19-05-2017 (18:54)

Andrés Ibáñez: Sami zmieniamy nasze życie w piekło

      ”Zagubieni” - kto nie pasjonował się tym niezwykłym, prawdziwie uzależniającym serialem. Sześć sezonów, sześć lat, które upłynęły na rozwiązywaniu kolejnych zagadek zagmatwanego do szaleństwa, wysokobudżetowego scenariusza. W roku 2010 wyemitowany został ostatni odcinek fantastyczno-przygodowej serii. A teraz okazuje się, że to wcale nie koniec! Rozbitkowie znów trafili na wyspę i walczą o przetrwanie.       
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Andrés Ibáñez: Sami zmieniamy nasze życie w piekło
( )

”Zagubieni” - kto nie pasjonował się tym niezwykłym, prawdziwie uzależniającym serialem. Sześć sezonów, sześć lat, które upłynęły na rozwiązywaniu kolejnych zagadek zagmatwanego do szaleństwa, wysokobudżetowego scenariusza. W roku 2010 wyemitowany został ostatni odcinek fantastyczno-przygodowej serii. A teraz okazuje się, że to wcale nie koniec! Rozbitkowie znów trafili na wyspę i walczą o przetrwanie.

Samolot pasażerski rozbija się gdzieś pośrodku Pacyfiku. Cudem ocalali trafiają na rajski – ale tylko z pozoru – ląd. Tę sekwencję już znamy. Tak zaczyna się ”Lśnij, morze Edenu” Andrésa Ibáñeza. Hiszpana, o którym mówią – najlepszy pisarz swojego pokolenia. Ten pisarz bezpardonowo i garściami czerpie pomysły od innych. I na dodatek wcale się tego nie wstydzi. Jest w ”Lśnij…” mężczyzna, który po katastrofie odzyskuje władzę w nogach, przystojny buntownik - flirciarz, odpowiedzialny lekarz, latynoski grubasek. Wreszcie wyspa pełna tych „Innych”, groźnych wrogich i stworów rodem z sennych majaków. Znamy ich dobrze z ekranu.

Bohaterowie amerykańskiego serialu fantasyczno przygodowego ”Zagubieni”. Na nim wzorował się autor.

(img|734967|center)

Rachela Berkowska: Daremnie szukałam pana nazwiska wśród scenarzystów ”Zaginionych”. Przyznaję, czytałam książkę, myśląc: Ibáñez kopiuje świat znany mi z kultowego serialu. Po co i czy nie boi się oskarżeń o plagiat. O to, że podsuwa czytelnikowi towar wtórny, nieświeży?

Andrés Ibáñez: W literaturze renesansowej, literaturze średniowiecznej czy antycznej funkcjonuje pojęcie imitatio. To zasada poetyki odwołująca się do powielania, do naśladownictwa. Wergiliusz napisał swoją ”Eneidę” zainspirowany Homerem. Znamy to i dziś, choćby takie powieści detektywistyczne. Są powielane w nieskończoność. Mamy ofiarę, zwykle jest to kobieta, która ginie na pierwszych stronach książki. Pojawia się też detektyw szukający sprawcy, by ująć go w spektakularnym finale.

I chce pan powiedzieć, że w literaturze nikt się na tę powtarzalność nie obraża? Mnie irytowała.

Według mnie najbardziej oryginalna hiszpańska powieść jaka kiedykolwiek powstała to ”Don Kichot”. Ale tak naprawdę on też jest powieleniem czegoś, co było znane już wcześniej. Powieści rycerskiej. Sam Cervantes nie uważał ich za coś wartościowego. Należały do kultury popularnej. Cofnę się jeszcze o krok - powieści rycerskie były inspirowane wcześniejszymi powieściami romantycznymi o podobnej tematyce. Mam dalej się tłumaczyć? Mnie interesuje narracja. Czy to w powieści, w komiksie czy muzyce – sonatach albo operze. W kinie czy serialu telewizyjnym.

Narracja serialu uwiodła pana tak bardzo, że w oparciu o nią powstała powieść, o której czytam, że to literacka eksplozja.

Seriale są niesamowite! Pojawia się w nich tak wiele postaci, mnogość wątków, do tego nic nie jest ostatecznie zakończone. Podobna swoboda to dla twórcy raj. Chciałem wykorzystać ten schemat. Połączyć kulturę wysoką z tym, co należy do popularnej.

”Lśnij, morze Edenu”, Andrés Ibáñez, Dom Wydawniczy Rebis

(img|734957|center)

Stworzył pan na swojej wyspie prawdziwy salon. Mamy parę milionerów, naczelną modowego Harper’s Bazaar, pisarzy i poetów, uznanego naukowca. Rozmawiają o literaturze, sztuce, wygłaszają wykłady. Ale dla mnie, jak wcześniej dla fanów serialu, kluczowym było pytanie – czym tak naprawdę jest tajemnicza wyspa?

Wyspa jest oczywiście postacią powieści. Świadomością. Zawieszona w oceanie, który jest tu symbolem nieświadomości. Mam wrażenie, że nasza planeta jest istotą żywą. Tak samo jak moja wyspa. Jest żywa i inteligentna. Ogromnie lubię ”Stalkera” wyreżyserowanego przez Andrieja Tarkowskiego. Film powstał na podstawie prozy braci Strugackich, ”Pikniku na skraju drogi”. Jest tam zona - ziemia, która posiada własną inteligencję. I różne w niej miejsca – domy, doliny, są w stanie wyczuć czego my, ludzie, potrzebujemy i odpowiedzieć na nasze potrzeby. W ”Stalkerze” przewodnik prowadzi Profesora i Pisarza do komnaty, w której spełniają się najskrytsze marzenia.

I ten motyw odnalazłam w książce.

Owszem. Tak samo jest z wyspą, którą stworzyłem w swojej wyobraźni. Ona chce zrozumieć, czego ludzie potrzebują. I zsyła na nich albo dary, albo kary. Na Weade’a dary, na Juana – kary.

Nie zdradzając wiele, jeden odzyskuje władzę w nogach, drugi nogę traci. Dla jednych wyspa to piekło, dla innych raj. Sporo w książce przemocy i okrucieństwa.

Podoba mi się to, jak Vladimir Nabokov przedstawia świat w swoich książkach. Dla niego to bezmiar piękna. Ale istniejemy w nim my, ludzie, a każdy z nas nosi w sobie własne piekło.

”…Dostajemy do dyspozycji raj i przez swoją małostkowość zmieniamy go w pełne naszych demonów piekło…” – to zdanie włożył pan w usta jednego z bohaterów: Ciekawi mnie, czym jest Ogród Zmartwychwstania, do którego trafia narrator, Juan Barbarin?

Powiem pani, jak tylko się dowiem (śmiech). Kiedy byłem dzieckiem, mieszkałem w Madrycie, było tam wtedy wiele takich miejsc.

Ogrodów zmartwychwstania? Intryguje mnie pan.

Puste place pośrodku miasta. Bez zabudowań, za to z drzewami i porośnięte trawą. Jedno z nich mijałem zawsze w drodze ze szkoły do domu. Często bawiliśmy się na tej naszej łące z kolegami i koleżankami. Miała dwa poziomy połączone schodkiem – ten motyw łąki, ogrodu pojawił się w tej, ale też w mojej pierwszej powieści. To miejsce, które każdy z nas nosi w sobie. Znajdujemy je, jeśli dobrze poszukamy.

Mówi pan o miejscu na wspomnienia. Wracamy tam w marzeniach, czasem we snach. Do beztroski dzieciństwa, być może bezpowrotnie utraconego poczucia bezpieczeństwa. Czy ta książka jest snem Juana?

To możliwe. Możliwe też, że pisząc swoją historię, opierałem się na modelu, który przedstawił w swojej wielowątkowej powieści ”2666” Roberto Bolańo. Opowiada o życiu jednostki - pisarza, ale jednocześnie opowiada też całą historię XX wiecznego świata. Z jego wojnami, Hitlerem, Stalinem, niepokojami w Ameryce Łacińskiej. Pokazuje ogromną przemoc, która dzieje się w świecie. Kiedy zacząłem planować pisanie ”Lśnij…”, postanowiłem zastosować odwrotny zabieg. Można zrozumieć, że to, co się tam dzieje, jest snem Juana Barbarina, bo pozostawiłem wiele takich możliwości do interpretacji wewnątrz powieści.

Sporo w ”Lśnij…” filozofii. Pisze pan: ”…A może wszyscy jesteśmy jedną rodziną. Albo wręcz jedną istotą zmultiplikowaną miliony razy pod różnymi postaciami?...”

To nawiązanie do pytania, które pojawiło się w serialu ”Zagubieni” – dlaczego nie pomagamy innym? Na wyspie rozbitkowie są pozbawieni dachu nad głową, ubrania, pożywienia. Ale tubylcy im nie pomagają, wręcz przeciwnie, utrudniają im życie. To jest pytanie, które dziś możemy zadać sobie sami – czemu nie pomagamy innym będącym w potrzebie?

Czemu nie pomagamy uchodźcom? Dziś stawia je sobie wielu Europejczyków.

Chrześcijaństwo ma swoją ideę, że oto jesteśmy braćmi. W buddyzmie tkwi przekonanie, że wszyscy cierpimy, odczuwamy ten sam ból istnienia, od którego pragniemy się uwolnić. Jeśli chodzi o hinduizm i wedantę, wszyscy jesteśmy jednym ja. Z tym się zgadzam. Uważam, że jeśli chcemy cokolwiek jako ludzie osiągnąć, dobrą drogą jest zrozumienie, że jesteśmy jednością.

Piękne, ale niełatwo to pojąć i przyjąć.

Nie służy do tego inteligencja, filozofia ani polityka. Można to osiągnąć za pośrednictwem medytacji. Sam praktykuję jogę i medytację jogiczną.

Na ile ta książka jest autobiograficzna? Czy napisana została z tęsknoty za utraconą miłością?

Ciężko odpowiedzieć, trzymając się prawdy. Dużo tu wątków autobiograficznych, w kwestiach genaralnych, bo nie w szczegółach. Juan Barbarin przeżywa wielką miłość i ją traci, ja również przeżyłem wielką miłość, ale jej nie straciłem, na szczęście.

Wątek miłości Juana i Cristiny mocno mnie wciągnął. Zastanawiałam się, czy to nie przez rozdzielenie kochanków wydarzyło się absolutnie wszystko na wyspie, a nawet i sama katastrofa samolotu.

O tym musi pani sama zdecydować. To wspaniałe pytanie. Ktoś inny mógłby uznać, że Juan Barbarin jest opętany przez wyspę. Zagubiony w świecie snu. Pani widzi w tym prawdę. Z początku wątek miłosny nie miał być aż tak ważny. Koniec końców on właśnie najbardziej mi się podoba. Szczególnie to, co wydarzyło się w Indiach. Nie chcę zdradzać szczegółów…Pisałem i bardzo mi się to, co napisałem, spodobało. To wywołuje we mnie wiele doznań. Nadaje prawdziwości. Powiem tyle, bardzo trudno jest napisać tak prawdziwą historię miłosną. Może dlatego tak ich w książkach mało.

Emocje i uniesienia, czy nie o tym jest literatura.

Moim zdaniem książki nie są po to, żeby kogokolwiek czegokolwiek uczyć. Służą do tego, by czegoś doświadczyć, coś przeżyć. W życiu chodzi o to, by czuć, że żyjemy. Ja to czuję, gdy piszę. Dziękuję za to pierwsze, kontrowersyjne pytanie. Moja wyspa jest podobna i inna od serialowej. Daję do rąk czytelnikom ponad osiemset strony wypełnionych emocjami i masą odniesień do świetnej, światowej literatury.

”Lśnij, morze Edenu” Andrésa Ibáñeza. Literacka eksplozja prosto z Hiszpanii

Wielowątkowa, zręcznie napisana powieść, nagrodzona Premio Nacional de la Crítica, swoisty miks Dzikich detektywów Bolano, Władcy much Goldinga, Burzy Szekspira i… serialu Zagubieni.

Lecący z Los Angeles do Singapuru samolot pasażerski rozbija się pośrodku Pacyfiku, a dziewięćdziesięcioro pozostałych przy życiu rozbitków trafia na z pozoru bezludną rajską wyspę, gdzie na pozbawionych kontaktu ze światem zewnętrznym nieszczęśników czyhają najprzeróżniejsze tajemnicze niebezpieczeństwa. Wśród ocalałych są przedstawiciele różnych narodów, zawodów i stanów. Narratorem opowieści jest hiszpański kompozytor Juan Barbarín, zamieszkały w Stanach Zjednoczonych miłośnik muzyki romantycznej i kobiet. Autor w mistrzowski sposób snuje opowieść o świecie pogrążonym w kryzysie i proponuje nową ścieżkę, która rodzi się z muzyki i milczenia.

Książka miała swoją premierę 9 maja. Andrés Ibáñez, będzie gościem na Warszawskich Targach Książki, 20.05 o godz. 15.00, przy stoisku 74/D13

O autorze: Andrés Ibáñez urodził się w Madrycie w 1961 roku. Poeta, pisarz i pianista jazzowy.

(img|734962|center)

W wieku pięciu lat napisał własną wersję Don Kichota. W 1989 roku wyjechał do Nowego Jorku, gdzie spędził siedem lat, tworząc po angielsku sztuki teatralne. Autor kilku doskonale przyjętych powieści oraz zbioru opowiadań. Współpracuje z „ABC Cultural”, gdzie prowadzi własną rubrykę.

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.