barcelona
30-06-2015 (18:34)

Jaume Cabré: ''Każdy język to osobna, niepowtarzalna wizja świata''

''Urodziłem się, wychowałem i zdobyłem wykształcenie w kraju, w którym mój język był zakazany'' - mówi Jaume Cabré, cieszący się w Polsce ogromną popularnością pisarz (jego trzy powieści od dwóch lat zajmują czołowe miejsca na listach bestsellerów), eseista i scenarzysta filmowy. Dlaczego wszystkie swoje książki pisze po katalońsku, skąd w nich tyle muzyki i czego autorowi brakuje w polskich restauracjach? Między innymi tego dowiecie się z rozmowy, którą przeprowadziła Joanna Kuhn.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jaume Cabré: ''Każdy język to osobna, niepowtarzalna wizja świata''
(Materiały wydawcy)

"Urodziłem się, wychowałem i zdobyłem wykształcenie w kraju, w którym mój język był zakazany" - mówi Jaume Cabré , cieszący się w Polsce ogromną popularnością pisarz (jego trzy powieści od dwóch lat zajmują czołowe miejsca na listach bestsellerów), eseista i scenarzysta filmowy. Dlaczego wszystkie swoje książki pisze po katalońsku, skąd w nich tyle muzyki i czego autorowi brakuje w polskich restauracjach? Między innymi tego dowiecie się z rozmowy, którą przeprowadziła Joanna Kuhn.

Joanna Kuhn: Polacy uwielbiaj**ą Barcelonę. Jest to dla nich jedno z najbardziej magicznych miejsc w Europie: piłka nożna, architektura, ale też historie, kt****óre Barcelon****ę mają za tło. Do niedawna nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawę, w jakim języku te historie są opowiadane. Teraz, dzięki kontaktom, podr**ó**żom, i w dużym stopniu dzięki popularności pana książek, bardziej już rozumiemy i znamy odrębność Katalonii.**

Jaume Cabré:Bardzo się cieszę, że mogę stanowić część tego procesu, o którym pani wspomniała, ponieważ od bardzo dawna aż do teraz hiszpański rząd próbuje marginalizować to zjawisko.

Wszystkie swoje ksi**ążki pisze pan po katalońsku. Czy na początku był to wyb****ór m****łodego opozycjonisty, poczucie misji, czy po prostu nie wyobrażał pan sobie, że mogłoby być inaczej?**

To jest decyzja naturalna, logiczna i o charakterze czysto literackim. Może wcześniejsze pokolenie, to, które przeżyło wojnę i emigrację, miało poczucie misji przy wyborze języka katalońskiego. Ja urodziłem się, wychowałem i zdobyłem wykształcenie w kraju, w którym mój język był zakazany. Ale nie przeżyłem wojny, przeżyłem tylko ten lęk, który udzielił mi się od moich rodziców. Oni wojnę przeżyli i bali się możliwości kolejnego konfliktu. Mimo, że język kataloński był zakazany, w domach, w rodzinach mówiło się, oczywiście, po katalońsku. Ale nie można było w tym języku pisać, ani nawet głośno mówić na ulicy. I to jest straszne doświadczenie.

Na zdjęciu: Jaume Cabré

(img|577783|center)

Dla Polaków, na szcz**ęście, sto lat temu skończył się czas, kiedy język polski też był wypierany z przestrzeni publicznej, ale może wciąż jeszcze rozumiemy to bardziej, niż mieszkańcy tych szczęśliwych kraj****ów, które tego nie prze****żyły.**

Pytała pani o decyzję, podjętą w momencie kiedy zaczynałem pisać. Nie musiałem się nad tym zastanawiać. Zacząłem pisać i od razu pisałem w języku, który wypływał z mojej duszy. To jest mój język ojczysty, język mojej matki, mojego ojca, mojego domu, i gdybym chciał pisać po hiszpańsku, musiałbym tłumaczyć z katalońskiego, a to chyba nie miałoby wielkiego sensu. Następne pokolenia, które już uczyły się w języku katalońskim, widzą tę sytuację w zupełnie inny sposób, dla nich obecność katalońskiego w życiu publicznym jest rzeczą normalną.

Czy móg**łby pan sobie wyobrazić literaturę za sto lat, w kt****órej wi****ększość powieści powstaje po chińsku i po angielsku, a każdy czytelnik jest swoim własnym tłumaczem?**

To byłoby piekło. Każdy język to osobna, niepowtarzalna wizja świata, pewnej wspólnoty, pewnego społeczeństwa. Kiedy język przestaje istnieć, zanika także ta wizja świata. Europa jest takim dobrym przykładem współistnienia wielu języków i podpisuję się tu pod wypowiedzią Umberta Eco , że „językiem Europy jest przekład”.

Dla bohaterów pa**ńskich książek ważna jest muzyka, ważna jest przyjaźń, ale, jak mi się wydaje, najważniejsza jest prawda.**

Zgadzam się z tym, ale są postacie bardziej i mniej pozytywne.

Tak, ale to, kto jest postaci**ą bardziej pozytywną, a kto negatywną, jest czasem wielką zagadką dla czytelnika, tak, jak to bywa w życiu. Nie można polegać na pierwszym wrażeniu, na pozorach, na tym co inni dają nam do wierzenia, trzeba szukać własnej prawdy.**

Dla nas, w prawdziwym życiu, też jest oczywiste, że mamy strefę cienia i wewnętrzne sprzeczności i staram się, żeby te postaci rzeczywiście były pełne kontrastów, żeby były żywe i nie jednowymiarowe.

Dla Polaków wa**żną książką są**„ G **łosy Pamano”** . Nie chciałabym budować łatwych podobieństw, analogii, ale r**ównie****ż przeżyliśmy opresyjną władzę, cenzurę i wizję historii narzuconą przez rządzących. Dwadzieścia pięć lat temu zaczęliśmy odkłamywać historię, co w skali całego kraju, narodu, udało nam się nie najgorzej, ale problem pozostaje w małych społecznościach. W jednym z wywiad****ów mówi****ł pan o starych ludziach, kt****órzy boj****ą się m****ówi****ć o dawnych czasach. Wydaje mi się, że taki stary człowiek nie boi się o już siebie. Boi się o swoje dzieci czy wnuki, kt****óre mog****ą zostać napiętnowane za winy dziadk****ów, albo za to,****że dziadkowie teraz, po latach, opowiedzieli o tym, co ktoś z tej samej społeczności przed laty popełnił. Taka mentalność klanowa, myślenie, że dawne winy ciążą na wszystkich członkach rodziny****– jest
powa**żną przeszkodą w drodze do prawdy.

Mogę tylko mówić o tym, co znam z Hiszpanii, z Katalonii. Wydaje mi się, że w naszym przypadku raczej chodzi o to, że nie można rozliczyć do tej pory frankizmu. Głównie dlatego, że nadal jest obecny w polityce, w tej bardziej konserwatywnej części społeczeństwa, a przede wszystkim dlatego, że rodziny, które wówczas były zaangażowane w politykę, w następnych pokoleniach też są przy władzy. I zajmują stanowiska, które pozwalają wpływać na politykę i sprawiać, że te rodziny mogą unikać odpowiedzialności za to, co się stało.

W pa**ńskich książkach jest muzyka, istotna i dla bohater****ów, i dla samej konstrukcji powie****ści. Niesie ona pozytywne skojarzenia. Są w tych powieściach też obrazy, i odniosłam wrażenie, że są w jakiś spos****ób diaboliczne, je****śli muzyka jest anielska. Obrazy w powieściach ukazują fałszywe twarze bohater****ów, strat****ę albo mroczne namiętności. Daje się zauważyć, że r**ównie**ż malarstwo jest dla pana istotne, czy ma pan zatem jakiś ulubiony obraz, ulubionego malarza?**

Na zdjęciu: Jaume Cabré

(img|577784|center)

To wynika z samej natury muzyki, jej ulotności, która sprawia, że trudno jej przypisać konkretne znaczenie. To jest ta dziedzina sztuki, która na nas wpływa niezależnie od tego, jaką zajmiemy wobec niej postawę, w sposób bezpośredni, dotykający człowieka bardzo głęboko. Malarstwo jest bardziej zbliżone do literatury, przez to, że operuje materialnymi środkami wyrazu, których można dotknąć, można je opisać i które poddają się manipulacji, interpretacji i w jakiś sposób zależą od odbiorcy i od autora.

Jeśli chodzi o preferencje w dziedzinie malarstwa, to nie mam ulubionego malarza czy szkoły. Całe malarstwo jest bardzo ważne. To trudno przewidzieć – mogę się na pół godziny zatrzymać przed obrazem Kandinskiego a potem, nagle, doznać ogromnych wzruszeń, oglądając realistyczne malarstwo Chorwatów w Zagrzebiu. Tego po prostu nie da się zaplanować czy narzucić. Sztuka działa w sposób dla mnie nieodgadniony. Trudno to wiązać z jakąś konkretna szkołą czy epoką. Po prostu – lubię dobrą muzykę, dobre malarstwo, dobrą literaturę, a to, czy literatura czy sztuka jest dobra, czy zła, poznaję po tym, czy wywołuje we mnie jakąś odpowiedź, czy mnie dotyka bezpośrednio, czy pozostawia mnie całkowicie obojętnym. I tylko tyle mogę odpowiedzieć.

Zanim przyjecha**ł pan do Polski czytywał pan polską literaturę, m**ówi**ł pan o tym w wywiadach. Zdaję sobie sprawę, ze pański kontakt z Polską nie jest ani długi, ani dawny, ale czy coś pana zaskoczyło, zdziwiło, w czymś okazaliśmy się, być może, zupełnie inni, niż się pan spodziewał? Pewien Niemiec powiedział mi kiedyś:**„By**łem w Polsce tydzień i od tej pory nie mogę patrzeć na grzyby, czy macie w og****óle jakie****ś potrawy bez grzyb**ów”?

[śmiech] Jeśli mowa o spostrzeżeniach gastronomicznych, to rzeczywiście, już nie po raz pierwszy okazało się, że w polskich restauracjach nie można poprosić o takie pospolite napoje jak lipa, mięta czy rumianek, kelnerzy robią wielkie oczy, to samo z kawą bezkofeinową. Nie chciałbym przypisywać sobie prawa do wypowiadania opinii o Polsce i Polakach po czterech podróżach. Byłem w Krakowie, teraz jestem nad morzem, słyszę mewy za oknem i z całą skromnością przyznaję, że to jest zupełnie inna, nowa Polska i te moje sporadyczne kontakty nie dają mi żadnego prawa, żeby się wypowiadać, bo powinienem się jeszcze wiele nauczyć na temat Polski i Polaków. Ale rzeczywiście, chyba coś się zmieniło, bo teraz, kiedy wracam do polskiej literatury, czytam wiersze Szymborskiej , to czuję, że mam z nią lepszy kontakt po tym, jak poznałem jej ojczyznę. Właśnie odkrywam na nowo Gombrowicza, którego teraz czyta moja żona, a ona czyta w ten sposób, że
musi się natychmiast dzielić wrażeniami. Ja czytam dla siebie, a ona czyta tak trochę „na zewnątrz” wiec czuję się, jakbym ponownie odkrywał Gombrowicza w jego ojczyźnie.

Czy ju**ż ktoś zdążył panu powiedzieć, że jest taka katalońska pieśń, kt**ór**ą znają wszyscy Polacy, a jeżeli ktoś ma więcej, niż czterdzieści lat, to zaśpiewa ją nawet obudzony o p**ó**łnocy?**

[śmiech] „L’estaca”. [„Mury” Jacka Kaczmarskiego, w oryginale pieśń katalońskiego barda Lluisa Llacha].

Co prawda mo**że co dziesiąty Polak uwierzyłby, że ta pieśń nie jest polska, a katalońska, ale pewnie byłoby panu miło usłyszeć, jak podczas koncertu Jean-Michela Jarre’a przed bramą Stoczni Gdańskiej śpiewa ją kilkadziesiąt tysięcy widz****ów plus chór i wielka orkiestra symfoniczna… Na scenie Jean-Michel Jarre i Lech Wa****łęsa…**

Na pewno.

Ale w polskim t**łumaczeniu ta pieśń do połowy jest optymistyczna, i my ją śpiewamy tylko do połowy…**

[śmiech]

Rozmawiała: Joanna Kuhn /ksiazki.wp.pl

Tłumaczyła z katalońskiego: Anna Sawicka

W minionym tygodniu (26-28.06.2015) miał miejsce trzeci w tym roku Weekend Literacki w ramach organizowanego pod patronatem Nagrody Literackiej Gdynia cyklu imprez miejskich „Miasto Słowa: Czytelnik-Kreator”. Oprócz innych zaproszonych autorów z Polski, Gdynię odwiedził także kataloński pisarz Jaume Cabré, autor książek „Wyznaję”, „Głosy Pamano” i wydanego w tym roku „Jaśnie pana”. Pisarzowi towarzyszyła autorka przekładów wszystkich trzech wydanych po polsku powieści, Anna Sawicka. 27 czerwca (w sobotę) Jaume Cabré spotkał się z czytelnikami w Muzeum Miasta Gdyni (spotkanie prowadziła Urszula Kropiwiec) oraz udzielił wywiadu Wirtualnej Polsce.

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.