Trwa ładowanie...
Informacja prasowa

Nowy mroczny kryminał Małgorzaty Oliwii Sobczak. Przeczytaj fragment „Bieli”

Po „Czerwieni”, uznanej za jeden z najważniejszych debiutów kryminalnych ostatnich lat, oraz doskonale przyjętej przez czytelniczki i czytelników „Czerni”, ich autorkę, Małgorzatę Oliwię Sobczak, okrzyknięto nową gwiazdą gatunku. „Biel”, trzecia część bestsellerowej serii „Kolory zła”, to mroczna opowieść o trójmiejskich klubach nocnych, tajemniczym mafijnym świecie i przeszłości powracającej ze złowrogim pomrukiem. Książka pojawi się w księgarniach 19 maja, a już teraz przedpremierowo publikujemy jej fragment.

Share
Nowy mroczny kryminał Małgorzaty Oliwii Sobczak, "Biel"
Nowy mroczny kryminał Małgorzaty Oliwii Sobczak, "Biel"Źródło: Materiały prasowe
dl29fpk

Po ekranie telewizora przesuwały się obrazy. Iwona Woch starała się na nich skoncentrować, lecz te nie łączyły się w logiczną całość. Zerknęła w stronę okna. Znów zawiesiła wzrok na ekranie. W końcu przycisnęła guzik pilota. Ekran pokryła ciemność. Postukała palcami w blat stojącego obok fotela stolika. Wstała. Rzuciła pilotem w głąb siedziska i znów ruszyła do okna.

Wyjrzała. Na podwórzu niewiele się zmieniło. Oprócz tego, że zaszło słońce, a z nieba sypał gęsty śnieg. Nie wiało. Duże płatki leciały w dół powoli i spokojnie; sunęły bez przeszkód w linii prostej na ziemię. Ciało kobiety przykryte folią nadal leżało w śniegu. Na czarnym worku zdążyła osiąść biała warstewka. Skarpety denatki nie były już jedynym abstrakcyjnym elementem monochromatycznej przestrzeni. Lekarka odziana w jasnozielony fartuch ochronny, tłumacząca coś mężczyźnie w czarnej szwedce i szarej czapie, miała na dłoniach jaskraworóżowe lateksowe rękawiczki. Wyciągnęła rękę do góry, narysowała palcem linię w powietrzu, wskazała na podłoże.

Iwonie znów przed oczami stanęła twarz kobiety w oknie. Miała łagodny wyraz, nie było w niej strachu. Nie mogła się bać, skoczyła przecież bez chwili zastanowienia. Czemu ludzie robią takie rzeczy? Z niespełnionej miłości, samotności, choroby, szaleństwa? Nie potrafiła tego zrozumieć. Nieraz miała chwilę załamania, a życie wydawało jej się do dupy. Ale nigdy nie przyszło jej do głowy, by ze sobą skończyć. I to w taki właśnie sposób! Nie łatwiej byłoby wejść do wanny wypełnionej ciepłą wodą i podciąć sobie żyły? Albo połknąć jakieś tabletki nasenne? Powoli odpłynąć w nieświadomość… A nie skakać z wysokości, ryzykując, że zamiast kilka metrów pod ziemią skończy się na wózku inwalidzkim, bo przecież i takie historie się zdarzały, nawet po skokach z wyższych budynków. No i to wystawienie na widok publiczny. Chyba że właśnie o to chodziło. Może blondynka chciała, by wszyscy zobaczyli jej ciało? Pragnęła współczucia? Może to miał być jakiś manifest, a może…

"Biel", autorka Małgorzata Oliwia Sobczak Materiały prasowe
"Biel", autorka Małgorzata Oliwia SobczakŹródło: Materiały prasowe

Jej rozmyślania przerwał ostry dźwięk dzwonka u drzwi. Nikogo się nie spodziewała. Klientów dawno odwołała. Policjant już z nią rozmawiał. Iwona przeszła korytarzem i wyjrzała przez judasza. Po drugiej stronie wizjera stał mężczyzna, którego widziała na dole. Rozpiął zamek czarnej bomberki. Szarą czapkę trzymał w dłoni. Brązowe oczy patrzyły prosto w wizjer.

dl29fpk

– Prokurator Leopold Bilski – przedstawił się, gdy otworzyła drzwi.

Poprowadziła go do pokoju, którego okna wychodziły na dziedziniec.

– Zobaczyłam ją dokładnie stąd. Jak pan widzi, mam tu doskonały widok na przeciwległą klatkę. Rozchyliła firanę, szeroko otworzyła skrzydła, weszła na parapet i skoczyła.

Mężczyzna popatrzył na stojącą naprzeciwko kamienicę czynszową. Okno na ostatnim piętrze nadal było otwarte. Spojrzał w dół. Pracownicy zakładu pogrzebowego właśnie zamykali drzwi karawanu, do którego przeniesiono zabezpieczone ciało. Z podwórka odjeżdżał radiowóz, zniknęła też czarna toyota. Iwona podążała najpierw za wzrokiem prokuratora, a po chwili zaczęła przyglądać się jemu. Postawione do góry włosy były w lekkim nieładzie, a wygolone boki głowy wymagały odświeżenia. Ale trzeba przyznać, że był niczego sobie. Postawny, z ciemnym zarostem. Na pewno dobrze wychodził na zdjęciach.

dl29fpk

– Tak po prostu? Bez chwili zawahania? – zapytał Bilski i tym razem to on badawczo zmierzył kobietę wzrokiem.

– Tak po prostu. Wzięła i wyskoczyła. – Iwona wzruszyła ramionami. – Nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia.

– Jest pani fotografką? – Leopold rozejrzał się po pokoju, w którym stały softboksy i sesyjne akcesoria.

– Tak, właśnie przygotowywałam się do sesji noworodkowej – wyjaśniła Iwona, wskazując na szarego misia. – Podeszłam do okna i zobaczyłam tę kobietę. Zaciekawiła mnie, bo była w kusej koszuli nocnej, kiedy za oknem minus pięć. Wzięłam do ręki aparat, ale zanim ustawiłam obiektyw, ona

dl29fpk

wyskoczyła.

– Na pewno była sama? Nie zauważyła pani nikogo za nią? Może w głębi?

– Nie. Na pewno nikogo tam nie było.

– A na klatce na innych piętrach? Jakiś ruch, coś?

– Niestety. Firany w oknach i słońce odbijające się w szybach uniemożliwiły mi dokładny widok. Nawet jeśli ktoś by tam był, nie byłabym w stanie tej osoby dojrzeć.

– Nikt nie wychodził z klatki na podwórze przed skokiem albo po nim?

dl29fpk

– Nikogo nie widziałam. Ale nie, na pewno nikt nie wychodził, bo na śniegu, który przestał padać chwilę wcześniej, nie było żadnych śladów. Oczywiście jest jeszcze wyjście od ulicy.

– Oczywiście – potwierdził Bilski. – A czy widziała pani coś podejrzanego? Czy coś, oprócz nieadekwatnego do pogody ubrania, zwróciło jeszcze pani uwagę?

– Tak, w sumie tak. Szyja tej kobiety miała siny kolor. Nie myślałam o tym wcześniej, bo skoncentrowałam się na łańcuszku. A po chwili skoczyła i…

– Łańcuszku?

dl29fpk

– No łańcuszku, tym na szyi.

– Denatka nie miała żadnego łańcuszka – stwierdził Bilski i znów uważnie przyjrzał się fotografce.

– Miała, na pewno miała. Odbijał promienie słoneczne. Niedługi taki. Kończył się tuż pod obojczykami. Najwyraźniej musiał się odpiąć i spaść gdzieś obok.

– Być może – uznał prokurator, kiwając głową. – A czy kojarzy pani denatkę Michalinę Kajm?

– Michalinę Kajm… – powtórzyła cicho Iwona. Dziewczyna stała się nagle dla niej realna. – Nie bardzo. Wejścia do budynków są od innych ulic, a na podwórko wychodzą przede wszystkim dzieci i starsze osoby. Tak że chyba mi nigdzie nie mignęła. Raczej bym ją zapamiętała.

Leopold Bilski posłał jej pytające spojrzenie.

– Mam oko do ludzi – wyjaśniła.

Informacja prasowa
dl29fpk

Podziel się opinią

Share
dl29fpk
dl29fpk