RSS

Wywiad

Być Polką w Korei - z Anną Sawińską rozmawia Katarzyna Zielińska

14-05-2012 | Książki WP

  A A A
Być Polką w Korei - z Anną Sawińską rozmawia Katarzyna Zielińska
"__wlasne

Katarzyna Zielińska: „Koreańczycy traktują rodzinę jako świętość. I nikomu nie przeszkadza, że 80% mężów regularnie zdradza swoje żony z profesjonalnymi prostytutkami”. To cytat z Pani bloga. Nie boi się Pani o męża?

Anna Sawińska: Z moim koreańskim mężem odbyliśmy wiele dyskusji na ten i podobne tematy. Zajęło mi trochę czasu i cierpliwości, żeby uzmysłowić Woo Youngowi, że w koreańskiej kulturze są dla mnie rzeczy absolutnie nie do przyjęcia.

Z podobnych spostrzeżeń i refleksji pisanych z perspektywy Polki mieszkającej od 10 lat w Korei, wyłania się obraz tak odstręczający, że trudno mi sobie wyobrazić życie w tym kraju.

Ale mnie się podoba w Korei! A bloga piszę głównie, gdy coś mnie zdziwi czy zbulwersuje. Pewnie dlatego  wyłania się z niego obraz mało dla Korei korzystny.

A co się Pani tu podoba?

To, że wszystko tu tak sprawnie funkcjonuje – nie lubię marnowania czasu, jestem zdyscyplinowana, zorganizowana, dlatego to mi bardzo odpowiada. Poziom usług w Korei jest na niesamowicie wysokim poziomie. Wszystko można tutaj kupić i załatwić w Internecie – nawet większość spraw urzędowych. Nie zdarzyło mi się chyba w Korei stać w kolejce dłużej niż 5-10 minut. Każdą sprawę można szybko zorganizować, nie trzeba nigdzie chodzić – np. ubrania z pralni są dostarczane do domu bez dodatkowej opłaty. To pozwala mi na sporą oszczędność czasu, który przeznaczyć mogę na rozwój swoich zainteresowań, co jest dla mnie bardzo ważne. Poza tym uwielbiam saunę, a tutaj jest ich mnóstwo.

Co jeszcze?

Korea jest bardzo bezpiecznym krajem. Na co dzień nie zdarza mi się myśleć o otwartym plecaku czy torebce, o tym, żeby telefon schować głęboko do kieszeni. Nie boję się chodzić po ulicach późną nocą. Zdarzyło mi się, że zgubiłam portfel. Wrócił on do mnie z nietkniętą zawartością następnego dnia.

Jednak pod względem kulturowym Korea wydaje się krajem tak odległym od naszych norm, że pod tym względem musi być Pani ciężko.

Oczywiście jest mi czasem bardzo trudno. Problemem jest brak bliskich osób. Ludzie, których tutaj poznaję, przylatują do Korei przeważnie na krótki czas. Stąd ich priorytety, sposób, w jaki podchodzą do swojego pobytu na obczyźnie nie współgra z moimi potrzebami. Często służę jedynie za „punkt informacyjny”. W chwilach słabości, gdy jestem chora lub czymś sfrustrowana, tęsknię za Polską, za rodzicami i przyjaciółmi. Na tym tle blog jest moim rozmówcą, prywatnym terapeutą. Pisanie pozwala mi zdystansować się do danej sytuacji. Dzięki blogowi mogę też spojrzeć wstecz i zobaczyć, jak ewoluowało moje rozumienie tego kraju.

Ale chciałaby Pani stąd wyjechać?

Jeszcze do niedawna odpowiedź brzmiałaby prawdopodobnie „tak”. Obecnie jednak trudno mi już sobie wyobrazić życie bez tego wszystkiego, co oferuje Korea. Po tak długim czasie spędzonym tutaj stałam się częścią tego kraju, ułożyłam sobie życie prywatne i zawodowe.  Chociaż z drugiej strony, nie wyobrażamy sobie z mężem ewentualnego wychowywania tutaj dziecka.

Dlaczego?

Największym problemem jest dla nas obojga koreańska paranoja edukacyjna i wynikająca z niej ostra konkurencja między dziećmi. Tutaj ważny jest już szpital, w jakim dziecko przychodzi na świat. Potem kolejne szkoły. To ciągła klasyfikacja, która zresztą trwa całe życie. Dzieci nie uczy się kreatywności ani samodzielnego myślenia. Są one pędzone z jednego kursu na drugi, po szkole idą do hakwonu – popołudniowej szkoły – wszystko w pogoni za dyplomami najlepszych szkół, które w większej niż u nas mierze determinują późniejsze życie osobiste i zawodowe. Dużo dzieci uczy się gry na jakimś instrumencie nie dlatego, że to lubi, ale dlatego, że to daje dodatkowe punkty przy egzaminach do kolejnych szkół. Dzieci stają się marionetkami w rękach rodziców. Dlatego też nie należy dziwić się, jeśli Koreańczyk przy pierwszym spotkaniu wypytuje o wiek, zawód rodziców (a właściwie ojca), miejsce pracy i  zamieszkania. Nie wynika to ze wścibstwa. Dzięki tym informacjom rozmówca wie, jak ma się zachować, jakiego języka używać – inaczej mówiąc, do jakiej „szufladki” przypisać daną osobę.

Koreańskim rodzicom nie jest żal własnych dzieci? Przecież one nie mają dzieciństwa. Ciągle się tylko uczą.

To, do jakiej szkoły, przedszkola, na jakie zajęcia uczęszcza dziecko, definiuje nie tylko same dzieci i ich całą przyszłość, ale też ich matki. Kobieta, której udało się zapisać dziecko do placówki z wykładowym językiem angielskim prawdopodobnie nie zamieni już słowa z matką dziecka, które chodzi do „zwykłej” szkoły. One nie mają już wspólnego języka. Wychowanie dzieci to najważniejszy wskaźnik, jaki określa koreańską matkę. To jej pełnoetatowa, bardzo wymagająca praca.

Czyli koreańskie kobiety nie pracują?

Po wyjściu za mąż i urodzeniu dziecka raczej nie. To dużo tańsze rozwiązanie, gdy kobieta sama zajmuje się domem i wychowaniem, niż gdyby wynajmowała opiekunkę. Wychowanie dziecka to inwestycja sama w sobie – trzeba je jak najlepiej wykształcić, bo dorosłe dzieci muszą często utrzymywać rodziców, których emerytura jest bardzo niska. Między dziećmi a rodzicami jest silna zależność, ale raczej nie można mówić o miłości takiej, jak my ją rozumiemy. Nie ma tu ckliwości.

Mówi Pani, że nie ma tu Pani przyjaciół. Czy z Koreankami nie da się zaprzyjaźnić?

Koreanki to w większości przypadków  fenomen dla mnie nie do zrozumienia. Z nielicznymi wyjątkami ciężko mi z nimi znaleźć wspólny język. Głównym tematem rozmów jest zazwyczaj korzystne zamążpójście, wychowanie dzieci, atrakcyjny wygląd. Koreanki raczej nie afiszują się ze swoją ciekawością świata, zainteresowaniami, życiowymi ambicjami. Z jednej strony współczuję im, z drugiej nie jestem pewna, czy aby ten sposób życia nie jest im na rękę.

Skąd współczucie?

Koreanki mają nikłe szanse na rozwój zawodowy, na prawdziwą karierę w biznesie, który jest sferą całkowicie zdominowaną przez mężczyzn. Koreańscy mężczyźni są przekonani, że nie warto powierzać żadnych zadań kobietom, ponieważ te nie są w stanie profesjonalnie ich wykonać. Same Koreanki zresztą często nie traktują poważnie samych siebie. Wygodnie przecież jest chodzić do pracy, w której wiele się od nich nie wymaga, a która zapewnia dochód pozwalający na zakup nowej torebki od Louis Vuittona i pomaga w znalezieniu lepiej ustawionego męża, co zapewnia jej awans społeczny.

Tagi: anna sawińska, korea południowa, w korei

oceń
32
8
Podziel się

Opinie

Ocena: -1 [3]
~ja [2016-01-27 02:21]

mieszkalam siedem lat w japonii i prawie rok w koreii. co ta kobieta mowi i prawdopodobnie pisze to wyolbrzymianie problemow korei. bzdury. dodam ze moj maz to tez koreanczyk. szkoda mi jej meza, ona jego kraju nawet nie szanuje, mowi ze koree lubi a zaraz na koree psy wiesza. to klamstwo ze lubi -lubie tylko wygode.

odpowiedz

Ocena: -15 [37]
jinju [2012-05-30 15:52]

Jeśli książka jest taka, jak blog tej pani - to hipokryzja się aż wylewa.. Na blogu opluwa wszystko, co koreańskie, a w wywiadzie się zachwyca i próbuje przekręcić wcześniejsze opinie - jakież to wstrętne, niskie i prymitywne.. Zmienia zdanie w zależności od okoliczności, generalizuje i wszystko opisuje poprzez pryzmat swojego zakłamanego, zakompleksionego świata. W życiu nie czytałam większych bzdur. Jest mi niedobrze, jak to widzę. Jak to się mówi; każdy sądzi po sobie, więc może stąd te zjadliwe opinie na temat wszystkiego, co koreańskie. Może te opluwanie związków małżeńskich wynika z problemów we własnym. Coś jest nie tak z tą panią. W każdym razie obraz Korei, który maluje swoim chorym umysłem mocno różni się od rzeczywistości.. Znowu wstyd i żenada za polaków na obczyźnie..

odpowiedz

pokaż 6 ukrytych odpowiedzi

Ocena: -2 [2]
~iar [2013-03-03 12:24]

nie powiem ze sie zgadzam. znam inna koree a takze w niej mieszkam.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: -1 [1]
~koreandream [2015-08-29 21:04]

także znam inną Korea choc nie byłam nigdy tam ale mam styczność z Koreańczykami/Koreankami i są oni bardzo przyjaźni i ciekawi świata może nie wszyscy bo nie bywam z nimi na co dzień ale wydaje mi się że pani przesadziła i przedstawiła w bardzo złym świetle aż mi sie źle zrobiło gdy przeczytałam ten artykuł, uczę się koreańskiego i chciałabym zamieszkać tam całe szczęście ten artykuł nie zniechęca mnie.

odpowiedz

Ocena: -2 [2]
~michał [2013-08-19 01:04]

Powiem tak dla europejczyka jest lżej żyć w japoni bo mimo wszystko są bardziej otwarci na obcych i wyrozumiali taka prawda Korea to bardziej homogeniczny kraj a już wogle gorzej mają kobiety w kraju w którym facet ma tyle ma do gadania przestudiowałem te blogi i to się wybija niestety na plus to ta ich praktyczność w życiu ale różnice kulturowe spore pozdrawiam serdecznie.

odpowiedz

Ocena: 0 [6]
~Weronka [2012-06-07 22:30]

Koreańczycy nie znają kultury ani historii Polski.Wiadomości na ten temat (jeśli ktos jest zainteresowany) czerpią z niemieckich żródeł.Nie wiedzą ,że była wojna ,że Niemcy mordowali Polaków,że był ktoś taki jak Hitler czy Stalin.Żyją w swoim świecie, w swojej kulturze i nie są zainteresowani Polską ani Europą.Wiem ,bo od 15 ma męża Korerańczyka ,byłam w KOREI i gościłam ostatnio młodą Koreankę-siostrzenicę męza.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +23 [25]
~zibs [2012-06-01 00:20]

Właśnie rozmawiałem z moja żona koreanka na temat tego wywiadu I niestety nie mogę się zgodzić z częścią pani wypowiedzi. Możliwe poprostu że mieszka pani w seoulu, a wiadomo jak to jest w molochach, albo po prostu znam koreę z troszeczkę innej strony. Znam akurat wiele niezależnych kobiet, znam też pary wychowujące dzieci nie w kulturze konsumencko-konkurencyjnej, znam też mężczyzn którzy nie chodzą burdelow I nigdy w nich nie będą. Ot inne doświadczenie czy po prostu inna Korea?

odpowiedz