Trwa ładowanie...
Materiał powstał przy współpracy z Wydawnictwem Agora dla dzieci

Dzieci mają moc! Rozmowa z pisarką i scenarzystką Agnieszką Dąbrowską

Czy dzieci są zbyt wrażliwe na trudne i poważne rozmowy? Postać Waldka, bohatera książki i filmu "Za duży na bajki" jest żywym dowodem na to, że dzieci rozumieją znacznie więcej, niż nam się wydaje. Jak powstała ta mądra i budująca opowieść oraz jak wyglądała praca nad jej ekranizacją? O to wszystko zapytaliśmy autorkę powieści i scenarzystkę, Agnieszkę Dąbrowską.

Share
 Źródło: Materiał Partnera
d3wxun7

Agnieszka Adamska, Wirtualna Polska: Nastoletni miłośnik gier komputerowych, który na wieść o chorobie mamy musi szybko dorosnąć, szalona ciotka, która okazuje się dla chłopca nieocenionym wsparciem, nadopiekuńcza mama, która niespodziewanie odkrywa, że jej syn nie jest już małym dzieckiem. "Za duży na bajki" to niezwykle ciekawa opowieść, którą w skrócie moglibyśmy podsumować jednym słowem: życie. Skąd czerpała pani inspiracje, pisząc tę historię?

Agnieszka Dąbrowska: Pewnego dnia przyszedł mi do głowy chłopiec z nadwagą, który boi się, że straci mamę. Nie mam pojęcia dlaczego, nie wiem, co było bezpośrednim impulsem do napisania książki, ale pamiętam, że – kiedy siadłam do komputera – szybko miałam poczucie, że pełnię rolę służebną wobec opowieści, która sama się snuje. Klepałam jedynie w klawiaturę to, co opowiadał mi Walduś. Brzmi to pewnie dość infantylnie, ale trudno… Na potrzebę ani tej rozmowy, ani żadnej innej, nie wymyślę zajmującej bajeczki o źródłach, o inspiracjach, niezwykłych początkach książki czy scenariusza. Do pisania podeszłam więc na luzie – niech leci, ale potem nachodziły mnie różne wątpliwości, bo jak opowiadać o samotnym rodzicielstwie, o chorobie w domu, o lęku czy nadwadze, by nikomu nie zrobić krzywdy, nie obrazić, nie przytłoczyć? Postanowiłam jednak odpuścić autocenzurę i śmiało iść za głosem Waldka oraz intuicji i wrażliwości własnej. Uwierzyłam też w przyszłego, młodego czytelnika i widza, który sam będzie potrafił rozpoznać, która postawa, którego z bohaterów jest zła czy dobra, która mu odpowiada, a którą by potępił.

Wielu rodziców nie wie, jak rozmawiać z dzieckiem o trudnych sprawach. Bohaterka pani książki wolała przemilczeć temat swojej choroby.

Mama Waldka, czyli głównego bohatera tej historii, mając najlepsze intencje, wybiera opowiadanie mu bajek i pudrowanie rzeczywistości, ale chyba nietrudno ją zrozumieć, bo jak – gdy w pojedynkę wychowuje się dziecko – powiedzieć mu, że nie wiadomo, czy wkrótce nie zostanie samo? Jak to zrobić? To musi budzić, i budzi, lęk. Mama Waldka nie chce odebrać czy zniszczyć swojemu ukochanemu synowi beztroski dzieciństwa, choć przecież sama niczemu nie jest winna. Winny jest przypadek, bo akurat ją dotknęła – jak sama mówi – "cholerna choroba". Długo nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że okłamując swoje dziecko, skazuje je na strach w samotności. Dzieci często bowiem widzą i słyszą więcej, niż nam się wydaje. Waldek najpierw się domyśla, a potem sam odkrywa prawdę. Zderzenie z nią i poczucie, że był okłamywany przez najbliższą osobę, bardzo go boli. Długo rozpieszczany i ciągle jeszcze dziecinny, sam już nie wie, czy wolałby nie wiedzieć, czy być traktowany poważnie i wiedzieć wszystko od samego początku… Wreszcie jednak słyszy od swojej ciotki słowa, które najpierw ciężko mu zrozumieć, że "warto dzielić strach na pół", a potem sam je uzupełnia, tłumacząc mamie, że "najgorzej bać się samemu". Z dziećmi trzeba rozmawiać na trudne tematy. Ale jak to robić? Nie wiem. Pewnie delikatnie, pewnie z czułością, pewnie budując z nimi najpierw dobre relacje – takie, w których mogą poczuć się bezpiecznie.

Czy pani zdaniem istnieje granica, za którą dziecko jest gotowe na takie tematy jak choroba czy śmierć?

Ale granica czego? Wieku? Czy ktokolwiek jest tak naprawdę gotowy na chorobę, śmierć i na rozmawianie o nich? Czy jesteśmy w stanie przygotować się na wszystkie najgorsze przypadki i sytuacje, które mogą się nam przytrafić? Wydaje się, że nie i że dotyczy to też osób dorosłych, ale – to może banalne, co powiem – no cóż, życie czasem tak się układa, że pojawiają tematy, których nie da się obejść, a od nieporuszania problemów w rozmowach te problemy nie znikają…

 Materiał Partnera
Źródło: Materiał Partnera

Dziadek Waldka stwierdza, że są trzy rodzaje kłamstwa: ze strachu, z głupoty i z miłości – przy czym to ostatnie można usprawiedliwić troską i uczuciem. Zgadza się pani z tą tezą?

Sama ją wymyśliłam i napisałam, więc pewnie tak (śmiech). Żaden z moich dziadków nie wygłaszał podobnych prawd. Dziadek Waldka potrafi wytłumaczyć i uniewinnić każdego kłamczucha, bo – choć udaje twardziela – ma miękkie serce i jest bardzo wyrozumiały. Uczy wnuka empatii, wybaczania, dając mu możliwość spojrzenia na to, co mu się przytrafia z innej perspektywy. Zupełnie jakby dawał mu do zrozumienia, że nic nie jest czarno-białe i że zbyt srogie ocenianie postępowania innych nie ma większego sensu. To także dzięki niemu Waldek robi wielki krok w dorosłość.

d3wxun7

Nadopiekuńczość także wynika z ogromnej miłości. Waldek był trzymany przez mamę pod kloszem – wyręczała go w domowych obowiązkach, wybierała mu ubrania do założenia, odprowadzała do szkoły. Takie zachowanie pomaga dziecku czy szkodzi?

Wchodzenie w dorosłość to też nauka samodzielności, która daje młodemu człowiekowi niezbędne poczucie mocy, sprawstwa, kompetencji. Dziecko, by dojrzeć, by czerpać ze swojego życia pełnymi garściami, musi mieć pozwolenie na popełnianie błędów, na potknięcia, na doświadczanie przykrości. Oczywiście wypuszczenie dziecka spod skrzydeł wiąże się z pewnym ryzykiem i są rodzice, którzy sobie z tym nie radzą, ale oni też nieustannie przecież do czegoś dojrzewają, zmieniają się. Ech, być rodzicem i mieć taką ciotkę, Ciotkę Mariolkę, by móc skorzystać z jej pomocy w pokonywaniu tej trudnej, rodzicielskiej drogi (śmiech).

Pani książka pokazuje rzeczywistość współczesnych dzieci – zapatrzonych w komputer, zakochanych w świecie gier, stroniących od aktywności fizycznej. Turniej gier komputerowych zastępuje im turniej piłki nożnej, a rozgrywki w sieci często są alternatywą dla prawdziwych relacji. To dość przygnębiający obrazek…

Ależ mnie ten obrazek wcale nie przygnębia! Każde pokolenie ma swoje, swoiste doświadczenia. Nie wiem, czy my, dorośli nie powinniśmy starać się nadążyć za tym, co się dzieje, zamiast ściągania pociech do swojego wyobrażenia tego, jak powinno wyglądać idylliczne dzieciństwo. Czy nasze wysiadywanie na schodkach przed blokami na pewno było o wiele lepsze od tego, co robią współczesne dzieci? Może było po prostu inne… Jeśli coś mnie przygnębia, ale i trochę śmieszy, to to, że pokolenie współczesnych rodziców nieustannie siedzi przed komputerami lub z telefonami w rękach, a ma pretensje do swoich dzieci, że robią dokładnie to samo. Oczywiście, że ważny jest balans – obok komputera także aktywność fizyczna i spotkania z kolegami w realu – ale naprawdę nie demonizowałabym gier komputerowych. Mam nadzieję, że czuć i w książce, i w filmie, że to ostatnia rzecz, na której mi zależy.

Choć zdecydowanie wyrosłam już z bajek, książkę o Waldku i jego rodzinie przeczytałam jednym tchem. Pisząc tę powieść, myślała pani raczej o młodych odbiorcach czy także o dorosłych czytelnikach?

Dziękuję, to bardzo miłe. Książkę pisałam głównie z myślą o dzieciach, ale – ku mojemu zaskoczeniu i radości – są też dorośli, którzy dają się porwać historii Waldusia. Rozwijając z kolei scenariusz filmu, chciałam trafić także do widza dorosłego. "Za duży na bajki" to klasyczne kino familijne, które ma być rozrywką dla widza niemal w każdym wieku. Ma bawić i wzruszać ośmiolatka, ale i jego babcię. Po reakcjach widowni podczas premiery nieskromnie wnoszę, że chyba się to udało, choć oczywiście to już nie tylko moja zasługa, nie tylko zasługa tekstu, a wspaniałej ekipy filmowej i genialnych aktorów.

W obsadzie filmu pojawili się wspaniali artyści, jak Karolina Gruszka, Dorota Kolak czy Andrzej Grabowski, a u ich boku wschodzące, młode gwiazdy kina. Jestem ciekawa, czy miała pani wpływ na wybór aktorów.

Na wybór aktorów dorosłych – nie. Mieliśmy z reżyserem filmu podział obowiązków – ja zajmuję się scenariuszem, a on reżyserią. Dzięki temu każde z nas odpowiadało za wykonaną przez siebie pracę. Choć wiadomo, że grając do jednej bramki, czyli starając się stworzyć możliwie najlepszy film, słuchaliśmy się wzajemnie i jedno miało pewien wpływ na pracę drugiego, a drugie na pierwszego, to były obszary, w które sobie nie wchodziliśmy. Wybór aktorów był właśnie jednym z nich. Pewnie, że miałam swoje wyobrażenie obsady i pokusę sugerowania, kogo widziałabym w roli ciotki czy mamy, ale jak usłyszałam, o jakiej klasie aktorów mówią reżyser Kristoffer Rus i producent Mikołaj Pokromski, to odpuściłam swoje pomysły. W najśmielszych snach nie przypuszczałam, że zagrają TACY aktorzy jak właśnie Kolak, Gruszka i Grabowski!

d3wxun7

Co do dziecięcych wykonawców – główną rolę gra mój przeuroczy sąsiad, krakus, którego prawie dwa lata temu poprosiłam o pozowanie do zdjęć potrzebnych mi do prezentacji scenariusza w rozwoju na jakimś evencie filmowym. Maciek Karaś tak profesjonalnie i naturalnie pozował, jak zawsze przy tym dowcipkując, że delikatnie zasugerowałam później zebranej już ekipie filmowej i reżyserowi, by zaprosili go do castingu. Na to jednak, że po trwających kilka miesięcy poszukiwaniach najlepszego kandydata do roli, to właśnie Maciek został wybrany, nie miałam już żadnego wpływu. Przechodził kolejne etapy castingu, by wreszcie go wygrać. Dziś nikt nie ma wątpliwości, że chłopak jest gwiazdą!

Szukaniem pozostałych utalentowanych, młodych aktorów zajmowała się doświadczona, świetna reżyserka castingu. Ja trzymałam tylko kciuki i ufałam.

Ciocia Waldka, w którą w filmie wciela się Dorota Kolak, to chyba najbardziej pozytywna i ujmująca postać w tej historii. Szalona starsza pani kocha aktywność fizyczną i chce nią zarazić chłopca, a ponadto ma niezwykle pogodne nastawienie do życia. Chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że to dzięki niej główni bohaterowie zachowali równowagę i zdołali przetrwać trudny czas.

Wiele osób lubi ciotkę, ale czy ona jest aż tak jednoznacznie pozytywną postacią? Rzeczywiście, robi co może, by odwrócić uwagę Waldka od choroby mamy, ale bywa przy tym okrutna i wcale się nie dziwię początkowej niechęci chłopca do niej. Sport sportem, zdrowa dieta zdrową dietą, ale chłopakowi trzeba dać żyć po swojemu i pozwolić mu realizować swoją pasję! Zafiksowana na swoim pomyśle na usamodzielnienie i odchudzenie Waldka, zabiera mu to, co w trudnym czasie jest dla niego najważniejsze – możliwość przygotowań z jego teamem do turnieju. Rzeczywiście, wydaje się jednak, że to zawirowanie, które wprowadza w jego życie swoim szaleństwem, despotyzmem i bezpośredniością, ostatecznie pomaga wytrwać nie tylko jemu samemu, ale i daje mu moc, którą chłopiec wykorzystuje, by wesprzeć mamę w jej walce.

Waldek zostaje wystawiony na wiele prób – choroba mamy, pojawienie się dziwnej krewnej, pierwsze zauroczenie, ale także zdrada najbliższego przyjaciela. To dużo jak na jednego chłopca.

Na tym polega dorastanie.

d3wxun7

Ta historia niesie jednak bardzo budujące motto: "nie można poddawać się w obliczu problemów", a także : "warto uwierzyć we własne sił". Nie mam wątpliwości, że czytelnicy i widzowie znajdą w tej opowieści znacznie więcej pozytywnych myśli. Jaka towarzyszyła pani podczas pisania książki "Za duży na bajki"?

Nie pisałam książki ani scenariusza z tezą czy założeniem, że będę przemycać jakieś złote myśli, porady, recepty na cokolwiek, mimo że niektórzy bohaterowie – jak ciotka czy dziadek – mają czasem tendencję do mądrzenia się. Stworzyłam postacie, które mają konkretne charaktery, poglądy na różne sprawy i pozwoliłam im je ze sobą zderzać, konfrontować. Pokazałam po prostu jakiś wycinek rzeczywistości Waldka, który ma trudny, choć obfitujący także w radosne wydarzenia, moment w życiu. Życzyłabym sobie, żeby książka i film "Za duży na bajki" inspirowały do dyskusji dzieci z dziećmi czy dzieci z dorosłymi. To wystarczy. Niech każdy wyciąga swoje wnioski i buduje swoje prawdy. Dzieci są mądre, dzieci mają moc. Wiele mogą zrobić same, a ja nie pcham się do roli przewodniczki, nawet dla swojego syna czy córki, bo sama czasem nie wiem, jak żyć…

Materiał powstał przy współpracy z Wydawnictwem Agora dla dzieci
d3wxun7
d3wxun7
d3wxun7