RSS

Wywiad

Jaume Cabré: ''Każdy język to osobna, niepowtarzalna wizja świata''

29-06-2015 | WP

  A A A
Jaume Cabré: ''Każdy język to osobna, niepowtarzalna wizja świata''
Materiały wydawcy

"Urodziłem się, wychowałem i zdobyłem wykształcenie w kraju, w którym mój język był zakazany" - mówi Jaume Cabré, cieszący się w Polsce ogromną popularnością pisarz (jego trzy powieści od dwóch lat zajmują czołowe miejsca na listach bestsellerów), eseista i scenarzysta filmowy. Dlaczego wszystkie swoje książki pisze po katalońsku, skąd w nich tyle muzyki i czego autorowi brakuje w polskich restauracjach? Między innymi tego dowiecie się z rozmowy, którą przeprowadziła Joanna Kuhn.

Joanna Kuhn: Polacy uwielbiają Barcelonę. Jest to dla nich jedno z najbardziej magicznych miejsc w Europie: piłka nożna, architektura, ale też historie, które Barcelonę mają za tło. Do niedawna nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawę, w jakim języku te historie są opowiadane. Teraz, dzięki kontaktom, podróżom, i w dużym stopniu dzięki popularności pana książek, bardziej już rozumiemy i znamy odrębność Katalonii.

Jaume Cabré: Bardzo się cieszę, że mogę stanowić część tego procesu, o którym pani wspomniała, ponieważ od bardzo dawna aż do teraz hiszpański rząd próbuje marginalizować to zjawisko.

Wszystkie swoje książki pisze pan po katalońsku. Czy na początku był to wybór młodego opozycjonisty, poczucie misji, czy po prostu nie wyobrażał pan sobie, że mogłoby być inaczej?

To jest decyzja naturalna, logiczna i o charakterze czysto literackim. Może wcześniejsze pokolenie, to, które przeżyło wojnę i emigrację, miało poczucie misji przy wyborze języka katalońskiego. Ja urodziłem się, wychowałem i zdobyłem wykształcenie w kraju, w którym mój język był zakazany. Ale nie przeżyłem wojny, przeżyłem tylko ten lęk, który udzielił mi się od moich rodziców. Oni wojnę przeżyli i bali się możliwości kolejnego konfliktu. Mimo, że język kataloński był zakazany, w domach, w rodzinach mówiło się, oczywiście, po katalońsku. Ale nie można było w tym języku pisać, ani nawet głośno mówić na ulicy. I to jest straszne doświadczenie.

Na zdjęciu: Jaume Cabré


AFP

Dla Polaków, na szczęście, sto lat temu skończył się czas, kiedy język polski też był wypierany z przestrzeni publicznej, ale może wciąż jeszcze rozumiemy to bardziej, niż mieszkańcy tych szczęśliwych krajów, które tego nie przeżyły.

Pytała pani o decyzję, podjętą w momencie kiedy zaczynałem pisać. Nie musiałem się nad tym zastanawiać. Zacząłem pisać i od razu pisałem w języku, który wypływał z mojej duszy. To jest mój język ojczysty, język mojej matki, mojego ojca, mojego domu, i gdybym chciał pisać po hiszpańsku, musiałbym tłumaczyć z katalońskiego, a to chyba nie miałoby wielkiego sensu. Następne pokolenia, które już uczyły się w języku katalońskim, widzą tę sytuację w zupełnie inny sposób, dla nich obecność katalońskiego w życiu publicznym jest rzeczą normalną.

Czy mógłby pan sobie wyobrazić literaturę za sto lat, w której większość powieści powstaje po chińsku i po angielsku, a każdy czytelnik jest swoim własnym tłumaczem?

To byłoby piekło. Każdy język to osobna, niepowtarzalna wizja świata, pewnej wspólnoty, pewnego społeczeństwa. Kiedy język przestaje istnieć, zanika także ta wizja świata. Europa jest takim dobrym przykładem współistnienia wielu języków i podpisuję się tu pod wypowiedzią Umberta Eco, że „językiem Europy jest przekład”.

Dla bohaterów pańskich książek ważna jest muzyka, ważna jest przyjaźń, ale, jak mi się wydaje, najważniejsza jest prawda.

Zgadzam się z tym, ale są postacie bardziej i mniej pozytywne.

Tak, ale to, kto jest postacią bardziej pozytywną, a kto negatywną, jest czasem wielką zagadką dla czytelnika, tak, jak to bywa w życiu. Nie można polegać na pierwszym wrażeniu, na pozorach, na tym co inni dają nam do wierzenia, trzeba szukać własnej prawdy.

Dla nas, w prawdziwym życiu, też jest oczywiste, że mamy strefę cienia i wewnętrzne sprzeczności i staram się, żeby te postaci rzeczywiście były pełne kontrastów, żeby były żywe i nie jednowymiarowe.

Dla Polaków ważną książką są Głosy Pamano”. Nie chciałabym budować łatwych podobieństw, analogii, ale również przeżyliśmy opresyjną władzę, cenzurę i wizję historii narzuconą przez rządzących. Dwadzieścia pięć lat temu zaczęliśmy odkłamywać historię, co w skali całego kraju, narodu, udało nam się nie najgorzej, ale problem pozostaje w małych społecznościach. W jednym z wywiadów mówił pan o starych ludziach, którzy boją się mówić o dawnych czasach. Wydaje mi się, że taki stary człowiek nie boi się o już siebie. Boi się o swoje dzieci czy wnuki, które mogą zostać napiętnowane za winy dziadków, albo za to, że dziadkowie teraz, po latach, opowiedzieli o tym, co ktoś z tej samej społeczności przed laty popełnił. Taka mentalność klanowa, myślenie, że dawne winy ciążą na wszystkich członkach rodziny – jest poważną przeszkodą w drodze do prawdy.

Mogę tylko mówić o tym, co znam z Hiszpanii, z Katalonii. Wydaje mi się, że w naszym przypadku raczej chodzi o to, że nie można rozliczyć do tej pory frankizmu. Głównie dlatego, że nadal jest obecny w polityce, w tej bardziej konserwatywnej części społeczeństwa, a przede wszystkim dlatego, że rodziny, które wówczas były zaangażowane w politykę, w następnych pokoleniach też są przy władzy. I zajmują stanowiska, które pozwalają wpływać na politykę i sprawiać, że te rodziny mogą unikać odpowiedzialności za to, co się stało.

W pańskich książkach jest muzyka, istotna i dla bohaterów, i dla samej konstrukcji powieści. Niesie ona pozytywne skojarzenia. Są w tych powieściach też obrazy, i odniosłam wrażenie, że są w jakiś sposób diaboliczne, jeśli muzyka jest anielska. Obrazy w powieściach ukazują fałszywe twarze bohaterów, stratę albo mroczne namiętności. Daje się zauważyć, że również malarstwo jest dla pana istotne, czy ma pan zatem jakiś ulubiony obraz, ulubionego malarza?

Na zdjęciu: Jaume Cabré


AFP

To wynika z samej natury muzyki, jej ulotności, która sprawia, że trudno jej przypisać konkretne znaczenie. To jest ta dziedzina sztuki, która na nas wpływa niezależnie od tego, jaką zajmiemy wobec niej postawę, w sposób bezpośredni, dotykający człowieka bardzo głęboko. Malarstwo jest bardziej zbliżone do literatury, przez to, że operuje materialnymi środkami wyrazu, których można dotknąć, można je opisać i które poddają się manipulacji, interpretacji i w jakiś sposób zależą od odbiorcy i od autora.

Jeśli chodzi o preferencje w dziedzinie malarstwa, to nie mam ulubionego malarza czy szkoły. Całe malarstwo jest bardzo ważne. To trudno przewidzieć – mogę się na pół godziny zatrzymać przed obrazem Kandinskiego a potem, nagle, doznać ogromnych wzruszeń, oglądając realistyczne malarstwo Chorwatów w Zagrzebiu. Tego po prostu nie da się zaplanować czy narzucić. Sztuka działa w sposób dla mnie nieodgadniony. Trudno to wiązać z jakąś konkretna szkołą czy epoką. Po prostu – lubię dobrą muzykę, dobre malarstwo, dobrą literaturę, a to, czy literatura czy sztuka jest dobra, czy zła, poznaję po tym, czy wywołuje we mnie jakąś odpowiedź, czy mnie dotyka bezpośrednio, czy pozostawia mnie całkowicie obojętnym. I tylko tyle mogę odpowiedzieć.

Zanim przyjechał pan do Polski czytywał pan polską literaturę, mówił pan o tym w wywiadach. Zdaję sobie sprawę, ze pański kontakt z Polską nie jest ani długi, ani dawny, ale czy coś pana zaskoczyło, zdziwiło, w czymś okazaliśmy się, być może, zupełnie inni, niż się pan spodziewał? Pewien Niemiec powiedział mi kiedyś: „Byłem w Polsce tydzień i od tej pory nie mogę patrzeć na grzyby, czy macie w ogóle jakieś potrawy bez grzybów”?

[śmiech] Jeśli mowa o spostrzeżeniach gastronomicznych, to rzeczywiście, już nie po raz pierwszy okazało się, że w polskich restauracjach nie można poprosić o takie pospolite napoje jak lipa, mięta czy rumianek, kelnerzy robią wielkie oczy, to samo z kawą bezkofeinową. Nie chciałbym przypisywać sobie prawa do wypowiadania opinii o Polsce i Polakach po czterech podróżach. Byłem w Krakowie, teraz jestem nad morzem, słyszę mewy za oknem i z całą skromnością przyznaję, że to jest zupełnie inna, nowa Polska i te moje sporadyczne kontakty nie dają mi żadnego prawa, żeby się wypowiadać, bo powinienem się jeszcze wiele nauczyć na temat Polski i Polaków. Ale rzeczywiście, chyba coś się zmieniło, bo teraz, kiedy wracam do polskiej literatury, czytam wiersze Szymborskiej, to czuję, że mam z nią lepszy kontakt po tym, jak poznałem jej ojczyznę. Właśnie odkrywam na nowo Gombrowicza, którego teraz czyta moja żona, a ona czyta w ten sposób, że musi się natychmiast dzielić wrażeniami. Ja czytam dla siebie, a ona czyta tak trochę „na zewnątrz” wiec czuję się, jakbym ponownie odkrywał Gombrowicza w jego ojczyźnie.

Czy już ktoś zdążył panu powiedzieć, że jest taka katalońska pieśń, którą znają wszyscy Polacy, a jeżeli ktoś ma więcej, niż czterdzieści lat, to zaśpiewa ją nawet obudzony o północy?

[śmiech] „L’estaca”. [„Mury” Jacka Kaczmarskiego, w oryginale pieśń katalońskiego barda Lluisa Llacha].

Co prawda może co dziesiąty Polak uwierzyłby, że ta pieśń nie jest polska, a katalońska, ale pewnie byłoby panu miło usłyszeć, jak podczas koncertu Jean-Michela Jarre’a przed bramą Stoczni Gdańskiej śpiewa ją kilkadziesiąt tysięcy widzów plus chór i wielka orkiestra symfoniczna… Na scenie Jean-Michel Jarre i Lech Wałęsa…

Na pewno.

Ale w polskim tłumaczeniu ta pieśń do połowy jest optymistyczna, i my ją śpiewamy tylko do połowy…

[śmiech]

 

Rozmawiała: Joanna Kuhn /ksiazki.wp.pl

Tłumaczyła z katalońskiego: Anna Sawicka

 

W minionym tygodniu (26-28.06.2015) miał miejsce trzeci w tym roku Weekend Literacki w ramach organizowanego pod patronatem Nagrody Literackiej Gdynia cyklu imprez miejskich „Miasto Słowa: Czytelnik-Kreator”. Oprócz innych zaproszonych autorów z Polski, Gdynię odwiedził także kataloński pisarz Jaume Cabré, autor książek „Wyznaję”, „Głosy Pamano” i wydanego w tym roku „Jaśnie pana”. Pisarzowi towarzyszyła autorka przekładów wszystkich trzech wydanych po polsku powieści, Anna Sawicka. 27 czerwca (w sobotę) Jaume Cabré spotkał się z czytelnikami w Muzeum Miasta Gdyni (spotkanie prowadziła Urszula Kropiwiec) oraz udzielił wywiadu Wirtualnej Polsce.

 

Tagi: barcelona, głosy, katalonia

oceń
6
0
Podziel się

Opinie

Ocena: 0 [2]
~robcio [2015-07-01 07:41]

Ciekawe dlaczego takie narody jak my i oni nie potrafią przeciwstawić się ogólnemu złu, korupcji, nadużyciom, prywacie itp. Pozwalamy by z nas robiono głupków. Nie oglądajmy mediów , które propagują kłamstwo i programy dla imbecyli. Szukajmy alternatywy. Nie bójmy sie mówić prawdy. Działajmy, bo inaczej już nawet kamień na kamieniu nie zostanie.....tylko ch.. i d...

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +10 [12]
~Janke [2015-07-01 06:39]

W Polsce też rodziny reżimowych sługusów są cały czas przy władzy i w mediach

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: -1 [3]
~Agata [2015-07-01 07:54]

U nas to samo ale zmieni sie to juz od pazdziernika.

odpowiedz

Ocena: -1 [5]
~adutant [2015-07-01 07:43]

My po rzadach prawicy mamy jedna wizje"Zolnierzy Wykletych" uciskanych przez UB i Sowietow chciaz byal wtedy wojna domowa i ludzie z lasu zabijali bez sadu czloknow PPR ,miliocjantow,zolnierz LWP , i ludnosc cywilna podejrzewana o sprzyjanie komunistom/ruskim.Interpretacja IPN moim zdsaniem nie ma nic wspolnego z prawdziwa historia.Ja bym im pomnikow na pewno nie stawial.

odpowiedz

Ocena: -9 [9]
~Wielkoplanin [2015-07-01 07:11]

jestem za pełną autonomią Wielkopolski i Śląska.

odpowiedz

Ocena: +14 [14]
~press [2015-07-01 06:24]

Zgadza się u nas jest to samo.

odpowiedz

Ocena: +19 [23]
~bolo [2015-07-01 05:52]

a to ciekawe poniewaxz u nas jest dokladnie to samo co tam to znaczy ze rodziny ubekow dalej przejely wadze i nic nie mozna zrobic e tym temacie

odpowiedz