Felieton

Wszyscy artyści

11-07-2008 Książki WP

  A A A
Wszyscy artyści
Inne
WOLNOPISARSTWO

Pożeram debiutantów. Masakruję młode talenty. Biedak chciał sobie napisać fajne „opko”, powieść jajcarską – a ja mu tu o logice, ja mu o języku, o psychologii, i jeszcze oryginalności się domagam. Jak można! Czy ja nie wiem, że serce debiutanta tak wrażliwe, główka miękka niczym u niemowlęcia, pęknie pod jednym sztychem krytyka? czy ja nie współczuję autorowi bezbronnemu wobec wszechmocy recenzentów? czy się nie lękam, że nieszczęśnik się zniechęci, porzuci drogę literatury? – cóżem najlepszego uczynił! skrytykowałem kolegę po piórze! Hańba, hańba, po trzykroć hańba!
Jako że od około czterech lat zaczął panować „w środowisku” swoisty korporacjonizm, niewiele różniący się od korporacjonizmu polskich lekarzy czy prawników („nie powiesz publicznie złego słowa przeciwko robocie brata w cechu, albowiem interesom cechu zaszkodzić to może”), naturalnym stało się „wyjaśnianie” takiej krytyki rozmaitymi ciemnymi motywami w rodzaju walki konkurencyjnych wydawnictw czy osobistych zawiści. Zdążyłem się przyzwyczaić. Ba, czasami wręcz wydaje mi się, że jednym z najwyższych progów na drodze do intelektualnej dojrzałości jest zdolność do odbioru rzeczywistości wprost: gdy konkretna osoba coś mi mówi, to przyjmuję, że naprawdę to ma na myśli, nie zaś przemyca „ukryte treści”, sprzedaje na cudze zamówienie perfidne oszustwo albo manipuluje mną w imię mrocznych celów.
Pojawił się jednak oto nowy mem: krytykuje, a zatem chce zabronić im drukować.
Są to dwie zupełnie różne sprawy. Postulaty jakiejkolwiek reglamentacji działalności pisarskiej (i w ogóle artystycznej) uważam za jeden z większych idiotyzmów, jakie można wymyślić w gospodarce rynkowej. Kto chce – pisze. Kto chce – wydaje. I kto chce – krytykuje. (Także krytyków, rzecz jasna).
Tymczasem ze zgrozą obserwuję coraz częstsze mieszanie tu porządku artystycznego z ekonomicznym, a także społecznym czy zgoła etycznym.
Otóż i pierwszy argument: książka się sprzedaje, a zatem znalazła nabywców, a zatem są czytelnicy, którym się podoba, a zatem nie masz prawa jej krytykować. („Jak pan śmie!” – gromi dziennikarza przyłapany na nieczystych sprawkach polityk. – „Obraża pan tysiące ludzi, którzy na mnie głosowali!”)
Oto i drugi argument: to dobrze, że pisze się książki pod najniższy gust, bo inaczej ich czytelnicy w ogóle nie czytaliby nic i wydawaliby te same pieniądze na piwo albo gry, tak więc nie waż się tych tekstów ganić za to, że są, jakie są.
Argument trzeci: co ty możesz wiedzieć o sytuacji autora – a może biedak odchoruje ciężko twoją recenzję, a może na alimenty zarabiać tak musi – serca nie masz!
A im silniej oburzają się tak na krytyków literackich, tym szerzej rozlewa się wkoło prostacka i wulgarna wszechkrytyka anonimowych „mend internetowych”. Nie da się tego procesu zatrzymać. W końcu ustali się tu nowa hierarchia opinii oparta na „sieciowej reputacji”. Po prostu: ten głos ma większe znaczenie, kogo więcej ludzi słucha.

Tagi: Dukaj, felieton

oceń
6
1
Podziel się

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

O firmie| Dla prasy| Reklama| Biznes z WP| Skontaktuj się z WP| Praca| Prywatność| Polityka antyspamowa| Regulamin
Zobacz wszystkie serwisy| RSS
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska