Trwa ładowanie...
Informacja prasowa: Rebis

Pola dawno zapomnianych bitew

Wywiad z Robertem J. Szmidtem

Share
Robert J. Szmidt Robert J. Szmidt Źródło: materiały partnera
dny7cpf

Jesteś autorem kojarzonym przede wszystkim z postapokalipsą. Od niej zaczynałeś karierę pisarską (Apokalipsa według Pana Jana) i dzięki niej odniosłeś największe sukcesy na rynku (Szczury Wrocławia, "Uniwersum Metro 2033"). Co cię skłoniło do sięgnięcia po space operę? Czy była to inspiracja twoimi tłumaczeniami, wśród których jest wiele pozycji tego gatunku?

Miałem bardzo ciekawą inspirację, ale nie chodzi o żaden z cykli science fiction, które zdarzyło mi się przełożyć…

Wybacz, że wpadnę ci w słowo. Czytelnicy pamiętają z pewnością admirała, który przetrwał ponad sto lat w kapsule ratunkowej.

Tak, z pozoru może to wyglądać na zapożyczenie z Zaginionej floty Jacka Campbella, ale jeśli przyjrzysz się temu zbiegowi okoliczności bliżej, zauważysz, że "Pola dawno zapomnianych bitew", czyli nowela, w której po raz pierwszy wspominam o odysei admirała Dreade-Ravenore’a, została opublikowana w 2005 roku, a więc dwanaście miesięcy przed pojawieniem się na rynku pierwszej powieści Campbella. I to nie w Polsce, ale w USA. Tłumacząc Nieulękłego, zauważyłem to podobieństwo, ubawiło mnie ono, ale raczej nie podejrzewam autora (który notabene napisał pochwalną notkę o Łatwo być bogiem) o to, że trafił gdzieś na mój tekst. Takie sytuacje zdarzają się bardzo często, pamiętam, jak Stephen King musiał się tłumaczyć, ponieważ jego Pod Kopułą wyszło niedługo po filmie z Simpsonami, w którym Springfield trafia pod identyczną kopułę.

dny7cpf

Podobnie było w przypadku sceny mapowania statku Obcych z Prometeusza, która jest identyczna jak ta w Łatwo być bogiem.

Tak, przyznam, że parsknąłem śmiechem w kinie, gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy. To dowód na to, jak bardzo można się dzisiaj powielać, nie plagiatując się wzajemnie. Scenarzyści tego filmu nie mogli znać mojej książki – Easy to Be a God nie zdążyło jeszcze ukazać się na amerykańskim rynku – a mimo to najwyraźniej odbierali na tych samych falach i stworzyli scenę, która równie dobrze mogłaby się znaleźć w ekranizacji Łatwo być bogiem.

 materiały partnera
Źródło: materiały partnera

Dobrze, zatem mamy jasność, że to nie tłumaczenia stały za sięgnięciem po space operę. Zdradź nam więc, co było wspomnianą inspiracją.

Wiele lat temu, na początku wydawania miesięcznika "Science Fiction", nawiązałem współpracę z Kostą Milevem, bułgarskim grafikiem, który zrobił dla nas kilka okładek, zarówno do pisma, jak i do książek (jego pracę można na przykład zobaczyć na pierwszym wydaniu Apokalipsy według Pana Jana). To właśnie jeden z jego artworków, na którym widać wrak wielkiego kosmicznego krążownika spadającego na powierzchnię planety, pozwolił mi zobaczyć historię Henryana Święckiego i wojny z ma’lahn.

dny7cpf

Podobnie jak w przypadku Szponów Smoka?

Tak, dokładnie tak. Jestem wzrokowcem. Kiedy widzę jakiś obraz, bardzo często dostrzegam kryjącą się za nim treść, a grafika Kosty przemówiła do mojej wyobraźni w tamtym momencie. Patrząc na nią, zobaczyłem gigantyczne wrakowiska na orbicie i ludzi, którzy je oczyszczają.

Krótko mówiąc, prace Mileva i Różalskiego dowodzą prawdziwości powiedzenia "jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc słów".

Absolutnie. Ja na podstawie jednego obrazu napisałem już około sześciuset tysięcy słów, a to przecież jeszcze nie koniec tej serii i tego uniwersum.

dny7cpf

Skoro wspomniałeś o uniwersum… Czy możesz opisać w kilku słowach jego założenia?

Całość historii opowiadanej na kartach "Pól dawno zapomnianych bitew" ma trzy plany czasowe. Pierwszy z nich to niemal współczesność: druga połowa dwudziestego pierwszego stulecia, czas, gdy mieszkający w metapoliach ludzie próbują opuścić wyniszczoną Ziemię. Teksty z tej linii czasowej nie są jednak space operami, to czysty cyberpunk (Mrok nad Tokyoramą, Śmierć to nie koniec), dopiero Per aspera ad astra, książka będąca swoistym łącznikiem pomiędzy pierwszą i drugą z tych linii, przenosi nas w głęboki kosmos. Uderzenie wyprzedzające rozpoczyna właściwą opowieść o wojnie domowej, której echa wspominane są często na kartach Łatwo być bogiem i późniejszych tomów traktujących o Henryanie Święckim, tworzących trzecią i ostatnią linię czasową.

Skoro mowa o metapoliach, naprawdę uważasz, że w najbliższej przyszłości staniemy się własnością korporacji?

Po pierwsze, plutokracja to wynalazek stary jak świat, nie odkrywam więc na nowo koła, gdy tworzę – literacko przerysowany, rzecz jasna – obraz jej powrotu. Demokracja umiera na naszych oczach, podobnie jak idea państw narodowych. Nie przesadzę, mówiąc, że żyjemy obecnie w jakiejś formie idiokracji, bo przyznasz chyba, że wielu politykom i celebrytom niewiele brakuje do bohaterów filmu o tym właśnie tytule.

dny7cpf

Fakt.

Tak, to krótkie słowo może być symbolem postępującej w zastraszającym tempie tabloidyzacji poglądów i świata. Jaka może być alternatywa? Kto przejmie schedę? Ta odpowiedź wydaje się prosta. Już dzisiaj mamy korporacje, które dysponują budżetami porównywalnymi z PKB pęczka mniejszych państewek. A te fortuny rosną. Zaledwie dekadę temu najbogatszym człowiekiem świata był Bill Gates, z majątkiem szacowanym na mniej więcej 50 miliardów dolarów. Dzisiejszy lider ma cztery, może już pięć razy więcej. W 2030 roku może dość do podwojenia tego majątku, w 2050 będziemy mieli bilionerów i skorumpowane zbankrutowane państwa, których rolę ktoś będzie musiał przejąć. Z tego, co dzisiaj widać, słychać i czuć, na pewno nie będą to merytokraci. Dość powiedzieć, że gdyby Bezos zechciał, mógłby dzisiaj stworzyć i wyposażyć trzecią armię świata i nadal nie poczułby tego wydatku. Sądzę, że prędzej czy później któryś z bogaczy pójdzie tą drogą. Zacznie się zapewne od peryferii cywilizowanego świata, ale efekt domina zrobi swoje.

Zostawmy na boku futurologię. Święcki dorobił się historii na pięć tomów. Ile zaplanowałeś dla Bukowskiego?

Myślę, że zawrę całość tej opowieści w podobnej liczbie tomów. Ta wojna dopiero się rozpoczyna, a zapewniam, że będzie naprawdę długa i krwawa. Podobnie jak to było w cyklu o Święckim, z tomu na tom skala wydarzeń będzie większa. Bukowski właśnie się rozkręca.

dny7cpf

Wiemy już, dlaczego twój nowy bohater jest traktowany jako największy zbrodniarz w historii ludzkości…

Przepraszam, że teraz ja wpadnę ci w słowo, ale mylisz się.

Atak na Instytut nie był czynem, przez który uznano Bukowskiego za wroga publicznego numer jeden?

Nie był. Jak wspomniałem, właściwa opowieść dopiero się zaczyna, a wydarzenia przedstawiane na kartach Uderzenia wyprzedzającego to zaledwie wprowadzenie do właściwej akcji. Zacząłem jak u Hitchcocka, od trzęsienia ziemi, a teraz napięcie będzie stopniowo narastać.

dny7cpf

To mnie zaciekawiłeś. Serio. Ale nie brnijmy w ten temat, żeby nie spoilerować za dużo. Powiedz mi, co sprawia ci największą trudność w pisaniu tego cyklu.

Najtrudniejsze jest spamiętanie wszystkich szczególików, na których można się wysypać na późniejszym etapie prac. Każda tak akcyjna książka to dziesiątki postaci i setki wydarzeń, czasem tylko wspomnianych w jednej rozmowie, ale bardzo ważnych dla innej linii czasowej. Pracując nad przekładami niektórych tasiemców, trafiałem na ogromną liczbę takich błędów. Najwięksi pisarze mylili osoby i wydarzenia, a pamiętaj, że gdy tłumaczysz tekst, masz go cały na świeżo, wyłapujesz więc takie kiksy i irytujesz się, bo nie rozumiesz, jak tak znany autor może uśmiercić nie tego, co trzeba. Dopiero gdy siadłem do "Pól dawno zapomnianych bitew", zrozumiałem, że nawet robienie bardzo szczegółowych notatek nie pozwala na ogarnięcie wszystkich detali, zwłaszcza że poszczególne tomy dzieli czasem rok pracy nad innymi tekstami. Staram się jednak jak diabli. Moja żona, która redaguje "Pola", także odwala kawał dobrej roboty, wychwytując najdrobniejsze nieścisłości, ale czasami coś nam może przemknąć.

Zadam pytanie, które musi paść w tym wywiadzie. Co byś zmienił, gdybyś miał okazję napisać "Pola" jeszcze raz?

Chyba nic…

Zastanów się dobrze.

Chyba wiem, do czego pijesz. Chodzi o śmierć Święckiego?

Tak.

Nie, nie zmieniłbym tego. Wiem, że niektórzy czytelnicy traktują usunięcie Henryana, i to w taki sposób, jako błąd, ale będę bronił mojej decyzji. Większość space oper, które znam, opowiada o wielkich bohaterach, którzy wypadają z samolotu bez spadochronu i niczym James Bond wychodzą cało z opresji. Ja podchodzę do swoich postaci zupełnie inaczej: to mają być ludzie z krwi i kości. Jeśli ich zranisz, krwawią, kuleją, umierają. Stają się bohaterami, ponieważ mają więcej szczęścia od innych, ale w ostatecznym rozrachunku są tylko liczbami w zestawieniu strat. Pisząc Zwycięstwo albo śmierć miałem pełną świadomość, że Święcki, będący pionkiem w rękach wielkich graczy, nie ma najmniejszych szans na przetrwanie. Zauważ, że opowieść ewoluowała wraz z jego śmiercią, wchodząc na wyższy poziom, umożliwiając popchnięcie akcji w pożądanym kierunku. Gdybym go nie zabił, mielibyśmy zakończenie jak w amerykańskim filmie.

Czy Uderzenie wyprzedzające jest twoim zdaniem lepsze od książek o Święckim?

Nie mnie to oceniać. Moim zdaniem jest inne. Staram się, aby każda z książek w tym cyklu wnosiła do całości coś nowego. Tak będzie i w przypadku Bukowskiego. Ten sam świat, to samo uniwersum, ale zupełnie inne książki.

I na koniec pytanie z innej beczki. Jakim cudem Uderzenie wyprzedzające zachwala finalistka tegorocznej nagrody International Booker Prize, do tego rodowita Koreanka?

Cóż, powiem tylko, że to również zasługa mojej żony. Zdradzę też, że Bora Chung zna język polski i przeczytała Uderzenie wyprzedzające na długo przed premierą. To właśnie ona przetłumaczy Szczury Wrocławia na koreański zaraz po tym, jak skończy przekładać Lema.

Informacja prasowa: Rebis
dny7cpf
dny7cpf
dny7cpf