Felieton

Współlokatorzy książek

20-10-2011 Książki WP

  A A A
Współlokatorzy książek
Thinkstock

Co jakiś czas magazyny wnętrzarskie w wydaniach papierowych lub internetowych biorą się za bary z tematem: „Jak pomieścić w domu książki?” – po czym pokazują kilka zdjęć jednego czy dwóch skromnych regałów w wielkim wnętrza (na półkach mieści się jeszcze, w luźnych przerwach, trochę bibelotów).

W necie pod spodem od razu rośnie wątek pełen kpiarskich komentarzy  bibliofilów, opowiadających o układaniu książek w dwóch czy trzech rzędach, o tym, ile tysięcy tomów da się zmieścić w 22-metrowej kawalerce itd. Nad wydaniem papierowym można tylko pokiwać z politowaniem głową i powiedzieć coś o tych nieszczęsnych redaktorach, dla których tysiąc książek to „obszerna biblioteka pana domu”.

Wychowałem się w mieszkaniu, w którym książki zajmowały większość ścian. Podobnie było u moich dziadków i u wielu znajomych i przyjaciół moich rodziców – były to typowe inteligenckie gawry z lat 80-tych i 90-tych, gdzie na urągających ludzkiej godności i zdrowemu rozsądkowi gomułkowskich i gierkowskich metrażach tłoczyły się prawdziwie obszerne biblioteki ówczesnej młodej polskiej inteligencji pracującej; tak też jest obecnie w domach wielu moich przyjaciół, aczkolwiek, wraz z przyrostem metrażu w ostatnich dziesięcioleciach, luksus w postaci osobnego pokoju bibliotecznego nie należy do aż takiej rzadkości, jak kiedyś.

Regały podówczas stawiano głębokie, pod kątem upychania książek w dwóch rzędach – wiadomo było, że z czasem i tak się wypełnią, a szanse na większe mieszkanie dla pary inteligentów były raczej mizerne. Z początku jednak z przodu było jeszcze nieco miejsca – i tu dochodzę do tego, nad czym ostatnio się zastanawiałem: co jeszcze może stać na półkach biblioteki?

Nie mówię o tradycyjnej wypożyczalni czy uniwersyteckiej książnicy – tam co najwyżej jakiś kartonik z nazwą działu. Tomy jeden przy drugim, grzbiet w grzbiet, każdy opisany. Podobnie w zamkowych bibliotekach, gdzie metr za metrem ciągną się XVII- czy XVIII-wieczne wydania dzieł zebranych, w skórze, ze złoceniami. Mówię o bibliotekach żywych, zamieszkanych, na ścianach salonu, sypialni (ba, nieraz i przedpokoju, kuchni i toalety). Czego tam nie ma!

W domu moich dziadków książki sprawiedliwie dzieliły się przestrzenią z ogromną kolekcją szkieł mojej babci: jedna czy dwie półki papieru w okładkach, a nad nimi półka wazonów, kielichów i karafek. I znowu, kolejna taka i kolejna taka. Natomiast w domu rodziców obok niezliczonej liczby durnostojek, zbieranych namiętnie przez moją matkę – ceramiczny dzwonek, mała grafika, szkiełko ze starymi pisankami i sznurem zerwanych korali z bursztynu, filiżanka z utrąconym uszkiem – przed książkami (tam, gdzie mógłby stanąć ich kolejny szereg) tkwili główni lokatorzy naszego mieszkania: rośliny doniczkowe.

Zajmowały one właściwie wszystkie wolne miejsca, tocząc z książkami zaciekłą acz milczącą walkę o Lebensraum. Te, które trafiły na regały, musiały mieć pewne specyficzne własności: przede wszystkim musiały być niewysokie, bo mieściły się tylko tam, gdzie stała niska i płytka beletrystyka (albumy zajmowaly wprawdzie wyższe półki, ale nie zostawiały z przodu żadnego marginesu na doniczki) – zatem w grę wchodziły głównie maranty, „główki chłopca”, fiołki afrykańskie. Na górze, pod samym sufitem, wciskało się scindapsusy, długie pnącza, które wisiały na rozpiętych nitkach, tworząc ponad całym pokojem gruby, zielony baldachim.

U nas z kolei na półkach brak kwiatów – bałbym się, że podleję jakieś dzieła zebrane czy rzadkie wydanie, co w tamtym domu, niestety, co jakiś czas się zdarzało – w związku z czym kwiaty otrzymały ściśle wytyczone rewiry na szerokim parapecie i, latem, na balkonie. Książki mają zatem całkiem innych sąsiadów.



Tagi: Biblioteka, Biblioteki, dehnel, Jacek Dehnel, KSIĄŻKI

oceń
14
0
Podziel się

Opinie (3)

Ocena: +7 [7]
~maryna [2011-10-26 00:28]

A to mi Pan sprawił frajdę, więc wstać trzeba od biurka, przyjrzeć się i mojej bibliotece. Oparta o poezje Szymborskiej zbyt ciemna fotografia, by odgadnąć, że fortepian nad głową przyjaciółki, to nowojorski Blue Note. Moi zdrowsi o lat dziesięć rodzice uśmiechają się między Choromańskim a Dickensem, wyproszony od ukraińskiego popa podróżny modlitewnik stoi przy Słowackim, gipsowy, półnagi chłopiec czytający książkę ma za plecami lirykę starożytnej Grecji, ech, itd., itd. Mam staruszkę witrynę, każdej nocy zza jej szyb słychać chichot J. Malczewskiego, jak nic kpi z mojej kolekcji filiżanek.

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~ika [2011-10-23 17:22]

A kto ma przeszklone witryny? Książki się nie kurzą...

odpowiedz

Ocena: 0 [2]
~fenix [2011-10-20 13:18]

Jakbym czytała opis swojej biblioteczki:)

odpowiedz

Szukaj w serwisie

O firmie| Dla prasy| Reklama| Biznes z WP| Skontaktuj się z WP| Praca| Prywatność| Polityka antyspamowa| Regulamin
Zobacz wszystkie serwisy| RSS
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska