wp
Recenzje
26-04-2010 (16:07)

Na wieczną wachtę z kulą w tyle głowy

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Na wieczną wachtę z kulą w tyle głowy
(Inne)

Moja przygoda z książkami Mariusza Borowiaka rozpoczęła się kilka lat temu od lektury Małej floty bez mitów. W jego pracach podoba mnie się to, że nie traktuje opisywanej tematyki jako sacrum, nie podchodzi do niej bezkrytycznie, na kolanach, tylko białe plamy historii stara się wyjaśnić bez zbędnej mitomanii, tak charakterystycznej dla niektórych badaczy. Zarówno biografię Józefa Unruga, jak i Stalowe drapieżniki czytałem zatem z dużym zainteresowaniem i bardzo się ucieszyłem, gdy na półce księgarskiej ujrzałem najnowszą jego książkę Zapomniana flota. Mokrany.

Pracę o wydarzeniach w Mokranach Borowiak postanowił napisać ulegając namowom byłych marynarzy Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej w Pińsku, którzy za wszelką cenę pragnęli zachować pamięć o zamordowanych towarzyszach broni. Dowódca owej flotylli, komandor Zajączkowski, otrzymał rozkaz zatopienia podległych mu jednostek po tym, jak Armia Czerwona gwałcąc umowy międzynarodowe postanowiła „wziąć pod swoją opiekę życie i dobra ludności zachodniej Ukrainy i Białorusi”. Rozpoczęła się żołnierska epopeja spieszonych batalionów morskich, które walczyły u boku oddziałów KOP. Szlak bojowy baonu kapitana Bończaka zakończył się nieopodal wsi Tur, gdzie marynarze zostali wzięci do niewoli przez czerwonoarmistów i grupę ukraińskich nacjonalistów. Ci, przeprowadziwszy selekcję jeńców, popędzili oficerów i starszych podoficerów w kierunku wsi Mokrany. Tam rozegrały się dramatyczne wydarzenia.

wp

Zbrodnia w Mokranach była zakłamywanym i przemilczanym tematem tabu, zaś rodziny rozstrzelanych marynarzy przez blisko pół wieku czekały na wyjaśnienie losów najbliższych. Jeśli ktoś odważył się napisać o ówczesnych wydarzeniach, musiał godzić się na liczne „kompromisy” z cenzurą, w wyniku czego powstawały publikacje wprowadzające jeszcze większy zamęt. Ponieważ ZSRR nie kwapiło się do ujawniania swoich dokumentów, ustalenie dziejów marynarzy, którzy dostali się do radzieckiej niewoli, stało się praktycznie niemożliwe. Mariusz Borowiak nie poddał się jednak i wystosował w prasie i radio apel z prośbą o pomoc, wskutek czego zgłosili się doń świadkowie, dzięki którym mógł rozpocząć prace nad pierwszą monografią dotyczącą zbrodni w Mokranach. Wiele lat później praca ta ujrzała światło dzienne - niestety, nie wszyscy, którym badacz obiecał jej wydanie, doczekali tej chwili.
28 września 1991 roku w Mokranach stanął pomnik, na którym napisano: „Oficerom i podoficerom Wojska Polskiego, Rzecznej Flotylli Marynarki Wojennej i 135 pułku piechoty poległym w Mokranah 26 IX 1939 r.” Ten krótki tekst zawiera aż cztery błędy, jednak tym najistotniejszym jest określenie pozbawionych mundurów, skrępowanych i zamordowanych z zimną krwią mianem „poległych”. Książka Mariusza Borowiaka również jest hołdem złożonym tym, których rozstrzelano w „małym Katyniu”, tylko ów badacz nie stara się oblekać morderstwa w piękne słówka, by przypadkiem kogokolwiek nie urazić. Jak sam autor pisze, wydanie tej publikacji nie jest ukoronowaniem analiz ówczesnych wydarzeń, to dopiero „bodziec do kontynuowania badań historycznych nad dziejami Flotylli Rzecznej dla innych autorów”.

Mariusz Borowiak nie ogranicza się li tylko do opisania zbrodni zainspirowanej przez Sowietów, a dokonanej przez członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, „Zapomniana flota. Mokrany” to również książka o dziejach FRMW w Pińsku. Pierwszy rozdział traktuje o ciszy przed burzą, jaką był drugi kwartał roku 1939, o przygotowaniach do wojny i mobilizacji floty. W drugim rozdziale autor opisuje czas wojny i reakcję na niemiecką agresję, trzeci poświęcony jest zaś radzieckiemu uderzeniu 17 września, samozatopieniu okrętów i walkach spieszonych batalionów. Kolejne dotyczą ostatniego marszu baonu kpt. Bończaka, morderstwa w Mokranach i próby odkrycia prawdy, zarówno przez badaczy, jak i rodziny zamordowanych. Ostatni rozdział traktuje zaś o losach pomnika i konieczności uhonorowania miejsca spoczynku marynarzy Flotylli. W pracy Mariusza Borowiaka nie brakuje poruszających fragmentów – nie należę do osób, które łatwo się wzruszają, ale opowieść o samozatopieniu jednostek floty i o tym, jak marynarze śpiewali Rotę
patrząc na konające okręty, czytałem ze ściśniętym gardłem. Próbując dojść do prawdy, autor opierał się na relacjach ustnych, korespondencji, źródłach archiwalnych oraz licznych artykułach i opracowaniach. Bibliografia tej znakomicie udokumentowanej pracy liczy ponad 150 pozycji, zaś książka opatrzona jest 330 obszernymi przypisami umieszczonymi pod tekstem. Ponadto znajdziemy w niej wkładkę ze zdjęciami oraz bardzo ciekawe aneksy. Pierwszy zawiera biogramy polskich marynarzy zgładzonych na Kresach Wschodnich, kolejne listę oficerów i chorążych Polskiej Marynarki Wojennej zamordowanych od września 1939 do czerwca 1940 roku, historię losów polskich marynarzy w Katyniu, dane taktyczno-techniczne niektórych jednostek FRMW w Pińsku, szkice, rysunki oraz dokumenty.

We wstępie autor napisał, iż pragnie, aby jego książka przyczyniła się do upamiętnienia tragicznych losów marynarzy Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej w Pińsku, wszak naszym obowiązkiem jest nie dopuścić, by zapomniano o tym ważkim epizodzie historii Marynarki Wojennej. Postawił sobie za zadanie odpowiedzenie na pytania, co – i kiedy – tak naprawdę wydarzyło się w Mokranach, ilu oficerów i podoficerów zostało tam zamordowanych, wreszcie jak nazywali się ich oprawcy. Pełne wyjaśnienie tej zbrodni jest na razie niemożliwe przede wszystkim ze względu na brak dostępu do rosyjskich archiwów, myślę jednak, że pisząc Zapomnianą flotę Mariusz Borowiak uczynił ogromny krok naprzód na drodze do ocalenia pamięci marynarzy zgładzonych w „małym Katyniu”.

Polub WP Książki
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.