Felieton

W setną rocznicę

03-08-2011 Książki WP

  A A A
W setną rocznicę
PAP/Janek Skarzyński

Miłosz stał na półce po prawej, u góry, pod szeregiem niebieskich szkieł: kieliszków, szklanek, wazonów – dwa tomy Wierszy, wydane już po Noblu, ale jeszcze ze specjalną adnotacją, że egzemplarzy nie wolno wywozić za granice RWPG. Stał też – tego jednak, podówczas kilkuletni, nie wiedziałem – w podziemnych wydaniach, drukowanych ciasno, nierówno, czarniawo, w trudniej dostępnych rewirach, ukryty za rzędami książek.

            Jednak pierwsze jego wiersze – i pamiętam to bardzo intensywnie, łącznie z ciepłym, żółtym światłem tamtego wieczora – poznałem dzięki Ocaleniu, wydanemu tuż po wojnie w pierwszym obiegu, które zostało kupione po prostu w księgarni, ot tak, jako nowość. Nie wiem już, które z nas zdjęło tę książkę z półki: ta, która ją kupiła pół wieku wcześniej, czy jej czternasto- albo piętnastoletni wnuk? Ale pamiętam cały ten wieczór, sekwencję czytanych tekstów: „Walc”, „Ballada”, „Posąg małżonków”, a przede wszystkim Świat. Poema naiwne: tę bezpieczną skorupkę, którą Miłosz wybudował sobie w najstraszniejszych latach wojny, tę atrapę normalnego świata, to zaklęcie, tę arkę, pozwalającą przedostać się przez najgorsze – nawet, jeśli wszelkie nadzieje na ocalenie wydają się wątpliwe.

 

 

PRZYPOWIEŚĆ O MAKU

 

Na ziarnku maku stoi mały dom,

Pieski szczekają na księżyc makowy
I nigdy jeszcze tym makowym psom,
Że jest świat większy, nie przyszło do głowy.

Ziemia to ziarnko - naprawdę nie więcej,
A inne ziarnka - planety i gwiazdy.
A choć ich będzie chyba sto tysięcy,
Domek z ogrodem może stać na każdej.

Wszystko w makówce. Mak rośnie w ogrodzie,
Dzieci biegają i mak się kołysze.
A wieczorami, o księżyca wschodzie
Psy gdzieś szczekają, to głośniej, to ciszej.

 

            Później przyszły inne tomy, inne wiersze, inne poznawanie Miłosza i zachwyty inne. Ale dla mnie, w mojej osobistej historii czytelniczej Miłosz pozostanie na zawsze związany z tamtym wieczorem i z pożółkłymi okładkami Ocalenia z datą 1945 – przez całe lata PRLu wielką rzadkością, odpisywaną ręcznie, wykradaną z bibliotek. Ocalenie, które przecież samo w sobie było ocaleniem: bo książka, bo wiersze, bo jakaś księgarnia pośród gruzów, gdzie je kupiono w nadziei, że będzie półka, na której stanie i dom z miejscem na półkę. Ta, która pokazała mi te wiersze, już nie żyje, ale Ocalenie, przechowujące również po części ją i tamten wieczór, stoi teraz na honorowym miejscu na mojej półce z poezją, w innym mieście, w Warszawie, zresztą dwa kroki od budynku Ordynacji Krasińskich, gdzie Miłosz w czasie wojny pracował, przewożąc zbiory biblioteczne (i, przy okazji, nabijając sobie głowę mnóstwem znakomitych wierszy).



Tagi: czesław miłosz, dehnel, Jacek Dehnel, poezja, poezja polska, Rok Czesława Miłosza

oceń
5
9
Podziel się

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Szukaj w serwisie

Zakupy

O firmie| Dla prasy| Reklama| Biznes z WP| Skontaktuj się z WP| Praca| Prywatność| Polityka antyspamowa| Regulamin
Zobacz wszystkie serwisy| RSS
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska