Recenzje
04-01-2013 (13:51)

Na przełomie wieków w Paryżu

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Na przełomie wieków w Paryżu
("__wlasne)

Podobno są ludzie oporni na urok Paryża, sączący się dyskretnie spomiędzy kart niezliczonych powieści i wspomnień, promieniujący z filmowych kadrów, pocztówek, pejzaży, pobrzmiewający w melodiach i tekstach piosenek o tym niezwykłym mieście, które na przełomie XIX i XX wieku zaczęło bardziej niż kiedyś przyciągać artystów, romantyków i amatorów intensywnego życia. Ale chyba zdecydowana większość Europejczyków, którzy jeszcze dotąd w Paryżu nie gościli, chętnie by się tam znalazła, gdyby tylko miała czas i środki. Gdy tego brak, pozostają podróże wirtualne. Te mają co najmniej dwie dobre strony: można się przenieść nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie, i powtarzać to nieskończoną ilość razy.

Taką właśnie wyprawę do Paryża, którego już na własne oczy nie zobaczymy – Paryża z czasów pierwszych automobili i aeroplanów, kankana i kinematografu, cylindrów i tiurniur, Paryża, po którym krążył młody Marcel Proust , chwytając chwile i obrazy przywołane później w niezapomnianej swojej epopei, Paryża, który utrwalali na płótnach i kartonach Toulouse-Lautrec, Renoir, Utrillo – proponują czytelnikom Małgorzata Gutowska-Adamczyk i Marta Orzeszyna.

W przedziale czasowym między dwiema wojnami (francusko-pruską i I światową) w Paryżu zdarzyło się więcej, niż w niejednym mieście przez parę stuleci. Ale też trudno znaleźć drugie takie miejsce, do którego ściągają setkami, ba, tysiącami uzdolnieni i natchnieni ludzie, by w sprzyjających warunkach dać ujście swojej wyobraźni i pomysłowości. Ileż sławnych nazwisk się przewinęło przez wykazy stałych lub czasowych mieszkańców francuskiej metropolii! Ile powstało tu dzieł literackich i plastycznych, ile wynalazków, ile firm po dziś dzień dostarczających na wszystkie krańce świata kosmetyki, perfumy, biżuterię! Gdyby chcieć szczegółowo opisać wszystko, co działo się na przestrzeni tych czterech dekad, trzeba by nie jednej książki, lecz paru, i to o wiele grubszych. Autorki zdecydowały się więc sporządzić syntetyczny przegląd tego, co najważniejsze i najciekawsze, ilustrując to niesamowitym materiałem graficznym, którego obfitość przyprawia o zawrót głowy: dziesiątkami archiwalnych zdjęć, reprodukcjami
obrazów, plakatów, dokumentów. Czytelnik, który już wcześniej uległ urokowi Paryża i systematycznie wyławiał wszelkie o nim informacje z czytanej literatury, napotka w tej opowieści wiele faktów już mu znanych, lecz podanych w tak atrakcyjnej oprawie, że o nudzie nie ma mowy. Bo choć na przykład słyszał o Pięknej Otero, pewnie nie zdawał sobie sprawy, że ta jedna z najsłynniejszych gwiazd paryskiej estrady mogła się pochwalić kształtami, na widok których dzisiaj natychmiast wysłano by ją na kurację odchudzającą. I o ile zapewne wie, jakimi wyrobami zasłynęła marka Louis Vuitton, to już niekoniecznie zna historię jej powstania.

Wyliczanie takich ciekawych informacji i osób, o których w tej monografii mowa, można by ciągnąć w nieskończoność. Lepiej jednak na tym poprzestać, pozwalając czytelnikowi przekonać się osobiście, jak zajmująco potrafią autorki oprowadzać po Paryżu z przełomu wieków.

Jedyny minus tej pięknie wydanej publikacji to usytuowanie przypisów nie na dole odpowiednich stronic, lecz na samym końcu książki, co zmusza czytelnika do nieustannego wędrowania między aktualnie czytanym tekstem a odległym o kilkadziesiąt czy sto stron dodatkiem. W tekście udało mi się też wyłapać jeden błąd rzeczowy: pomylenie specjalizacji muzycznej Wandy Landowskiej, która to była klawesynistką, a nie – jak podano na stronie 133 – śpiewaczką (dwie strony dalej zamieszczona jest fotografia artystki przy instrumencie, nie pozostawiająca żadnych co do tego wątpliwości).

Ostateczne wrażenie jest jednak niezwykle pozytywne. Chciałoby się poprosić autorki, by nie poprzestały na tej pozycji, lecz z równym kunsztem i swadą zafundowały czytelnikowi wycieczkę do Paryża z lat międzywojennych…

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.