Trwa ładowanie...
Informacja prasowa

Jeden z najlepszych thrillerów tego roku! Przeczytaj fragment „Złudzenia” Nicoli Rayner

Nowy thriller psychologiczny Nicoli Rayner, autorki hitu „Dziewczyna, którą znałaś”, zaczyna się jak powieść o nieodwzajemnionych uczuciach. Francesca Knight, główna bohaterka, ma obsesję na punkcie swojej szkolnej miłości, Charlesa, którego śledzi w Internecie i w rzeczywistości. Kiedy jednak kobieta zostaje świadkinią śmiertelnego wypadku, „Złudzenie” zmienia się w fascynującą, pełną niespodziewanych zwrotów akcji opowieść z aż dwoma przeplatającymi się tajemnicami, których rozwiązywanie w trakcie lektury zapiera dech w piersiach! Książka pojawi się w księgarniach 19 maja, a już teraz przedpremierowo publikujemy jej fragment.

Share
„Złudzenie” Nicola Rayner
„Złudzenie” Nicola RaynerŹródło: Materiały prasowe
d397lhm

To całkowity zbieg okoliczności, że jestem tam tego wieczoru, kiedy umiera Dickie Graham. Tak właśnie powiem, jeśli ktoś mnie zapyta. Nigdy nie przepadałam za Dickiem i akurat ten fakt będę musiała zataić, niemniej sądzę, że nikt nie zasługuje na taką śmierć. Nawet najgorsi spośród nas.

Nic nie zapowiada – jeszcze tego ranka – co szykuje przyszłość. Budzę się i widzę Branwella, który wylizuje futerko, skulony na moim łóżku. Słucham dobiegających przez cienką ścianę hałasów dzieci w sąsiednim mieszkaniu. Bardzo porowate to życie w Londynie – nie ma ucieczki przed odgłosami i zapachami innych ludzi: terkot nastawionej na wirowanie pralki, woń marihuany napływająca z dołu przewodami wentylacyjnymi.

d397lhm

Mam swoje codzienne rytuały. Po nakarmieniu Branwella mówię „dzień dobry” zdjęciu Matki i Ellie. Sama je zrobiłam – w Whitby, przy ławce, którą nazywałyśmy półdrożną, bo znajduje się w połowie schodów biegnących od brukowanych uliczek miasteczka do opactwa. Matka wychowała nas w chatce na wrzosowiskach północnego Yorkshire i nigdy nie miała dość wypadów do Whitby, gdzie zaglądała do opactwa niczym do starego znajomego, albo do Scarborough, gdzie odwiedzała grób Anny Brontë.

Na fotografii jest uśmiechnięta, jej czoło błyszczy leciutko od potu po wspinaczce schodami, za to Ellie sprawia wrażenie, jakby rozpierała ją energia i jakby z trudem pozowała bez ruchu do zdjęcia. Dłoń Matki spoczywa ciężko na jej ramieniu, przygarnia ją blisko, zanim moja siostra zdąży gdzieś uciec. Ellie była bardzo ruchliwym dzieckiem: to wbiegała po schodach przed nami, to wskakiwała do morza, nawet przy niesprzyjającej aurze, a potem w drodze powrotnej trzęsła się w samochodzie z zimna i kapała wodą z mokrych włosów. Tak było, zanim porzuciła pływanie.

Kolejna czynność, którą wykonuję każdego ranka – jeśli starcza mi czasu – to rzut oka na profil Ellie na Facebooku. Od wczoraj zdążyła zamieścić swoje nowe zdjęcie z Rose: siedzą na murku – moim zdaniem jest za wysoki dla dwuletniego dziecka – i spoglądają na wieżę Eiffla. Podpis: Kolejna pozycja na liście Rose skreślona! Paris, je t’aime.

Widać jedynie tył ich głów, ale to zdjęcie przejmuje mnie tęsknotą za nimi obiema. Włosy Ellie wyglądają jak zawsze niczym bladozłota chmura, za to Rose ma gęstą brązową czuprynę, taką jak ja. Ellie bez względu na miejsce ma talent do świetnych ujęć. Chciałabym tylko, żeby częściej coś wrzucała. Przez ostatnie dwa lata twarz Rose zmieniła się z niemowlęcego pyszczka w buzię małego dziecka, a ja przegapiłam wszystkie te drobne stopniowe zmiany.

d397lhm

Niekiedy po przebudzeniu odkrywam, że znowu się przeprowadziły: kolejny kraj, a czasami nawet kontynent. Ellie nigdy mi nie mówi, dokąd się wybiera. Dowiaduję się tego z Facebooka, jak reszta świata. Staram się jednak nie popadać w zbytnie rozdrażnienie z tego powodu i tylko przeklejam kawałek masy mocującej na globusie w nowe miejsce, żeby łatwiej sobie wyobrazić, gdzie teraz są.

Kiedy docieram do księgarni, Ingrid i Liam stoją przed służbowym wejściem, oparci o stojaki na rowery. Oboje palą i podziwiają smukłe nogi Ingrid wyciągnięte do przodu i skrzyżowane w kostkach. Ledwo raczą na mnie spojrzeć, kiedy wprowadzam kod w panelu i wchodzę do środka. Oboje są jeszcze przed trzydziestką i uważają, że ta praca jest poniżej ich godności: Ingrid podaje się za aktorkę, choć nie słyszałam, żeby była na jakimkolwiek przesłuchaniu, a Liam to fotograf. Nie jest jej chłopakiem, ale chciałby być. Stara gwardia – bo tak nazywam w myślach menedżera Garetha, Brendę i siebie – to zupełnie inna sprawa. Wszyscy dobijamy do czterdziestki i zrezygnowaliśmy z pewnych marzeń. Przypuszczam, że na tym między innymi polega dojrzewanie. Ja na przykład chciałam być nauczycielką angielskiego, tak jak Matka, ale moje życie potoczyło się w innym kierunku.

„Złudzenie” Nicola Rayner Materiały prasowe
„Złudzenie” Nicola RaynerŹródło: Materiały prasowe

Przynajmniej mogę codziennie rozmawiać o literaturze. Jeden z moich ulubionych elementów tej pracy to możliwość kojarzenia odpowiednich książek z odpowiednimi osobami. Lubię sobie wyobrażać, że jestem jak Emma z powieści Jane Austen, tylko zamiast ludzi swatam książki. Właściwie mam do tego taki dryg, że odnoszę większe sukcesy niż ona. I właśnie dlatego, kiedy słyszę, jak pewien człowiek o zmęczonej twarzy pyta Ingrid przy kasie o jakąś pozycję na temat radzenia sobie ze znęcaniem, postanawiam wkroczyć do akcji. Zanim do niego docieram, Ingrid zbywa go już obojętną radą, żeby poszukał w sekcji „Umysł, ciało i dusza”, ale jestem pewna, że potrafię lepiej mu doradzić.

d397lhm

– Czy to ma być książka dla osoby dorosłej, czy dla dziecka?

– Dla mojej córki… Ma dziewięć lat. – Mężczyzna spogląda na mnie z wdzięcznością, podczas gdy Ingrid rzuca mi naburmuszone spojrzenie.

– W takim razie może Matylda Roalda Dahla? – zaczynam. – To będzie dobre na początek. Albo Chłopak w sukience Davida Walliamsa. Pewnie ma być coś ze szczęśliwym zakończeniem?

– A to nie jest komedia?

d397lhm

– Owszem, książka jest zabawna, ale też wzruszająca. To o chłopcu, który tęskni za matką…

– Tak jak moja córka… – Mężczyzna mówi to tak cicho, że jego słowa ledwo do mnie docierają.

Zerkam na niego ukradkiem i zwracam uwagę na to, jak puste i smutne są jego oczy. Mam ochotę wyciągnąć rękę i ścisnąć pocieszająco jego ramię, choć to nie w moim stylu.

– Zamknęła się w sobie – dodaje.

d397lhm

Wiem, co to za uczucie. Czasami, kiedy budzę się po jakimś szczególnie realistycznym śnie, na chwilę zapominam, że jej już nie ma. Aż do czasu choroby Matka była taka rzeczywista – w sensie fizycznej obecności. Solidna, godna zaufania, jak ja. Teraz, kiedy odeszła, a Ellie jest daleko, chwilami czuję się kompletnie pozbawiona oparcia.

Wiem też, jak to jest, kiedy ktoś się nad tobą znęca.

Informacja prasowa
d397lhm

Podziel się opinią

Share
d397lhm
d397lhm