Trwa ładowanie...
Informacja prasowa

Bomby na cywilów, czyli zbrodnie wojenne aliantów

Alianci też popełniali zbrodnie wojenne, a II wojna światowa to nie był hollywoodzki western. ALIANCI – najnowsza książka Piotra Zychowicza już w księgarniach!

Share
Najnowsza książka Piotra Zychowicza już w księgarniach!
Najnowsza książka Piotra Zychowicza już w księgarniach!Źródło: Materiały prasowe
dz2mbwh

No i znowu zaszokuje pan czytelników.

Tak, domyślam się, że moja książka „Alianci” może wywołać szok. Historię zawsze piszą bowiem zwycięzcy. Nie inaczej było w przypadku II wojny światowej. Amerykanie i Brytyjczycy narzucili światu swoją wizję tego konfliktu. Zgodnie z nią państwa Osi prowadziły wojnę w sposób barbarzyński, a alianci toczyli szlachetny bój o wolność, demokrację i prawa człowieka. To oczywiście wizja propagandowa. Rzeczywistość była znacznie bardziej skomplikowana, złożona.

dz2mbwh

Ale przecież państwa Osi rzeczywiście prowadziły wojnę w sposób barbarzyński!

Oczywiście, nikt przy zdrowych zmysłach tego nie neguje. III Rzesza dopuściła się wręcz niewyobrażalnych zbrodni. Ale fakt, że Hitler był krokodylem, nie oznacza automatycznie, iż Churchill był jaroszem. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone prowadziły przeciwko państwom Osi wojnę totalną, wojnę na wyniszczenie. Im dłużej ona trwała tym używano bardziej radykalnych metod. Ofiarą tej wojny nie padali tylko nieprzyjacielscy żołnierze, ale również ludność cywilna.

Jakieś przykłady?

Najbardziej przerażającym przejawem tej radykalizacji była oczywiście ofensywa bombowa przeciwko wielkim aglomeracjom miejskim. Na europejskim teatrze wojennym brylowali w tym procederze Brytyjczycy. Samoloty RAF – za pomocą bomb burzących i zapalających – zrównały z ziemią niemal wszystkie duże niemieckie miasta. Pod bombami zginęło pół miliona cywilów. W tym olbrzymia ilość kobiet, dzieci, niemowląt. Ludzie konali w straszliwych męczarniach: płonęli żywcem, dusili się, byli miażdżeni przez walące się budynki. Istny horror.

dz2mbwh

W pańskiej książce jest to rzeczywiście przedstawione w sposób wstrząsający, z sugestywnymi szczegółami. Ale czy nie uważa Pan, że to była zasłużona kara za rozpętanie przez Niemców wojny?

Nie. Bo nie uznaję czegoś takiego jak odpowiedzialność zbiorowa. Wojnę rozpętał Adolf Hitler i grono jego najbliższych współpracowników. A nie kobiety i dzieci, które kilka lat później na ulicach Drezna czy Hamburga były rozrywane na strzępy przez alianckie bomby i oblewane płonącymi chemikaliami. Co ciekawe Anglosasi na początku wojny obiecywali, że nie będą bombardować celów cywilnych. Taktykę taką uznali bowiem za akt barbarzyństwa. W trakcie wojny odeszli jednak od własnych wzniosłych deklaracji i ideałów.

Amerykanie również bombardowali cele cywilne?

W Europie – na znacznie mniejszą skalę niż Brytyjczycy. Inaczej sytuacja wyglądała na Pacyfiku. Tam amerykańskie lotnictwo spaliło kilkadziesiąt miast. Na czele z Tokio. Stolica Japonii została zaatakowana w nocy z 9 na 10 marca 1945 roku. Tokio było wówczas zbudowane z drewna i papieru. Amerykanie zasypali je bombami zapalającymi. W efekcie żywcem spaliło się ponad 100 tysięcy ludzi. Był to najbardziej morderczy nalot w historii świata. Prawdziwa humanitarna katastrofa.

dz2mbwh

No, cóż kto sieje wiatr ten zbiera burzę. W grudniu 1941 roku Japończycy przeprowadzili przecież nalot na Pearl Harbour.

Tych dwóch wydarzeń nie można zrównywać. Pearl Harbour było bazą amerykańskiej marynarki wojennej, a więc celem militarnym. W ataku na Pearl Harbour Japończycy zatopili okręty wojenne Stanów Zjednoczonych. Śmierć ponieśli znajdujący się na ich pokładach żołnierze i marynarze. Ofiar cywilnych było niewiele, bo zaledwie 68. Były one przypadkowe, Japończycy mieli wyraźny rozkaz nie atakowania celów cywilnych. W przypadku amerykańskich ataków na Tokio i inne japońskie miasta było odwrotnie. Ich celem byli właśnie cywile, chodziło o to aby unicestwić jak najwięcej istnień ludzkich. W sumie śmierć poniosło kilkaset tysięcy japońskich cywilów. To czarna karta dziejów Stanów Zjednoczonych.

W Pańskiej książce najbardziej wstrząsnął mną opis ataków atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. To było prawdziwe piekło na ziemi!

Trudno się nie zgodzić z Pańską oceną. Podwójny atak atomowy na Japonię przedstawiłem z perspektywy zwykłych Japończyków. Ludzi, którzy byli świadkami wybuchu bomb i udało im się przetrwać. Często byli straszliwie poparzeni, okaleczeni na całe życie. W Hiroszimie bomba atomowa uśmierciła co najmniej 70 tysięcy ludzi. Tysiące kolejnych borykało się ze straszliwymi konsekwencjami chorób popromiennych. Potwornymi mutacjami. Najbardziej zaawansowana technologia w historii ludzkości została wykorzystana do aktu niebywałego wręcz barbarzyństwa.

dz2mbwh

Amerykanie twierdzili, że alternatywą dla bomb atomowych byłaby inwazja na Japonię, która kosztowałaby jeszcze więcej ofiar.

To zwykła bujda. Nieudolna próba usprawiedliwienia czegoś czego nie da się usprawiedliwić. Najnowsze badania historyczne jasno wskazują, że Japonia w sierpniu 1945 roku – gdy spadły na nią amerykańskie bomby atomowe – była już dawno pokonana. Wojnę wygrała amerykańska marynarka wojenna, kluczowa okazała się blokada morska Japonii. Rząd Cesarski, za pośrednictwem Związku Sowieckiego i Watykanu, w 1945 roku próbował nawiązać rozmowy z aliantami na temat kapitulacji. Amerykanie doskonale o tym wiedzieli. Spuszczenie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki nie miało więc militarnego uzasadnienia. Był to pokaz siły, Amerykanie chcieli zaprezentować światu swoją nową potężną broń.

Czy nie uważa Pan jednak, że nie wypada pokazywać Niemców i Japończyków jako ofiary?

Ja w niewinnych ofiarach zbrodni XX wieku nie widzę Niemców, Japończyków, Polaków, Żydów czy Rosjan. Widzę w nich ludzi. Bliźnich. Tak jak wspominałem – obce jest mi myślenie kolektywne, plemienne. Uważam, że każdy człowiek jest odrębną jednostką i może odpowiadać tylko za własne czyny. SS-man, który mordował ludzi, był zbrodniarzem, powinien zostać surowo osądzony i skazany. Ale niemieckie dziecko zabite w bombardowaniu dywanowym było ofiarą. To dwie różne osoby. SS-man zasługuje na potępienie, zamordowane dziecko – na współczucie i empatię. Jeżeli zaś uznamy, że w odwecie za zbrodnie jednych Niemców należało wymordować innych Niemców – cofamy się do mrocznych czasów barbarzyńskiej, plemiennej wendety.

dz2mbwh

W książce pisze Pan sporo o „Wujku Joe”. O kogo chodzi?

W ten sposób aliancka propaganda określała Józefa Stalina. W trakcie II wojny światowej przekonywała ona, że sojusz Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych ze Związkiem Sowieckim spaja nie tylko wspólnota interesów, ale również wspólnota wartości. Cały gigantyczny aparat propagandowy aliantów twierdził, że Związek Sowiecki jest pokojowym, demokratycznym państwem. A Józef Stalin jest sympatycznym, dobrodusznym wujaszkiem. Każdy kto mówił inaczej był „faszystą” i „agentem Hitlera”. Był bezwzględnie zwalczany.

A co ze zbrodniami Sowietów?

Anglosasi pomagali je tuszować. Idealnym przykładem może być Zbrodnia Katyńska. W 1943 roku, gdy Niemcy odkryli pod Smoleńskiem groby polskich oficerów, doszło do konfliktu między Moskwą, a polskim rządem na emigracji. Nasi cudowni „alianci” oczywiście stanęli po stronie Stalina. Chociaż Amerykanie i Brytyjczycy doskonale wiedzieli, że Polaków zamordowali bolszewicy, uznali kłamliwą sowiecką wersję wydarzeń. Podobnie było z innymi masowymi zbrodniami Stalina. To był szczyt hipokryzji. Anglosasi twierdzili, że toczą świętą wojnę z paskudną tyranią. Celem tej wojny miało być uwolnienie milionów ludzi spod jarzma przez Hitlera. Jednocześnie jednak ci sami Anglosasi sprzymierzyli się z inną paskudną tyranią, pod której jarzmem znajdowało się jeszcze więcej ludzi. Gdzie w tym sens i logika?

dz2mbwh

Sporą rolę odegrali tu chyba tak zwani „pożyteczni idioci”. Kim byli ci ludzie?

To negatywni bohaterowie mojej książki. Mowa o zastępach komunizujących intelektualistów z Ameryki i Europy Zachodniej. Dziennikarzy, naukowców, pisarzy, ale również polityków. Ci ludzie gotowi byli posunąć się do najbardziej plugawego, ordynarnego kłamstwa aby tylko wybielić Związek Sowiecki. Wychwalali pod niebiosa Stalina, NKWD, Gułag i procesy pokazowe. Obrzydliwe towarzystwo. Niestety „pożyteczni idioci” mieli status „autorytetów moralnych” i kształtowali opinię Zachodu na temat komunizmu. W trakcie II wojny światowej działali przy pełnej aprobacie i ze wsparciem rządów Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.

Materiały prasowe
"Alianci", Piotrem ZychowiczŹródło: Materiały prasowe

W „Aliantach” oskarża pan Brytyjczyków nie tylko o tuszowanie, ale również o współudział w sowieckich zbrodniach. O co chodzi?

To nie oskarżenie, to fakty. W trakcie konferencji w Jałcie Brytyjczycy zawarli tajne porozumienie ze Stalinem w sprawie losu milionów obywateli Związku Sowieckiego, którzy w trakcie wojny znaleźli się na Zachodzie. Robotników przymusowych, jeńców wojennych, ochotników z rozmaitych jednostek zbrojnych, które walczyły przeciwko bolszewizmowi. Większość z nich nie miała oczywiście najmniejszej ochoty żeby wracać do sowieckiego „raju”. Stalin mścił się na nich bowiem w sposób straszliwy. Mimo to rząd Jego Królewskiej Mości zobowiązał się do wydania tych wszystkich nieszczęśników w ręce Sowietów.

Dotrzymał tej obietnicy?

Nadzwyczaj skrupulatnie. Brytyjczycy wyłapywali na terenie całej Europy obywateli sowieckich i odstawiali ich na granicę bolszewickiej strefy okupacyjnej. Mieli przy tym pełną świadomość, że spora część z tych ludzi zostanie zamordowana przez NKWD lub trafi do łagrów. Co na ogół równało się wyrokowi śmierci. Sowieci zresztą specjalnie się nie krępowali i zdarzało się, że mordowali wydawanych im ludzi wprost na oczach Anglików. Londyn był jednak niewzruszony, w bezwzględny sposób kontynuował operację.

Symbolem tej tragedii był chyba los Kozaków.

Tak. Dziesiątki tysięcy Kozaków uciekły na Zachód przed sowieckim „wyzwoleniem”. Mężczyźni, kobiety i dzieci. Ludzie ci znaleźli się w Austrii, w dolinie rzeki Drawy. Brytyjczycy perfidnie ich okłamali, gwarantując, że pod żadnym pozorem nie wydadzą ich w łapska NKWD. Uśpili ich czujność, rozbroili ich, a następnie… deportowali wagonami bydlęcymi wprost w ręce NKWD. Towarzyszyły temu straszliwe, niewyobrażalne sceny przemocy. Bicie drewnianymi pałkami, kopanie, pacyfikowanie obozów dla uchodźców. Polowanie na ludzi. Część deportowanych w akcie rozpaczy i protestu podrzynała sobie gardła, topiła się w odmętach Drawy. Woleli śmierć niż powrót pod jarzmo Stalina. Cała ta skandaliczna sprawa była wstydliwą tajemnicą Imperium. Dopiero po kilkudziesięciu latach – za rządów pani Margaret Thatcher – w Londynie stanął pomnik ofiar tych haniebnych deportacji.

W książce pisze pan nie tylko o II wojnie światowej.

Tak, osobne rozdziały poświęciłem ludobójstwu Indian dokonanemu przez Amerykanów czy morderczym obozom koncentracyjnym, które Anglicy zbudowali w Afryce dla Burów. Trochę miejsca poświęciłem współczesnej polityce Waszyngtonu, która przyniosła tak opłakane skutki na Bliskim Wschodzie. Chodzi o to żeby pokazać sprawy w szerszym kontekście. Historia nie jest wcale czarno-biała. Prawdziwe dzieje Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych mają mało wspólnego z hollywoodzkim filmem.

Informacja prasowa
dz2mbwh

Podziel się opinią

Share
dz2mbwh
dz2mbwh