08-11-2011 | Grzegorz Wysocki / Książki WP

Przez pięć dni (2-6 listopada 2011) krakowski Rynek Główny był miejscem obleganym przez tłumy miłośników wspaniałej literatury z całego świata. Conrad Festival, na który zaproszono twórców takich, jak Dawid Grossman, Alberto Manguel, Steve Sem-Sandberg, Janusz Głowacki czy Manuela Gretkowska, zakończył się w niedzielę późnym wieczorem. Dziesiątki dyskusji, spotkań autorskich i wykładów, a także pokazy filmowe, koncert, wystawa i europejska premiera opery złożyły się na to wyjątkowe na literackiej mapie Polski święto sztuki słowa – pisze Grzegorz Wysocki, który specjalnie dla Wirtualnej Polski uczestniczył w wydarzeniach festiwalowych oraz trwających w tym samym czasie krakowskich Targach Książki.
„W tym roku do Krakowa przyjechało blisko stu pisarzy, co – wobec 45 gości pierwszej edycji i 70 podczas drugiej edycji – doskonale obrazuje, jak z roku na rok festiwal się rozwija” – podkreślał na konferencji prasowej prof. Michał Paweł Markowski, dyrektor artystyczny Festiwalu. „Taka impreza to przede wszystkim festiwal ludzi, którzy należą do literatury” - mówiła na konferencji prasowej Namita Gokhale, indyjska pisarka i animatorka życia literackiego, szefowa Międzynarodowego Festiwalu Literatury w Jaipurze uznawanego za jeden z najbardziej prestiżowych festiwali literackich na świecie.
Tegoroczna edycja Conrad Festival zatytułowana została „W poszukiwaniu utraconych światów”. „O czym mówi literatura? Jak to o czym? O utracie. O utracie świata, który był lub który jest; o utracie zdolności wypowiedzenia doświadczenia, jakiekolwiek by ono było (wspaniałe lub koszmarne, wzniosłe lub tragiczne); o utracie bliskich i dalekich; o utracie samego siebie” – twierdzi Markowski.
„Literatura jest wielką refleksją nad utratą, nad różnymi rodzajami utraty. Utratą osobistą, wspólnotową, emocjonalną, materialną, historyczną, polityczną etc.” – wyjaśnia hasło tegorocznej edycji w rozmowie z WP Grzegorz Jankowicz, dyrektor wykonawczy Festiwalu. – „Każdy z nas takie poczucie utraty w sobie nosi i próbując sobie z nim poradzić często zwraca się w stronę literatury, a poprzez literaturę w stronę innych, by w dyskusji zrozumieć to fundamentalne doświadczenie. Szukając tej straty, udało nam się stworzyć kapitalną przestrzeń, w której pojawiły się dyskusje, spotkania autorskie, wykłady, wydarzenia muzyczne, teatralne itd.”.
Dzień pierwszy (środa, 2 listopada)
Festiwal rozpoczął się wernisażem mikrogramów Roberta Walsera, głównego – obok, oczywiście, Josepha Conrada – bohatera tegorocznej edycji. Walser to wybitny pisarz szwajcarski, który wciąż, niestety, jest mało znany polskim czytelnikom, co (wierzę, że skutecznie) w ciągu pięciu festiwalowych dni starali się zmienić organizatorzy wraz ze znakomitymi zaproszonymi gośćmi.
Walser urodził się w 1878 r. w Biel w Szwajcarii. W wieku 14 lat przerwał naukę, po czym przez kilka lat pracował jako urzędnik pracownik biurowy w bankach i agencjach ubezpieczeniowych. Słynne mikrogramy zaczął pisać po tym, jak w 1921 roku przeniósł się do Berna. Mowa o tekstach notowanych ołówkiem na skrawkach papieru (wysokość liter rzadko przekraczała jeden milimetr!).
Po raz pierwszy mikrogramy Roberta Walsera zostały zaprezentowane po śmierci pisarza w czasopiśmie Du. Decyzję o ich publikacji w faksymilowej formie podjął przyjaciel pisarza i opiekun jego twórczości Carl Seelig. Nie wiedział jeszcze, co zawierają pokryte drobnym pismem skrawki papieru. Był przekonany, że Walser posługiwał się sekretnym kodem, by za jego pomocą utrudnić dostęp do swej twórczości. Dziś wiemy już, że tak nie było. Mikrogramy są prezentowane na wystawach w różnych zakątkach świata i w kolejnych wydaniach książkowych. Mimo to wciąż nie znamy w pełni przekonującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Robert Walser zdecydował się na tę formę zapisu.
Wernisażowi wystawy towarzyszyła dyskusja na temat twórczości Walsera, do której zaproszono wybitnych „warserologów”, tłumaczki jego twórczości (Małgorzata Łukasiewicz i Susan Bernofsky) oraz Wernera Morlanga (odcyfrował i wydał w 6 tomach mikrogramy Walsera) i Reto Sorga (szef Archiwum Roberta Walsera, literaturoznawca, który zajmuje się popularyzacją twórczości szwajcarskiego pisarza). Wernisaż wystawy oraz dyskusja specjalistów zapoczątkowały cykl spotkań i pokazów filmowych związanych z życiem i twórczością Walsera. Wydaje mi się, że nie będzie przesadą stwierdzenie, iż tegoroczny Festiwal Conrada był także Festiwalem Walsera. Jak powiedział nam Grzegorz Jankowicz:
„Przez cały festiwal codziennie mieliśmy jakieś wydarzenie dotyczące Roberta Walsera. Jestem z tego powodu niezwykle szczęśliwy. Dlaczego? Dlatego, że przed naszym festiwalem liczba osób czytających Walsera, mimo obecności siedmiu jego książek w polszczyźnie, liczyła pewnie 200-300 osób. I byli to głównie specjaliści, pisarze, ludzie, którzy zajmują się literaturą”. Do walserowskich wątków Festiwalu powrócę jeszcze w dalszej części relacji, gdyż trzeba wspomnieć jeszcze o drugim ważnym punkcie pierwszego festiwalowego dnia, a mianowicie o europejskiej premierze opery „Itamar Meets a Rabbit”.
Europejska premiera opery Itamar spotyka królika Yoniego Rechtera i Davida Grossmana była w istocie uroczystą inauguracją 3. edycji Festiwalu Conrada. Itamar to chłopiec, który kocha wszystkie zwierzęta. Wszystkie - poza królikiem. Tego się panicznie boi, a swój strach argumentuje na wiele różnych, nad wyraz dorosłych, sposobów. Strach działa i ma sens do momentu, w którym Itamar pewnego razu nie spotka królika. Okaże się wtedy, że to, co było wyobrażeniem ma się nijak do tego, jaka jest rzeczywistość. Zarówno Itamar, jak i królik – który żyje strachem przed dziećmi – muszą skonfrontować swoje przekonania. I przyznać rację – nie sobie, ale innemu. W ten sposób znika strach, a pojawia się dialog.
Rozmowa pomiędzy Itamarem a królikiem to – jak czytamy w opisie opery - rytmiczny ping-pong. Mamy tutaj i radosną zabawę i jasne reguły gry opartej na wzajemności i chęci porozumienia. Niewinna i radosna historia staje się lekcją tolerancji. Śmiech przeplata się z refleksją. W radosnych dialogach Itamaro-króliczych zapewne słusznie niektórzy dopatrują się metafory stosunków izraelsko-palestyńskich. Ale równocześnie konfrontacja strachów Itamara i królika może być metaforą każdej relacji, gdzie lęk o różnicę bierze górę nad poznaniem i pragnieniem zrozumienia Innego.
- Królik dla tego młodego chłopaka to demony – mówił na konferencji prasowej inaugurującej Festiwal David Grossman, izraelski pisarz, autor opowiadania, na podstawie którego Yoni Rechter stworzył dzieło operowe. – Napisałem ten tekst 25 lat temu, gdy mój syn miał cztery lata. Yoni nad operą pracował przez ponad rok. Spektakl był stworzony z myślą o dzieciach.
Pierwszy dzień festiwalu – poza wieczorną operą – to także pierwsza festiwalowa Lekcja czytania. Każdy festiwalowy dzień rozpoczynał się od lekcji czytania udzielanej zainteresowanym miłośnikom literatury przez wybitnych krytyków literackich, literaturoznawców, pisarzy i tłumaczy. I tak, pierwszego dnia Grzegorz Jankowicz zachęcał (głównie młodych) czytelników do wnikliwej lektury „Świni” Roberta Walsera, a drugiego – prof. Tadeusz Sławek przyglądał się uważnie „Kopiście Bartleby’emu” Melville’a. Dzień trzeci to Larkin czytany z Jackiem Dehnelem, czwarty – „Jądro ciemności” z Magdaleną Heydel („lekcja czytania przekładu”), a piąty – lekcja czytania Astrid Lindgren z Joanną Lech.
Tagi: Conrad, conrada, kraków, Międzynarodowy Festiwal Literatury im. Josepha Conrada, targi książki w krakowie, walser

