RSS

Będzie ponowny proces bohatera powstania w getcie za książkę o łączniczce ŻOB

17-02-2017 | pap

Logo dostawcy
  A A A
Będzie ponowny proces bohatera powstania w getcie za książkę o łączniczce ŻOB

Będzie ponowny proces o wykorzystanie prywatnych listów bohatera powstania w getcie warszawskim Simhy Rotema-Kazika Ratajzera w książce o łączniczce Żydowskiej Organizacji Bojowej Irenie Gelblum, z którą był kiedyś emocjonalnie związany – orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie.

W czwartek SA uwzględnił apelację od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który w 2015 r. uznał, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda przez wydawnictwo PWN. Według SO, zgoda powoda na wykorzystanie listów nie była potrzebna, bo wystarczająca była zgoda córki nieżyjącej już Gelblum (adresatki listów). SA uznał, że nie było "świadomej zgody" Rotema na ich wykorzystanie.

Adwokat mieszkającego w Izraelu 92-letniego Rotema mec. Maciej Ślusarek powiedział PAP, że jest teraz duża szansa, iż SO uzna powództwo. "Kwestionowane listy to jedna trzecia całej książki" – zaznaczył.

Rotem – prawdopodobnie ostatni żyjący bojowiec ŻOB - poczuł się dotknięty wykorzystaniem w książce Remigiusza Grzeli o Irenie Gelblum, bez swej zgody i wiedzy, swoich listów do niej (tworzyli parę podczas wojny i tuż po niej). Była ona słynącą z odwagi i zimnej krwi łączniczką ŻOB; dokonała wielu bohaterskich akcji. Walczyła też w Powstaniu Warszawskim. Po 1968 r. wyemigrowała z Polski i zaczęła się przedstawiać jako włoska poetka Irena Conti di Mauro. Zaprzeczała swej przeszłości z lat wojny, a przyjaciół z tych lat "nie poznawała". Marek Edelman mówił o niej ciepło "Irka-wariatka" - pisała "Gazeta Wyborcza".

Po jej śmierci w 2009 r., Grzela, który znał ją jako włoską poetkę, opisał jej skomplikowane wybory życiowe w wydanej w 2014 r. książce pt. "Wybór Ireny". Przytoczył listy Rotema do niej, zawierające - jak głosi pozew - "prywatne wyznania i odczucia", z którymi powód nie zamierzał się dzielić z innymi. W listach są m.in. sugestie o małżeństwie; troska o zdrowie Ireny; żal że nie pozostała z nim po wojnie w Palestynie.

Rotem uznał to za naruszenie swych praw autorskich, które chronią także prywatne listy oraz za złamanie tajemnicy korespondencji - a przez to także i dóbr osobistych, do których należy m.in. prawo do prywatności. Pozew wnosił o zakazanie rozpowszechniania fragmentów książki z listami; o przeprosiny m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Dzienniku Gazecie Prawnej" i "Rzeczpospolitej" oraz o wpłatę 40 tys. zł na cel charytatywny.

Na wniosek powoda SO zakazał w drodze tzw. zabezpieczenia powództwa dalszego rozpowszechniania książki do prawomocnego zakończenia procesu; część nakładu wcześniej sprzedano.

Grzela (listy przekazała mu córka Gelblum) zeznał w SO, że dostał "cios od wielkiego żydowskiego bohatera, pisząc o wielkiej żydowskiej bohaterce". "Mój klient nigdy nie wiedział, że Grzela ma te listy, a gdyby to wiedział, nie zgodziłby się na ich opublikowanie" - mówił mec. Ślusarek (zdrowie nie pozwoliło Rotemowi na przyjazd z Izraela, gdzie był przesłuchany w tej sprawie).

Na zdjęciu: Irena Conti Di Mauro (Gelblum) podczas pasowania na kawalera Orderu Uśmiechu

 


PAP

 

Mec. Ślusarek postępowanie autora nazwał niemoralnym, bo - według adwokata - musiał on wiedzieć, że na publikację takich listów nikt nie pozwoli. "Wydawnictwo nie może naruszać praw osób trzecich, a nie podjęło żadnych działań na etapie przygotowania publikacji" - dodał. Pełnomocnik wydawnictwa mec. Michał Kluska wnosił o oddalenie pozwu, bo "działało ono profesjonalnie". Mówił, że wydawnictwo miało zaufanie do swego autora, nie miało zaś "obowiązku weryfikacji linijka po linijce". Podkreślił, że koszt żądanych przeprosin to ok. 250 tys. zł, a książka "nie była sukcesem ekonomicznym".

SO oddalił pozew, bo uznał, że dóbr powoda nie naruszono, gdyż jego zgoda nie była konieczna do wykorzystania listów, skoro zgodziła się na to córka adresatki jako jej następczyni prawna. "Adresat ma pełne prawo dysponowania swą korespondencją i tylko jego zgoda jest istotna" - mówiła sędzia Krystyna Gromek, według której doszło do "zgodnego z prawem ujawnienia korespondencji". Dodała, że w wyjątkowych przypadkach na takie ujawnienie musi wyrazić nadawca, ale tylko gdy dany list zawiera chronione tajemnice, np. medyczną, służbową, bankową itp., czego tu nie było.

Według SO nie można też mówić o naruszeniu praw autorskich powoda, bo wobec listów powoda nie może być stosowana definicja "utworu", chronionego przepisami prawa autorskiego. Mec. Ślusarek nazwał wyrok "poważnym wyłomem w rozumieniu ochrony tajemnicy korespondencji". Złożył apelację do SA.

W SA mec. Ślusarek mówił, że SO bezpodstawnie uznał, iż: listy nie podlegają ochronie praw autorskich; że jedynym uprawnionym do zgody na ich publikację jest adresat; że bohaterowie wojenni są pozbawieni prawa do ochrony prywatności oraz że powód dał zgodę na ich publikację. Adwokat dodał, że nie chce "pastwić się dłużej nad tymi stwierdzeniami SO". "Listy mojego klienta to wspaniałe i piękne wyznania miłości, przemyślenia; to typowy przejaw twórczości i korzystają one z ochrony praw autorskich" – podkreślił adwokat. "To są intymne listy nie mające związku z wojną" – zaznaczył.

Pełnomocniczka wydawnictwa radca prawna Aleksandra Sajewicz wniosła o utrzymanie wyroku. Uznała, że w tym przypadku listy nie są utworem w myśl prawa autorskiego. Według niej Ratajzer i Gelblum to osoby publiczne.

Trzyosobowy skład SA uznał apelację za zasadną, gdyż SO "nie rozpoznał istoty sprawy". "Materiał dowodowy wskazuje, że nie było przynajmniej świadomej zgody powoda na wykorzystanie listów" - mówiła sędzia SA Ewa Stefańska w uzasadnieniu wyroku. Dodała, że powód myślał, że Grzela mailowo prosił go o zgodę na wykorzystanie tego, co mu sam opowiadał i mógł nie pamiętać swych listów do Gelblum.

SA uznał też, że SO nie ma racji, uznając, że listy te nie są utworem, gdyż brak im "waloru oryginalności formy". "A treść?" – pytała retorycznie sędzia Stefańska. SA nie zgodził się też z SO, że można "wyłączyć bezprawność" naruszenia prywatności i tajemnicy korespondencji. "Osoba wysyłająca list nie jest pozbawiona wpływu na jego wykorzystanie" – zaznaczyła sędzia Stefańska. Ponadto SA uznał, że listy nie mają związku z działalnością publiczną Rotema i Gelblum.

Na zdjęciu: Simha Rotem (Kazik Ratajzer) podczas obchodów 70. rocznicy powstania w getcie warszawskim

 


PAP

 

Ratajzer walczył w powstaniu w getcie warszawskim. Przygotował po "aryjskiej stronie" ratunek dla bojowców ŻOB, którzy wyszli z getta kanałami; dzięki niemu ocaleli. Wziął też udział w Powstaniu Warszawskim. W 1945 r. wraz z Gelblum opuścił Polskę. Przyłączyli się do Żydów ocalałych z Holokaustu, planujących zemstę na Niemcach. Brali udział w nieudanej akcji zatrucia chleba dla esesmanów w amerykańskim obozie pod Monachium. W 1946 r. Kazik osiadł w Palestynie, gdzie zmienił nazwisko na Simha Rotem. Gelblum w 1948 r. wróciła do Polski.

Rotem walczył w trzech wojnach Izraela z państwami arabskimi. Jako członek Rady Instytutu Yad Vashem dopilnował, aby Polacy, którzy pomagali powstańcom z getta, mieli swe drzewka sprawiedliwych. W 70. rocznicę powstania w getcie został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Łukasz Starzewski (PAP)

Tagi: getto warszawskie

oceń
9
1
Podziel się

Opinie

Ocena: -1 [3]
~MOC [2017-02-18 07:28]

Bardzo slusznie zeby pokazywac innym osobom osobiste listy.

odpowiedz

Ocena: 0 [10]
~szok [2017-02-18 07:03]

Sądzić się do upadłego. 92 lata.

odpowiedz

Ocena: -4 [20]
~Taki Jeden [2017-02-18 06:45]

Po wysłaniu do adresata to już nie są JEGO listy, tylko adresata. Jeśli adresat się zgodzi - ten mało ma do gadania. Trzeba było ważyć słowa i czyny. Sprawy mają prawo wypływać.

odpowiedz

Ocena: +8 [24]
~ika [2017-02-18 06:15]

facet ma rację wydawnictwo powinno się również z nim lub jego rodziną skontaktować czy może listy wykorzystać, gdyby oboje nie żyli to zgoda córki wystarczyłaby, ale świadkowie tamtych dni jeszcze żyją czego PWN nie wzięło pod uwagę

odpowiedz