Trwa ładowanie...
d40r9oo

Kościół nie potępia homoseksualistów. Ksiądz wskazał fragment z Biblii

Czy katolik powinien maszerować z tęczową flagą w paradzie równości? Jak osoby o skłonnościach homoseksualnych mogą sobie znaleźć miejsce w Kościele? Czy kandydat na księdza czy zakonnika jest pytany o preferencje seksualne? Odpowiada dominikanin o. Tomasz Grabowski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Na zdjęciu: spowiedź święta na Spotkaniu Młodych "Lednica 2000", 2013 r.
Na zdjęciu: spowiedź święta na Spotkaniu Młodych "Lednica 2000", 2013 r. (East News)
d40r9oo

Nakładem dominikańskiego wydawnictwa W drodze ukazała się niedawno książka "Stworzeni do miłości. Skłonności homoseksualne i Kościół katolicki" ks. Michaela Schmitza. Autor, amerykański ksiądz, którego ewangelizacyjne filmiki na YouTubie mają milionowe odsłony, demitologizuje podejście Kościoła do osób o skłonnościach homoseksualnych. To samo w rozmowie z WP robi o. Tomasz Grabowski, dominikanin, prezes wydawnictwa W drodze.

Jakub Zagalski, WP.PL: "Próbuje nam się wmówić, że LGBT to ludzie, a to ideologia". Słowa prezydenta Andrzeja Dudy, katolika, z niedawnego wiecu wyborczego wywołały prawdziwą burzę. Czy w takim haśle dostrzega ojciec wspólny mianownik z nauką Kościoła odnośnie traktowania osób o innej orientacji seksualnej?

Tomasz Grabowski OP, prezes Wydawnictwa W drodze: Jestem przeciwny, żeby do toczącej się w Kościele rozmowy o osobach, które mają skłonności homoseksualne, wykorzystywać język, sposób myślenia i związane z nimi cele polityczne. Te dwie narracje trzeba od siebie radykalnie oddzielić. Kościół nie traktuje osób, które rozpoznają u siebie preferencje seksualne do tej samej płci, czy mają jakiekolwiek inne "niekonwencjonalne" podejście do swojej seksualności, jako zagrożenia.

d40r9oo

W debacie publicznej główna oś sporu dotyczy tzw. ideologii LGBT. Jeżeli osoby z tej grupy: geje, lesbijki, biseksualiści, transseksualiści i inni, są zwolennikami jakiejś ideologii, to wtedy spór faktycznie dotyczy ideologii. Natomiast w Kościele pierwszą sprawą, jaką jesteśmy zainteresowani, to rozmowa z konkretną osobą czy osobami. Skróty, które się pojawiają w przestrzeni publicznej, typu "to nie są ludzie, tylko ideologia", mam nadzieję, że oznaczają: rozdzielmy osoby, które przeżywają różnego rodzaju zmagania z seksualnością od narracji: zmieńmy kulturę, prawo i porządek społeczny. Natomiast jeśli mówimy o osobach, które identyfikują się jako geje, lesbijki itp., to chcemy rozmawiać z nimi, a nie o nich.

Obejrzyj: gwiazdy protestują po słowach Andrzeja Dudy o LGBT

Rozmowa to jedno, a co z popieraniem pewnych inicjatyw środowisk LGBT? Czy katolik powinien maszerować w paradzie równości z tęczową flagą?

Jestem głęboko przekonany o tym, że duża część osób, które idą w tych marszach, to katolicy. W tym znaczeniu, że są ochrzczeni, być może później przyjęli kolejne sakramenty i w pewnym momencie odeszli od Kościoła. Możliwe, że są tam też osoby, które nadal praktykują i uczestniczą w wydarzeniach religijnych. Trzeba by w pierwszej kolejności zapytać: o co wam chodzi? Co chcecie zademonstrować?

d40r9oo

Niestety biorąc udział w wydarzeniu publicznym, nie tworzy się narracji tego wydarzenia. Wspieramy narrację organizatorów, mówców i liderów. Szczerze mówiąc, nie do końca wiem, o co im chodzi? Jaki jest pozytywny przekaz parad równości? Najgłośniejsze sytuacje dotyczą demonstracji przeciwko komuś, np. katolikom. Na paradach równości dochodzi do tego, co nazywamy profanacją. Czyli wykorzystaniem symboli świętych do innych celów niż uczczenie tego, kogo one symbolizują. Nie ma w nich żadnego pozytywnego przekazu, jest za to próba wyśmiania, zbanalizowania i zniszczenia świętości innych osób.

East News

Takie działania są w kontrze, a nie demonstrują tolerancji. Jeżeli parada równości ma być demonstracją tolerancji w stosunku do osób identyfikujących się jako geje czy lesbijki, to dlaczego ma się odbywać kosztem tolerancji osób, dla których te symbole i rytuały są święte? Tego nie rozumiem. Jeżeli jako katolik chcę w paradzie uczestniczyć, muszę sobie odpowiedzieć na to pytanie. O co walczymy i jakie środki są godziwe w podjęciu tej walki? Z pewnością nie jest to demonstracja tolerancji.

Inspiracją do naszej rozmowy nie były słowa prezydenta czy marsze równości, ale niedawna premiera książki "Stworzeni do miłości. Skłonności homoseksualne i Kościół katolicki". W słowach autora, amerykańskiego księdza wybrzmiewa to, że zamiast "gej" czy "lesbijka" używa określeń typu "osoby o skłonnościach homoseksualnych", "osoby identyfikujące się jako geje/lesbijki". Proszę wytłumaczyć, dlaczego z katolickiego punktu widzenia jest to tak bardzo istotne?

W nauczaniu Kościoła seksualność jest bardzo istotnym elementem tożsamości. Ale nie jest fundamentem tożsamości. Fundamentem jest fakt, że człowiek został stworzony przez Boga, jest Jego dzieckiem dzięki pojednaniu z Bogiem Ojcem dokonanym przez Chrystusa na krzyżu. Jako kobieta, mężczyzna, także jako osoba, która ma trudność określenia swojej płci, czy przeżywania swojej płci zostałem pojednany z Ojcem.

d40r9oo

W sporze publicznym nie dostrzegamy przesunięcia, uczynienia z seksualności fundamentu, a nie elementu tożsamości. Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na pytanie, jaką rolę w jego życiu pełni seksualność i jak chce ją kształtować. Dlatego Kościół mówi o skłonnościach czy preferencjach seksualnych, a nie definiuje człowieka przez to, jak siebie określa w stosunku do seksualności.

Materiały prasowe

Częstym zarzutem, mającym wskazywać na rzekomą pogardę Kościoła w stosunku do osób o skłonnościach homoseksualnych, jest język używany w oficjalnych pismach, Katechizmie. Kościół katolicki wyraźnie mówi o "zepsuciu" i "obiektywnym nieuporządkowaniu" w kontekście nie samego homoseksualizmu, ale aktów homoseksualnych. Jak, posługując się takim językiem, można przekonać nieprzekonanych?

Pamiętajmy, że w Kościele są osoby homoseksualne, czy takie, które przeżywają jakieś zamieszanie co do określenia swojej tożsamości, lub inne trudności w obszarze seksualności. To nie jest temat, który dotyczy tylko osób spoza Kościoła. Określenia przytoczone z Katechizmu czy innych dokumentów nie są wiadomością wysyłaną z Kościoła: "u nas takich osób nie ma". One są, przyjmują sakramenty, spowiadają się, przeżywają trudności. Dlaczego jest możliwe, że ktoś taki może swobodnie żyć w Kościele? Ponieważ nie kształtuje swojego życia, zaczynając od rzeczy drugiej, tylko od fundamentu — bardziej zmaga się o pozostanie w jedności z Bogiem, dlatego nie idzie za każdym porywem seksualności.

d40r9oo

Myślę, że zaczynanie rozmowy z osobą spoza Kościoła od tego, że jej seksualność jest nieuporządkowana, można porównać do osoby, która próbuje zrozumieć rachunek różniczkowy, nie umiejąc rozwiązywać prostych wielomianów. Zacznijmy od rzeczy pierwszych. Od zrozumienia, że każdy jest osobą pokochaną przez Boga. Sam fakt, że jesteśmy, oznacza, że Bóg z nas nie rezygnuje, nie przekreśla nikogo. Nie mówi do kogokolwiek: "już nie ma dla ciebie drogi innej niż potępienie". Najpierw usłysz to, że jesteś pokochany i chciany. I dopiero później zastanawiaj się, jak tę miłość przyjąć i według niej ukształtować swoje życie.

Co ciekawe, w Ewangelii jest jeden fragment na temat osób, które są niezdolne do małżeństwa. Jest tam użyte greckie słowo "eunuch" – w tamtym czasie mogło oznaczać impotenta, kogoś niezdolnego do podjęcia życia seksualnego, ale możemy je odnieść do osób, których nie pociąga druga płeć i dlatego nie są zdolne podjąć małżeństwa. Jezus nie przekreśla tych osób. Mówi, że dla nich też jest droga — mogą być bezżenni dla Królestwa. Jeżeli rozpoznasz, że Bóg ciebie pokochał i ciebie chce, i stworzył cię do miłości, nawet jeśli rozpoznajesz w sobie pragnienia seksualne do osób tej samej płci, to jest dla ciebie szansa na to, żebyś przeżył Bożą miłość. Jeżeli ona będzie fundamentem twojego życia, to reszta według tego zostanie poukładana. Co wcale nie znaczy, że te skłonności znikną.

East News

Do wiernych, a zwłaszcza ludzi spoza Kościoła nie zawsze dociera pozytywny przekaz. Ostatnio hasło "Kościół i homoseksualizm" kojarzy się przede wszystkim ze słowami abp Marka Jędraszewskiego o "tęczowej zarazie"

To jest właśnie kłopot, że w zależności od tego , gdzie przyłożymy ucho, usłyszymy takie czy inne sformułowania. Wydaje mi się, że w naszym Kościele wciąż brakuje jednolitej, prostej narracji skierowanej do osób o skłonnościach homoseksualnych. W jednym miejscu można usłyszeć rzeczy odpychające, a w innym postulaty zmiany nauczania Kościoła. Jedno i drugie jest ślepą uliczką.

d40r9oo

Biskup kościoła ewangelicko-augsburskiego Jerzy Samiec wykorzystał słowa Chrystusa ("Kto wami gardzi, Mną gardzi") w stosunku do osób identyfikujących się jako LGBT. Jezus rzeczywiście utożsamia się z osobami, które są w jakichś trudnościach, na marginesie społecznym. Sporo duszpasterzy potrafi okazać serce osobom zmagającym się z trudnościami seksualnymi bez uchylania nauczania Kościoła, ponieważ Kościół zawsze uczył o oddzieleniu człowieka od popełnionych (czas przeszły) przez niego czynów.

Cały czas mam nadzieję, że w najbliższym oświadczeniu biskupów do osób, które identyfikują się jako geje, lesbijki itd., usłyszymy: "zapraszamy was do Kościoła". Ponieważ jest tu dla was miejsce, nie jesteście grzesznikami większymi niż my. Owszem, przeżywacie trudności, ale Kościół nie jest dla osób, które ich nie przeżywają.

Inny głośny przykład łączenia Kościoła z homoseksualizmem to fragment filmu braci Sekielskich "Zabawa w chowanego". Mam na myśli słowa ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który mówił o "lawendowej mafii" i "rzymskiej chorobie". Czy z własnego doświadczenia może ojciec potwierdzić istnienie takiego zjawiska?

Nie mogę tego potwierdzić. Wiem tyle, ile przeczytałem w mediach. Nie znam nikogo z hierarchów, kto żyje jako homoseksualista, ale nie przeczę, że takie sytuacje mogą mieć miejsce. Cała historia z abp Paetzem niestety tego dowodzi. Natomiast to jest dla mnie jasny sygnał, że jeśli ten problem dotyczyłby duchownych, to tym bardziej powinniśmy być pokorni w stosunku do osób mających skłonności do osób o tej samej płci. Pokora nie znosi wymagania, ale chroni szacunek do konkretnych ludzi.

d40r9oo

Czy preferencje seksualne kandydatów do seminarium mają znaczenie? W 2005 r. było głośno o instrukcji podpisanej przez papieża Benedykta XVI, w której pisano, że do formacji kapłańskiej nie można dopuszczać osób, które praktykują homoseksualizm, mają głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne czy popierają "kulturę gejowską". Czy ten dokument ma dziś rzeczywistą moc?

Mogę się wypowiadać wyłącznie w kontekście naszego zakonu, ponieważ nie uczestniczę w formacji kleryków i nie wiem, jak to jest praktykowane w seminariach. U nas ten temat jest bardzo jawnie stawiany, w rozmowie z bezpośrednim przełożonym czy komisjami, które dopuszczają do kolejnych etapów formacji. Ten temat nie jest przemilczany. Pytania o to, czy ktoś ma skłonności czy doświadczenia homoseksualne się pojawiają.

To jest prosta sprawa. Każdy z nas, kto decyduje się na bycie księdzem czy zakonnikiem, zobowiązuje się do życia w czystości i celibacie, czyli - w takiej najbardziej uproszczonej wersji - bez stosunków seksualnych.

East News

Jeżeli ktoś ma głęboko zakorzenione skłonności homoseksualne, jest lub był aktywnym homoseksualistą, to byłoby zwyczajnie głupie dopuszczanie go do życia we wspólnocie mężczyzn. Często mężczyzn wrażliwych, a przeżywających samotność, seks homoseksualny mógłby być sposobem rozładowywania napięć, smutku, niepokoju. Naturalną rzeczą jest powiedzenie: nie, to nie jest miejsce dla ciebie, ponieważ masz żyć w czystości, a w takich warunkach będziesz cały czas wystawiać się na pokusę, by tej czystości nie zachować. To jest trochę tak, jakby przyjmować do zgromadzeń żeńskich mężczyzn heteroseksualnych. Nie jesteśmy aniołami, ciało ma swoje prawa i trzeba się z nim liczyć.

Spotkał ojciec w zakonie osoby o skłonnościach homoseksualnych?

Znam zarówno przypadki, w których bracia odczuwali skłonności do osób tej samej płci, a zostali w zakonie i żyją w nim w czystości. Znam też tych, którzy z zakonu odeszli i związali się z mężczyzną.

Ludzie o skłonnościach homoseksualnych są we wspólnocie, chodzą do spowiedzi. Co mogą od ojca usłyszeć w konfesjonale?

To zależy, z czym do mnie przychodzą i w jakim momencie swojego życia się znajdują. Staram się zawsze mówić jedną rzecz, że seksualność jest jednym z elementów tożsamości. Cała sztuka polega na tym, żebyś przeżył swoje życie twórczo, w szczęściu i czystości. Jeśli jesteśmy w stanie z taką osobą rozpoznać, jak można żyć w spełnieniu będąc samotnym, to jesteśmy na dobrej drodze. Oczywiście zdarzają się osoby, które mówią: nie jestem w stanie żyć sam. Tu jest trudniej, ale nieraz okazuje się, że dotykając takich spraw jak poczucie własnej wartości, smutek czy doświadczone krzywdy, pragnienie bycia z kimś jesteśmy w stanie tak ukształtować, żeby się nie przeradzało w aktywność seksualną. To też jest droga. Chrystus nie zakazuje przyjaźni, ale trzeba być na tyle dojrzałym, by ta przyjaźń nie stała się powodem grzechu.

Chciałem jeszcze jedną rzecz zaznaczyć, ponieważ skupiamy się na kwestiach współżycia mężczyzn czy kobiet ze sobą nawzajem i czasem w tych dyskusjach pojawia się jako argument potępiający fragment z Listu do Koryntian. Gdzie jest napisane wprost, że mężczyźni współżyjący ze sobą nie odziedziczą królestwa Bożego. Natomiast całe zdanie, które św. Paweł wypowiada, brzmi: "Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego" (1 Kor 6, 9-10). Tutaj jest wymienionych dziesięć różnych kategorii ludzi.

W których mieści się zapewne większość katolików.

Oby nie! Niemniej, jeśli ja jestem chciwy, to jestem w takiej samej sytuacji jak mój brat, który przeżywa związek homoseksualny. Czyli ocena naszych czynów jest podobna. Jeden i drugi czyn sprawia, że nie jestem godny królestwa Bożego. Łatwiej przyszło nam okazać współczucie ludziom chciwym, pijakom czy rozpustnikom, a trudniej jest nam wygenerować tę samą postawę wobec homoseksualistów. Wszystkich obowiązuje ta sama norma. Jeżeli chcesz być w królestwie, by Bóg panował nad twoim życiem, sorry, ale każdy grzech trzeba odsunąć od siebie. To trochę demitologizuje grzech współżycia homoseksualnego.

Oczywiście dokumenty Kościoła powiedzą, że akty homoseksualne są działaniem w kontrze do tego, jak zostaliśmy stworzeni. Każdy grzech jednak (np. aborcja) też jest działaniem przeciwko naturze w jakiej zostaliśmy stworzeni. Niech mnie nie gorszy to, że mój brat czy siostra grzeszą inaczej niż ja. Te same normy i wymagania należy stosować do siebie i do innych.

East News

To mi przywodzi na myśl słowa papieża Franciszka o homoseksualistach szukających Boga ("Kimże ja jestem, aby oceniać"). Cytat był mocno zmanipulowany i wyrwany z kontekstu, bo cała wypowiedź tylko potwierdzała to, co czytamy w Katechizmie o aktach homoseksualnych.

Wydaliśmy książkę "Kim jestem, by osądzać" Edwarda Sri niejako w odpowiedzi do słów papieża Franciszka. Bo oceniać możemy, a nawet musimy ocenić, czy dane zachowanie jest moralnie dobre czy złe. Robimy to każdego dnia i musimy to robić w stosunku do siebie czy kogoś, kto jest krzywdzony lub kogoś krzywdzi. Nie boję się oceniać, ale nie mogę przekreślać. Jezus w Ewangelii mówi, żeby "sądzić sprawiedliwym sądem" ["Nie sądźcie z zewnętrznych pozorów, lecz wydajcie wyrok sprawiedliwy"; J 7, 24 - dop. red.]. Do tego jesteśmy zobowiązani, żeby sprawiedliwie daną sprawę oceniać.

Wydaje mi się, że brakuje właśnie takiego sprawiedliwego sądu. Nasze ocenianie jest bardzo powierzchowne, bez zagłębiania się w sytuację życiową danego człowieka, który może się zmagać z zachowaniem czystości. A może zmaga się z samotnością, bo został odepchnięty przez wspólnotę wierzących? Nie chodzi o usprawiedliwianie zła, ani czyjegoś, ani swojego. Chodzi o to, by zrozumieć i ocenić przyczyny postępowania, dopiero wówczas można pomóc.

Zobacz także: Katolicy mówią o seksie. "Trzeba uczyć postaw, a nie instrukcji obsługi"

d40r9oo

Podziel się opinią

Share

d40r9oo

d40r9oo