Recenzje
07-03-2012 (11:44)

Jadą wozy kolorowe... spoza gór i rzek

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jadą wozy kolorowe... spoza gór i rzek
("__wlasne)
WP

Była wiosna 218 roku p.n.e., kiedy to rozpoczęła się wojna, nazwana potem przez historyków drugą punicką. Niejaki Hannibal, mąż wielu zalet i wybitny dowódca wojskowy, wyruszył ze swojej hiszpańskiej stolicy Nowej Kartaginy z armią liczącą około 50 tysięcy zbrojnych, tysiącami koni i bliżej nieokreśloną liczbą słoni bojowych. Jesienią, aby ominąć rzymską armię, postanowił przeprawić się przez Alpy. Co w zasadzie mu się udało, jeśli pominiemy „znaczne straty siły żywej”. Szczególnie zaimponowała współczesnym i potomnym przeprawa przez zaśnieżone górskie przełęcze słoni, z których ocalała mniejszość, bo tylko 37 sztuk.

Mołojeckiej fantazji i wojennej sławy pozazdrościli Hannibalowi bohaterowie powieści Niebo ze stali, podjęli bowiem próbę przeprawy przez skaliste góry konnymi wozami. I nie bawili się tutaj w szczegóły, bo ich karawana liczyła – bagatela! – 40 tysięcy pojazdów. Verdanno, bo o nich to mowa, zostali powołani do życia przez Roberta M. Wegnera wraz z obfitością innych ludów i plemion, a także z całym imponującym bogactwem detali światem meekhańskiego imperium. W wydanych wcześniej dwóch tomach opowiadań ( Północ–Południe , Wschód–Zachód ) autor barwnie i pomysłowo opisał cztery strony tego świata, konsekwentnie eksplorując jego geografię (kolejno: góry, pustynie, stepy i wybrzeże) oraz rozwijając dzieje, religie i mitologie, stosunki społeczne i ekonomiczne; ze szczególnym umiłowaniem
opisując toczone w nim działania zbrojne.

Na tak zarysowanym tle Wegner z dużym wyczuciem rozgrywał kameralne ludzkie dramaty, każąc swoim bohaterom dokonywać trudnych wyborów i stawiając ich przed wyzwaniami wymagającymi nie tylko sieczenia ostrzem i czarem, ale i otwarcia serca. Coraz doskonalsze połączenie epickiej batalistyki z opisami budzących żywe emocje przeżyć bohaterów, przyniosło pisarzowi rzesze fanów i uznanie branżowych gremiów (Nagroda im. Zajdla w 2009 roku, nominacja do niej oraz nagroda „Sfinks” w 2010). Wreszcie pisarz postanowił zdyskontować popularność swoich opowiadań, tworząc pełnowymiarową powieść. O tym, jak solidnie podszedł do tego zadania, niech w pierwszym rzędzie świadczy fakt, że Niebo ze stali liczy sobie blisko 700 stron. Co ważniejsze jednak, podczas ich lektury nie sposób się nudzić.

WP

Gdyby trzymać się dotychczasowego klucza, tytuł nowej powieści powinien brzmieć „Północ – Wschód”, łączy ona bowiem w sobie i rozwija wątki znane z tych właśnie rejonów meekhańskiego świata. Bohaterem pierwszego z owych wątków jest Kenneth-lyw-Darawyt, oficer Górskiej Straży sprawującej pieczę nad północnym pograniczem rozległego Meekhanu. Drugi wątek dotyczył wschodnich, stepowych rubieży nękanych przez hordy dzikich koczowników. Centralna jego postać to młoda wojowniczka Kailean należąca do oddziału wolnych pograniczników. Bardzo wyrazistym zbiorowym bohaterem tego wątku okazał się zaś lud Verdanno, przemierzający niegdyś stepy wozami, wypędzony z rodzinnego kraju przez Se-kohlandczyków.

W wyniku intryg i zakulisowych rozgrywek politycznych, Verdanno wyruszyli na ojczystą Wyżynę Lytherańską, celem odbicia jej z rąk koczowników. Aby zaskoczyć wroga, cały poruszający się wozami naród przebija się przez wysokie Olekady. Kenneth i jego Szósta Kompania – do tej pory poszukujący w górach sprawców tajemniczych mordów – zostają oddelegowani w charakterze przewodników do wozackiej karawany. Z kolei Kailean wraz z towarzyszącą jej Dagheną mają zinwigilować pewną arystokratyczną rodzinę. Siedziba tejże leży bowiem w centrum obszaru, na którym dokonywane są wspomniane wyżej mordy. Oprócz tych dwóch głównych wątków, poznajemy też przygody najmłodszej córki jednego z przywódców Verdanno, które z czasem zyskują nieoczekiwany wpływ na cała historię.

Niewyczerpana pomysłowość Wegnera pozwala mu w niezwykle zajmujący sposób łączyć skomplikowaną, przygodową akcję z poruszającymi do głębi scenami lirycznymi, realistyczne okrucieństwo świata przedstawionego z niewinnością spojrzenia dziecka. Piętno oryginalności udaje się pisarzowi odcisnąć nie tylko na głównych motywach opowiadanej historii, takich jak przeprawa tysięcy wozów przez góry, dokonywana z wykorzystaniem cudów sztuki inżynieryjnej. Atrakcyjną formę i głębsze znaczenie potrafi Wegner nadawać każdemu aspektowi panujących pośród Verdanno czy Se-kohlandczyków stosunków społecznych, warunkowanych kulturowo, społecznie i religijnie, a także wszelkim drobnym sprawom z pozoru zwyczajnym i błahym. Do tego wszystkiego dochodzi psychologiczna wiarygodność bohaterów i chwytający za serce heroizm ich poczynań.

Zalety prozy Wegnera każą nam przymknąć oko na umowność pewnych koncepcji prezentowanych w książce, na przykład kwestię sprawnego poruszania się tysięcy wozów po nieutwardzonym gruncie czy niefrasobliwość dowódców, którzy decydują się na frontalny atak bez uprzedniego wysłania zwiadu. Tego rodzaju umowności jest tutaj zresztą i tak znacznie mniej niż w innych cyklach fantasy, zaś realizm, a miejscami naturalizm fabuły sytuuje „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” pośród najciekawszych zjawisk na krajowym rynku fantastyki. Zarysowany w zbiorach opowiadań potencjał wartych rozwinięcia motywów i problemów (w powieści dochodzi do nich m.in. motyw krainy mroku), z których pisarz może swobodnie czerpać, wystarczy mu na wiele lat i... wiele tomów. Biorąc pod uwagę systematyczny rozwój literackiego talentu Wegnera, jest on więc na najlepszej drodze, żeby stać się polskim Glenem Cookiem czy George'm Martinem .

WP
Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP