bory Tucholskie w poszukiwaniu tych jedynych z taką determinacją, że nieraz wracał z jednego wypadu z dwustoma, trzystoma "prawdziwymi".

dful0yg

– A jak, pani prezydent?! Marian żywemu nie przepuści! – Pokraśniał. Rozmowę o grzybobraniu ciągnęli przez chwilę. Kiedy powiedzieli już wszystko o listopadowych gąskach zielonkach, Marian uznał za stosowne podtrzymać rozmowę. – A co to będzie z naszymi chłopcami z Progresu? Popędzą trochę tę hołotę w Gdańsku?

– A to Lechia gra w ekstraklasie? Wie pan, że ja to nie zawsze jestem na bieżąco – Kuberska próbowała udać, że nie wie, o co chodzi.

– Oj, pani prezydent. No przecież mówię o naszych kibicach. Jadą prać narodowców na jedenastego listopada. – Marian był pełen dumy, zupełnie jakby dalej mówił o nazbieranych dziś grzybach.

– Panie Marianie, ja o niczym nie mam pojęcia. Wie pan, że ja żadnych takich działań nie popieram. Niech u nas organizują marsz antyfaszystowski, proszę bardzo. Ale gościnne występy, mordobicia, to już za wiele – przemówiła teraz tonem belferskim, ale kierowca nie dał się nabrać.

dful0yg

Jechali szybko Wojska Polskiego pod górę, ku Diabelcom, minęli zamek i kompleks zabudowań szpitalnych i dojechali do ronda z monumentalną kamienną głową autorstwa lokalnego rzeźbiarza Marka Tomasika. Samochód podskoczył na torach tramwajowych, minął początek schodzącego ku Wiśle wąwozu i odbił w prawo, ku wielkiej osiemnastowiecznej bramie, stale otwartej.

Marcel Andino Velez, autor "Świeckich".  materiały partnera
Marcel Andino Velez, autor "Świeckich". Źródło: materiały partnera, fot: Albert Zawada

– O, Światowid na nas popatrzył! Ja pani mówię, że dobrze, że chłopaki jadą na rozróbę. Ze złem trzeba walczyć, nie chować głowy w piasek – ciągnął pan Marian. Światowidem nazywano największą z dwustu kamiennych głów i płaskorzeźbionych twarzy, które przed kilkoma laty ozdobiły ulice miasta. Wmurowane w kamienne ogrodzenia, w ściany starych kamienic, wolno stojące na placach i skrzyżowaniach, uproszczone twarze kojarzono bardziej ze sztuką pozaeuropejską, z eksponatami wystaw muzeów etnograficznych i archeologicznych, a największa stała właśnie na rondzie na Diabelcach. Świecianie ze swych głów byli bardzo dumni, choć kiedy Kuberska aprobowała wniosek własnego biura kultury o ich postawienie, nie brakowało w mieście zrzędliwych głosów, że po co komu jakaś sztuka. Opozycja na radzie miasta jak zwykle oskarżyła Kuberską o chodzenie na pasku Świeckich i transfer publicznych pieniędzy do ich kieszeni. Świeccy z głowami nie mieli wiele wspólnego, między sobą mówili, że to kicz, ale taki, który jednak konfrontuje ludzi z abstrakcyjnym myśleniem, bo w głowach Tomasika nie chodziło o nic konkretnego, i jako takie cieszyły się ich szczerym uznaniem.

Gadka z kierowcą nie pozwoliła Kuberskiej skupić się na sprawie, którą miała zaraz rozgryzać z Janem. Wyjechali z alei starych koślawych dębów na otwarty dziedziniec przed dworem. Wysiadając z auta, Kuberska spojrzała na pięć masztów przed dworem Świeckich, na których powiewały kolejno flagi Unii Europejskiej, Polski, tęczowa LGBT, czerwono-biało-czarna flaga współczesnego województwa kujawsko-pomorskiego i stara, jagiellońska flaga Prus Królewskich. Na białym tle czarny orzeł, przepasany koroną Kazimierza Jagiellończyka i trzymający nad głową miecz. U Świeckich czuła się jak w domu, bawiły ją ich rodzinne poczucie humoru i luz. A przy tym wszystkim potrafili być śmiertelnie poważni i wobec pewnych spraw stawali na baczność, nawet kiedy inni uważali to za dziwactwo. Tak było z tymi flagami. Niejeden gość domu na Diabelcach traktował je jako obciach. Ale po lewej stronie podjazdu 50 stała skromna, ponura rzeźba dłuta Xawerego Dunikowskiego, która upamiętniała straszliwe zajście z 3 września 1939 roku, i dopiero w połączeniu z nią – i pamięcią tego, co tu zaszło – żenujące z lekka flagi nabierały innego znaczenia.

dful0yg

Tamtego dnia, na oczach wszystkich pracowników gospodarstwa Świeckich i pozostałych w dworze domowników od kuli w głowę zginęła na schodach domu babka Jana, matka Józefa, Henryka i Maryli, pochodząca ze starej heskiej rodziny von Trott zu Solz, Johanna Świecka. Trzymała na rękach dwumiesięczną córeczkę, Fryderykę, ciotkę Jana. Johanna wyciągnięta została za włosy z domu przez oszalałego z wściekłości Obersturmführera SS Georga Krainsky’ego i tu rozegrała się scena, która do dziś śniła się Henrykowi i Maryli. Krainsky’ego wysłano tu na czele elitarnej kompanii SS i konwoju samochodów po to, by gdy tylko zajęty zostanie dwór na Diabelcach, zarekwirować to, czego pragnął zarówno osobiście sam Hitler, jak i – może przede wszystkim – marszałek Rzeszy Hermann Göring. Ale tego już tu nie było. Żołnierze bezładnie biegali po wszystkich zakątkach ogromnego gospodarstwa, po parku, po zaroślach nad skarpą. Ich dowódca był młodym, ambitnym człowiekiem, nieprzygotowanym na to, że jego pierwsze poważne zadanie na tej wojnie okaże się porażką. Niektórzy ludzie w takich sytuacjach wpadają w panikę, a niektórzy w szał. Krainsky oszalał. Johanna trzymała cały czas przy piersiach maleńką Fryderykę, a on cały czas trzymał Johannę za włosy. Szarpał nią, wrzeszcząc kobiecie w twarz ginące w pryskającej ślinie przekleństwa i wymachując w drugiej ręce odbezpieczonym pistoletem. Rozkaz, by spędzić przed dwór wszystkich, wykonano w okamgnieniu.

Krainsky ryczał z obłędem w twarzy: "Wo ist das? Antworte mir! Sie sind Deutsch! Antworte mir!". Zapamiętano ten straszny wrzask i krzyk Johanny: "Ich bin eine Polnische Staatsbürgerin und dies ist mein Land". Rozległ się huk, krew, mózg i strzępy czaszki kobiety bryzgnęły na drzwi i kamienny portal zwieńczony zegarem, kwilące dziecko zawinięte w kocyk runęło na ziemię. Jednak wrzask Krainsky’ego nie ucichł. To był skowyt osaczonej bestii, wśród krzyku przerażonych ludzi. Jeden z esesmanów ruszył susem ku swojemu dowódcy, ten niewidzącymi oczyma spojrzał na martwą kobietę, na płaczące niemowlę i żołnierza biegnącego ku niemu, wsunął lufę do ust i kolejna plama z człowieka prysnęła na ścianę dworu.

Samochód z Kuberską stanął teraz przed tymi właśnie schodami. Pożegnała się z panem Marianem, wysiadła z auta i zobaczyła sylwetkę Jana w oknie jego gabinetu. Kiwnął, by weszła do dworu i przyszła prosto do niego. Drzwi były otwarte.

– Jezu, Jan, coś ty taki rozdygotany. Jak dzwoniłeś, to jeszcze ci było do śmiechu. – Weszła, rozpinając sportową kurtkę i wieszając ją na oparciu stojącego przy drzwiach krzesła. Zauważyła, że jest bardzo przejęty. Nie odpowiedział jej, tylko cmoknął w policzek i zaproponował gorącą wodę z cytryną. Odmówiła i wróciła do sprawy: – To z kim rozmawiałeś? Ja posłuchałam twojej rady i wzięłam na wstrzymanie. A ty? – Spojrzała na niego, siadając w jego fotelu przy biurku i zacierając ręce. To był bardzo charakterystyczny gest prezydentki. Oznaczał, że jest gotowa, by poświęcić się sprawie.

– Czekałem na ciebie. Nie rozmawiałem z nikim.

Powyższy fragment pochodzi z powieści "Świeccy" Marcela Andino Veleza (Wydawnictwo W.A.B.).

Materiał partnera
dful0yg
dful0yg
dful0yg