WP
barcelona

Ildefonso Falcones: Zawsze znajdzie się chwila, na dobry mecz Barcy

Wielokrotnie nagrodzona "Katedra w Barcelonie" została przetłumaczona na 15 języków i sprzedana w ponad 5 milionach egzemplarzy. Znalazła się na półkach księgarni w ponad 43 krajach. Zbierając materiały do swojej kolejnej powieści zatytułowanej "Ręka Fatimy", odwiedził Kordobę conajmniej 7 razy. W lutym tego roku ukazała się najnowasza książka jego autorstwa, jeszcze nie przetłumaczona na język polski "La Reina Descalza", która już została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ildefonso Falcones: Zawsze znajdzie się chwila, na dobry mecz Barcy
(Ela Rudnicka)
WP

Wielokrotnie nagrodzona "Katedra w Barcelonie" została przetłumaczona na 15 języków i sprzedana w ponad 5 milionach egzemplarzy. Znalazła się na półkach księgarni w ponad 43 krajach. Zbierając materiały do swojej kolejnej powieści zatytułowanej "Ręka Fatimy", odwiedził Kordobę conajmniej 7 razy. W lutym tego roku ukazała się najnowasza książka jego autorstwa, jeszcze nie przetłumaczona na język polski "La Reina Descalza", która już została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników.


Od lat mieszkający w Barcelonie * Ildefonso Falcones*, z zawodu adwokat specjalizujący się w prawie cywilnym. Ojciec czworga dzieci i wyśmienity jeździec. Choć bardzo zajęty zawsze znajdzie czas na mecz FC Barça. Nie pija kawy, a pisząc wycisza się dzięki przebojom z lat 70 i 80-tych.

WP

Katedra w Barcelonie otrzymała kilka nagród: najlepsze nowela hiszpańskojęzyczna, najlepiej sprzedająca się książka w 2007, najlepsza hiszpańska nowela roku 2006, włoska nagroda najlepszego autora zagranicznego 2007 oraz francuska nagroda dla najlepszej noweli historycznej.* *Wszystkie te nagrody, mimo, że Katedra w Barcelonie jest pańskim debiutem.Jak wspomina Pan otrzymanie swojej pierwszej nagrody?

Ildefonso Falcones: To było wyjątkowe. Jakby ziściła się bajka. Można probować sobie wyobrazić co dzieje się po tym jak napiszesz książkę i marzyć o tym aby odniosła sukces, ale myślę że rzeczywistość i tak zaskakuje.

Trudno było Panu w to uwierzyć?

* Ildefonso Falcones :* Uwierzyć ? Nie. Jestem dosyć pragmatyczny pod tym względem. Rzadko zdarzają się chwile kiedy miałbym czas aby o tym myśleć. Zwykle jestem zbyt zabiegany. Jestem albo w bufecie* albo w pracy. Gdy nie ma mnie w pracy, piszę. Nie mam zbyt wiele czasu by się nad tym zastanawiać. Ale gdy się przydarzy sukces, cóż, pozostaje ogromna satysfakcja oczywiście. *(przypis: mowa o bufecie adwokackim)

WP

Wiele osób spoza Barcelony, błędnie sądzi, że książka którą Pan napisał, opowiada o katedrze św. Eulalii znajdującej się na placu Seu. Tymczasem mowa jest o bazylice Santa Maria del Mar, która powstała w dzielnicy La Ribera, obecnie leżącej w Borne.* *Dlaczego zdecydował się Pan pisać o kościele Santa María del Mar, a nie o katedrze barcelońskiej czy innym zabytku? Co sprawiło, że skupił się Pan właśnie na tym obiekcie?

Ildefonso Falcones: Santa Maria jest bardzo kochanym kościołem, który oddaje ducha katalończyków. Pod względem turystycznym nie był on zbyt znany, ale z kolei mieszkańcy Barcelony, a nawet katalończycy spoza Barcelony, znają ten kościół bardzo dobrze. Oddaje ducha i determinację ówczesnych mieszkańców, reprezentuje specyficzny styl achitektoniczny zwany gotykiem katalońskim wywodzącym się z Katalonii i został zbudowany w bardzo krótkim czasie, bo w około 60 lat. Jest idealnym tłem dla powieści historycznej. Nie trzeba pisać całej sagi by móc śledzić budowę kościoła trwającą trzysta czy czterysta lat. Poza tym Bazylika Santa Maria del Mar jest bardzo reprezentacyjna. Niewiele jest zabytków które mają tak wiele do zaoferowania.

Czy pamięta Pan kiedy po raz pierwszy zobaczył kościół, jaką reakcję ten widok w Panu wywołał?

Ildefonso Falcones: Och, nie pamiętam. To musiało być jeszcze w szkole podstawowej, dawno temu.

WP

Kto by pomyślał że wiele lat później napisze Pan o niej książkę prawda...?

Ildefonso Falcones: Nigdy nie wiadomo...

Szukał Pan inspiracji w bazylice Santa Maria del Mar?

Ildefonso Falcones: Byłem tam mnóstwo razy żeby zebrać materiały lub zwyczajnie zaglądałem tam spacerując po okolicy. Kiedyś w pobliżu, na Via Layetana, znajdował się Sąd i często wyznaczana na godzinę 10 rozprawa potrafila opóźnić się aż do poludnia dlatego też często spacerowałem w okolicy kościoła.

WP

(img|436264|center)

Napisanie* Katedry w Barcelonie *zajęło Panu 5 lat. Od początku miał Pan pomysł na tę historię czy może były momenty gdy improwizował Pan z postaciami. Czy któreś z postaci pojawiły nagle podczas tworzenia historii?

Ildefonso Falcones: Historię trzeba mieć przemyślaną od początku do końca. Musisz znać zakończenie oraz mieć przemyślane krytyczne punkty akcji, tym bardziej przy książce liczącej blisko 700 stron. Trzeba kontrolować koleje losów oraz akcję toczącej się historii. Oczywiście, że w trakcie pojawiają się postaci które mają mniejszy lub większy wpływ na akcję, lub takie z których się rezygnuje, czy postacie o których myślałeś że nie będą tak istotne ale w rezultacie zaczynają być istotne. Dlaczego? Dlatego, że w trakcie pisania widzisz jak nabierają wyrazu i zajmują coraz ważniejsze miejsce. Niektóre z wcześniej zaplanowanych wydarzeń, zaczynają się zmieniać w trakcie pisania. I to tak działa. Zawsze jednak pisząc, należy dotrzeć do konkretnych punktów historii, w przeciwnym razie można się pogubić.

Czyli są jakieś postacie które pojawiły się bez wcześniejszego planowania?

WP

Ildefonso Falcones: Główne postacie raczej nie, wybacz gdyż nie pamiętam już dokładnie...Główni bohaterowi byli jasno określeni od samego początku. Postacie drugoplanowe owszem, przychodzą i odchodzą.

Na przykład...?

Ildefonso Falcones: Na przykład Mar miała braci ale skreśliłem ich na końcu. Navar, który początkowo miał pojawiać się częściej, jego postać również została ograniczona.

Czy to prawda co mówią niektórzy pisarze, że w pewnym momenci historia “pisze się sama”?

Ildefonso Falcones: Nie. Pisanie to ciężka praca, wiele godzin przed komputerem pisząc, poprawiając, skreślając i pisząc raz jeszcze. Sprawdzanie czy nie wkradł się jakiś błąd. Kiedy już ci się wydaje że wszystko jest w porządku, okazuje się, że trzeba to coś pozmieniać albo napisać od nowa. Tak więc nie, przynajmniej w moim przypadku historia nie pisze się sama.

Jestem bardzo ciekawa czy tworząc postać Arnau Estanyola, inspirował sie Pan kimś z prawdziwego życia?

Ildefonso Falcones: Nie. Natomiast na pewno różne postacie reprezentują to, co myślisz o innych ludziach. Doświadczenia i wiedza będą odbijać się w pojawiających się postaciach, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości.

A co z wyglądem bohaterów?

Ildefonso Falcones: Im mniej opisujesz wygląd tym lepiej, tak uważam. To co powinno zostać jasno określone, to czy dana postać jest atrakcyjna, w jakim stopniu, jaki ma kolor włosów, oczu i niewiele więcej. W ten sposób pozwalasz czytelnikowi wyobrazić sobie postaci. I te postacie nigdy nie będą takie same w oczach różnych czytelników, od tego mamy kino... i dlatego staram się definiować wygląd w ograniczonym stopniu.

I dlatego gdy oglądamy w kinie przeczytaną powieść bywamy rozczarowani...

Ildefonso Falcones: Zawsze. Postacie nigdy potem nie są takimi, jakimi je sobie wyobrażaliśmy.

Czy podczas studiowania historii Barcelony, odkrył Pan coś co wyjątkowo Pana zaskoczyło? Jaka była Barcelona z XIV wieku?

Ildefonso Falcones: Zawsze. Jest wiele rzeczy które zaskakują. Choćby to, że morze w średniowieczu sięgałodużo bardziej wgłąb lądu, w głąb *Barcelony i ogólnie jakie było ówczesne miasto. Nasza wiedza na temat tego jak kiedyś wyglądało jest dość powierzchowna, dlatego gdy zaczynasz ją zgłębiać zdajesz sobie sprawę jak funkcjonowało wiele rzeczy. Uświadamiasz sobie przykładowo dlaczego ulice noszą nazwy które noszą.

W tej chwili już nie pamiętam czy było coś co mną wstrząsneło, ale z całą pewnością jest całe mnóstwo faktów których nie można opisać, bo gdybyś to zrobił książka stałaby się zbyt „ciężka”. Jest wiele rzeczy które trzeba ominąć bo nie komponują się z opisywaną historią.

*przypis: linia brzegowa znajdowała się blisko ulicy Canvis Vells.

Czy spacerując po Barcelonie wyobraża Pan sobie jaka była w czasach średniowiecza?

Ildefonso Falcones: Tak, za każdym razem, gdy spaceruję w pobliżu *Generalitat, gdzie dawniej mieściła się dzielnica żydowska, myślę o tym co się ty wydarzyło. Cała ta okolica była otoczona murami i miały tu miejsce masakry Żydów.

*przypis: Siedziba i Rząd Katalonii na pl. Sant Jaume w Barcelonie.

Gdyby dostał Pan do wyboru życie w dowolnych czasach innych niż współczesność, jakie byłyby to czasy?

Ildefonso Falcones: Wybrałbym te najbliższe współczesności, ze względu na system prawny którego wcześniej nie było. Im bardziej cofasz się w przeszłość, tym większe bezprawie panowało. Rządzili ci, którzy mieli władzę i pieniądze. Ale myślę że gdybym żył w tamtych czasach, takie życie by mnie nie pociągało, nawet gdybym posiadał pieniądze i bogactwa. Dlatego gdyby nie były to czasy współczesne, to wybrałbym wiek XX lub czasy najbardziej zbliżone do poszanowania praw człowieka. Dawniej ludzie nie mieli absolutnie nic i byli całkowicie zależni od kaprysów ludzi posiadających władzę.

Zmieniając nieco temat, chciałabym zapytać o pisanie. W jakich warunkach Pan pisze, czy potrzebuje muzyki czy woli raczej pisać w ciszy? Pisze Pan codziennie czy mniej systematycznie?

Ildefonso Falcones: Trzeba pisać codziennie. Mając do realizacji jakiś projekt, systematyczność jest ogromną zaletą, potrzebą i obowiązkiem. Piszę głównie rano, nigdy w nocy bo wracam do domu bardzo zmęczony. Poza tym mam czwórkę dzieci w związku z czym gdy są w domu, nie jest zbyt łatwo skupić się na pisaniu. Cisza? Nigdy nie udało mi sie pisać w ciszy.

Zawsze przeszkadzają jakieś hałasy, dlatego by móc się skupić zakładam na uszy słuchawki i słucham muzyki.

Jakiej muzyki wtedy Pan słucha*ć*?

Ildefonso Falcones: Głównie z czasów mojej młodości. Czasem „wyłączam się” dzięki muzyce klasycznej, a czasem dzięki muzyce z lat 70-tych czy 80-tych: Aretha Franklin, Beatles, Supertramp, Bee Gees.

Kiedy Pan napisał swoją pierwszą historię i o czym opowiadała?

Ildefonso Falcones: Nie pamiętam, napisałem kilka rzeczy które nigdy nie zostały wydane...gdy byłem dzieckiem pisałem poezję w bardzo dziecinnym tonie.

Pana pierwsza książka?

Ildefonso Falcones: To była powieść współczesna, opisująca życie „x” osób.

Jakie myśli przewijają się przez Pańską głowę podczas tworzenia nowych postaci, decydowania o ich losach, śmierci i życiu?

Ildefonso Falcones: Czasami bywając na pogadankach z innymi autorami, niektórzy mówili że płaczą gdy zabijają swoich bohaterów. Może więc nie powinni tego robić? W końcu to ich bohaterowie. Mnie takie kwestie specjalnie nie martwią, bohaterowie są moi w związku z czym decyduję o ich losach.

Pisanie daje Panu poczucie szczęścia?

Ildefonso Falcones: Poczucie szczęścia daje rezultat tego co się napiszę. Jeśli książka wyszła dobrze, daje satysfakcję, ale zanim to nastąpi trzeba pisać, a pisanie to bardzo ciężka praca. Zasiadam do pisania około 8 rano, a wstaję od biurka po godzinnie trzynastej. Czyli piszę jakieś 5-6 godzin i tak każdego dnia. To naprawdę ciężka praca. Tak więc czy sprawia że czuję się szczęśliwy? Są oczywiście momenty w których mówię sobie że wyszło bardzo dobrze, ale w większości przypadków wstaję od biurka z bólem pleców i karku lub poirytowany że nie wyszło tak jak sobie życzyłem...jak ze wszystkim w życiu.

Gdy książka zostanie już napisana, egzemplarze rozesłano do wydawnictwa, co się potem dzieje.... ?

Ildefonso Falcones: ... nie dzieje się absolutnie nic, bo nikogo nie interesuje to co napisałeś (śmiech).

A gdy kogoś już zainteresuje to co Pan napisał? Jak to funkcjonuje z następnymi książkami. Mówią Panu: Potrzebujemy książki na taki i taki temat?

Ildefonso Falcones: W moim przypadku nie. Podpisuję umowę na określony czas w jakim książka ma być napisana, przy czym u mnie są to trzy lata więc całkiem sporo.

(img|436265|left)

Czy myślał Pan o napisaniu kolejnej książki której akcja toczyłaby sie w Barcelonie i jeśli tak to o czym by była, o jakim okresie by opowiadała?

Ildefonso Falcones: Trzeba by się nad tym zastanowić (śmiech). Myślę że akcja toczyłaby się w średniowieczu, bo był to bardzo ciekawy okres.

Ma Pan czwórkę nastoletnich dzieci. Czytają „Pana”?

Ildefonso Falcones: WCALE. Nie czytają niczego ale nie tylko moje, ale też dzieci innych niczego nie czytają. Myślę że to wielka szkoda. Coś ci powiem, ja już się poddałem w tej kwestii. Już nie będę stosował argumentu że literatura może być ciekawa i dawać radość i że taka szkoda że nie czytają...Mam to już za sobą. Ale owszem, uważam że to wielka szkoda, bo dzięki literaturze uczysz się czytać, a umiejętność czytania pomaga w studiowaniu. Nastolatki z kolei, co charakterystyczne, korzystają z lektury mechanicznej i niefunkcjonalnej, a to nigdy nie jest dobre. Tak więc już nawet nie próbuję namawiać ich do czytania...

Kto jest pierwszym czytelnikiem i krytykiem tego co Pan napisał?

Ildefonso Falcones: Moja żona. Jest bardzo dobrą czytelniczką.

Ma duży wpływ na całokształ książki?

Ildefonso Falcones: Nie, ale dostrzega błędy o których potem mi mówi. Pomyśl, że jeśli pisanie historii zajmuje mi 3 lata, jest prawdopodobne że nie będę pamiętał tego co napisałem pierwszego roku. Dlatego niezbędna jest ponowna lektura ze strony innych osób.

Pańskim zdaniem pisarstwo to dar czy coś czego można się nauczyć?

Ildefonso Falcones: Można się nauczyć, jak ze wszystkim. Wielcy malarze też pobierali naukę i pracowali nad swoim warsztatem. Muzycy, generalnie również muszą się uczyć śpiewu w konserwatoriach. Znajdą się też tacy którzy posiadają prawdziwy dar, ale także potrzebują pracy nad własnym warsztatem. Być może do pisania potrzebne są pewne cechy nad którymi potem się pracuje i je udoskanala. Niektórzy mają zdolności w kierunku pisania inni w kierunku malowania i tak dalej. Ale uważam że istota ludzka właśnie tym różni sie od zwierząt, że jesteśmy zdolni by się uczyć i uzewnętrzniać naszą kreatywność.

Co powiedziałby Pan młodym ludziom którzy marzą o pisaniu ale nie mają odwagi, nie wiedzą od czego zacząć albo nie wierzą we własne możliwości i nie mają do kogo zwrócic sie po radę?

Ildefonso Falcones: Cóż, tym którzy nie mają odwagi powiedziałbym aby się odważyli. Jeśli tego nie zrobisz nigdy niczego nie osiągniesz. Trzeba mieć odwagę, trzeba próbować! Póki co jeszcze nie poznałem nikogo, kto zostałby wysłany na stos za złe pisanie. Dlatego jeśli nawet pisanie nie wyjdzie za dobrze, to nic takiego. Natomiast polecałbym zapisanie się na jakieś warsztaty literackie gdzie można szlifować i doskonalić swój warsztat, a także otrzymać opinie na temat tego co się stworzyło.

Książka została już napisana, wysłana do wydawnictwa, a następnie ułożona na półkach księgarni. Co czuje Pan czekając na pierwsze opinie na temat nowej książki?

Ildefonso Falcones: To moment największych nerwów bo nic już nie można zrobić ani poprawić. Trzeba czekać na reakcję czytelników. Dlatego cieszę się że moja ostatnia książka Ręka Fatimy została odebrana bardzo pozytywnie.

Czy zdarzyło się kiedyś że został Pan poproszony o autograf na czymś oryginalnym?

Ildefonso Falcones: Raczej nie. Głównie są to książki, ewentualnie ci którzy zapominają zabrać książkę proszą o autograf na skrawku jakiegoś papieru.

Jest Pan rozpoznawalny na ulicy?

Ildefonso Falcones: Jeśli tak, to ci którzy mnie rozpoznają są dyskretni, nikt mi się nie naprzykrza podczas spaceru. Natomiast gdy są na mój temat wzmianki oraz zdjęcie w gazetach, wtedy cóż, w przeciągu trzech miesięcy ktoś tam zwróci uwagę, ale jakiś czas później na nowo jestem anonimowy.

Ulubione miejsca w Barcelonie?

Ildefonso Falcones: Oczywiście Santa Maria del Mar. Bardzo lubię modernizm, spacer po La Pedrera....

Wchodzi Pan gratis...?

Ildefonso Falcones: Nie, nie. Muszę płacić tak samo jak wszyscy (śmiech)...często wchodzę więc do Pedrera na górę żeby podziwiać fantastyczne kominy. Park Guell i morze oczywiście. Bardzo lubię spacerować wzdłuż morskiego deptaka.

Od samego początku mieszka Pan w Barcelonie. Ja jestem tu od 12 lat i widzę jak się zmienia. Nie było mnie tu w 1992 roku, ale dzięki Olimpiadzie w Barcelonie nastąpił rozwój ważnej części miasta. Jak zmieniła się Barcelona z punktu widzenia osoby która spędziła w niej całe życie?

Ildefonso Falcones: Barcelona stała się prowincjonalna. Mam tu na myśli chociażby język kataloński i dotacje na kulturę.To że o decyzjach w sprawie kultury decyduje się „z góry”. Zostaje *nam narzucone to jak ma wyglądać kultura, teatr, moda, a nawet jak ma być przeprowadzana przebudowa deptaka Gaudiego. Mieszkańcy oraz przedstawiciele miasta Barcelony mają niewiele do powiedzenia i myślę, że stanowi to duży problem. *przypis: mowa o regionie Katalonii.

Chciałabym teraz zapytać Pana o Polskę.* Czy wie Pan jaki sukces odniosła Katedra w Barcelonie *w naszym kraju?

Ildefonso Falcones: Oczywiście! Wydaje mi się że sprzedało się okolo 100 tysięcy egzemplarzy, a przynajmniej z informacji które mi przekazano, wiem że książka była w Polsce wielkim sukcesem.

Jakie skojarzenie przychodzi Panu na myśl gdy słyszy pan słowo Polska? Czy miał Pan już okazję odwiedzić nasz kraj?

Ildefonso Falcones: Nie, nigdy tam nie byłem. Polska kojarzy mi się z czasami królów Polski, sposobu elekcji, który zdaje się był podobny jak w Katalonii ? Poza tym przychodzi mi do głowy ten zły czas II Wojny Światowej oraz wszystko to co się wydarzyło potem gdy Polska zamieniła się z jednej strony w pole walki Rosjan i z drugiej strony Niemców. To niezwykle smutne wydarzenia. Niemniej jednak odnoszę wrażenie że wszystko jeszcze przed wami.

Polskie konie wyścigowe są znane w świecie. Wiem, że w dzieciństwie jeździł Pan konno. Zdobył Pan nawet tytuł mistrza Hiszpanii w kategorii skoków. Czy nadal Pan czasem jeździ?

Ildefonso Falcones: Tak jeżdżę codziennie w Klubie Polo. Mam trzy konie na których skaczą moje dzieci i biorą udział w zawodach. Kiedys nawet byłem posiadaczem koni polskiego pochodzenia.

Na koniec chciałabym zapytać gdzie pija kawę autor książek La Catedral del Mar, La Mano de Fátima oraz wydanej w lutym tego roku La Reina Descalza?

Ildefonso Falcones: Nie pijam kawy (śmiech).

Gdzie więc mogą Pana spotkać nasi czytelnicy? Jakiś ulubiony bar lub restauracja?

Ildefonso Falcones: Nie mam konkretnego miejsca w które chadzam. Bywam w barach w pobliżu pracy.Jeśli chodzi o restauracje to jest jedna w której bywam razem z żoną już od ponad 30 lati nazywa się La Barca del Pescador.

Rozmawiała: Ewa Nowak, fot. Ela Rudnicka.* Wywiad ukazal sie w marcu 2013 roku: * www.happy-barcelona.pl**

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP