RSS

Felieton

Niemcy mnie biją

06-03-2009 Książki WP

  A A A
Niemcy mnie biją
Inne
Cytat, jak to z cytatami newsowymi bywa, przez jakiś czas będzie służył do kpienia z Jana Marii Rokity, przewinie się w złośliwych komentarzach na internetowych forach, kilka razy poleci w eter, przerobiony na dżingiel przez jakąś stację radiową, a potem, jak zresztą całe zajście, pójdzie w niepamięć. Jest jednak z dwóch przyczyn interesujący. Po pierwsze dlatego, że w niemal automatycznie przełożył się konflikt personalny na narodowy (i tylko świadkowie zdarzenia mogą powiedzieć, kto pierwszy uderzył w narodową strunę), a zatem od razu wywołał dzieci z Wrześni, obronę Głogowa, łapanki i Oświęcim (bo wiadomo kto komu pluł w twarz i już nie będzie); na ten jednak temat napisano już wystarczająco wiele. Po drugie dlatego, że uświadamia nam sprawę, na którą zazwyczaj nie zwracamy uwagi: bicie w dzisiejszych czasach i w naszym kręgu kulturowym jest powszechnie uważane za sprawę wyjątkową, zdumiewającą i przede wszystkim oburzającą. A nie jest to wcale pogląd oczywisty.

Parę lat temu wygrzebałem w krakowskim antykwariacie osobliwe dzieło niejakiego wielebnego Williama Coopera pod tytułem Biczowanie i biczownicy. Historia Rózgi we wszystkich krajach od czasów najdawniejszych do współczesności, z licznymi ilustracjami. Wydanie nowe, przejrzane i poprawione. Wprawdzie strona tytułowa nie podaje roku wydania, ale prędka kwerenda ujawniła, że History of the Rod ukazała się w Edynburgu w roku 1870, a trzy lata później – w Londynie. Zaś „wielebny William Cooper” to pseudonim szkockiego dziennikarza, Jamesa Glassa Bertrama. Bertram, urodzony w roku 1824, był jednym z pionierów tak zwanej „penny press” (prasy groszowej), czyli proto-tabloidów, i nie było chyba dziedziny, którą by się nie zajmował: jego nekrolog, opublikowany w 1892 r. w „The Athenæum”, wymienia rozliczne tytuły gazet, do których Bertram pisywał, głównie na tematy związane z rybołówstwem, sportem i rolnictwem. Oprócz wielokrotnie wydawanego dzieła Morskie żniwa. Przyczynek do historii naturalnej i ekonomicznej brytyjskiego rybołówstwa spożywczego (1865) wydał również trzytomową powieść Skradziony dziedzic, Obrazki prawdziwego życia, widzianego w świecie teatru i bohemy, będące wyznaniami Petera Patersona, wędrownego komedianta, Sportowe anegdoty, Szkockie dyscypliny sportowe, kilka poradników kulinarnych jako Jenny Wren, a pod pseudonimem Margaret Anston (o tym nekrolog już nie wspomina) – powiastkę erotyczną Radosny Zakon świętej Brygidy, czyli moje osobiste wspomnienia ze stosowania rózgi.


Historia… została zatem ułożona przez osobę nieprzypadkową: tabloidowego speca od komercyjnej sensacji i miłośnika sadomasochistycznych fantazji. Żeby jednak wydać taką książkę w głównym obiegu, musiał się uciec do fortelu; skompilował dzieło pseudonaukowe, napisane przesadnie wykwintną angielszczyzną, w dodatku sygnowane szacownym pseudonimem. Któż mógłby podejrzewać, że Reverend William M. Cooper, B. A. w pozostałych wcieleniach układa przepisy na szarlotkę, traktaty o sportach uprawianych na świeżym powietrzu i opowiastki o biczujących się nawzajem damach z towarzystwa? A jednak, bogata osobowość pisarska Bertrama godziła te sprzeczności, a przynajmniej – pogodzić je próbowała. Na ile jej się to udawało – to już inna sprawa.

Sam spis treści robi spore wrażenie – pięćdziesiąt rozdziałów o tytułach takich jak: „Chłosta u Rzymian”, „Chłosta zakonach karmelickich”, „Chłosta u Franciszkanów i podobnych zakonów”, „Sekta biczowników”, „Batożenie złodziei i dusicieli”, „Karna i kościelna chłosta w Szkocji”, „Rzekome lecznicze i medyczne znaczenie Rózgi”, „Rózga w Rosji”, „Knut”, „Smutna historia mniszek z Mińska”*, „Kary wojskowe – batożenie Somerville’a w Szkockich Dragonach”, „Kary szkolne” i tak dalej, i tak dalej. Widać jednak, że do pracy nad książką wielebnego Williama Coopera przyłożyła się i Margaret Anston, znajdziemy tam bowiem również takie fragmenty, jak: „Wyimki z dziennika dystyngowanej damy”, „Smaganie młodych panien”, „Rózga w buduarze” , czy „Flagellacja ekscentryczna i różnorodna”. A nawet kuriozalną „Rózgiadę i inne wiersze”, gdzie pojawiają się nawet wyimki z miniopery o biciu (występują m.in.: Księżna Bystrorózecka, Pani Chłostecka, Hrabina Zielonobrzóska, dzieci i Panna Krzepkotyła).

Tagi: dehnel, felieton

oceń
0
1
Podziel się

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Najbliższe imprezy

01 Maja 2014, Czwartek

więcej